Wszystkie wpisy – Bartosz Obermüller

Wszystkie wpisy

psychologia biznesu / rozwój osobisty / sztuczna inteligencja / technologia / zarządzanie zespołemKiedy myślimy o sztucznej inteligencji (AI), często wyobrażamy sobie scenariusze rodem z filmów science fiction – roboty zastępujące ludzi w każdej możliwej dziedzinie. Ale jak to naprawdę wygląda w dzisiejszym świecie, gdzie AI staje się coraz bardziej powszechna? Czy powinniśmy obawiać się o nasze miejsca pracy? Często zastanawiam się nad wpływem, jaki AI ma i będzie miała na naszą codzienność, zwłaszcza w kontekście rynku pracy. W tym artykule chciałbym przybliżyć Wam, jak sztuczna inteligencja zmienia oblicze wielu branż, a także jakie możliwości otwiera przed nami, zarówno jako pracownikami, jak i przedsiębiorcami. Zapraszam do lektury, w której spróbuję rozwiać niektóre obawy i pokazać, że AI może być nie tyle zagrożeniem dla rynku pracy, ile szansą na jego ewolucję i rozwój. Czy rzeczywiście musimy obawiać się utraty pracy przez zwykłych ludzi, czy też może powinniśmy przygotować się na zupełnie nowe, niespotykane dotąd możliwości? Historyczny kontekst AI i pracy Kiedy spojrzymy wstecz, zauważymy, że strach przed nowymi technologiami nie jest niczym nowym. Już od czasów rewolucji przemysłowej ludzkość obawiała się, że maszyny zabiorą im pracę. Jednak historia pokazała nam, że każda taka rewolucja technologiczna, choć niewątpliwie przynosiła zmiany, otwierała również drzwi do nowych możliwości i ścieżek rozwoju. Sztuczna inteligencja, choć wydaje się być nowym wyzwaniem, nie różni się pod tym względem od maszyn parowych czy linii montażowych z przeszłości. Od jej pierwszych kroków w latach 50. XX wieku, przez gry w szachy z mistrzami świata, aż po dzisiejsze zaawansowane algorytmy, AI ewoluowała, wprowadzając zmiany w sposób, w jaki pracujemy, komunikujemy się i podejmujemy decyzje. Przyjrzyjmy się jednak, jak na przestrzeni lat zmieniało się nasze podejście do pracy i jak nowe technologie, w tym AI, przyczyniły się do tych zmian. Wcześniej praca była głównie fizyczna, wymagała siły i wytrzymałości. Rewolucja przemysłowa przeniosła nas do fabryk, a następnie era informatyczna do biur i przed komputery. Teraz, w erze AI, stoimy u progu kolejnej zmiany – pracy wspomaganej inteligentnymi systemami, które mogą analizować, uczyć się i w pewnym sensie “myśleć”. To, co ważne, każda z tych zmian przynosiła obawy, ale i niesamowite możliwości rozwoju. Ludzie, zamiast być zastępowani, byli przekwalifikowywani, aby współpracować z nowymi technologiami. Tak samo dzieje się i teraz – AI nie tyle zastępuje ludzką pracę, ile ją transformuje, wymagając od nas adaptacji i rozwijania nowych umiejętności. W tym świetle, sztuczna inteligencja nie jest końcem pracy, jaką znamy, ale początkiem nowego rozdziału, w którym ludzie i maszyny współpracują, aby osiągnąć więcej niż kiedykolwiek przedtem. Obecne trendy i statystyki W dzisiejszych czasach sztuczna inteligencja jest obecna niemal w każdej branży, od medycyny, przez finanse, aż po edukację i rozrywkę. Jej wpływ na rynek pracy jest zatem nie do przecenienia, ale co to dokładnie oznacza w praktyce? Zacznijmy od kilku liczb, które rzucają światło na obecną sytuację. Według badań, AI ma potencjał do zwiększenia globalnego PKB o 14% do roku 2030, co przekłada się na dodatkowe 15,7 biliona dolarów. To ogromna wartość, która pokazuje nie tylko wpływ AI na efektywność pracy, ale również na tworzenie nowych miejsc pracy i sektorów gospodarki. Ale czy AI faktycznie “zabiera” ludziom pracę? Statystyki wskazują, że choć niektóre zawody mogą zostać zautomatyzowane, to równocześnie powstają nowe, wymagające zupełnie nowych umiejętności. Co więcej, AI może pomóc ludziom w wykonywaniu obecnych zadań bardziej efektywnie, co przekłada się na lepszą jakość życia i większą satysfakcję z pracy. Przykłady z życia codziennego doskonale ilustrują ten trend. Rozwój chatbotów obsługujących klientów pozwolił na to, że pracownicy mogą skupić się na bardziej skomplikowanych zapytaniach i problemach, zapewniając lepszą obsługę. W medycynie, algorytmy AI wspierają lekarzy w diagnozowaniu chorób, co znacząco zwiększa skuteczność leczenia. W edukacji, personalizowane programy nauczania dostosowują się do indywidualnych potrzeb ucznia, co otwiera nowe możliwości w zakresie kształcenia. To tylko niektóre przykłady pokazujące, jak AI zmienia rynek pracy – nie poprzez eliminowanie miejsc pracy, ale przez transformację i tworzenie nowych, często bardziej satysfakcjonujących i lepiej płatnych ról. Przed nami świat, w którym praca ludzka współistnieje z maszynami, a kluczem do sukcesu jest adaptacja i ciągłe rozwijanie nowych umiejętności. AI a ludzkie umiejętności W obliczu dynamicznie rozwijającej się sztucznej inteligencji, wielu z nas zastanawia się, które umiejętności będą kluczowe, aby nie tylko przetrwać, ale i prosperować na rynku pracy przyszłości. Odpowiedź leży nie tyle w konkretnych narzędziach czy technologiach, ile w umiejętnościach, które są wyjątkowo ludzkie. Empatia, kreatywność, zdolność do myślenia krytycznego i rozwiązywania problemów – to umiejętności, które AI wciąż ma trudności z naśladowaniem. W erze, gdzie maszyny zajmują się rutynowymi, powtarzalnymi zadaniami, właśnie te głęboko ludzkie cechy stają się bardziej cenione niż kiedykolwiek. Są one kluczem do innowacji, tworzenia nowych produktów, usług i rozwiązań, które mogą zmieniać świat. Jednocześnie, pojawia się potrzeba ciągłego kształcenia i adaptacji. Nauka nowych technologii, zrozumienie podstaw sztucznej inteligencji i danych, stają się ważne dla każdego z nas. Nie chodzi jednak o to, aby każdy z nas stał się ekspertem w tych dziedzinach, ale abyśmy potrafili efektywnie współpracować z maszynami i wykorzystywać ich potencjał do wzmacniania naszych naturalnych umiejętności. Rozwijanie umiejętności miękkich, takich jak komunikacja, praca zespołowa, czy zarządzanie projektami, również zyskuje na znaczeniu. W świecie, gdzie technologia jest wszechobecna, to właśnie zdolność do efektywnej współpracy z innymi ludźmi, rozumienie ich potrzeb i oczekiwań, może stanowić przewagę konkurencyjną. W tym kontekście, każdy z nas stoi przed wyzwaniem, ale i niezwykłą szansą. Szansą na rozwój osobisty, na naukę nowych rzeczy, na przekraczanie granic tego, co możliwe. Sztuczna inteligencja może być naszym sojusznikiem w tej podróży, narzędziem, które pomoże nam odkrywać nowe horyzonty i realizować się zarówno w życiu zawodowym, jak i osobistym. Etyczne i społeczne implikacje AI W miarę jak sztuczna inteligencja staje się coraz bardziej zaawansowana i wszechobecna w naszym życiu, pojawiają się pytania dotyczące jej etycznych i społecznych implikacji. To ważne, aby w trakcie projektowania i implementacji technologii AI zawsze brać pod uwagę jej wpływ na społeczeństwo. Jednym z kluczowych wyzwań jest zagwarantowanie, że rozwój AI odbywa się w sposób, który jest sprawiedliwy i ogólnodostępny. Należy zadbać o to, aby algorytmy nie utrwalały istniejących uprzedzeń i nierówności, lecz przeciwdziałały im, zapewniając równy dostęp do możliwości, jakie oferuje ta technologia. Ponadto, ważne jest, aby w dialog na temat AI włączyć jak najszersze spektrum osób – od naukowców, przez przedsiębiorców, po zwykłych użytkowników. Tylko w ten sposób możemy zbudować społeczeństwo, w którym AI służy dobru wspólnemu, a nie wyłącznie interesom wąskiej grupy. Odpowiedzialne korzystanie z AI wymaga również rozważenia kwestii prywatności i bezpieczeństwa danych. W dobie cyfrowej, gdzie dane są niezwykle cenne, musimy zapewnić, że systemy AI są projektowane i wykorzystywane w sposób, który chroni informacje osobiste i zapobiega nadużyciom. W naszej firmie, podchodzimy do tych kwestii z pełną świadomością i odpowiedzialnością. Rozumiemy, że technologia, którą tworzymy, ma realny wpływ na życie ludzi i społeczeństwo. Dlatego też kładziemy duży nacisk na etyczne aspekty naszej pracy, dbając o to, aby nasze rozwiązania były bezpieczne, transparentne i służyły wszystkim, bez wyjątku. Podsumowanie Podsumowując, sztuczna inteligencja nieubłaganie zmienia oblicze rynku pracy, ale nie musi to oznaczać utraty pracy przez zwykłych ludzi. Wręcz przeciwnie, AI otwiera przed nami drzwi do nowych możliwości, wymagając jednocześnie adaptacji i rozwijania nowych umiejętności. Poprzez współpracę z inteligentnymi systemami, możemy nie tylko uczynić naszą pracę bardziej efektywną, ale również odkrywać nowe horyzonty dla osobistego i zawodowego rozwoju. Ważne jest, aby w tym procesie nie zapominać o etycznych i społecznych aspektach technologii, dbając o to, aby AI służyła dobru wspólnemu. Wyzwanie jest duże, ale równie wielkie są możliwości, jakie przed nami stoją. W erze sztucznej inteligencji, kluczem do sukcesu jest ciągła nauka, otwartość na zmiany i gotowość do współpracy zarówno z ludźmi, jak i maszynami. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / rozwój osobisty / sztuczna inteligencja / technologiaW poprzednim artykule Sztuczna inteligencja – rodzaje i sposoby uczenia wprowadziłem nieco zagadnień teoretycznych dotyczących sztucznej inteligencji.   Po zrozumieniu podstawowych rodzajów sztucznej inteligencji oraz metod, dzięki którym AI uczy się i rozwija, nadszedł czas, aby przyjrzeć się kluczowym technologiom i konkretnym zastosowaniom AI, które rewolucjonizują świat wokół nas. Niezależnie od tego, czy chodzi o ulepszanie codziennych zadań, optymalizację procesów biznesowych czy wprowadzanie przełomowych innowacji, AI znajduje swoje miejsce w każdym zakątku naszego życia. Przetwarzanie języka naturalnego (NLP)  NLP to gałąź AI, która zajmuje się interpretacją, rozumieniem i generowaniem ludzkiego języka przez maszyny. Dzięki NLP, komputery mogą analizować i rozumieć zapytania w języku naturalnym, co umożliwia tworzenie inteligentnych asystentów (jak Siri czy Alexa), systemów tłumaczących w czasie rzeczywistym, czy narzędzi do analizy sentymentu w mediach społecznościowych. NLP otwiera drzwi do bardziej intuicyjnych i naturalnych interakcji między człowiekiem a maszyną, zmieniając sposób, w jaki komunikujemy się z technologią. Machine Learning i Deep Learning  Te dwie technologie stanowią serce większości systemów AI. Machine Learning (ML) pozwala komputerom uczyć się z doświadczenia i poprawiać swoje działanie w oparciu o gromadzone dane, bez konieczności programowania dla każdego nowego zadania. Deep Learning, zaawansowana forma ML, wykorzystuje głębokie sieci neuronowe do analizy dużych zbiorów danych, co znajduje zastosowanie w rozpoznawaniu mowy, obrazów i przewidywaniu trendów. Od personalizacji w serwisach streamingowych po zaawansowaną diagnostykę medyczną, ML i Deep Learning rewolucjonizują wiele branż. Rozpoznawanie obrazów  AI potrafi nie tylko rozumieć tekst i mowę, ale również “widzieć”. Rozpoznawanie obrazów umożliwia identyfikację elementów, osób, symboli czy nawet emocji na obrazach i wideo. Zastosowania sięgają od bezpieczeństwa, przez medycynę (analiza obrazów medycznych w celu wykrywania chorób), po rozrywkę i handel detaliczny (np. aplikacje do wirtualnego przymierzania ubrań). Automatyzacja i robotyka  Połączenie AI z robotyką otwiera nowe możliwości w automatyzacji zadań, które dotychczas wymagały ludzkiej interwencji. Roboty wyposażone w AI mogą wykonywać skomplikowane zadania, od produkcji przemysłowej, przez operacje chirurgiczne, aż po obsługę klienta i pomoc domową. Automatyzacja z wykorzystaniem AI nie tylko zwiększa efektywność i precyzję, ale również umożliwia ludziom skupienie się na bardziej twórczych i mniej monotonnych zadaniach. Te technologie i zastosowania to tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o potencjał AI. W następnych latach możemy spodziewać się jeszcze bardziej zaawansowanych rozwiązań, które będą kształtować nasz świat w sposób, który dziś może wydawać się niemożliwy do wyobrażenia. W kontekście biznesowym, zrozumienie i wdrożenie tych technologii może stanowić klucz do osiągnięcia przewagi konkurencyjnej, niezależnie od branży. Przykłady wykorzystania AI w życiu codziennym ChatGPT GPT (Generative Pre-trained Transformer), w tym jego iteracje takie jak ChatGPT, jest zaawansowanym reprezentantem technologii NLP (Natural Language Processing), czyli przetwarzania języka naturalnego. GPT wykorzystuje głębokie uczenie (deep learning), a konkretnie architekturę transformer, do generowania tekstów, które naśladują ludzki sposób pisania. Dzięki treningowi na ogromnych zbiorach danych tekstowych, GPT jest w stanie rozumieć i generować odpowiedzi na pytania użytkowników, tworzyć spójne i zrozumiałe teksty na zadane tematy oraz wykonywać wiele innych zadań związanych z językiem naturalnym. Technologia ta umożliwia efektywną interakcję maszyn z ludźmi przy użyciu ludzkiego języka, co stanowi kluczowy aspekt NLP. Chiński system kamer i rozpoznawania twarzy Ta zaawansowana sieć monitoringu wykorzystuje technologię AI do identyfikacji osób w przestrzeni publicznej w czasie rzeczywistym, co stanowi jeden z najbardziej rozbudowanych systemów nadzoru na świecie. Niepotwierdzone przez rząd chiński dane wskazują na wykorzystanie nawet miliarda kamer, z których obrazy są przetwarzane i interpretowane w czasie rzeczywistym. System ten opiera się na rozpoznawaniu twarzy – specjalizacji przetwarzania obrazów, która jest kluczowym komponentem NLP (Natural Language Processing), choć w tym przypadku skupiamy się bardziej na rozpoznawaniu wizualnym niż na przetwarzaniu języka. Dzięki zastosowaniu algorytmów machine learning i deep learning, system jest w stanie analizować ogromne ilości danych wizualnych, identyfikować indywidualne cechy twarzy i porównywać je z bazami danych. To właśnie ta zdolność do nauki i adaptacji w oparciu o gromadzone informacje sprawia, że można uznać ten system za wyrazisty przykład wykorzystania sztucznej inteligencji w dziedzinie bezpieczeństwa publicznego. Jednakże, jak to często bywa z nowoczesnymi technologiami, ich aplikacja niesie za sobą zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje. Z jednej strony, system monitoringu AI może znacznie przyczynić się do zwiększenia bezpieczeństwa publicznego, pomagając w walce z przestępczością i zapewniając szybką reakcję na zagrożenia. Z drugiej jednak strony, rodzi on pytania dotyczące prywatności, wolności obywatelskich i etyki stosowania AI w nadzorze nad społeczeństwem. Dyskusja na temat równowagi między bezpieczeństwem a prywatnością w kontekście wykorzystania sztucznej inteligencji w nadzorze jest więc nie tylko aktualna, ale i niezbędna w obliczu coraz szerszego wdrażania tych technologii na całym świecie. Autonomiczne pojazdy Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów wykorzystania sztucznej inteligencji w naszym codziennym życiu jest autonomiczna jazda. Samochody wyposażone w technologie AI, które umożliwiają im samodzielne poruszanie się po drogach, rewolucjonizują pojęcie mobilności i transportu. Firmy takie jak Tesla, Waymo czy Uber, intensywnie rozwijają i testują technologie autonomicznej jazdy, które obiecują uczynić podróżowanie nie tylko wygodniejszym, ale i bezpieczniejszym, redukując ryzyko wypadków spowodowanych błędami ludzkimi. Technologia ta wykorzystuje zaawansowane systemy sensorów i algorytmy AI do analizy danych z otoczenia w czasie rzeczywistym, umożliwiając pojazdom podejmowanie decyzji dotyczących nawigacji, prędkości oraz unikania przeszkód. Autonomiczne pojazdy są już obecne na niektórych drogach i w specyficznych warunkach testowych, a ich dalszy rozwój zapowiada era, w której samochody będą mogły całkowicie przejąć kontrolę nad jazdą, oferując pasażerom luksus bezproblemowych podróży bez bezpośredniego udziału człowieka. To przykład, jak sztuczna inteligencja zmienia nasze życie, oferując rozwiązania, które jeszcze niedawno wydawały się być wyłącznie elementem science fiction. Moje doświadczenia z wykorzystaniem AI w praktyce W świetle omówionych wcześniej technologii i metod, nasza firma wykorzystuje potencjał sztucznej inteligencji do tworzenia innowacyjnych, dedykowanych rozwiązań informatycznych. Nasza praca koncentruje się na zastosowaniach AI, które nie tylko optymalizują procesy, ale również wprowadzają rewolucję w sposobie, w jaki nasze społeczeństwo funkcjonuje. Przykłady? Proszę bardzo: Rozpoznawanie tablic rejestracyjnych pojazdów zaparkowanych w strefach miejskich Wykorzystując technologie AI do rozpoznawania obrazów, stworzyliśmy system, który automatycznie identyfikuje tablice rejestracyjne pojazdów. Dzięki temu możliwe było przeprowadzenie badań dotyczących zajętości miejsc parkingowych w miejskiej strefie parkingowej, rotacji na poszczególnych miejscach, a w efekcie optymalizację ruchu pojazdów i układu parkingów w mieście. To rozwiązanie nie tylko usprawnia zarządzanie miejską przestrzenią, ale również przyczynia się do redukcji korków i poprawy jakości życia mieszkańców. Optymalizacja wyszukiwania i rekomendacji wyników dla użytkowników Nasz system rekomendacji, oparty na algorytmach Machine Learning, analizuje zachowania użytkowników, aby dostarczać im bardziej trafne i spersonalizowane wyniki wyszukiwania. Dzięki temu nasi klienci mogą zwiększyć zaangażowanie i satysfakcję swoich użytkowników, poprawiając jednocześnie wyniki sprzedaży i lojalność klientów. Jest to przykład na to, jak inteligentna analiza danych może przyczynić się do wzrostu biznesowego. Rozpoznawanie treści w dokumentach medycznych (OCR) i budowa aplikacji do indywidualnej dokumentacji medycznej użytkownika Innym projektem było stworzenie aplikacji korzystającej z OCR (Optical Character Recognition) do analizy i przetwarzania dokumentacji medycznej. Dzięki zaawansowanemu rozpoznawaniu tekstu, aplikacja umożliwia użytkownikom tworzenie cyfrowych wersji ich dokumentów medycznych, ułatwiając zarządzanie historią leczenia i konsultacje lekarskie. To zastosowanie AI znacząco wpływa na sektor opieki zdrowotnej, poprawiając dostęp do informacji medycznych i personalizację opieki. Nasze doświadczenie w realizacji projektów wykorzystujących AI pokazuje, jak technologia ta może służyć społeczeństwu i biznesowi, oferując rozwiązania na wyzwania współczesnego świata. Dzięki naszej pracy, organizacje mogą nie tylko optymalizować swoje procesy, ale również wprowadzać innowacje, które mają realny wpływ na życie ludzi. Nasze projekty stanowią dowód na to, że odpowiednie wykorzystanie AI może przynieść korzyści na wielu płaszczyznach, od ulepszania usług miejskich, przez personalizację doświadczeń użytkownika, aż po rewolucję w zarządzaniu opieką zdrowotną. W każdym z tych projektów kierujemy się nie tylko dążeniem do innowacyjności, ale również etyką i odpowiedzialnością za wpływ, jaki nasze rozwiązania mają na świat. Wierzymy, że przyszłość należy do tych, którzy potrafią mądrze wykorzystać możliwości, jakie oferuje sztuczna inteligencja, i dlatego nieustannie poszukujemy nowych obszarów, w których możemy zastosować naszą wiedzę i doświadczenie, aby tworzyć jeszcze lepsze, jeszcze bardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania. Podsumowanie Podsumowując, sztuczna inteligencja nie jest już odległą technologią przyszłości – jest tu i teraz, przekształcając świat wokół nas w sposób, który jeszcze kilka lat temu wydawał się niemożliwy. Od optymalizacji procesów biznesowych, przez ulepszanie jakości życia, po otwieranie nowych ścieżek innowacji, AI stała się nieodłącznym elementem naszej codzienności. Nasza firma, wykorzystując doświadczenie i wiedzę w dziedzinie technologii AI, dąży do tego, by nie tylko podążać za tymi zmianami, ale również aktywnie je kształtować, tworząc rozwiązania, które odpowiadają na realne potrzeby ludzi i organizacji. Wierzymy, że odpowiedzialne wykorzystanie AI może prowadzić do tworzenia bardziej inkluzywnego, efektywnego i zdrowego społeczeństwa. Nasze zaangażowanie w rozwój technologii skupia się na poszukiwaniu nowych możliwości, aby nasze rozwiązania były jeszcze bardziej innowacyjne, bezpieczne i dostosowane do potrzeb użytkowników. Zapraszamy do współpracy i dołączenia do naszej podróży w świat AI, gdzie razem możemy tworzyć przyszłość, która inspiruje i przynosi realne korzyści dla wszystkich. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / rozwój osobisty / sztuczna inteligencja / technologiaW dobie cyfrowej transformacji, gdzie technologia szybko ewoluuje i staje się nieodłącznym elementem naszego codziennego życia oraz działalności biznesowej, sztuczna inteligencja (AI) wyłania się jako jedno z najbardziej fascynujących i dynamicznie rozwijających się obszarów. Od prostych asystentów głosowych, które pomagają nam w codziennych zadaniach, po zaawansowane systemy, które przewidują trendy rynkowe, AI jest wszędzie. Wpływa na sposób, w jaki pracujemy, komunikujemy się, a nawet podejmujemy decyzje. W tym artykule zgłębimy tajniki sztucznej inteligencji, przyjrzymy się różnym rodzajom AI i odkryjemy, jak można je wykorzystać w praktyce, zwłaszcza w kontekście biznesowym i technologicznym. Celem jest nie tylko zrozumienie potęgi i złożoności AI, ale również przedstawienie, jak dzięki niej można tworzyć innowacyjne, dedykowane rozwiązania informatyczne, które przekształcają branże i codzienne życie. Zapraszam do lektury, która mam nadzieję, rozwieje niektóre wątpliwości i otworzy przed Tobą nowe perspektywy na wykorzystanie sztucznej inteligencji w Twojej działalności lub zainteresowaniach. O sztucznej inteligencji i różnych ciekawostkach związanych z nią samą i jej wykorzystaniem pisałem w artykule Sztuczna inteligencja. W tym artykule będzie nieco mniej ciekawostek, a trochę bardziej konkretnie. Podstawowe rodzaje sztucznej inteligencji Zanurzając się głębiej w świat sztucznej inteligencji, warto zacząć od podstaw – czyli od zrozumienia, że AI nie jest monolitem, lecz różnorodnym ekosystemem inteligencji, który można podzielić na kilka kluczowych kategorii. Każda z nich oferuje unikalne możliwości i znajduje zastosowanie w różnych aspektach naszego życia i biznesu. Oto one: Narrow Artificial Intelligence (NAI), czyli Wąska Sztuczna Inteligencja To najczęściej spotykany rodzaj AI, specjalizujący się w konkretnych zadaniach. Myśl o wąskiej AI jako o wyjątkowo zdolnym specjaliście, który doskonale radzi sobie w swojej niszy, ale poza nią już niekoniecznie. Przykładami mogą być systemy rekomendacji, które sugerują, co obejrzeć na Netflixie, czy też chatboty obsługujące klientów na stronach internetowych. Te inteligentne systemy są zaprogramowane, aby wykonywać określone zadania – i robią to znakomicie, ale nie potrafią wykroczyć poza ramy swoich algorytmów. General Artificial Intelligence (AGI), czyli Ogólna Sztuczna Inteligencja AGI to wizja AI, która równa się lub przewyższa ludzką inteligencję w praktycznie każdym aspekcie, od rozumowania po uczenie się, postrzeganie i zrozumienie języka. To rodzaj AI, który potrafi nauczyć się dowolnego zadania, jakiego może podjąć się człowiek, nie będąc ograniczonym do jednej specjalizacji. Chociaż pełne zrealizowanie potencjału AGI jeszcze przed nami, to jest to kierunek, w którym zmierzają badania nad sztuczną inteligencją, otwierając nieskończone możliwości zastosowań, od kompleksowych systemów wspomagających podejmowanie decyzji po zaawansowane roboty. Artificial Superintelligence (ASI), czyli Nadludzka Sztuczna Inteligencja To przyszłościowy koncept AI, który przewyższa najbardziej błyskotliwe ludzkie umysły we wszystkich możliwych dziedzinach, włączając w to kreatywne zadania, podejmowanie decyzji i inteligencję emocjonalną. ASI reprezentuje etap, na którym sztuczna inteligencja nie tylko dorównuje, ale i przewyższa ludzkie zdolności, otwierając drzwi do rozwiązań i odkryć, które dzisiaj mogą wydawać się nam nieosiągalne. Wizja ASI to zarówno fascynująca, jak i nieco niepokojąca perspektywa, sugerująca zmiany w sposobie, w jaki ludzkość będzie rozwijać technologię i społeczeństwo. Sposoby uczenia sztucznej inteligencji Rozumienie różnorodności sztucznej inteligencji to jedno, ale aby w pełni docenić jej potencjał, musimy zagłębić się w mechanizmy, dzięki którym AI uczy się i ewoluuje. Sposoby uczenia sztucznej inteligencji można porównać do metod edukacyjnych stosowanych wśród ludzi – są różne techniki i podejścia, z których każde ma swoje mocne i słabe strony oraz idealne zastosowania. Oto trzy główne metody, które napędzają proces uczenia się AI: Uczenie nadzorowane To metoda, w której AI “uczy się na błędach”, dostając do dyspozycji zestaw danych wejściowych wraz z odpowiadającymi im odpowiedziami. Można to porównać do nauki z podręcznikiem, gdzie każde zadanie ma już przypisaną poprawną odpowiedź. Algorytm próbuje przewidzieć wynik na podstawie danych wejściowych, a następnie dostosowuje swoje procesy w oparciu o różnice między swoją odpowiedzią a odpowiedzią referencyjną. Jest to powszechnie stosowana metoda w systemach rozpoznawania obrazu czy analizie sentymentu, gdzie model może być trenowany na danych etykietowanych, aby z czasem coraz precyzyjniej identyfikować wzorce. Bardzo fajnie ten sposób uczenia AI przedstawia filmik, jaki znalazłem na YouTube: Uczenie nienadzorowane W tej metodzie AI jest pozostawiona samej sobie, aby znaleźć struktury w nieoznaczonych danych. Nie ma tutaj wyraźnych odpowiedzi, do których algorytm mógłby dążyć; zamiast tego, jego zadaniem jest zidentyfikowanie wzorców, grupowania lub innych interesujących cech w danych. Uczenie nienadzorowane jest jak eksploracja nieznanych terenów bez mapy – trudne, ale potencjalnie bardzo odkrywcze. Przykładem zastosowania mogą być systemy rekomendacyjne, które grupują użytkowników na podstawie podobieństw w ich zachowaniach bez wcześniej zdefiniowanych kategorii. Uczenie przez wzmacnianie To metoda, która nagradza AI za “dobre decyzje” i karze za “złe decyzje”, naśladując sposób, w jaki ludzie uczą się poprzez konsekwencje swoich działań. Algorytm wykonuje zadanie w określonym środowisku, gdzie za każdą pożądaną akcję otrzymuje punkty (nagrody), co motywuje go do eksplorowania i adaptowania strategii w celu maksymalizacji nagrody. Uczenie przez wzmacnianie jest szeroko stosowane w rozwijaniu autonomicznych pojazdów czy gier strategicznych, gdzie system musi nauczyć się strategii wygrywania poprzez próby i błędy. Każda z tych metod ma swoje unikatowe zastosowania i potencjał, otwierając przed sztuczną inteligencją drzwi do coraz bardziej zaawansowanych i złożonych zadań. Z powodzeniem metody te są wykorzystywane do tworzenia konkretnych rozwiązań informatycznych, które znajdują zastosowanie w różnych branżach i aspektach naszego życia. Podsumowanie Stojąc na progu nowej ery technologicznej, w której sztuczna inteligencja zaczyna pełnić rolę nie tylko innowacyjnego narzędzia, ale również partnera w kreowaniu przyszłości, warto zastanowić się nad miejscem, jakie AI zajmuje w naszym życiu i biznesie. W artykule starałem się pokazać różnorodny świat AI, odkrywając jej typy, sposoby uczenia i praktyczne zastosowania, które już teraz zmieniają oblicze wielu sektorów. Niemniej jednak, prawdziwa magia zaczyna się, gdy te technologie wychodzą poza teoretyczne ramy, stając się częścią tworzonych przez nas rozwiązań. W naszej firmie codziennie doświadczamy tego, jak AI potęguje możliwości projektów, nad którymi pracujemy, przekształcając je w produkty, które nie tylko odpowiadają na bieżące potrzeby rynku, ale również wyznaczają nowe kierunki rozwoju technologicznego. Dzięki AI możemy nie tylko efektywniej rozwiązywać istniejące problemy, ale również niejako przewidywać przyszłe wyzwania. Jako firma stawiamy na innowacje, które przybliżają nas do przyszłości, w której technologia i człowiek współpracują, tworząc rzeczywistość, która jeszcze niedawno była zarezerwowana dla świata science fiction. Zapraszam do współtworzenia tej przyszłości razem z nami, odkrywając nieograniczone możliwości, jakie niesie ze sobą sztuczna inteligencja. Niech ten artykuł będzie nie tylko źródłem wiedzy, ale również inspiracją do poszukiwania nowych, niekonwencjonalnych rozwiązań w Twojej działalności, pamiętając, że innowacja zaczyna się tam, gdzie kończy się strefa komfortu. [...]
biznes i zarządzanie / case study / oprogramowanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiW dzisiejszym świecie, gdzie technologia ewoluuje w zawrotnym tempie, sposób, w jaki firmy zarządzają swoimi procesami biznesowymi, może stanowić różnicę między stagnacją a dynamicznym rozwojem. W erze cyfryzacji, tradycyjne metody, takie jak ręczne zarządzanie danymi i osobisty kontakt z klientami, szybko stają się przestarzałe. Dla właścicieli firm, którzy próbują nadążyć za zmianami i skalować swoje przedsiębiorstwa, adaptacja nowoczesnych technologii nie jest już opcją – to konieczność. Ten artykuł przedstawia prawdziwą historię właściciela firmy działającej w sektorze B2C, który stanął przed ogromnym wyzwaniem: zarządzaniem rosnącą liczbą zleceń, które przekraczały możliwości jego dotychczasowych metod pracy. Opierając się na arkuszu Excela i ciągłej osobistej komunikacji telefonicznej z klientami, znalazł się w punkcie, gdzie dalszy rozwój jego firmy wydawał się niemożliwy bez poważnych zmian w podejściu do zarządzania procesami. Dzięki wdrożeniu dedykowanego rozwiązania informatycznego – składającego się z kilku współpracujących aplikacji – możliwe było nie tylko rozwiązanie istniejących problemów, ale także otwarcie drzwi do nowych możliwości biznesowych. Ten przykład jest nie tylko relacją z sukcesu naszego klienta, ale także przewodnikiem, demonstrującym, jak kluczowe jest odpowiednie zarządzanie procesami biznesowymi w erze cyfrowej transformacji. Pokazuje, jak technologia może nie tylko usprawnić istniejące operacje, ale również umożliwić ich skalowanie w sposób, który wcześniej wydawał się niemożliwy. Klient, którego historia stanowi trzon tej opowieści, prowadził firmę świadczącą usługi dla ponad 700 indywidualnych klientów miesięcznie. Każde zlecenie było rejestrowane ręcznie w arkuszu Excela – jedno zlecenie, jeden wiersz. System ten, choć wystarczający na początku działalności firmy, szybko stał się niewystarczający. W miarę wzrostu liczby klientów, zarządzanie tak dużą ilością danych stało się coraz bardziej skomplikowane i czasochłonne. Największym problemem była konieczność osobistego kontaktu telefonicznego z każdym klientem, zarówno w celu przyjęcia zlecenia, jak i jego obsługi. To niewyobrażalne obciążenie dla jednej osoby, szczególnie w sytuacji, gdy klientów są setki. Ponadto, po przyjęciu zlecenia, informacje były filtrowane, drukowane i fizycznie przekazywane pracownikom. Ta metoda nie tylko była czasochłonna, ale również narażona na błędy i opóźnienia. Według teorii zarządzania procesami biznesowymi, kluczem do efektywności jest automatyzacja i integracja procesów. W naszym przypadku, ręczne wprowadzanie danych i ich fizyczne przekazywanie pracownikom było przeciwieństwem tego podejścia. Firmy, które nie adaptują się do nowoczesnych technologii i metod zarządzania, często znajdują się w pułapce ograniczonej wydajności i trudności w skalowaniu. W tym kontekście, problem klienta był klasycznym przykładem wyzwań, z jakimi borykają się firmy w erze cyfrowej. Z diagnozy problemu wyłania się jasny obraz: nasz klient był w punkcie, w którym dalszy rozwój jego firmy był niemożliwy bez znaczących zmian w procesach biznesowych. Potrzebne było rozwiązanie, które nie tylko usprawni zarządzanie danymi, ale także zoptymalizuje kontakt z klientami i pracą zespołu. To wyzwanie stało się punktem wyjścia do wprowadzenia zintegrowanego rozwiązania informatycznego, które miało przekształcić sposób funkcjonowania firmy od podstaw. Pierwszym krokiem było zbudowanie strony internetowej oraz aplikacji mobilnej dla klientów. Te narzędzia pozwoliły klientom na samodzielne składanie zamówień oraz śledzenie postępu ich realizacji. Przeniesienie tych procesów do przestrzeni online znacząco odciążyło właściciela firmy od konieczności osobistego przyjmowania każdego zlecenia. Kolejnym elementem było stworzenie aplikacji do obsługi zleceń dla pracowników firmy. Wszystkie zlecenia składane przez klientów były automatycznie przekazywane do tej aplikacji, co pozwoliło na ich szybką i efektywną obsługę. Ta zmiana przyczyniła się do znacznego usprawnienia procesu zarządzania zleceniami i pracy zespołu. Aby zastąpić papierowe wydruki, wprowadziliśmy aplikację na tablety dla pracowników mobilnych. Informacje o zleceniach były teraz dostępne w formie cyfrowej i na bieżąco aktualizowane, co znacząco ułatwiło komunikację i przepływ informacji w firmie. Kluczowym aspektem tego rozwiązania było zapewnienie integracji między poszczególnymi aplikacjami. Dzięki temu wszystkie procesy biznesowe – od składania zamówień przez klientów, przez ich przyjmowanie i przetwarzanie, aż po realizację przez pracowników – zostały zautomatyzowane i usprawnione. To podejście odzwierciedla współczesne teorie zarządzania procesami biznesowymi, które akcentują znaczenie integracji systemów, automatyzacji procesów i mobilności. Przejście od ręcznego zarządzania danymi do zintegrowanego systemu cyfrowego jest przykładem, jak technologia może przyczynić się do efektywności operacyjnej i zwiększenia zdolności skalowania firmy. Wprowadzenie tych zmian otworzyło drogę do znacznego usprawnienia procesów biznesowych. Nie tylko zmniejszyło to obciążenie właściciela firmy, ale również pozwoliło na lepsze wykorzystanie zasobów ludzkich i technologicznych, co w efekcie przełożyło się na większą satysfakcję klientów i wzrost efektywności firmy. Wdrożenie nowego systemu było procesem stopniowym, wymagającym ścisłej współpracy z klientem. Rozpoczęliśmy od analizy potrzeb i procesów biznesowych, aby dostosować funkcjonalności systemu do specyfiki działalności firmy. Następnie, krok po kroku, wprowadzaliśmy poszczególne elementy systemu: stronę internetową, aplikację mobilną dla klientów, aplikację do obsługi zleceń i aplikację na tablety dla pracowników mobilnych. Kluczowe było tutaj szkolenie personelu i zapewnienie wsparcia technicznego w początkowym okresie użytkowania nowych narzędzi. Efekty wprowadzenia nowego systemu były widoczne niemal natychmiast. Zautomatyzowane przyjmowanie i obsługa zleceń znacząco odciążyły właściciela firmy, który nie musiał już spędzać niemal całych dni na rozmowach telefonicznych z klientami. Pracownicy, wyposażeni w tablety z aplikacją, mogli efektywniej i szybciej reagować na potrzeby klientów. Informacje o zleceniach były teraz dostępne w czasie rzeczywistym, co znacząco poprawiło komunikację wewnętrzną i przepływ pracy. Po wdrożeniu systemu, firma zanotowała wzrost wydajności o ponad 50%. Liczba błędów w przetwarzaniu zleceń spadła drastycznie, a satysfakcja klientów wzrosła, co przełożyło się na lepsze opinie i zwiększone zainteresowanie usługami firmy. Co najważniejsze, system pozwolił na łatwe skalowanie działalności – liczba obsługiwanych zleceń wzrosła do ponad 2000 miesięcznie, bez dodatkowego obciążenia dla właściciela i zespołu. Analiza wyników pokazała, że skuteczność nowego systemu wynikała nie tylko z automatyzacji procesów, ale także z lepszej integracji i komunikacji między różnymi działami firmy. Zmiana z papierowego na cyfrowy systemu zarządzania przekształciła sposób, w jaki firma funkcjonowała na co dzień, otwierając nowe możliwości rozwoju i adaptacji do zmieniającego się rynku. Ostateczna analiza skuteczności wdrożonego rozwiązania informatycznego rzuca światło na znaczenie przemyślanej transformacji cyfrowej w biznesie. Integracja systemów, automatyzacja procesów i poprawa komunikacji wewnętrznej przyniosły nie tylko natychmiastowe korzyści w postaci wyższej wydajności i lepszej obsługi klienta, ale również umożliwiły długoterminowe skalowanie biznesu.  Przypadek naszego klienta jest wyrazistym przykładem, jak strategiczne podejście do cyfryzacji i optymalizacji procesów biznesowych może odmienić losy firmy. Historia ta dowodzi, że w dobie cyfrowej transformacji, nie tylko elastyczność i innowacyjność są kluczowe, ale również gotowość do redefinicji sposobu prowadzenia działalności. Dla właścicieli firm, którzy znajdują się na podobnym zakręcie, ta opowieść może być inspiracją do odważnych zmian, które prowadzą do wzrostu, efektywności i lepszego zrozumienia potrzeb ich klientów. Pamiętajmy, że w biznesie, podobnie jak w technologii, ciągłe doskonalenie i adaptacja są fundamentem trwałego sukcesu. [...]
biznes i zarządzanie / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemPewien mój znajomy podchodzi do życia w taki sposób, że wszędzie doszukuje się potencjalnych problemów i możliwych kłopotów. Zawsze, nawet w prostych sytuacjach, widzi dziesiątki potencjalnych zagrożeń, ryzyk i powodów do niepokoju. Zastanawia się co się może zepsuć? Jak zabezpieczyć się przed możliwymi niebezpieczeństwami? Jak uniknąć awarii lub zagrożeń? Jego podejście dotyczy zarówno sfery prywatnej, jak i projektów realizowanych przez jego firmę. Za każdym razem, gdy pojawia się nowy projekt, obudowuje się setkami zabezpieczeń, które mają uchronić jego firmę przed jakąkolwiek złą sytuacją, która być może się wydarzy. Zwykle ze wszystkich przewidzianych sytuacji wydarza się jedna, albo żadna. Natomiast na zabezpieczenie się przed wszystkimi możliwościami poświęca on mnóstwo energii i zasobów. Czasem ta potrzeba wprowadzenia ogromnej liczby zabezpieczeń doprowadza do tego, że gotowy niemal do rozpoczęcia kontrakt, nie zostaje ostatecznie podpisany.  Czy należy to postępowanie traktować zatem jako nadmiarowe i niepotrzebne? Ta praktyka wynika z wcześniejszych doświadczeń mojego znajomego, więc w jego oczach daje mu szansę na uniknięcie podobnych złych sytuacji w przyszłości. Jego zdaniem jest więc bardzo zasadna. Zachowanie to było moim pierwszym skojarzeniem, gdy kilka lat temu zetknąłem się z teorią “Invert, always invert” (“Odwracaj, zawsze odwracaj”), której najbardziej znanym propagatorem w ostatnich latach jest Charlie Munger, wiceprezes Berkshire Hathaway i długoletni współpracownik Warrena Buffetta. W rzeczywistości teoria ta ma swoje korzenie w historii i filozofii, a Munger popularyzował ją jako podejście do rozwiązywania problemów w biznesie i życiu. Pochodzenie tego powiedzenia sięga niemieckiego matematyka i astronoma żyjącego w XIX wieku, Carla Gustava Jacoba Jacobi. Jacobi słynął z radzenia swoim uczniom, aby w trudnych problemach matematycznych stosowali metodę “man muss immer umkehren” (należy zawsze odwracać). Jego podejście polegało na tym, że aby rozwiązać trudny problem, często warto spojrzeć na niego od końca, czyli odwrócić go. Charlie Munger zaadaptował to podejście do inwestycji i decyzji biznesowych. Podkreślał, że odwracanie problemów pozwala zobaczyć rzeczy z innej perspektywy i często ujawnia rozwiązania, których inaczej by się nie zauważyło. Dla Mungera, myślenie odwrotne jest narzędziem do unikania typowych błędów i pułapek w myśleniu. Przykładem zastosowania tej zasady przez Mungera jest analiza potencjalnych inwestycji: zamiast tylko pytać “Dlaczego ta inwestycja może się udać?”, ważne jest również zapytanie “Dlaczego ta inwestycja może się NIE udać?”. Odpowiedzi na to drugie pytanie mogą ujawnić ryzyka i zagrożenia, których inaczej by się nie dostrzegło. Munger wielokrotnie podkreślał wartość tej metody w różnych aspektach życia, od inwestycji po podejmowanie życiowych decyzji. Jego zdaniem, stosowanie odwracania pozwala na głębsze zrozumienie problemów i skuteczniejsze ich rozwiązywanie. Postępowanie mojego znajomego jest pewną ekstremalną wersją teorii “Invert, always invert”. Taką, w której negatywne aspekty przysłaniają pozytywne możliwości realizacji projektów i kontraktów. Jeśli natomiast przyjmiemy, że teorię tę chcemy wykorzystać w sposób konstruktywny, to może być ona bardzo przydatna i efektywna. Metoda “Invert, always invert”, mimo swojej prostoty, otwiera przed nami drzwi do głębszego zrozumienia i przewidywania wyzwań, które mogą pojawić się na naszej drodze. Przyjmując za punkt wyjścia podejście mojego znajomego, który w każdej sytuacji dostrzega potencjalne zagrożenia, warto zastanowić się nad znaczeniem tej metody w szerszym kontekście. Jej esencja nie leży w ciągłym oczekiwaniu na niepowodzenie, ale w uważnym rozpoznawaniu i adresowaniu potencjalnych przeszkód zanim staną się one problemem. W ten sposób, zamiast pozwalać aby strach przed możliwymi niepowodzeniami zdominował nasze działania, uczymy się przekształcać te obawy w konstruktywne strategie, które pomagają nam unikać rzeczywistych pułapek. To podejście wymaga od nas nie tylko krytycznego myślenia, ale także zdolności do antycypacji i planowania, co w konsekwencji może prowadzić do bardziej przemyślanych i zrównoważonych decyzji. Przechodząc od teorii do praktyki, kluczem do konstruktywnego zastosowania metody “Invert, always invert” jest znalezienie złotego środka między nieustannym poszukiwaniem potencjalnych problemów a utrzymaniem otwartości na nowe możliwości. W praktyce oznacza to, że zamiast budować wokół każdego projektu mur zabezpieczeń na wypadek każdej, nawet najmniej prawdopodobnej katastrofy, warto skupić się na realnych i znaczących ryzykach. To nie oznacza lekceważenia zagrożeń, ale raczej selektywne i strategiczne ich adresowanie. Dzięki temu, zamiast paraliżować się myślą o tym, że wszystko może pójść nie tak, możemy skierować naszą energię na to, co najważniejsze – efektywne rozwiązywanie problemów i realizowanie celów. Umiar i zdrowy rozsądek w ocenie ryzyka stają się więc naszymi najlepszymi sojusznikami, pozwalając na osiągnięcie zamierzonych rezultatów bez niepotrzebnego marnowania zasobów na zabezpieczanie się przed każdą, nawet najbardziej abstrakcyjną ewentualnością. Aby zilustrować, jak metoda “Invert, always invert” może być stosowana w praktyce w sposób konstruktywny, weźmy pod uwagę zarządzanie projektem. Zamiast skupiać się wyłącznie na pytaniu “Jak możemy zrealizować ten projekt bez żadnych przeszkód?”, skuteczniejszym podejściem będzie zastanowienie się nad “Jakie specyficzne problemy mogą stanąć na drodze do sukcesu tego projektu i jak możemy je rozwiązać lub im zapobiec?”. Tym sposobem, zamiast tworzyć niezliczone zabezpieczenia przed hipotetycznymi ryzykami, koncentrujemy się na tych najbardziej krytycznych punktach, które faktycznie mogą wpłynąć na przebieg i wynik projektu. Ta zmiana perspektywy pozwala nie tylko oszczędzić zasoby, ale także zwiększa szanse na pomyślne zakończenie projektu, ponieważ zespoły mogą lepiej przygotować się na realne wyzwania, zamiast rozpraszać swoje siły na mniej istotne zagrożenia. Ostatecznie, to pragmatyczne podejście do odwracania problemów przynosi korzyści zarówno w kontekście zawodowym, jak i osobistym, pozwalając na skuteczniejsze i bardziej ukierunkowane działanie. Rozpoczęcie stosowania metody “Invert, always invert” w codziennym życiu i w pracy może wydawać się wyzwaniem, ale pierwszym krokiem jest zastosowanie prostego ćwiczenia: regularnie zadawaj sobie pytanie “Co mogłoby pójść nie tak?” w różnych sytuacjach i projektach, a następnie rozważ, jak możesz te potencjalne problemy zminimalizować lub im zapobiec. Nie chodzi o to, aby stać się wiecznym pesymistą, lecz o rozwijanie zdolności antycypacji i planowania. Z czasem zaczniesz dostrzegać, że ta metoda nie tylko pomaga w identyfikacji i zarządzaniu ryzykiem, ale również otwiera umysł na nowe rozwiązania i podejścia, które wcześniej mogły umknąć Twojej uwadze. Traktuj to jako narzędzie do zwiększania efektywności, nie zaś jako sposób na ograniczanie swoich działań. Praktykując tę metodę, możesz stopniowo przekształcić sposób, w jaki podchodzisz do problemów i decyzji, czyniąc je bardziej przemyślanymi i, co najważniejsze, skuteczniejszymi. Podsumowując, metoda “Invert, always invert” jest potężnym narzędziem, które, jeśli zostanie stosowane umiejętnie i z umiarem, może znacząco poprawić nasze procesy decyzyjne, zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. Przez zachęcanie do myślenia o potencjalnych problemach i przeszkodach, zanim jeszcze staną się one rzeczywistością, metoda ta pomaga w przygotowaniu gruntowniejszych planów i strategii. Nie chodzi tutaj o promowanie pesymizmu, ale o przyjmowanie realistycznej postawy wobec wyzwań, które napotykamy. Używając tej metody jako sposobu na rozwijanie proaktywnego myślenia, możemy nie tylko unikać niepotrzebnych błędów, ale także odkrywać nowe możliwości i ścieżki, które prowadzą do sukcesu i rozwoju. Ostatecznie, “Invert, always invert” uczy nas wartości planowania, elastyczności i innowacyjności w podejściu do życia i pracy. Zachęcam więc, aby eksperymentować z tą metodą, dostosowywać ją do własnych potrzeb i obserwować, jak zmienia się perspektywa na problemy, z którymi się zmagamy. Możliwe, że dzięki “Invert, always invert” odkryjesz nowe ścieżki i rozwiązania, które wcześniej pozostałyby ukryte. [...]
organizacja pracy / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie czasem i zasobami / zdrowie i wellnessStanąłem na wagę i bardzo szybko z niej zszedłem. Wystraszyłem się, że ją zepsuję. 125 kg, przy moim metrze osiemdziesiąt, stanowiło “niezły” wynik. Siedzący tryb pracy, brak ruchu, śmieciowa dieta, ale przede wszystkim ogromny stres zażerany słodyczami – wszystko to przyniosło efekt, w postaci sporej nadwagi i ujawniających się problemów zdrowotnych. W firmie pojawiły się problemy, więc próbowałem sobie z nimi jakoś poradzić. Stres był coraz większy, a jedyne ukojenie przynosiły słodycze. Oczywiście, że efekt wzrostu poziomu cukru był chwilowy, ale był. Co więcej: musiałem “cisnąć” – projekty, spotkania, klienci – więc nie miałem czasu na ruch. Starałem się pracować więcej i ciężej, ale problemy zamiast znikać – piętrzyły się. Musiałem więc pracować jeszcze więcej, w jeszcze większym stresie. I tak dalej. Klasyczna spirala. W efekcie zaczęły pojawiać się problemy ze zdrowiem, snem i koncentracją. Wiedziałem, że muszę to przerwać. Że droga, po której kroczę, jest drogą donikąd.  Postanowiłem coś z tym zrobić. Szukałem różnych metod na wprowadzenie zmian do swojego życia. Wiedziałem, że zwyczajne powiedzenie sobie, że muszę zmienić to, co robię, nie wystarczy. Zacząłem rozglądać się dokoła i szukać rozwiązań. Polecony dietetyk mi nie pomógł, bo okazało się, że główny problem leży we mnie, a nie w samej diecie. W tym, że muszę być ukierunkowany na cel, że mój mózg musi być przekonany do zmiany. Nie wystarczy, że powiem sobie, że chcę coś zmienić, bo jeszcze muszę zacząć to robić. I w tym wytrwać. A to okazało się niełatwe. Postanowiłem się doedukować. Zacząłem szukać szkoleń, kursów i darmowej wiedzy w sieci. Nie jest wielkim odkryciem, że aby zrzucić zbędne kilogramy należy ograniczyć ilość kalorii. Ale miałem problem, by wcielić tę teorię w życie. Wbrew pozorom, jak się okazało, moja dotychczasowa dieta nie była nadmiernie obfita w kalorie… nie licząc słodkich przekąsek, które podbijały bilans spożytych kalorii w zupełnie niekontrolowany sposób. Nigdy nie byłem fanem słodkich napojów, energetyków, ani chipsów, więc nie miałem problemu z tego typu pokusami. Ale przed zjedzeniem jednego głupiego Michałka mało co było w stanie mnie powstrzymać. A przecież jeden jest taki samotny.  Podczas poszukiwań natrafiłem na różne aplikacje służące do liczenia kalorii. Zainstalowałem jedną z nich i postanowiłem bardzo restrykcyjnie liczyć ilość kalorii, które spożywam. Dodatkowo starać się dbać o to, by nie przekraczać wskazywanych przez aplikację limitów, oraz by sugerowane przez nią proporcje makroskładników – białka, węglowodanów i tłuszczu – także były na właściwym poziomie.  Zacząłem sam przygotowywać sobie posiłki, ważąc wszystkie składniki i wpisując je do aplikacji. Na koniec dnia z dumą patrzyłem, jak suma wszystkich kalorii zjedzonych przez ostatnie godziny mieści się w założonym limicie. Jak udało mi się nie ulec pokusom. Jadłem 5 zbilansowanych posiłków, rozłożonych od rana do wieczora, o konkretnych godzinach. Aplikacja wielokrotnie uchroniła mnie przed przysłowiowym Michałkiem. Zanim włożyłem go do ust – wpisałem jego parametry do aplikacji. Natychmiast wiedziałem, że będzie to mój ostatni dzisiejszy posiłek albo przekroczę założone limity. Odkładałem go więc grzecznie na swoje miejsce. Dołożyłem do tego aktywność fizyczną. Zacząłem odwiedzać dwa razy w tygodniu siłownię, gdzie włączyłem trening kardio, dodatkowo zacząłem jeździć na rowerze. Wszystko po to, by zwiększyć skuteczność mojego postanowienia, ale także by poprawić parametry zdrowotne.  Zaobserwowałem, że moja waga faktycznie spadła. Udało mi się zgubić 15kg, więc byłem bardzo zadowolony z siebie i osiągniętych rezultatów. Wprawdzie do ideału było jeszcze daleko, ale perspektywa była jasna a przyszłość świetlana – wystarczyło tylko wytrwać.  Ale po kilku kolejnych tygodniach waga mojego ciała przestała spadać. Zatrzymała się w miejscu i nie miało to nic wspólnego z przyrostem masy mięśniowej wynikającej z wizyt na siłowni. Ponadto, ponieważ rutyna ważenia i mierzenia produktów wykształciła we mnie umiejętność oceny kaloryczności posiłku bez konieczności jego szczegółowego pomiaru, postanowiłem odłożyć aplikację na bok. Krótko potem waga mojego ciała zaczęła znów powoli rosnąć. Byłem załamany. Przez przypadek trafiłem na youtube’owy kanał braci Rodzeń. Chłopacy opowiadają na nim o diecie ketogenicznej, jej stosowaniu i efektach. Postanowiłem spróbować pójść w tę stronę, pomimo tego, że stanowiło to zburzenie mojej dotyczasowej wiedzy dotyczącej żywienia, tzn. zbilansowanej diety, 5 posiłków dziennie, liczenia kalorii, unikania tłustych potraw, itp. Dla bezpieczeństwa, przed rozpoczęciem tej diety, postanowiłem poddać się szczegółowym badaniom, żeby znać swój punkt startu. Tak, jak przy poprzednich dietach, najbardziej obawiałem się przysłowiowych Michałków, bo z odsunięciem pieczywa, makaronu, ryżu, kaszy i innych węglowodanów – problemów nie przewidywałem. Zacząłem być keto.  Moje posiłki to głównie duża ilość warzyw, jajka, sery i mięso. Plus nasiona i orzechy. Zgodnie z założeniami tej diety nie stronię od tłuszczu, w szczególności w postaci oliwy z oliwek. Często też osoby, które słyszą hasło “keto”, wzdrygają się na myśl o dużej ilość spożywanego mięsa. Ja mięsa w diecie nie unikam, ale zdarza się, że w swoich posiłkach nie jem go wcale.  Dodatkowo, zgodnie z sugestią teorii braci Rodzeń, włączyłem sobie tzw. post przerywany (intermittent fasting). To zasada, która mówi, żeby posiłki spożywać w tzw. okienkach żywieniowych. Moje okienko zaczyna się codziennie o godzinie 10ej, a kończy o 18ej. I tylko w tym czasie przyjmuję jakiekolwiek posiłki. Okazało się bardzo szybko, że przejście na dietę keto niemal całkowicie wyłączyło mi łaknienie słodkiego. Żartuję sobie nawet, że gdyby za każdą sytuację, gdy odmówiłem zjedzenia czegoś słodkiego od czasu przejścia na keto, ubywało mi 100 gramów, to dziś cały ważyłbym maksymalnie 2kg. Mało tego, teraz, gdy czasem próbuję zjeść coś słodkiego, to stanowi to dla mnie nie lada wyzwanie. Przykładowy Michałek jest tak przeraźliwie słodki, że zjadam go na 3 razy. Więc po niego nie sięgam wcale. Za chwilę mijają 2 lata odkąd zacząłem moją przygodę z dietą keto. Nie przerywam też ćwiczeń na siłowni. Dziś moja waga wskazuje około 90 kg, zmieniły się proporcje mojego ciała, a badania diagnostyczne, które co kilka miesięcy powtarzam, potwierdzają słuszność przyjętego kierunku. Czuję się zdecydowanie lepiej niż w ostatnich latach, mam zdecydowanie więcej energii i  lepszą koncentrację. Poprawiła mi się także zdolność radzenia sobie ze stresem i ogólna efektywność w pracy.  Podsumowując, moja droga do zdrowia i lepszego samopoczucia nie była łatwa, ale była niezwykle wartościowa. Przez te kilka lat zrozumiałem, że nie ma uniwersalnej recepty na zdrowie i dobre samopoczucie. To, co działa dla jednej osoby, może nie działać dla innej. Kluczem jest słuchanie własnego ciała i dostosowywanie się do jego potrzeb. Przejście na dietę keto i regularne treningi na siłowni to nie tylko spadek wagi czy poprawa parametrów zdrowotnych. To przede wszystkim nauka samodyscypliny, zrozumienie wartości zdrowego odżywiania i aktywności fizycznej. Dowiedziałem się, jak ważne jest, aby nie szukać ścieżek na skróty, ale podjąć długoterminowe i zrównoważone zmiany w swoim życiu. Moja transformacja to nie tylko zmiana wagi, ale przede wszystkim zmiana podejścia do życia, pracy i codziennych wyborów. Zdrowie stało się dla mnie priorytetem, a efekty tej zmiany są widoczne nie tylko na wadze, ale również w moim życiu zawodowym i osobistym. Znacznie lepiej radzę sobie ze stresem, jestem bardziej skoncentrowany i efektywny w pracy, a moje samopoczucie znacząco się poprawiło. Dbaj o siebie, bo zdrowie to najcenniejsza rzecz, jaką posiadasz. [...]
biznesowe ABC / komunikacja / marketing / psychologia biznesu / rozwój osobistyIstnieje takie powiedzenie: “Nieważne jak mówią, ważne, że mówią. Byle nazwiska nie przekręcali.” Ale co w sytuacji, gdy Twoje nazwisko jest trudne, jak moje, i często ludzie nie są w stanie jakkolwiek go zapamiętać? Moje nazwisko, przez to, że jest obcojęzyczne, jest wielokrotnie przekręcane, zmieniane, wręcz masakrowane. Wiele razy ktoś używał mojego nazwiska w takiej formule, że gdy wołał mnie – nie miałem pojęcia, że o mnie chodzi. Kiedyś brałem udział w amatorskich regatach żeglarskich. Były to bardzo trudne zawody, duża i silna konkurencja, niesprzyjające okoliczności, ale pomimo to – udało nam się zająć drugie miejsce. Gdy prowadzący ceremonię rozdania nagród wyczytał moje nazwisko – oniemiałem. Usłyszałem Bartosz Obermajster. Kilka lat temu, gdy postanowiłem rozpocząć pisanie bloga, stanąłem przed dylematem, jak tego bloga nazwać. Naturalnym wyborem jest stworzenie bloga powiązanego z nazwiskiem jego autora. Ale z moim nazwiskiem – nie jest to oczywiste. Z drugiej strony jakakolwiek inna nazwa wydawała mi się nienaturalna i taka obca, nie moja.  Postanowiłem więc jednak zdecydować się na powiązanie bloga z nazwiskiem i tak zrobiłem. Blog dziś stał się już odwiedzany, coraz więcej osób czyta publikowane przeze mnie treści, a większość trafia tu poprzez media społecznościowe, w których publikuję zajawki dotyczące artykułów – zarówno w formie tekstowych zaproszeń, jak i krótkich form filmowych, w których staram się zachęcić do przeczytania poszczególnych artykułów. Mało kto wchodzi na mojego bloga wpisując jego nazwę do przeglądarki.  Spowodowało to też tyle, że stałem się rozpoznawalny. Zdarzają się sytuacje, w których na ulicy zaczepiają mnie nieznani mi ludzie i zaczynają rozmowę na jakiś temat, który poruszałem na blogu. Albo chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego, kim jestem, czym się zajmuję. To bardzo miłe i tego typu rozmowy mnie bardzo cieszą. Pokazują, że to co robię, ma sens i trafia do osób, które są tym zainteresowane. Czy jednak mój wybór, aby powiązać bloga z moim nazwiskiem był słuszny? Czy ilość osób, które tego bloga czytają, byłaby większa, gdybym znalazł inny pomysł na nazwę bloga? Zastanawiałem się nad tym wielokrotnie.  Jak się okazuje, niektórzy próbują zapamiętać moje nazwisko korzystając z różnych skojarzeń i zaawansowanych technik. Jeden z rozmówców stwierdził przykładowo, że dla niego moje nazwisko jest łatwe do zapamiętania, bo kojarzy mu się z mleczkiem Müllermilch. To bardzo ciekawe i zabawne skojarzenie, jak dla mnie mocno nietypowe, ale najważniejsze, że skuteczne.  Natomiast coraz częściej docierają do mnie informacje, że moje nazwisko, przez to, że jest charakterystyczne, pozwala wyróżnić się w tłumie innych. Co więcej, pojawiają się głosy, że nazwisko o niemieckim pochodzeniu wskazuje na wysoką jakość usług i wyrobów, które za tym nazwiskiem stoją. Jak wszystko, co dziś sygnowane jest niemieckim pochodzeniem – jak wszystko spod znaku “Made in Germany”. Swoją drogą mało kto wie, że oznaczenie “Made in” zostało wprowadzone pierwotnie przez Wielką Brytanię jako część ustawy o znakowaniu towarów z 1887 roku. Celem tej ustawy było oznaczanie produktów importowanych z Niemiec, które wówczas były często kopiowane z brytyjskich wyrobów. W tamtym czasie, niemieckie produkty zaczęły zyskiwać na popularności ze względu na niższą cenę, co było wynikiem tańszej produkcji. Brytyjscy producenci, którzy czuli się zagrożeni przez te tańsze niemieckie podróbki, naciskali na rząd, aby podjął działania mające na celu ochronę krajowego rynku. W odpowiedzi na to, rząd brytyjski wprowadził wspomnianą ustawę, wymagającą oznaczania importowanych produktów etykietą “Made in”.  Dopiero dziś, po wielu latach, oznaczenie “Made in Germany” jest symbolem produktów wysokiej jakości, bo faktycznie produkty niemieckie mają wysokie uznanie na rynku. Efekt ten wykorzystała między innymi polska marka Kruger&Matz, która swój rynkowy sukces zawdzięcza w dużej mierze wykorzystaniu psychologicznej zasady skojarzeń z wysoką jakością produktów z niemieckiego rynku. Klienci, jeszcze nawet nie znając tej marki, od razu zakładają, że produkty muszą być dobrej jakości, i chętniej je kupują. Nie wnikając, że produkty tej marki nie pochodzą z Niemiec. Z tej zasady korzysta wiele marek na całym świecie, gdzie skojarzenie z wysoką jakością lub sukcesami jednego przenoszony jest na drugiego partnera. Klasycznym przykładem jest współpraca marki Nike z Michaelem Jordanem. Sukcesy Jordana na boisku do koszykówki przyczyniły się do wzrostu popularności i postrzeganej wartości butów Nike Air Jordan. Podobnie w blasku Jamesa Bonda skutecznie opala się marka Aston Martin, której udział w filmach o agencie 007 pomógł wzmocnić wizerunek marki jako synonimu luksusu, elegancji i wysokiej klasy. W tym kontekście powiązanie mojego nazwiska z wysoką jakością marek spod znaku “Made in Germany” jest dla mnie bardzo nobilitujące, chociaż w żaden sposób nie intencjonalne. I oczywistym jest, że o potwierdzeniu rzeczywistej jakości można mówić na podstawie efektów pracy mojego zespołu, a nie brzmieniu samego nazwiska. Zdarzyły się także pytania o moje pochodzenie, bo nazwisko wskazuje na niemieckie korzenie. Wyjaśniam wtedy jednak, że moje pochodzenie jest rdzennie polskie, a nazwisko jest wynikiem krzyżackiej historii Torunia, z którym moja rodzina jest związana od wielu pokoleń. Czy zdarza mi się zatem współpracować z firmami z krajów niemieckojęzycznych? Oczywiście, że tak. Ale czy moje nazwisko ułatwia mi nawiązywanie relacji z klientami z tamtych firm? Czy pomaga w przełamywaniu barier? Nie wydaje mi się. W biznesie liczy się jakość produktów oraz usług i być może dla pierwszego wrażenia niemiecko brzmiące nazwisko ma znaczenie, o tyle do podpisania kontraktu zdecydowanie nie wystarczy. Ale, jak to mówią, pierwsze wrażenie robi się tylko raz.  Zrozumiałem, że różnorodność i unikalność mogą być atutami w dzisiejszym świecie. Zauważyłem, że nawet to, co początkowo wydaje się przeszkodą, może zostać przekształcone w siłę. To zachęca mnie do kontynuowania pracy w sposób, który odzwierciedla moją indywidualność, zamiast próbować wpasować się w ogólne schematy. Moje doświadczenia pokazały mi, że to, co nas wyróżnia, może być naszym największym atutem. W rzeczywistości, to właśnie te wyjątkowe cechy sprawiają, że ludzie nas pamiętają i doceniają. W czasach, gdy wiele osób stara się naśladować innych, by osiągnąć sukces, ważne jest, by pamiętać o wartości autentyczności. Moje nazwisko, niegdyś źródło zamieszania i niepewności, stało się teraz znakiem rozpoznawczym mojej pracy i osobowości, co jest dla mnie niezwykle cenne. [...]
komunikacja / planowanie strategiczne / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie projektamiW dzisiejszym świecie, gdzie każdy projekt i decyzja biznesowa przesiąknięte są złożonością i konkurencją, łatwo jest zagubić się w gąszczu “co” i “jak”. Ale co, jeśli zaczęlibyśmy od innej perspektywy? Co, jeśli zacznę od zapytania “dlaczego”? Jestem przekonany, że serce każdego sukcesu leży w klarownym zrozumieniu motywacji i celów. Dlatego dziś chcę podzielić się z Tobą koncepcją, która odmieniła moje podejście do zarządzania i liderowania – ideą “Zacznij od Dlaczego” autorstwa Simona Sineka. Simon Sinek, przez wielu uznawany za wizjonera w dziedzinie przywództwa i zarządzania, odkrył prosty, ale potężny model “Złotego Kręgu”, który zaczyna się od pytania “Dlaczego?”. Ta prosta zmiana perspektywy pozwala liderom i organizacjom na odkrycie prawdziwej esencji swoich działań, inspirować innych i budować marki, które przetrwają próbę czasu. Dzieląc się moimi przemyśleniami i doświadczeniami, mam nadzieję, że znajdziesz inspirację i nowe narzędzia do zastosowania w swoich wyzwaniach. Simon Sinek opowiada o swojej teorii w ramach TEDx – koniecznie obejrzyj, zanim przejdziesz do czytania dalszej części: Rozumienie Dlaczego zaczyna się od głębokiego zanurzenia w model “Złotego Kręgu”, który Simon Sinek prezentuje jako trzy koncentryczne kręgi reprezentujące Dlaczego, Jak i Co. Na zewnątrz znajduje się Co – to, co każda organizacja robi. To najbardziej widoczna warstwa działalności: produkty, usługi, wszystkie materialne rezultaty pracy. Następnie jest Jak – procesy i strategie, które odróżniają jedną organizację od drugiej. Ale prawdziwa magia zaczyna się w środku, od Dlaczego – tego głębokiego, często niewyrażalnego rdzenia, który tłumaczy przyczynę istnienia firmy, jej misję i przekonania. To Dlaczego jest fundamentem, który inspiruje i motywuje zarówno wewnętrznie, jak i na zewnątrz. Kiedy jasno rozumiemy Dlaczego, nasze działania, decyzje i komunikacja stają się bardziej autentyczne i przekonujące. Daje to nie tylko silniejszą tożsamość i spójność wewnętrzną, ale również tworzy głębszy rezonans z klientami i partnerami. Dlaczego pomaga liderom prowadzić z klarowną wizją, a zespołom pracować z poczuciem celu. Jest to szczególnie ważne w trudnych czasach, gdy trzeba dokonać trudnych wyborów lub znaleźć nowe kierunki. Mając solidne Dlaczego, organizacje nie tylko lepiej nawigują przez zmiany, ale często wyłaniają się z nich silniejsze i bardziej zjednoczone. Kiedyś, pamiętam, krążył taki żart na temat dwóch rywalizujących ze sobą renomowanych liceów. Uczniowie jednego z nich uchodzili za “kujonów”, a drudzy za wybitnie inteligentnych i ich wyniki miały być rezultatem doskonałej zdolności przyswajania wiedzy. Historia sięga czasów, gdy na rynku funkcjonowały papierowe książki telefoniczne – dziś niemal zapomniany relikt przeszłości. Otóż, uczniów obu szkół poproszono o nauczenie się na pamięć wszystkich numerów telefonów znajdujących się w książce telefonicznej. Ci, uchodzący za “kujonów” zadali pytanie Na kiedy? Ci drudzy natomiast – Po co? Dlaczego?Historia z zapamiętywaniem książki telefonicznej była moim pierwszym skojarzeniem z teorią zaprezentowaną przez Simona Sineka, dlatego być może stała mi się tak bliska. Jeśli wiemy Dlaczego? – łatwiej jest nam coś przyjąć i zaakceptować. Łatwiej jest znaleźć w sobie motywację do działania. Łatwiej jest także przekonać innych do podążania tą drogą.Z drugiej strony – jeśli nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie Dlaczego?, jeśli Dlaczego? jest puste (jak w przypadku nauki książki telefonicznej), to motywacja do wykonania zadania spada do zera i nie ma szans na przekonanie kogokolwiek do jego realizacji. Przenosząc koncept Dlaczego na grunt przywództwa, zauważamy, że najwięksi liderzy, ci, którzy naprawdę zmieniają świat, to ci, którzy potrafią swoje Dlaczego przekuć w inspirację dla innych. To nie tylko chodzi o to, aby mieć wizję, ale o umiejętność jej komunikowania. Liderzy, którzy rozumieją swoje Dlaczego, są w stanie przekazać tę pasję i cel, tworząc wokół siebie kulturę zaangażowania i innowacji. Takie przywództwo nie opiera się na autorytecie, ale na zaufaniu, nie na instrukcjach, ale na wspólnych wartościach. Przykład Apple jest tu klasyczny: produkty firmy są odzwierciedleniem Dlaczego Steva Jobsa – pragnienia przełamywania barier i dostarczania użytkownikom nie tylko technologii, ale także doświadczenia i stylu. Ale jak to zrobić? Jak stać się liderem, który inspiruje Dlaczego? To zaczyna się od autorefleksji i zrozumienia własnych przekonań i wartości. Następnie przechodzi w umiejętność dzielenia się tą wizją w jasny, przekonujący sposób, tak, aby każdy członek zespołu mógł się z nią utożsamić. Wymaga to otwartości, empatii i umiejętności słuchania, a także konsekwencji w działaniu i komunikacji. Kiedy liderzy działają zgodnie ze swoim Dlaczego, stają się oni magnesem przyciągającym osoby o podobnych wartościach i ambicjach, co w rezultacie prowadzi do budowania silnych, zaangażowanych zespołów i lojalnej bazy klientów. W takiej atmosferze, gdzie Dlaczego jest jasne i żywe, innowacje i zaangażowanie naturalnie kwitną. Wdrażanie Dlaczego w zarządzaniu projektami otwiera nowe perspektywy. Każdy projekt ma swoje unikalne Dlaczego, które wykracza poza zwykłe cele i wyniki. To jest serce projektu, jego głębsza misja i cel. Kiedy jako liderzy projektu skupiamy się na tym aspekcie, zauważymy, jak bardzo wzrośnie zaangażowanie zespołu. Ludzie nie pracują już wtedy tylko dla wyniku, ale dla idei, którą ten wynik reprezentuje. To zmienia wszystko – od podejmowania decyzji, przez rozwiązywanie problemów, aż po innowacyjność.  Na przykład, w projekcie zmiany systemu IT dla organizacji charytatywnej, Dlaczego było nie tylko o zbudowaniu efektywniejszego systemu, ale o umożliwieniu tej organizacji lepszego dotarcia i pomocy potrzebującym. To Dlaczego było motywującą siłą, która pomogła zespołowi przejść przez wyzwania i zakończyć projekt sukcesem. Zespół, który zrozumiał Dlaczego, nie tylko potrafił dowieźć projekt, ale także wielokrotnie działał aktywnie w kwestii wskazywania ścieżek jest optymalizacji i rozwoju. Aby skutecznie wdrożyć Dlaczego w zarządzaniu projektami, ważne jest, aby od samego początku jasno je zdefiniować i komunikować. To wymaga od lidera projektu nie tylko zrozumienia celów biznesowych, ale także umiejętności przekładania tych celów na inspirującą wizję. Regularne przypominanie zespołowi o Dlaczego projektu, szczególnie w trudnych momentach, pomaga utrzymać motywację i skupienie na celu. W efekcie, projekty stają się nie tylko bardziej efektywne, ale także przynoszą większą satysfakcję i poczucie spełnienia zarówno dla zespołu, jak i dla nas jako liderów. To potwierdza, że kiedy Dlaczego jest silne i jasne, nawet najbardziej złożone projekty mogą być przeprowadzone z pasją i zaangażowaniem. Odkrywanie i utrzymywanie Dlaczego w codziennej praktyce wymaga narzędzi i metod, które pomagają utrzymać tę perspektywę w centrum uwagi. Jednym z kluczowych narzędzi jest storytelling, czyli opowiadanie historii, które nie tylko przekazuje Dlaczego, ale też angażuje emocjonalnie i buduje głębsze połączenie z misją i wizją projektu. Na przykład, opowiadając historię o tym, jak produkt lub usługa zmieniła życie klienta, przekazuje się nie tylko sukces, ale również przekazuje się wartości i przekonania firmy. Innym narzędziem jest regularne przeprowadzanie warsztatów i spotkań z zespołem, gdzie Dlaczego jest dyskutowane, analizowane i odświeżane. To pomaga nie tylko utrzymać klarowność, ale także adaptować i rozwijać Dlaczego w odpowiedzi na zmieniające się okoliczności. Dodatkowo, ważne jest, aby Dlaczego było zintegrowane w codziennych procesach i decyzjach. To oznacza zbudowanie kultury, w której każda decyzja, każde działanie jest oceniane przez pryzmat Dlaczego. To może być wspierane przez systemy i struktury, takie jak wytyczne decyzyjne, które pomagają zespołowi rozumieć i stosować Dlaczego w ich pracy. Utrzymując Dlaczego w jasny i konsekwentny sposób, tworzy się środowisko, gdzie każdy czuje się zobowiązany do misji i jest motywowany do pracy w jej kierunku. Ta praktyka nie tylko wzmacnia sens pracy, ale również prowadzi do większej innowacyjności i zaangażowania – przekształcając codzienne zadania w kroki na drodze do większej, wspólnej wizji. Zrozumienie i wdrażanie Dlaczego wykracza poza pojedyncze projekty czy strategie liderowania – przenika do samego rdzenia kultury organizacyjnej. Budowanie kultury opartej na Dlaczego to proces, który wymaga zaangażowania na wszystkich poziomach organizacji. Gdy Dlaczego jest jasno zdefiniowane i szeroko rozumiane, przekłada się to na wszystkie aspekty działalności – od podejmowania decyzji, przez innowacje, aż po relacje z klientami i pracownikami. Firmy, które skutecznie włączają Dlaczego do swojej kultury, często widzą, jak wzrasta lojalność klientów, motywacja pracowników i zdolność do adaptacji w zmieniającym się świecie. Przykładem może być firma, która przeszła transformację kulturową, skupiając się na jasnym Dlaczego związanym z ekologią i zrównoważonym rozwojem, co zaowocowało nie tylko większym zaangażowaniem pracowników, ale także innowacjami produktowymi i wzrostem lojalności klientów. Na koniec, kluczowe jest to, aby Dlaczego było nieustannie pielęgnowane, kwestionowane i aktualizowane. To nie jest jednorazowa deklaracja czy misja, która zostaje zawieszona na ścianie w sali konferencyjnej. To żywa część organizacji, która musi być regularnie odnawiana i dostosowywana do nowych doświadczeń, rynków i możliwości. Liderzy muszą stworzyć mechanizmy feedbacku i dialogu, aby Dlaczego było ciągle odświeżane i aby każdy w organizacji miał okazję do udziału w jego kształtowaniu. W ten sposób Dlaczego staje się nie tylko fundamentem, ale również kierunkiem, który napędza ciągłe uczenie się, adaptację i rozwój – kluczowe elementy sukcesu w dynamicznym świecie biznesu. Podsumowując naszą podróż przez ideę “Zacznij od Dlaczego”, warto podkreślić, że nie jest to jedynie technika zarządzania czy chwyt marketingowy. To głęboko ludzka potrzeba zrozumienia i sensu, która, gdy jest odpowiednio kultywowana i komunikowana, może przekształcić sposób, w jaki prowadzimy biznes, zarządzamy zespołami i tworzymy produkty. Dlaczego nie tylko pomaga w budowaniu silniejszych i bardziej zrównoważonych organizacji, ale także w tworzeniu większej wartości dla wszystkich interesariuszy. Wspierając to przesłanie własnymi doświadczeniami i otwartością na nowe, inspirujące perspektywy, każdy z nas może przyczynić się do lepszego, bardziej świadomego świata biznesu i zarządzania. Zachęcam więc do nieustannego poszukiwania i odnawiania swojego Dlaczego, zarówno na poziomie osobistym, jak i organizacyjnym. Niech to będzie podróż, a nie cel – proces odkrywania, adaptacji i wzrostu. Pamiętajmy, że Dlaczego to coś więcej niż słowo; to nasza misja, pasja i przede wszystkim – nasza indywidualna i zbiorowa opowieść, która nadaje kierunek naszym działaniom i aspiracjom. Niech ta opowieść będzie zawsze jasna, inspirująca i przynosząca zmiany, które chcemy widzieć w świecie. [...]
komunikacja / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemJakiś czas temu natknąłem się na fascynującą myśl Jima Rohna, amerykańskiego przedsiębiorcy i autora. Powiedział on kiedyś: “Jesteś średnią pięciu osób, z którymi spędzasz najwięcej czasu”. Ta prosta, ale głęboka idea przykuła moją uwagę. W naszym dynamicznym świecie biznesu, gdzie każda decyzja i każdy ruch mają znaczenie, zacząłem zastanawiać się, jak nasze otoczenie wpływa na naszą efektywność, podejmowanie decyzji i ostatecznie na sukces. W mojej karierze biznesowej, doświadczyłem bezpośrednio, jak otoczenie wpływa na sposób myślenia, działania i rozwijania się. Wpływ ten nie ogranicza się tylko do sfery osobistej. Przenika do każdego aspektu naszego życia zawodowego, od sposobu prowadzenia negocjacji po podejście do zarządzania zespołem. W tym artykule chcę podzielić się z Tobą spostrzeżeniami na temat tego, jak otoczenie, w którym się obracamy, może być naszym największym atutem lub przeszkodą w dążeniu do sukcesu. Zrozumienie, że nie działamy w próżni, a nasze środowisko zawodowe jest kluczowym elementem kształtującym naszą karierę, jest pierwszym krokiem do świadomego kierowania własnym rozwojem. W tym artykule, poprzez analizę i przykłady, pokażę, jak możemy lepiej zrozumieć i wykorzystać ten fakt na swoją korzyść. Zastanówmy się wspólnie, jak świadome kształtowanie naszego otoczenia może przyczynić się do naszego wzrostu, zarówno na poziomie osobistym, jak i zawodowym. Nasze otoczenie jest niczym lustro odbijające nasze postawy, przekonania i często nawet nasze nieświadome zachowania. Badania z zakresu psychologii społecznej niejednokrotnie pokazały, że ludzie, z którymi się otaczamy, wpływają na nasze podejście do pracy, kreatywność, a nawet na sposób, w jaki radzimy sobie ze stresem i wyzwaniami. Nie chodzi tylko o bezpośredni wpływ poprzez konwersacje czy wspólne działania. To również subtelne przekazy, jakie wynosimy z obserwacji, naśladownictwa i wspólnych doświadczeń. W świecie biznesu, gdzie każdy szczegół może mieć wpływ na końcowy sukces, zrozumienie i wykorzystanie tych mechanizmów psychologicznych może stać się strategiczną przewagą. Zastanawiając się nad własnym otoczeniem, warto pamiętać, że każda interakcja niesie ze sobą potencjał do nauki i rozwoju. Od mentorów i inspirujących liderów po wymagających klientów i innowacyjnych współpracowników – każda z tych relacji wpływa na nasze myślenie i działanie. Poprzez świadome kształtowanie tych relacji, możemy nie tylko zwiększyć naszą efektywność zawodową, ale również otworzyć się na nowe, często niekonwencjonalne sposoby rozwiązywania problemów. W kolejnych akapitach przyjrzymy się, jak można to osiągnąć, korzystając z narzędzi, które oferuje zarówno teoria, jak i praktyka zarządzania w biznesie. Zastanawiając się głębiej nad konceptem “pięciu osób”, warto zrozumieć, że te osoby mogą pełnić różne role w naszym życiu zawodowym. Mentor, który inspiruje do przekraczania własnych granic, może mieć równie duże znaczenie jak ten krytyczny myśliciel w zespole, który nie boi się wyzwania status quo. Równie istotne mogą być kontakty z osobami o odmiennym doświadczeniu lub spoza naszej bezpośredniej branży, które wprowadzają świeże perspektywy i rozwiązania. Każda z tych interakcji wnosi coś unikalnego do naszego procesu decyzyjnego, wpływając na sposób, w jaki prowadzimy projekty, zarządzamy zespołami, a nawet na nasze długoterminowe cele zawodowe. Świadomość tych dynamik i umiejętność korzystania z nich może być kluczowa dla skutecznego liderowania i innowacji w biznesie. Z drugiej strony, warto również być świadomym potencjalnych negatywnych wpływów. Nie wszystkie wpływy są korzystne, a niektóre relacje mogą prowadzić do stagnacji lub podtrzymywać nieefektywne wzorce. Dlatego tak ważna jest ciągła refleksja i gotowość do zmian w otoczeniu, gdy to konieczne. Zbalansowanie wsparcia i wyzwań, otwartość na nowe pomysły przy jednoczesnym zachowaniu krytycznego myślenia, to umiejętności, które pomagają w maksymalnym wykorzystaniu potencjału płynącego z naszego otoczenia. W dalszej części artykułu przeanalizujemy, jak można skutecznie zarządzać i rozwijać te relacje, aby były one źródłem inspiracji i siły napędowej dla naszego osobistego i zawodowego rozwoju. W rzeczywistym świecie biznesu, teorie i strategie nabierają wartości dopiero, gdy są skutecznie wdrożone i przetestowane. Dlatego warto zwrócić uwagę na przypadek studiów i historie sukcesów liderów, którzy świadomie kształtowali swoje otoczenie. Wywiady z przedsiębiorcami, menedżerami i liderami branży często ujawniają, że kluczowe momenty w ich karierach były ściśle związane z ludźmi, którzy ich otaczali. Niektórzy mówią o mentorze, który otworzył przed nimi nowe drzwi, inni podkreślają znaczenie zespołu, który wspólnie pokonał trudności, a jeszcze inni wskazują na znaczące wpływy płynące z sieci profesjonalnych kontaktów. Te historie dostarczają cennych wskazówek o tym, jak można świadomie budować i pielęgnować relacje, które sprzyjają wzrostowi i innowacji. Jednocześnie, analizując przypadki sukcesu, warto zwrócić uwagę na to, jak liderzy radzą sobie z ewentualnymi niepowodzeniami lub trudnymi relacjami. Wiele można się nauczyć nie tylko z tego, co poszło dobrze, ale także z tego, jak skutecznie zareagowano na wyzwania lub dokonano zmian w otoczeniu, aby lepiej odpowiadało ono na aktualne potrzeby i cele. Zrozumienie tych dynamik, poprzez analizę konkretnych przykładów, pozwala nie tylko na lepsze zrozumienie wartości jaką niesie świadome kształtowanie otoczenia, ale także dostarcza praktycznych narzędzi do adaptacji i ciągłego rozwoju w zmieniającym się świecie biznesu. Kluczowym elementem w świadomym kształtowaniu otoczenia jest rozwijanie samoświadomości. Zrozumienie własnych potrzeb, celów oraz mocnych i słabych stron pozwala lepiej dobierać osoby wokół siebie, które będą wspierać nasz rozwój. Jest to szczególnie istotne w kontekście zawodowym, gdzie dynamiczne środowisko wymaga ciągłej adaptacji i uczenia się. Regularna refleksja nad własnym postępem, otwartość na feedback oraz gotowość do eksperymentowania z nowymi podejściami to fundamenty, na których można budować efektywne i inspirujące otoczenie zawodowe. Praktykując samoświadomość, stajemy się bardziej odporni na negatywne wpływy i lepiej wykorzystujemy te pozytywne, co prowadzi do bardziej świadomych i celowych działań. Z drugiej strony, rozwój osobisty w kontekście zawodowym to również umiejętność kształtowania i utrzymywania relacji, które są korzystne zarówno dla nas, jak i dla osób, z którymi współpracujemy. To oznacza nie tylko budowanie sieci kontaktów, ale także pielęgnowanie tych relacji, dzielenie się wiedzą, wspieranie innych w ich rozwoju oraz szukanie sposobów na wspólne osiąganie celów. Inwestując w rozwój osobisty, tworzymy silniejsze, bardziej zaangażowane i kreatywne środowisko, co przekłada się na lepsze wyniki zarówno dla nas samych, jak i dla całych organizacji, których jesteśmy częścią. Podnosząc swoje kompetencje i rozwijając empatię, stajemy się liderami, którzy nie tylko osiągają sukcesy, ale też inspirują innych do wzrostu i doskonałości. Tworzenie zdrowego, inspirującego i efektywnego środowiska biznesowego zaczyna się od świadomej selekcji i kształtowania relacji. Nie chodzi o eliminację wszystkiego, co wydaje się trudne lub wyzywające, ale o budowanie zrównoważonego otoczenia, w którym wyzwania są równoważone przez wsparcie i motywację. To również oznacza, że należy być otwartym na różnorodność w otoczeniu — różnorodność doświadczeń, perspektyw i umiejętności. Takie środowisko sprzyja innowacjom i kreatywnemu myśleniu. W praktyce może to oznaczać inwestowanie czasu w budowanie sieci profesjonalnych kontaktów, szukanie mentorów lub bycie mentorem dla innych, a także tworzenie i pielęgnowanie kultury organizacyjnej, która promuje uczenie się, współpracę i ciągłe doskonalenie. Jednakże, aby otoczenie biznesowe było naprawdę zdrowe, potrzebne są również jasne granice i umiejętność mówienia “nie” w odpowiednich momentach. Oznacza to kultywowanie środowiska, w którym szacunek, etyka i równowaga między pracą a życiem prywatnym są cenione. Jako liderzy i przedsiębiorcy, mamy odpowiedzialność za promowanie i utrzymywanie tych wartości, zarówno wobec siebie, jak i wobec osób, z którymi pracujemy. To podejście nie tylko sprzyja zdrowemu środowisku pracy, ale również zwiększa zaangażowanie i lojalność zespołu, co przekłada się na lepsze wyniki i większą satysfakcję z pracy. Ostatecznie, budowanie zdrowego otoczenia biznesowego to inwestycja w trwały sukces — zarówno osobisty, jak i całej organizacji. Podsumowując, świadomość wpływu, jaki nasze otoczenie ma na nasz rozwój osobisty i profesjonalny, jest kluczowa w kształtowaniu ścieżki do sukcesu. Właściwe otoczenie może być źródłem inspiracji, motywacji i wsparcia, podczas gdy niekorzystne może hamować nasz rozwój. Dlatego tak istotne jest, abyśmy aktywnie i świadomie kształtowali nasze środowisko, otaczając się ludźmi i wartościami, które odzwierciedlają nasze aspiracje i cele. Pamiętając o tym, że jesteśmy średnią pięciu osób, z którymi spędzamy najwięcej czasu, dajmy sobie przestrzeń na ciągłe przemyślenia i ewolucję tych relacji, aby zawsze służyły naszemu najlepszemu ja. Na zakończenie zachęcam Cię do refleksji nad Twoim obecnym otoczeniem. Zastanów się, kto wpływa na Twoje myślenie, decyzje i działania. Czy są to osoby, które inspirują Cię do bycia lepszym liderem, innowatorem, przedsiębiorcą? Czy masz w swoim otoczeniu mentorów, rówieśników i współpracowników, którzy pomagają Ci rosnąć? Pamiętaj, że każdy dzień to okazja, aby świadomie kształtować otoczenie, które sprzyja Twojemu rozwojowi i pomaga osiągać cele. To Twoja podróż i Twoja odpowiedzialność, aby uczynić ją jak najbardziej owocną. [...]
biznesowe ABC / marketing / oprogramowanie / rozwój osobisty / zarządzanie projektami“Panie Bartoszu, dlaczego nasz konkurent ma niemal identyczną stronę internetową, jak my? Dlaczego wykonał Pan dla naszego konkurenta kopię naszej strony?” Takimi słowami kilka lat temu pewien mój klient rozpoczął naszą rozmowę telefoniczną.  Bardzo mnie to pytanie zdziwiło, ponieważ jestem daleki od takich działań. Strona tego klienta jest bardzo charakterystyczna – stworzyliśmy dla tej firmy dedykowaną szatę graficzną, wykorzystaliśmy nieszablonowy układ grafiki i treści, nie używaliśmy żadnych dostępnych szablonów. W efekcie: nie sposób pomylić jej z innymi stronami.  Tym bardziej więc z jednej strony wystraszył mnie ten telefon, ale zaciekawił – z drugiej. Zapewniłem więc klienta, że sprawa nie jest wynikiem działania mojego zespołu i poprosiłem go o podanie większej liczby detali, abym bliżej przyjrzał się tematowi. Przede wszystkim o podesłanie adresu tej konkurencyjnej strony. Kiedy otworzyłem w przeglądarce podesłany link, przed moimi oczami pojawiła się wierna kopia witryny, którą wykonaliśmy dla klienta. Jedyną różnicą, był dominujący kolor – w tej, którą wykonaliśmy my, dominowała zieleń, a w tej z podesłanego linka – czerwień. Oczywiście, zmianie uległa też nazwa firmy, jej logo i dane kontaktowe. Cała reszta, tzn. zdjęcia, obrazy, ikony, a nawet teksty – pochodziły ze strony, którą wykonaliśmy. Nawet w kodzie źródłowym strony odnalazłem nasze oznaczenia, z naszym wpisem “copyright” włącznie. Ewidentnie ktoś użył jakiegoś programu do wykonywania lokalnej kopii strony, podmienił kilka detali w tej kopii i wrzucił na swój serwer. Nie ukrywam, że pomijając oczywisty aspekt irytacji, związany ze złamaniem naszych praw autorskich, w pewnym sensie poczułem dumę – wykonana przez nas strona była tak dobra, że konkurencja zapragnęła mieć jej kopię.  Natychmiast skontaktowałem się z klientem, aby potwierdzić, że o sytuacji nie wiedziałem i nie brałem w niej udziału. Zapewniłem też, że nie zamierzam tak sprawy zostawić i będę ją wyjaśniał. Oczywiście, informując na bieżąco klienta o postępach moich działań. I w zasadzie na tym skończyła się w tamtym momencie moja moc. To był moment, w którym musiałem wspomóc się wiedzą jakiegoś specjalisty z zakresu prawa autorskiego. Wprawdzie obsługiwała wtedy naszą firmę kancelaria prawna, ale z jakiegoś powodu pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy, nie była związana z nimi. Prawo autorskie nie wydawało mi się ich kluczową specjalizacją, prawdopodobnie dlatego intuicja podpowiedziała mi inny kierunek. Niemal natychmiast przypomniał mi się czytany ostatnio dość regularnie blog prawnika, który pisał o RODO i prawie autorskim. Nie znałem chłopaka, nie miałem pojęcia ani skąd jest, ani czy prowadzi kancelarię. Wiedziałem natomiast dzięki jego tekstom, że zna się na rzeczy i w tym konkretnym przypadku prawdopodobnie może mi pomóc. Osobą tą był Tomasz Palak.  Podjąłem decyzję by się do niego odezwać, przedstawić mu sytuację i poprosić o pomoc. Okazało się, że Tomek od razu podał konkretne akty prawne, które w tej sytuacji mają zastosowanie. Zasugerował ponadto właściwą ścieżkę działania, aby krok po kroku doprowadzić sprawę do pozytywnego zakończenia. Po pierwsze powiedział mi, bym pojechał do notariusza i wykonał zrzut ekranu z uwidocznioną skradzioną stroną, potwierdzony notarialnie. Dzięki temu będę miał 100% potwierdzenia, że sytuacja miała miejsce i nawet, jeśli strona zostanie usunięta, niepodważalny ślad po tym zdarzeniu pozostanie. Tak też zrobiłem. Ciekawe, że musiałem się sporo nagimnastykować, żeby pracownikom kancelarii notarialnej wyjaśnić o co mi chodzi. A już sama realizacja zadania – pracowników kancelarii przerosła. W związku z tym, wykonaniem konkretnych czynności musiałem zająć się sam, bo nikt w kancelarii nie potrafił tego zrobić. Ale najważniejsze, że się udało – sam wykonałem sobie zrzuty ekranu, na jakich mi zależało, a pani notariusz potwierdziła swoim podpisem, że czynności te zrealizowałem w jej obecności i przedstawiają one stan faktyczny.  W kolejnym kroku Tomek zasugerował mi, bym skontaktował się z przedstawicielem firmy, która dopuściła się kradzieży i przedstawił swoje roszczenie. Jego zdaniem przepisy prawa umożliwiają mi zgłoszenie roszczenia zwrotu kwoty stanowiącej dwukrotność wartości zlecenia, które obejmowało budowę pierwotnej strony dla klienta.  Tak zrobiłem – zadzwoniłem pod numer, który widniał na tej podrobionej stronie internetowej. Odebrał mężczyzna – jak się później okazało: właściciel firmy. W krótkiej rozmowie przedstawiłem sytuację i swoje oczekiwania. Mężczyzna był szczerze zaskoczony – twierdził, że o zrobienie strony poprosił swojego młodego siostrzeńca, który uczy się robienia stron internetowych w szkole i bez trudu miał zlecenie wykonać. Nie miał pojęcia, że chłopak poszedł po linii najmniejszego oporu.  Moje oczekiwania nieco załamały właściciela firmy, ale szybko zrozumiał, że jest na straconej pozycji i bez zbędnych oporów przystał na moje warunki rozwiązania problemu. Całość udało się rozwiązać w ciągu zaledwie kilku dni, a wypracowane rozwiązanie zadowalało zarówno mojego klienta, jak i mnie samego. Tomek, dla potwierdzenia stanu prawnego, napisał dokument stanowiący ugodę i tym samym postawił kropkę nad i. Historię tę przytaczam wielokrotnie, za każdym razem, gdy zamierzam zilustrować działanie pojęcia “marka osobista”. To świetny przykład tego, jak poprzez publikowanie treści dotyczących naszej dziedziny stajemy się ekspertami. Nasze treści docierają zarówno do naszych dotychczasowych klientów, jak i do wielu nowych. To najlepszy sposób by wyróżnić się na tle konkurencji, by dać się zauważyć innym, którzy poszukują produktu lub usługi z naszej branży.  Zwróć uwagę, że w Polsce są tysiące kancelarii prawnych, wiele z nich specjalizuje się w prawie autorskim. Mogłem więc skontaktować się z jakimkolwiek innym prawnikiem, ale mój wybór padł akurat na Tomasza Palaka. To wynik pracy, jaką wykonał, docierając do mnie poprzez swoje treści i wyrabiając we mnie poczucie, że w sytuacji potrzeby z zakresu prawa autorskiego – on będzie najlepszym wyborem.  Właśnie na tym to polega. Publikuj wartościowe treści – w dowolnej formie: bloga, video, czy podcastu, a czytelnicy, widzowie i słuchacze zaczną Cię kojarzyć z tematyką, którą reprezentujesz. A w momencie, gdy będą mieli taką potrzebę – z pewnością pomyślą o Tobie. Tak, jak ja pomyślałem o Tomku Palaku. Ta historia była też inspiracją dla mnie samego. Dzięki tej obserwacji ja sam stworzyłem bloga i zacząłem publikować na nim treści. Mam nadzieję, że artykuły, które piszę, są wartościowe i pomagają zrozumieć obiektywnie trudne zagadnienia. Bo na tym zależy mi najbardziej. [...]
marketing / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektamiCzy zdarza Ci się czasem zadumać nad zjawiskiem upływu czasu. Czas jest jedynym zasobem, którego nie można odzyskać, a jednak tak łatwo go przeoczyć, skupiając się na codziennych obowiązkach i wyzwaniach. W tym artykule chcę podzielić się refleksją na temat tego, jak wykorzystujemy czas w naszym życiu zawodowym i osobistym, i dlaczego każda chwila jest cenna. Rozważmy na chwilę: niezależnie od tego, co robimy lub czego nie robimy, dni, tygodnie i miesiące nieubłaganie mkną naprzód. Opłacenie kolejnej raty, złożenie deklaracji podatkowej, przelanie składki ZUS – to wszystko przychodzi z regularnością, której nie można zignorować. A jednak, czy zastanawiamy się, co jeszcze moglibyśmy zrealizować w tym samym czasie? Co by było, gdybyśmy rok temu podjęli decyzję o rozpoczęciu nowego projektu lub inwestycji? Takie myśli nasuwają się mi często, zwłaszcza teraz, kiedy patrzę wstecz na ponad rok regularnego pisania na moim blogu. Każdy tydzień przynosił nowy artykuł, nową okazję do dzielenia się wiedzą i doświadczeniem. To doświadczenie stało się dla mnie nie tylko sposobem na rozwój osobisty, ale także na budowanie wartości dla moich czytelników. A co najważniejsze, te skumulowane tygodnie i miesiące pracy zaowocowały czymś, co początkowo wydawało się niemożliwe – wydaniem własnej książki. W życiu każdego przedsiębiorcy i menedżera projektu istnieje nieustanna gra z czasem. Są terminy, które nieubłaganie nadchodzą i wymagają naszej uwagi: terminy płatności, raporty okresowe, aktualizacje projektów. W tych chwilach czas staje się jakby bardziej namacalny, a jego wartość – wyraźniejsza. Ta regularność i przewidywalność obowiązków, choć może wydawać się monotonna, tak naprawdę oferuje szansę na zastosowanie strategicznego myślenia i planowania. Każdy taki moment to okazja do oceny, gdzie aktualnie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Z drugiej strony, jest coś uwodzicielskiego w rutynie, która może nas uśpić i sprawić, że przestaniemy zastanawiać się nad szerszymi perspektywami. Właśnie dlatego ważne jest, aby nie tracić z oczu tych większych celów i marzeń, które popychają nas do przodu. Czy to wprowadzenie nowego produktu na rynek, czy zdobycie nowego kluczowego klienta – te długoterminowe cele wymagają nie tylko czasu, ale i świadomego wysiłku. Rzut oka wstecz pozwala dostrzec, jak wiele mogliśmy osiągnąć, gdybyśmy tylko podjęli działania wcześniej. Pomyślmy na przykład o projekcie, który odłożyliśmy na “lepszy moment” albo o inicjatywie, która wydawała się zbyt ryzykowna. Gdybyśmy rok temu zdecydowali się na te kroki, dziś moglibyśmy cieszyć się ich owocami. Ta perspektywa pokazuje, jak odkładanie decyzji może być nie tylko straconą okazją, ale także utraconym potencjałem wzrostu i rozwoju. Każdy dzień bez działania jest dniem, który już nigdy nie wróci, a wraz z nim ulatują możliwości, które mogłyby nas zbliżyć do naszych celów. W tej samej mierze, wyobraźmy sobie, jak wyglądałaby nasza sytuacja, gdybyśmy rok temu zaczęli budować nasz kanał na YouTube, inwestując w marketing cyfrowy, czy rozwijając nową linię produktów. Dziś mielibyśmy solidną bazę subskrybentów, większą widoczność marki w internecie, czy znaczący postęp w rozwoju produktu. Te przykłady pokazują, że proaktywne podejście do biznesu nie tylko pomaga w osiągnięciu sukcesów, ale także w tworzeniu trwałej wartości. W biznesie, podobnie jak w życiu, nie chodzi tylko o docieranie do celu, ale o podróż, która nas tam prowadzi – a każdy krok, choćby najmniejszy, ma znaczenie. Refleksja nad własnym doświadczeniem z prowadzenia bloga przez ostatni rok stała się dla mnie potężną lekcją o wartości konsekwencji i długoterminowego zaangażowania. Kiedy rozpoczynałem, wydawało się to być jedynie małym projektem pobocznym, ale z czasem przekształciło się w coś znacznie większego. Regularne pisanie artykułów każdego tygodnia pozwoliło mi nie tylko udoskonalić umiejętności pisarskie, ale także zgłębić wiedzę na tematy, które są kluczowe dla moich czytelników. Każdy artykuł był krokiem naprzód, nie tylko w rozwoju mojego bloga, ale także w budowaniu relacji z czytelnikami i tworzeniu wartości dla nich. To doświadczenie pokazało mi, jak ważne jest nieustanne dążenie do celu, niezależnie od przeszkód czy wątpliwości. Proces ten stał się dla mnie metaforą ciągłego rozwoju – zarówno osobistego, jak i zawodowego. Dzięki konsekwentnej pracy nad blogiem, zdołałem nie tylko zbudować społeczność czytelników, ale również stworzyć solidną podstawę dla dalszych projektów. To właśnie z treści zgromadzonych na blogu narodził się pomysł na książkę, która jest świadectwem mojej podróży i zarazem dowodem na to, że systematyczne działanie przynosi realne efekty. Przejście od bloga do książki było dla mnie naturalnym krokiem, choć nie pozbawionym wyzwań. Proces ten wymagał nie tylko przemyślanej selekcji i adaptacji treści, ale także dodatkowej pracy nad ich rozwinięciem i uzupełnieniem, aby stworzyć spójny i wartościowy materiał. Ta ewolucja z cyklicznych wpisów blogowych do pełnoprawnej publikacji stała się dla mnie nie tylko realizacją długoletniego marzenia, ale także konkretnym przykładem, jak systematyczna praca i skupienie na celu mogą przekształcić pomysł w realny, namacalny produkt. Książka ta jest nie tylko zbiorem moich myśli i doświadczeń, ale również świadectwem mojego rozwoju jako pisarza i przedsiębiorcy. Publikacja książki otworzyła przede mną nowe drzwi – możliwość dotarcia do szerszego grona odbiorców, uzyskania nowej wiarygodności w branży i zaoferowania wartości dodanej moim czytelnikom. Jest to też dowód na to, że nawet z pozornie małych kroków, takich jak regularne pisanie artykułów na blogu, można zbudować coś większego. Dziś, patrząc na półkę z własnym egzemplarzem książki, rozumiem, że każda chwila poświęcona na rozwój osobisty i profesjonalny jest inwestycją, która z czasem przynosi wymierne korzyści. Podróż, którą podjąłem od pisania pierwszego wpisu na blogu do wydania książki, jest dla mnie przypomnieniem, że czas jest naszym najcenniejszym zasobem. Z perspektywy dzisiejszego dnia, mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że każda chwila, którą poświęciłem na rozwój mojego bloga, była inwestycją, która przyniosła owoce daleko przekraczające moje początkowe oczekiwania. To doświadczenie utwierdza mnie w przekonaniu, że warto wykorzystywać każdy dzień do realizacji naszych planów i marzeń. Czas będzie płynął niezależnie od naszych działań, więc wybór, jak go wykorzystamy, leży wyłącznie w naszych rękach. Zachęcam więc każdego, kto czyta ten artykuł, do refleksji nad tym, jak można lepiej wykorzystać czas, który mamy. Niezależnie od tego, czy jest to rozwijanie własnego biznesu, uczenie się nowych umiejętności, czy realizacja dawno odkładanych projektów, każda chwila jest szansą na rozwój i osiągnięcie sukcesu. Moja historia z blogiem i książką jest dowodem na to, że konsekwentne dążenie do celu może przynieść nieoczekiwane i satysfakcjonujące rezultaty. Niech ta opowieść będzie inspiracją do działania – bo czas i tak upłynie, warto więc sprawić, by każda chwila była wartościowa. Na zakończenie chciałbym namówić Cię do podjęcia konkretnej akcji. Zastanów się, jaki projekt lub marzenie odłożyłeś na “później” i zdecyduj, że zaczniesz działać już dziś. Niezależnie od tego, czy to rozpoczęcie pisania własnego bloga, zrealizowanie biznesowego pomysłu, czy poświęcenie czasu na naukę nowej umiejętności – każdy krok ma znaczenie. Jeśli szukasz inspiracji lub praktycznych wskazówek, zapraszam do zapoznania się z moją książką, która jest zbiorem doświadczeń i lekcji wyniesionych z mojej własnej podróży. Znajdziesz w niej narzędzia i strategie, które pomogą Ci efektywnie wykorzystać każdy nadchodzący dzień. Pamiętaj, że czas i tak upłynie – sprawmy więc, aby każda jego chwila przeniosła nas bliżej do realizacji naszych aspiracji i celów. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie zespołemW latach 60-tych XX wieku John B. Calhoun przeprowadził eksperyment zwany mysią utopią. Doświadczenie to miało odkryć, jak dostęp do nieograniczonych zasobów wpływa na zachowanie i przystosowanie organizmów do środowiska. Polegało ono na tym, że stworzono zamknięte środowisko, w którym myszy miały zapewniony nieograniczony dostęp do pożywienia, wody, miejsc do gniazdowania i innych zasobów.W tym środowisku nie było drapieżników, chorób ani innych zewnętrznych zagrożeń. Na początku eksperymentu mysia populacja rosła szybko, a myszy wydawały się dobrze funkcjonować w swoim idealnym środowisku. Z czasem jednak myszy, niegdyś sprytne i zwinne, stały się ospałe, mniej ostrożne, zaczęły pojawiać się dysfunkcje, spadła zdolność do reprodukcji, a nawet pojawiły się zachowania agresywne pomimo braku konieczności walki o zasoby. To zaskakujące odkrycie stało się metaforą większego zjawiska, które obserwujemy również w świecie ludzi. Jest to przestrogą dla nas, przedsiębiorców i liderów biznesu, przypominającą o pułapkach, które niesie za sobą życie w nadmiarze i dostatku. Gdy mamy wszystko podane na tacy, czy naprawdę stajemy się lepsi, mądrzejsi, bardziej innowacyjni? Czy też, podobnie jak te myszy, tracimy naszą zwinność, zdolność do szybkiego reagowania na zmiany i wyzwania, które rzuca nam rzeczywistość? Powstaje pytanie: jak zachowania myszy mają się do nas, ludzi w świecie biznesu? Wyobraź sobie, że nagle dostajesz wszystko, czego pragniesz. Sukces, pieniądze, rozpoznawalność – wszystko to bez większego wysiłku. Brzmi jak marzenie, prawda? Ale czy to naprawdę jest droga do szczęścia i spełnienia? Psychologia dostatku mówi nam, że gdy wszystko jest podane na tacy, nasza wewnętrzna iskra, która zwykle pcha nas do działania, może zacząć przygasać. Bez wyzwań, bez konieczności rozwiązywania problemów, życie może stać się nudne. Brak motywacji do wysiłku, gdy wszystko już mamy, może prowadzić do zaskakującego paradoksu: im więcej mamy, tym mniej chcemy robić. Pomyśl o sławnych sportowcach, gwiazdach muzyki czy magnatach biznesu, którzy po osiągnięciu szczytu zaczęli tracić swój zapał. Historie te często kończą się nienajlepiej – od braku kolejnych sukcesów po życiowe zawirowania. To przestroga, że dostatek może być równie wielkim wyzwaniem, co brak zasobów. Czyżby klucz do sukcesu tkwił gdzieś pośrodku? Przyjrzyjmy się rodzinie Rockefellerów. John D. Rockefeller, założyciel dynastii, był synonimem ciężkiej pracy i determinacji. Znany był z oszczędności i nieustannego dążenia do doskonałości. Ale historia kolejnych pokoleń rodu wygląda już zupełnie inaczej. Rockefellerowie drugiego i trzeciego pokolenia urodzili się już w świecie, gdzie bogactwo było normą, a wyzwanie polegało raczej na tym, jak to bogactwo wydać, niż jak je zarobić. Wiele osób mogłoby pomyśleć: “Cóż za życie! Urodzić się na złotej poduszce!”. Ale czy takie życie naprawdę sprzyja rozwojowi, innowacjom, a przede wszystkim – szczęściu? Zamiast budować imperium, niektórzy spadkobiercy Rockefellerów skupili się na filantropii, sztuce, a nawet polityce. Choć to szlachetne działania, to jednak różnią się od pierwotnego ducha przedsiębiorczości, który kierował ich przodkiem. Czy bogactwo zmieniło definicję sukcesu dla tych, którzy nigdy nie musieli walczyć o swoją pierwszą złotówkę? To interesujące pytanie, które może rzucić nowe światło na to, jak postrzegamy sukces i motywację. Ta sprawa wygląda podobnie we współczesnych biznesach rodzinnych. Doskonale znane są opowieści, w których założyciel firmy, z niczego budujący imperium, przekazuje stery dzieciom, a te, mając mniej energii do działania i mniej determinacji, obracają dzieło poprzednika w ruinę. To zjawisko “bogatego dziecka” w biznesach rodzinnych jest jak przestroga dla każdego, kto marzy o przekazaniu swojego dzieła następnym pokoleniom. Czasami te następne pokolenia mają wszystko: najlepsze szkoły, świat u stóp, ale brakuje im tego “głodu” – tej palącej potrzeby tworzenia, ryzykowania, innowacji. Są jak te myszy z eksperymentu, które przestały działać, bo nie musiały. Przykłady? Oj, jest ich sporo. Firmy, które pod skrzydłami pierwszego pokolenia rosły i rozkwitały, by później, w rękach potomków, podupadać lub zupełnie zniknąć z rynku. To nie jest reguła, ale zdarza się wystarczająco często, by zadać sobie pytanie: jak zaszczepić w następnych pokoleniach ten sam ogień, który płonął w założycielach? Może kluczem jest znalezienie równowagi między dawaniem dzieciom wszystkiego, a nauczeniem ich wartości ciężkiej pracy i determinacji. Ale czy każda droga do sukcesu musi być usłana porażkami i trudnościami? No właśnie niekoniecznie. Pisałem o tym we wpisie “Bądź kimkolwiek chcesz” – spotkałem na swojej drodze przedsiębiorców, którzy jakby delikatnie unikali tych wszystkich biznesowych potknięć. Udawało im się to, dzięki przyjęciu strategii postępowania z dużą dozą wyczucia,  stabilności i metodycznego planowania. Mówiąc o tych, którzy zbudowali swoje firmy na solidnych fundamentach, nie szukając sensacji, a raczej konsekwentnie realizując długoterminowe plany, widać, że ich podejście do biznesu jest jak maraton, a nie sprint. Może nie mają spektakularnych opowieści o wielkich kryzysach, ale z pewnością mają historię stabilnego wzrostu i mądrego zarządzania. Analogiczne wnioski możemy wyciągnąć z upadku wielkich cywilizacji. Wystarczy spojrzeć na starożytne Rzym czy Grecję – imperia, które w swoim czasie były synonimem potęgi i bogactwa. Niestety, z czasem, nadmiar i dekadencja zaczęły wypierać pracowitość i innowacyjność. Jakby dostatek zamiast podsycać płomień, zaczął go powoli gasić. To tak, jakby historia szeptała nam do ucha, że nie ma nic złego w bogaceniu się i czerpaniu z tego radości, ale nie możemy zapominać o tym, co naprawdę jest ważne. Jakby przypominała, że bycie na bieżąco z nowinkami technologicznymi, ciągłe kształcenie się i rozwój, czy po prostu dbanie o to, by nasze działania miały głębszy sens – jest kluczowe i musimy o tym stale pamiętać. Widać wyraźnie, że niezależnie od tego, gdzie jesteśmy, lekcja jest zawsze ta sama: równowaga i pamięć o tym, co nas napędza, to klucz do utrzymania płomienia, niezależnie od tego, ile mamy w portfelu. Na końcu tej podróży, pełnej historii o myszach, Rockefellerach, spadkobiercach i starożytnych cywilizacjach, pozostaje jedno pytanie: co to wszystko naprawdę dla nas znaczy? Czy chodzi o to, by unikać dostatku? Czy raczej o to, by nie pozwolić, aby dostatek stał się naszym jedynym przewodnikiem. Sukces, bogactwo, rozwój – to wszystko wspaniałe cele. Ale pamiętajmy, że prawdziwa satysfakcja pochodzi z równowagi, ciągłego poszukiwania, uczenia się i adaptacji. Niezależnie od tego, czy jesteś na początku swojej drogi, czy już na szczycie, kluczem jest pamięć o tym, co nas napędza, co nas pasjonuje. To interesujące, jak różne mogą być ścieżki prowadzące do sukcesu. Niektórzy muszą przejść przez burze, by docenić słońce, inni z kolei wybierają spokojniejsze wody. Ważne, aby pamiętać, że nie ma jednej słusznej drogi. Czy wolisz emocje górskiej drogi czy bezpieczeństwo autostrady, obie mogą Cię doprowadzić do celu. Kluczem jest znalezienie własnej ścieżki i nie porzucanie jej, gdy tylko napotkamy na drobne turbulencje. Na koniec, warto zadać sobie to ważne pytanie: “Co sprawia, że płonę z entuzjazmu, co mnie inspiruje?” Odpowiedź na to pytanie to Twój kompas, który pomoże Ci nawigować przez świat dostatku, wyzwań i zmian, zachowując przy tym prawdziwą iskrę, która sprawia, że każdy dzień jest wyjątkowy. A to jest prawdziwą sztuką zarówno w życiu, jak i w biznesie. [...]
biznesowe ABC / finanse / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie zespołem“Możesz zostać kim tylko chcesz” To chyba największe kłamstwo mówców motywacyjnych, jakie kiedykolwiek słyszałem. Choćbym się starał, dawał z siebie wszystko i wylewał wiadra potu – nie zostanę młodą, długonogą blondynką, nie zostanę też najmłodszym uczestnikiem konkursu Eurowizji, ani nie mam szans być mistrzem świata w boksie zawodowym.  Mogę natomiast “zostać najlepszą wersją samego siebie” – to stwierdzenie jest znacznie bliższe temu, co w rzeczywistości jest możliwe. Temu, co rzeczywiście mogę osiągnąć. Jako człowiek. W życiu prywatnym i zawodowym, jako pracownik, specjalista, ekspert, lub przedsiębiorca. Żyjemy w czasach gigantycznego pędu. Ciśnienia, by dążyć do czegoś, osiągać cele, przełamywać granice, zdobywać trofea. Zawodowe, biznesowe, sportowe, życiowe, prywatne. Różne. I wszystko wokół nas skłania nas i motywuje do tego, byśmy te cele sobie wyznaczali i do ich osiągnięcia dążyli. Byśmy stawali się coraz lepsi, coraz skuteczniejsi, mieli coraz lepsze wyniki. Byśmy stawali się lepszymi wersjami samych siebie. Miałem ostatnio okazję uczestniczyć w konferencji, podczas której odbył się panel dyskusyjny. W trakcie tego wydarzenia intensywnie ścierały się ze sobą dwie panie, obie będące kobietami biznesu, prezentujące radykalnie różne sposoby widzenia świata, cele życia, ale także sposoby prowadzenia biznesu. Zdaniem jednej nie ma szans by osiągnąć dobre rezultaty w życiu i biznesie, jeśli kilka razy człowiek nie potknie się, nie zostanie pokiereszowany i nie dozna bólu i cierpienia. Dopiero, gdy otrzepie się z kolejnej porażki – wtedy ma szansę dokonać czegoś spektakularnego. Druga z panelistek stwierdziła natomiast, że bzdurą jest stwierdzenie, że “żeby być piękną, najpierw trzeba pocierpieć”. Że można osiągnąć sukces, bez konieczności wcześniejszego upadku. Nie musi najpierw być źle, by mogło być dobrze. Wśród firm, które znam, nie ma chyba żadnej, która osiągnęła spektakularny sukces bez wcześniejszych porażek. Drobnych lub poważniejszych zawirowań. Bo porażki uczą, pozwalają nabrać doświadczenia i zrozumieć pewne zasady, by kolejnym razem ominąć drogę, która prowadzi do negatywnych rezultatów. Tak jak dziecko – nie zrozumie, że garnek parzy, dopóki samo go nie dotknie. Gdy uczyłem się jeździć na nartach powtarzano mi “Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. Dlatego też osobiście staram się tych negatywnych doświadczeń nie nazywać porażkami – dla mnie są to kroki do osiągnięcia lepszych efektów. Zresztą, co to znaczy spektakularny sukces? Dla jednego sukcesem jest realizacja wielomilionowych kontraktów, a dla innego – osiągnięcie spokoju i możliwości bezstresowego realizowania wszelkich zobowiązań finansowych, które życie na niego nakłada. Jeden musi koniecznie być w ciągłym podekscytowaniu i wciąż realizować nowe projekty z dużą liczbą wyzwań, inny stawia na ekspansję globalną, jeszcze inny swój sukces liczy wyłącznie wysokością wpływów na swoje konto. Każdy ma swoje indywidualne wizje sukcesu i każdy ma prawo do wyboru innej ścieżki jego osiągania. I nie ma oczywiście nic złego w bogaceniu się. Mało tego – twierdzę, że bogacenie się jest bardzo fajne i każdemu powinno być dane życie w dostatku, zamiast życia w ubóstwie. Ale bogacenie się, w mojej ocenie, nie powinno być celem samym w sobie. Zresztą, jest wiele przykładów, które pokazują, że jeśli jedynym celem jest osiągnięcie bogactwa, to bardzo często nie udaje się go osiągnąć. Jeśli celem nie jest dawanie wartości, której poniekąd efektem ubocznym jest zarabianie pieniędzy, to przychody nie są stabilne i trudno jest o osiągnięcie zadowalających efektów. A jeśli nawet się to udaje, to z chwilą jego osiągnięcia – tracimy cel życia i popadamy w poważne tarapaty emocjonalne i psychiczne. Jim Carrey, kanadyjsko-amerykański aktor i komik, powiedział kiedyś: “Chciałbym, żeby każdy człowiek miał szansę stać się sławnym i bogatym oraz żeby kupił wszystko o czym marzył – bo tylko w ten sposób zrozumie, że nie taki jest cel życia”. Czy trzeba cokolwiek dodawać?  Oczywiście, nie można też zapominać o tych, którzy osiągają sukces, idąc drogą mniej wyboistą, unikając wielkich kryzysów. Spotkałem wielu przedsiębiorców, którzy budowali swoje firmy stopniowo, skupiając się na stałym rozwoju, zamiast na gwałtownych zmianach. Ich podejście do biznesu opierało się na przemyślanej strategii, precyzyjnym planowaniu i świadomym unikaniu niepotrzebnego ryzyka. Dla nich sukces to efekt ciągłej, stabilnej pracy i skupienia się na długofalowych celach, a nie tylko chwilowych triumfach. Jednak to, co łączy wszystkie te różnorodne ścieżki i podejścia do osiągania sukcesu, to zrozumienie własnych wartości i celów. Osiąganie spektakularnych wyników wymaga od nas, przedsiębiorców, jasnej wizji tego, co chcemy osiągnąć i dlaczego to robimy. Sukces nie jest jednowymiarowy – jest tyle definicji sukcesu, ile jest ludzi starających się go osiągnąć. Właśnie to różnorodne postrzeganie sukcesu sprawia, że świat biznesu jest tak fascynujący. Każdy przedsiębiorca wnosi do niego coś unikalnego, opierając swoje działania na indywidualnych doświadczeniach, wartościach i ambicjach. Dlatego też, ważne jest, by nie dać się zwieść jednostronnym definicjom sukcesu, które często promują media czy mówcy motywacyjni. W biznesie, podobnie jak w życiu, nie ma jednej uniwersalnej ścieżki do sukcesu. Warto też pamiętać, że zarówno sukces, jak i porażka, są częścią tej samej podróży. Niektórzy z nas potrzebują tych porażek, by nauczyć się i wzrosnąć, inni zaś mogą unikać ich, działając ostrożnie i przemyślanie. Niezależnie od podejścia, kluczowe jest, by pozostać wiernym swoim wartościom i wizji, niezależnie od zewnętrznych nacisków i oczekiwań. Sukces w biznesie jest tak zróżnicowany, jak ludzie, którzy go osiągają. Jako przedsiębiorcy, mamy wolność wyboru własnej ścieżki, dostosowanej do naszych indywidualnych potrzeb, wartości i marzeń. Niezależnie od wybranej drogi, ważne jest, aby podążać za swoją pasją, trzymać się swoich wartości i nieustannie się rozwijać. W końcu, jak powiedział Ralph Waldo Emerson, “Sukces to podróż, a nie cel końcowy”. [...]
biznesowe ABC / komunikacja / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie zespołemChcę dziś opowiedzieć historię Marka, doświadczonego projektanta, który po latach pracy w branży postanowił podzielić się swoją wiedzą z młodszym pokoleniem. Organizując warsztaty i szkolenia, liczył na to, że jego bogate doświadczenie pomoże innym uniknąć błędów, które on sam popełniał na początku swojej kariery. Jego intencje były szlachetne, a entuzjazm zaraźliwy. Jednak, pomimo jego najlepszych chęci, uczestnicy warsztatów często opuszczali salę zdezorientowani, zniechęceni i z poczuciem, że materiał był dla nich zbyt skomplikowany.  Co poszło nie tak? Odpowiedź leży w fenomenie znanym jako klątwa wiedzy. Klątwa wiedzy to psychologiczne zjawisko, w którym osoba posiadająca dużą wiedzę na dany temat ma trudności z przekazaniem tej wiedzy osobom mniej zorientowanym w temacie. Jest to efekt braku świadomości tego, jak mało wie ktoś, kto nie jest ekspertem w danej dziedzinie. Zjawisko to dotyka nie tylko ekspertów i nauczycieli, ale także liderów biznesu, menedżerów projektów, a nawet rodziców próbujących wytłumaczyć coś swoim dzieciom. Marek, z całym swoim doświadczeniem, zapomniał, że kiedyś również był początkujący i wiele rzeczy, które dla niego są teraz oczywiste, kiedyś nie były. W jego wyjaśnieniach brakowało podstaw, kontekstu, przykładów z życia wziętych, które pomogłyby uczestnikom zrozumieć skomplikowane koncepcje. Zamiast tego, Marek skupiał się na zaawansowanych technikach i narzędziach, które były dla niego codziennością, ale dla uczestników jego warsztatów były abstrakcją. Aby przełamać klątwę wiedzy, kluczowe jest zrozumienie, że komunikacja jest dwukierunkowa. To nie tylko o to, co mówimy, ale także o to, jak to jest odbierane. Musimy wyjść poza naszą perspektywę eksperta i postawić się w sytuacji osoby, której staramy się coś wytłumaczyć. Potrzebujemy empatii, aby zrozumieć, skąd ona przychodzi, jakie ma doświadczenia i jakie może mieć trudności w zrozumieniu danego tematu. Gdy Marek zdał sobie sprawę z tego problemu, postanowił zmienić swoje podejście. Zamiast zakładać, że jego uczestnicy mają taką samą wiedzę jak on, zaczął od zadawania pytań, które pomogły mu zrozumieć ich poziom wiedzy i doświadczenia. Zamiast od razu przechodzić do zaawansowanych tematów, zaczął od podstaw, stopniowo wprowadzając bardziej skomplikowane koncepcje. Używał prostego języka, unikał branżowego żargonu i ilustrował swoje wyjaśnienia licznymi przykładami. Wprowadził także elementy interaktywne, takie jak ćwiczenia i dyskusje grupowe, które pozwalały uczestnikom aktywnie uczestniczyć w procesie uczenia się i zadawać pytania w trakcie, a nie po fakcie. To wszystko pomogło przełamać barierę między nim a uczestnikami, sprawiając, że materiał stał się dla nich bardziej przystępny i zrozumiały. Klątwa wiedzy to nie tylko problem nauczycieli czy trenerów. Liderzy biznesu często zakładają, że ich zespoły mają taką samą wiedzę na temat projektów czy strategii firmy, jak oni sami. To może prowadzić do nieporozumień, frustracji i w efekcie do nieefektywności. Dlatego tak ważne jest, aby liderzy ciągle zadawali sobie pytanie: „Czy moje zespoły naprawdę rozumieją, co do nich mówię? Czy dostarczam im wystarczająco kontekstu i informacji, aby mogli efektywnie wykonywać swoją pracę?” Podobnie, w komunikacji z klientami czy inwestorami, zakładanie, że rozumieją oni branżę czy produkt tak samo dobrze, jak my, może prowadzić do nieporozumień i utraty potencjalnych szans biznesowych. Dlatego tak ważne jest, aby dostosowywać swoje komunikaty do poziomu wiedzy i doświadczenia naszych rozmówców. Żeby lepiej zilustrować niebezpieczeństwa związane z istnieniem klątwy wiedzy, przedstawię kilka przykładów prezentujących aspekty naszego życia codziennego, w których może ona wystąpić. Wyobraź sobie sytuację, w której doświadczony programista komputerowy pisze podręcznik użytkownika dla nowego oprogramowania. Znający wszystkie szczegóły i skróty klawiaturowe, może on pominąć kluczowe kroki w procesie instalacji lub użytkowania programu, zakładając, że są one oczywiste dla użytkownika. Osoba, która nie ma takiej wiedzy technicznej, może się jednak poczuć zagubiona i sfrustrowana, ponieważ instrukcje są dla niej niejasne i niekompletne. W tym przypadku klątwa wiedzy sprawia, że programista nie jest w stanie efektywnie przekazać swojej wiedzy mniej doświadczonemu użytkownikowi. Innym przykładem może być osoba wychowana w jednej kulturze, która może mieć trudności ze zrozumieniem pewnych zachowań lub zwrotów językowych charakterystycznych dla innej kultury. Na przykład, amerykański menedżer może używać wielu idiomów i zwrotów, które są dobrze zrozumiałe w Stanach Zjednoczonych, ale mogą być mylące lub niezrozumiałe dla jego współpracowników z innych krajów. Klątwa wiedzy sprawia, że menedżer nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego sposób komunikacji może być trudny do zrozumienia dla osób z innych kultur. Nauczyciel z wieloletnim doświadczeniem w nauczaniu matematyki może mieć trudności z przekazywaniem swojej wiedzy uczniom, którzy dopiero zaczynają się uczyć tego przedmiotu. Znajomość wszystkich wzorów i reguł może sprawić, że nauczyciel pomija podstawowe wyjaśnienia, zakładając, że są one oczywiste dla uczniów. Klątwa wiedzy może w tym przypadku prowadzić do tego, że uczniowie czują się zagubieni i zdemotywowani, ponieważ materiał wydaje się dla nich zbyt trudny i niezrozumiały. To zjawisko ma także bardzo wymierne konsekwencje w zakresie relacji biznesowych. Pracownik działu technicznego przedstawiający nowy produkt swoim kolegom z działu sprzedaży może używać technicznego żargonu i szczegółowych opisów, które są dla niego oczywiste, ale mogą być niezrozumiałe dla osób, które nie są tak zaznajomione z technicznymi aspektami produktu. Innym przykładem może być doświadczony menedżer prowadzący szkolenie dla nowo zatrudnionych pracowników, który może nie zdawać sobie sprawy z tego, jak wiele jego wiedzy jest dla niego oczywiste, a co może być dla nowicjuszy zupełnie nowe i skomplikowane. Przedstawiciel firmy, który jest głęboko zanurzony w specyfice swojej branży, może używać branżowego słownictwa i zakładać pewne rzeczy jako oczywiste, podczas gdy klient, który nie jest tak dobrze zorientowany w temacie, może czuć się zagubiony i niedoceniony. W każdym z tych przypadków klątwa wiedzy prowadzi do nieefektywnej komunikacji i nieporozumień, a w efekcie może powodować spore konsekwencje dla próbujących się porozumieć stron. Klątwa wiedzy jest zjawiskiem, z którym każdy z nas może się spotkać, niezależnie od branży czy stanowiska. Jest to wyzwanie, ale jednocześnie okazja do rozwoju naszych umiejętności komunikacyjnych i budowania lepszych relacji zarówno w środowisku zawodowym, jak i prywatnym. Przełamanie klątwy wiedzy wymaga od nas empatii, cierpliwości i gotowości do ciągłego uczenia się i dostosowywania naszych metod komunikacji. Warto jednak podjąć to wyzwanie, ponieważ efektywne dzielenie się wiedzą to klucz do sukcesu w dzisiejszym szybko zmieniającym się świecie. [...]
biznesowe ABC / finanse / prawo i podatki / zarządzanie ryzykiemZałóżmy, że prowadzisz firmę i wszystko idzie zgodnie z planem, aż do momentu, gdy jeden z twoich kluczowych klientów zaczyna mieć problemy finansowe. Faktury przestają być regulowane w terminie, a komunikacja z klientem staje się coraz trudniejsza. W tym momencie pojawia się pytanie: co dalej? Odpowiedź brzmi: windykacja. Ale co to dokładnie oznacza i jak można to zrobić skutecznie, dbając jednocześnie o relacje biznesowe i etyczne aspekty działania? Oto głębsze spojrzenie na proces windykacji od strony wierzyciela. Windykacja to proces odzyskiwania długów od dłużników, których płatności są zaległe. Cel jest prosty: odzyskać należne pieniądze, jednocześnie minimalizując straty finansowe i utrzymując pozytywne relacje z klientem. To trudne zadanie, które wymaga delikatnego podejścia i strategicznego planowania. Windykacja polubowna Windykacja dzieli się na różne rodzaje, w zależności od stopnia zaawansowania problemu i stosowanych metod. Windykacja polubowna, znana także jako pozasądowa, to pierwszy etap procesu odzyskiwania długów, który polega na nawiązaniu kontaktu z dłużnikiem w celu ustalenia warunków spłaty zobowiązań finansowych bez konieczności angażowania sądu. Celem tego rodzaju windykacji jest osiągnięcie porozumienia, które będzie satysfakcjonujące dla obu stron, a jednocześnie pozwoli na odzyskanie przez wierzyciela należności w możliwie jak najkrótszym czasie. W przypadku windykacji polubownej prowadzonej osobiście przez wierzyciela, proces ten zazwyczaj rozpoczyna się od wysłania przypomnienia o zaległej płatności, a następnie, jeśli to nie przynosi efektów, od kontaktu telefonicznego lub bezpośredniego spotkania z dłużnikiem. Wierzyciel w trakcie takiej rozmowy powinien starać się zrozumieć sytuację finansową dłużnika i na tej podstawie zaproponować rozwiązanie, które pozwoli na stopniową spłatę długu. Może to być na przykład rozłożenie długu na raty czy odroczenie terminu płatności. Ważne jest, aby w trakcie takich rozmów utrzymywać profesjonalny ton i jednocześnie wykazać się empatią oraz gotowością do znalezienia kompromisu. Z drugiej strony, windykacja polubowna może być również prowadzona przez profesjonalną firmę windykacyjną. W takim przypadku, wierzyciel przekazuje sprawę firmie zewnętrznej, która specjalizuje się w odzyskiwaniu długów. Profesjonalni windykatorzy mają doświadczenie i narzędzia, które pozwalają im skutecznie negocjować z dłużnikami i osiągać porozumienia. Co więcej, ich interwencja często sprawia, że dłużnik traktuje sprawę poważniej i jest bardziej skłonny do spłaty zobowiązań. Zaletą windykacji polubownej prowadzonej przez firmę windykacyjną jest to, że wierzyciel może skoncentrować się na swojej podstawowej działalności, podczas gdy odzyskiwanie długów zostaje powierzone profesjonalistom. Ponadto, firmy windykacyjne często pracują na zasadzie “no win, no fee”, co oznacza, że pobierają wynagrodzenie tylko w przypadku odzyskania długów. Jednakże, wybierając firmę windykacyjną, wierzyciel powinien dokładnie sprawdzić jej referencje i upewnić się, że działa ona zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa i etycznymi standardami. Niewłaściwie prowadzona windykacja, nawet przez firmę zewnętrzną, może bowiem negatywnie wpłynąć na reputację wierzyciela i jego relacje z klientami. Windykacja sądowa Windykacja sądowa to kolejny krok w procesie odzyskiwania długów, który wchodzi w grę, gdy wszelkie próby polubownego rozwiązania sprawy z dłużnikiem nie przynoszą rezultatów. Proces ten jest bardziej formalny i z reguły trwa dłużej niż windykacja polubowna, ale daje wierzycielowi dodatkowe narzędzia prawne do odzyskania należności. Gdy wierzyciel decyduje się na windykację sądową, musi najpierw przygotować i złożyć pozew do właściwego sądu. W pozwie tym należy dokładnie opisać sytuację, przedstawić dowody na istnienie długu oraz wyszczególnić kwotę, jaką dłużnik jest zobowiązany zapłacić. Proces ten wymaga dokładności i znajomości prawa, dlatego wielu wierzycieli decyduje się na skorzystanie z pomocy profesjonalnego pełnomocnika prawnego. Po złożeniu pozwu sąd rozpatruje sprawę, a jego wyrok stanowi formalne potwierdzenie długu i zobowiązuje dłużnika do jego spłaty. W przypadku, gdy dłużnik nadal odmawia zapłaty, wierzyciel może wystąpić o wszczęcie egzekucji komorniczej, co oznacza przymusowe ściągnięcie długu. Windykacja sądowa jest procesem, który może być czasochłonny i kosztowny, ale daje wierzycielowi formalne narzędzia do odzyskania swoich środków finansowych. Koszty związane z postępowaniem sądowym, takie jak opłaty sądowe czy wynagrodzenie dla pełnomocnika prawnego, z reguły są obciążeniem dłużnika, co oznacza, że w przypadku wygranej sprawy, zostaną mu one zwrócone. Jednakże, istotne jest, aby przed podjęciem decyzji o rozpoczęciu windykacji sądowej, wierzyciel dokładnie przeanalizował sytuację finansową dłużnika. Jeśli bowiem dłużnik jest w bardzo złej sytuacji finansowej i nie posiada majątku, który można by zająć w ramach egzekucji komorniczej, postępowanie sądowe może okazać się bezskuteczne i jedynie zwiększyć koszty wierzyciela. Windykacja egzekucyjna Windykacja egzekucyjna to etap procesu windykacyjnego, który następuje po uzyskaniu przez wierzyciela prawomocnego tytułu wykonawczego, którym najczęściej jest wyrok sądowy. Jest to proces przymusowego ściągania długu, który odbywa się za pośrednictwem komornika sądowego i jest ściśle regulowany przez prawo. Po uzyskaniu tytułu wykonawczego, wierzyciel może zwrócić się do komornika sądowego z wnioskiem o wszczęcie egzekucji. Komornik, działając na mocy otrzymanego tytułu, podejmuje szereg działań mających na celu odzyskanie należności dla wierzyciela. Mogą to być między innymi zajęcia wynagrodzenia, rachunków bankowych, nieruchomości czy innych wartościowych przedmiotów należących do dłużnika. Proces windykacji egzekucyjnej jest często długotrwały i skomplikowany, wymaga także zaangażowania dodatkowych środków finansowych ze strony wierzyciela, takich jak opłaty egzekucyjne czy wynagrodzenie dla komornika. Z tego względu, zanim wierzyciel zdecyduje się na tę formę windykacji, powinien dokładnie przeanalizować sytuację finansową dłużnika i ocenić, czy istnieje realna szansa na odzyskanie długu. Windykacja egzekucyjna daje wierzycielowi szereg narzędzi prawnych do odzyskania należności, ale jednocześnie jest procesem, który może być obciążający dla obu stron. Dłużnik, którego majątek podlega egzekucji, może czuć się nękany i zastraszony, co tylko pogarsza jego sytuację finansową i życiową. Z tego względu, ważne jest, aby proces ten prowadzony był z zachowaniem zasad etyki i szacunku dla dłużnika. Ostatecznym celem windykacji egzekucyjnej jest odzyskanie przez wierzyciela należnych mu środków finansowych, ale proces ten powinien być prowadzony w sposób profesjonalny i etyczny, z poszanowaniem praw i godności dłużnika. Ważne jest także, aby wierzyciel był świadomy kosztów i ryzyka związanego z tym procesem oraz potrafił ocenić, kiedy warto go prowadzić, a kiedy lepiej poszukać innych rozwiązań. Podsumowanie Skuteczność windykacji zależy od wielu czynników, takich jak szybkość działania wierzyciela, dobra znajomość prawa, a także umiejętności negocjacyjne. Warto również pamiętać o aspektach etycznych, ponieważ agresywne metody windykacji mogą prowadzić do utraty klienta lub nawet do postępowania sądowego przeciwko wierzycielowi. Należy także wziąć pod uwagę kwestię kosztów windykacji. Mogą one być znaczne, zwłaszcza gdy sprawa trafi do sądu i na etap egzekucyjny. Wierzyciel powinien więc dokładnie przeanalizować sytuację finansową dłużnika, zanim zdecyduje się na drogę sądową. Aby uniknąć problemów z windykacją, wierzyciel powinien od samego początku dbać o jasne i transparentne warunki współpracy, a także regularnie monitorować płatności i reagować szybko na pierwsze sygnały problemów finansowych dłużnika. Windykacja bowiem jest skomplikowanym procesem, który wymaga znajomości prawa, umiejętności negocjacyjnych i strategicznego planowania. Jednak z odpowiednim podejściem można odzyskać należne pieniądze, jednocześnie dbając o dobre relacje z klientem i przestrzegając etycznych zasad działania. [...]
biznesowe ABC / rozwój osobisty / technologia / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektamiW świecie zarządzania projektami, przedsiębiorczości i korporacyjnych korytarzy, idea “pracuj mądrze, a nie ciężko” zyskuje na popularności. To nie jest jednak wezwanie do lenistwa, ale raczej do inteligentnego zarządzania swoim czasem i zasobami. Możemy spędzać godziny na biurowym krześle, pracując bez przerwy przez 8, a nawet 12 godzin dziennie, ale czy to naprawdę prowadzi nas do sukcesu i satysfakcji zawodowej? Czy mnożenie stawki razy ilość godzin naprawdę pozwoli nam przeskoczyć pewien próg zarobków i zrealizować nasze marzenia zawodowe? Kiedy porównujemy własny biznes do pracy na etacie, różnice stają się jeszcze bardziej widoczne. Pracownik etatowy ma ustalone godziny pracy i zazwyczaj otrzymuje stałą pensję, niezależnie od ilości włożonego wysiłku. Z drugiej strony, właściciel firmy czy lider projektu musi umieć mądrze zarządzać swoim czasem i zasobami, aby osiągnąć sukces. Oznacza to często podejmowanie trudnych decyzji, delegowanie zadań i znajdowanie innowacyjnych rozwiązań problemów. Automatyzacja Automatyzacja jest tutaj kluczowym słowem. Będąc jednym z kluczowych elementów inteligentnego zarządzania pracą, zyskuje na znaczeniu w dzisiejszym szybko zmieniającym się świecie biznesu. Wprowadzenie narzędzi i systemów automatyzujących rutynowe i czasochłonne zadania pozwala pracownikom, menedżerom oraz właścicielom firm skupić się na bardziej strategicznych i twórczych aspektach swojej pracy, co z kolei przekłada się na wyższą efektywność i innowacyjność. Automatyzacja może przybrać różne formy, od prostych skryptów komputerowych, które przyspieszają codzienne zadania, po zaawansowane systemy wykorzystujące sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe do analizy danych i podejmowania decyzji. Przykładowo, narzędzia do automatycznego zarządzania projektami mogą pomagać w delegowaniu zadań, monitorowaniu postępów i alokacji zasobów, co zdecydowanie ułatwia pracę menedżera projektu. Wprowadzenie automatyzacji do procesów biznesowych często wiąże się z koniecznością początkowej inwestycji czasowej i finansowej, jednak długofalowe korzyści są zazwyczaj znaczne. Firmy, które decydują się na implementację automatyzacji, zyskują przewagę konkurencyjną, ponieważ są w stanie działać szybciej, efektywniej i dokładniej. Automatyzacja pomaga również w redukcji błędów ludzkich, które mogą wystąpić przy ręcznym wykonywaniu monotonnych zadań. Systemy automatyczne nie odczuwają zmęczenia, nie są podatne na rozkojarzenie i mogą pracować 24/7, co stanowi ogromną wartość w procesach wymagających ciągłości i precyzji. Warto jednak pamiętać, że automatyzacja nie powinna być postrzegana jako zagrożenie dla pracowników, ale raczej jako narzędzie, które może ich wspierać w codziennej pracy. Sztuka zarządzania polega na znalezieniu odpowiedniej równowagi między automatyzacją a ludzkim dotykiem, tak aby pracownicy czuli się wartościowi i byli w stanie realizować swoje pełne potencjały. Skalowanie Pracowanie mądrze to także skalowanie. To umiejętność dostosowywania swoich działań do aktualnych potrzeb i możliwości, zarówno w kontekście zasobów ludzkich, jak i finansowych. Skalowanie to także umiejętność wzrostu i rozwoju, ale w sposób zrównoważony i przemyślany. Skalowanie biznesu to proces, w którym firma zwiększa swoją zdolność do obsługi coraz większej liczby klientów lub projektów, jednocześnie zachowując lub poprawiając efektywność operacyjną i rentowność. Właściwe skalowanie jest kluczowe dla długoterminowego sukcesu i może oznaczać różnicę między stabilnym rozwojem a chaotycznym, niezrównoważonym wzrostem. W kontekście “pracowania mądrze, a nie ciężko”, skalowanie oznacza znalezienie sposobów na obsłużenie większej liczby klientów lub projektów bez proporcjonalnego zwiększania zasobów, takich jak czas, pracownicy czy kapitał. Jest to możliwe dzięki zastosowaniu automatyzacji, optymalizacji procesów oraz inwestycji w technologie, które umożliwiają bardziej efektywne zarządzanie zasobami. Kluczem do efektywnego skalowania jest zrozumienie, które aspekty działalności firmy są skalowalne, a które nie. Na przykład, procesy ręczne i czasochłonne są trudne do skalowania, ponieważ wymagają dodatkowych pracowników w miarę wzrostu firmy. Z drugiej strony, procesy zautomatyzowane i oparte na technologii są łatwiejsze do skalowania, ponieważ można je rozszerzyć bez konieczności proporcjonalnego zwiększania zasobów ludzkich. Skalowanie wymaga również elastycznego podejścia do zarządzania zasobami. Firma musi być gotowa szybko reagować na zmieniające się warunki rynkowe, dostosowując swoje procesy i struktury organizacyjne w odpowiedni sposób. Oznacza to także konieczność ciągłego inwestowania w rozwój pracowników, technologię i infrastrukturę, aby zapewnić, że firma jest dobrze przygotowana do obsługi większej liczby klientów lub projektów. Warto także pamiętać, że skalowanie nie zawsze oznacza rozwój firmy w tradycyjny sposób, poprzez zwiększanie liczby klientów czy projektów. Może to również oznaczać optymalizację istniejących procesów i struktur, aby obsługiwać obecnych klientów bardziej efektywnie, zwiększając przy tym rentowność firmy. Kompetencje miękkie Nie można jednak zapominać o innych ważnych aspektach inteligentnego zarządzania pracą. Komunikacja, budowanie relacji, zarządzanie stresem i dbałość o własny rozwój to elementy, które również odgrywają kluczową rolę w osiąganiu sukcesu. Komunikacja w zarządzaniu projektami i prowadzeniu biznesu jest jak tlen dla organizmu – niezbędna do życia, a jej brak może prowadzić do poważnych problemów. Mądrze prowadzona komunikacja pozwala na płynny przepływ informacji, jasne zrozumienie oczekiwań i celów, a także budowanie pozytywnych relacji z zespołem i klientami. Komunikacja to nie tylko słowa, ale również umiejętność słuchania i obserwacji, co pozwala lepiej zrozumieć potrzeby innych i odpowiednio reagować. Budowanie relacji to proces, który wymaga czasu, zaangażowania i autentyczności. W świecie biznesu relacje są fundamentem zaufania, a zaufanie to waluta, która nie jest notowana na giełdzie, ale ma ogromną wartość. Dobre relacje z zespołem przekładają się na lepszą atmosferę w pracy, większe zaangażowanie i efektywność. Z kolei relacje z klientami i partnerami biznesowymi są kluczowe dla zdobywania nowych zleceń, rekomendacji i budowania stabilnej pozycji na rynku. Zarządzanie stresem to umiejętność, której znaczenie nie można przecenić, zwłaszcza w świecie, w którym tempo życia i ilość obowiązków ciągle rosną. Stres to naturalna część życia zawodowego, ale sposób, w jaki go zarządzamy, może mieć ogromny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie i efektywność w pracy. Techniki takie jak medytacja, regularny ruch, odpowiednia ilość snu i umiejętność delegowania zadań mogą pomóc w utrzymaniu stresu na zdrowym poziomie. Dbałość o własny rozwój to inwestycja, która zawsze się zwraca. Świat się zmienia, technologie ewoluują, a rynek pracy staje się coraz bardziej konkurencyjny. Dlatego tak ważne jest ciągłe kształcenie się, rozwijanie umiejętności i poszerzanie horyzontów. Nie chodzi tylko o uczestnictwo w szkoleniach czy czytanie fachowej literatury, ale również o otwartość na nowe wyzwania, gotowość do wyjścia ze strefy komfortu i uczenie się na błędach. Własny rozwój to także dbałość o równowagę między życiem zawodowym a prywatnym, co przekłada się na lepszą jakość życia i większą satysfakcję z pracy. Podsumowanie Pracuj mądrze, a nie ciężko to filozofia, która powinna przyświecać każdemu liderowi, menedżerowi czy właścicielowi firmy. To podejście do pracy, które pozwala nie tylko osiągnąć sukces zawodowy, ale także znaleźć satysfakcję i równowagę w życiu zawodowym i prywatnym. To wezwanie do inteligentnego zarządzania swoim czasem, zasobami i karierą, które w dzisiejszych czasach staje się coraz bardziej istotne. [...]
biznesowe ABC / finanse / zarządzanie projektamiKilka lat temu pewien mój znajomy postanowił wyjechać za granicę, by tam poszukać wymarzonej pracy w swoim zawodzie, zdobyć doświadczenie i zarobić pieniądze przez duże P. Kilka miesięcy wcześniej ukończył studia i był świeżo upieczonym architektem – z dużymi ambicjami, marzeniami, ale bez żadnego doświadczenia. Owszem, z początku zaczął w Polsce szukać miejsca pracy swoich marzeń, ale szybko okazało się, że ówczesny rynek pracy nie jest gotowy na jego aspiracje. Podjął więc decyzję wyjazdu – jako cel wybrał sobie Londyn (tak, wiem, nie ma takiego miasta – są tylko Lądek i Lądek Zdrój). Zabrał więc gotówkę, za którą zamierzał się w zamorskich krainach utrzymywać i postanowił, że zostanie architektem w Anglii. Wyruszył. Będąc już w Londynie udało mu się znaleźć miejsce, w którym mógł spokojnie mieszkać wraz z dziesiątką innych Polaków. Zamierzał spędzić w nim kilka najbliższych dni, aż do czasu znalezienia wymarzonej pracy.  Od pierwszego dnia zabrał się ochoczo do działania, przygotował sobie swoje CV, wydrukował je w dziesiątkach kopii i zaczął roznosić do firm w całym mieście. Wciąż miał przy sobie telefon i bacznie obserwował jego zachowanie, żeby nie przeoczyć chwili, gdy za chwilę się rozdzwoni. Ale telefon milczał. Pierwszego dnia, drugiego, piątego. Nasz bohater odwiedzał kolejne firmy, zostawiał w nich informacje o swojej gotowości do pracy, ale pracodawcy wydawali się niewrażliwi na jego talent i umiejętności. Mijał czas, kolejne dni nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Najgorsze, że z każdym dniem ubywało pieniędzy i powoli zaczęło pojawiać się widmo poważnego problemu. Znajomi, z którymi mieszkał namawiali go, żeby znalazł sobie jakąś pracę “na zmywaku”, na przetrwanie – w ten sposób będzie w stanie znacznie dłużej funkcjonować, bez ryzyka nadchodzącego kryzysu. On natomiast twierdził, że w ten sposób straci motywację do szukania, będzie zmęczony, a przede wszystkim nie będzie w stanie elastycznie umawiać się na rozmowy ani roznosić kolejnych ofert. Trwał przy swoim. W końcu kryzys zaczął zaglądać mu w oczy, a ostatnie funty w kieszeni uzmysłowiły mu, że sprawa jest poważna. Ale nie zmienił decyzji. Wsparcie rodziny z Polski nie było w stanie zagwarantować mu przetrwania. Zaczął dzielić racje żywieniowe na dwa, znajomi, z którymi mieszkał, pomagali jak tylko mogli, a on nadal chodził i roznosił oferty.  Ostatecznie, po kilku miesiącach, zadzwonił telefon i głos w słuchawce zaproponował spotkanie. Kilka dni później nasz bohater podpisał umowę o pracę w biurze projektowym jako młodszy architekt. Spełniło się jego marzenie, a jego kariera odtąd nabrała rozpędu. Jego upór i determinacja została nagrodzona i wreszcie mógł powiedzieć “a nie mówiłem?”.  Znam jednak kilku innych, których sytuacja zmusiła albo do powrotu do kraju, ponieważ ich telefon nigdy nie zadzwonił. Inni zostali złamani przez los i musieli wbrew sobie podjąć pracę znacznie poniżej swoich kwalifikacji.  Ale ich historie są znacznie mniej spektakularne i mniej medialne. Znacznie ciekawsze są te, które kończą się happy endem, gdzie, jak w Disney’owskich produkcjach, na końcu jest “i żyli długo i szczęśliwie”. Te opowieści motywują innych do pójścia śladem tych, którym się udało. Bo skoro im się udało, to przecież mi też się uda. Podobnie jest z historiami sukcesu firm, w szczególności startupów, których spektakularne sukcesy obiegają świat i rozpalają wyobraźnię przedsiębiorców na całym świecie. Wielu młodych, zapłodnionych sukcesami takich marek, jak Spotify, Netflix, AirBnB, czy nawet naszych rodzimych Allegro i inPost, decydują się spróbować swoich sił i powtórzyć ich wyjątkowe wyniki. O tych, którym się udało, dowiadujemy się z telewizji, z pierwszych stron gazet i z internetu. Losy tych, którym się nie powiedzie, zwykle nie są nikomu znane i kończą na cmentarzu historii.  Według statystyk tylko 10% startupów odnosi sukces – oznacza to, że 9 na 10 startupów upada. Badania wskazują, że około 21% startupów kończy się niepowodzeniem w pierwszym roku, 30% w drugim, 50% w piątym i aż 70% w dziesiątym. Mimo tak niekorzystnych rokowań twórcy startupów wierzą w swój sukces i wpatrzeni w tych, którym się udało, planują podbój światowych rynków. Co jest przyczyną tak druzgocącej skali porażek młodych przedsiębiorstw? Badania wskazują kilka czynników, takich jak nie dostosowanie produktu do potrzeb rynku, brak finansowania, niewłaściwa kadra (w szczególności założycielska), problemy z ceną i rentownością produktu, a także problemy z marketingiem. Większość tych przyczyn jest w ogólności wynikiem tego, że startupy swoje istnienie zawdzięczają finansowaniu przez zewnętrzne podmioty: dotacje, granty lub fundusze inwestycyjne. Często otrzymują środki finansowe na stworzenie produktu już na etapie pomysłu. Wszystko, czym dysponują, to pomysł, prezentację, plan działania, oraz wyliczenia w Excelu. W sytuacji zderzenia z rzeczywistością – większość po prostu nie jest w stanie dowieźć zakładanego rezultatu.  Na młodych przedsiębiorców czyha szereg wyzwań i problemów związanych z prowadzeniem przedsiębiorstwa, kontaktami z urzędami, zarządzaniem zespołem, marketingiem, sprzedażą i wiele innych. Zdarza się, że budowa i rozwój produktu staje się tylko jednym z koniecznych obowiązków przedsiębiorcy. A przecież powinien być głównym i najważniejszym. Jednym z rozwiązań na pokonanie niesprzyjających statystyk jest bootstrapping. Jest to praktyka polegająca na tym, że firma finansuje realizację projektu lub działalności gospodarczej z własnych środków lub generowanych przychodów. To podejście pozwala na utrzymanie pełnej kontroli nad projektem, redukując jednocześnie zależność od zewnętrznych źródeł finansowania.  Ograniczone zasoby finansowe oznaczają, że przedsiębiorca musi dokładnie przemyśleć każdą decyzję inwestycyjną, co często prowadzi do kreatywnego rozwiązywania problemów i innowacyjnego myślenia. W tym kontekście, elastyczność i zdolność dostosowywania się do zmieniających się warunków rynkowych są kluczowymi umiejętnościami, które pomagają utrzymać stabilność finansową i konkurencyjność firmy. Czasem konieczne jest dokonanie drobnych modyfikacji w podejściu do realizowanego projektu, a czasem jego głęboka zmiana – o istocie pivotowania pisałem w artykule “Gdy na zakręcie piszczą opony”. Co więcej – następuje znacznie większa presja na zderzenie produktu lub usługi z rynkiem i znacznie szybszą ich monetyzację. Jeśli w wyniku takiego zderzenia okazuje się, że produkt lub usługa nie daje oczekiwanych rezultatów – wtedy od razu można podejmować działania mające na celu zmianę pierwotnych założeń.Jednocześnie, bootstrapping uczy pokory i cierpliwości. Sukces w biznesie rzadko przychodzi szybko, a budowanie firmy od podstaw wymaga czasu i zaangażowania. Długofalowe myślenie i strategiczne planowanie stają się nieodłącznymi elementami procesu decyzyjnego, co z kolei przekłada się na bardziej zrównoważony i stabilny rozwój firmy.Faktem jest też, że bootstraping pozwala przedsiębiorcy na większą swobodę w podejmowaniu strategicznych decyzji dotyczących kształtu produktu lub usługi. Często podpisana z inwestorem umowa w znacznym stopniu wiąże przedsiębiorcy ręce w kwestii swobodnego modelowania produktu, gdy okazuje się, że pierwotne założenia wymagają korekty. Przedsiębiorca, który nie posiada inwestora, nie ma w tym zakresie żadnych ograniczeń.Dlatego kluczem do sukcesu w biznesie jest przede wszystkim głębokie zrozumienie rynku i potrzeb klienta, a także elastyczność i zdolność do szybkiego dostosowywania się do zmieniających się okoliczności. Oczywiście, każda droga do sukcesu jest inna i nie ma jednej uniwersalnej odpowiedzi, która pasuje do każdego przedsiębiorcy czy firmy. Wspomniany na początku artykułu architekt z sukcesem odnalazł swoje miejsce na zagranicznym rynku dzięki determinacji i wierze w siebie, podobnie jak wielu startupowców, którym udało się osiągnąć sukces mimo początkowych trudności. Jednak tak jak w przypadku młodego architekta, który przekonał się, że sukces wymaga cierpliwości i uporu, także przedsiębiorcy muszą być przygotowani na to, że droga do realizacji marzeń nie zawsze jest prosta. Bootstrapping jest jednym z narzędzi, które może pomóc w pokonaniu wielu wyzwań, ale nie jest panaceum na wszystkie bolączki biznesu. Co jest najważniejsze, to zdolność do uczenia się na własnych błędach, nieustanne doskonalenie swojego produktu i usług oraz budowanie trwałych relacji z klientami. Podsumowując, niezależnie od wybranej ścieżki rozwoju, kluczem do sukcesu w biznesie jest połączenie pasji, wiedzy, determinacji i zdolności do adaptacji. Historie tych, którzy osiągnęli sukces, mogą być inspirujące, ale ważne jest, aby pamiętać o tych, którym się nie powiodło, i starać się czerpać wnioski zarówno z ich sukcesów, jak i porażek. Tylko wtedy można naprawdę zrozumieć, jakie wyzwania stoją przed przedsiębiorcą i jak je pokonać, by stać się liderem w swojej branży. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / prawo i podatki / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie ryzykiemTrzecią część artykułu poświęconego poprawie płynności finansowej firmy postanowiłem poświęcić zagadnieniom cięższego kalibru, związanym z usługami podmiotów trzecich. Mówię w nim o kwestiach związanych z takimi zachowaniami, które nie tyle mają nakłonić naszych klientów do terminowej spłaty zobowiązań, ile do uregulowania zobowiązania, które stały się już przeterminowane i uzyskały miano długu. Co zrobić, gdy zobowiązanie stanie się długiem, a także jakich czarów użyć, by taki dług nie był naszym kłopotem. Ubezpieczenie transakcji Ubezpieczenie transakcji handlowych to jedno z narzędzi, które może znacząco przyczynić się do stabilizacji przepływów pieniężnych w firmie. W sytuacji, gdy przedsiębiorstwo prowadzi działalność z wieloma klientami, zwłaszcza w obszarze B2B, ryzyko niewypłacalności choćby jednego z nich może wpłynąć na zakłócenie harmonogramu wpływów i wydatków. Nie mówiąc już o sytuacjach, gdy działalność koncentruje się wokół nielicznych, ale kluczowych klientów. Ubezpieczając transakcje, przedsiębiorstwo może zabezpieczyć się przed ryzykiem niespodziewanych braków w przepływie środków finansowych wynikających z niewypłacalności czy opóźnień w płatnościach ze strony kontrahentów. Ubezpieczyciele, dzięki swojej wiedzy i analizom, są w stanie ocenić ryzyko niewypłacalności kontrahentów i odpowiednio do tego dostosować warunki ubezpieczenia. Dzięki temu, przedsiębiorca zyskuje pewność, że nawet w przypadku problemów z płatnościami ze strony klientów, otrzyma określony procent wartości faktury od ubezpieczyciela. To nie tylko zwiększa pewność przepływów, ale również pozwala na lepsze planowanie inwestycji czy ekspansji, bez obaw o niespodziewane braki w kapitale obrotowym. Co więcej, obecność ubezpieczenia transakcji może być postrzegana przez potencjalnych partnerów biznesowych oraz instytucje finansowe jako wskaźnik profesjonalizmu i roztropności w zarządzaniu finansami. Może to z kolei ułatwić negocjacje handlowe czy uzyskanie korzystniejszych warunków kredytowania. Zdecydowanie się na ubezpieczenie transakcji to nie tylko kwestia zabezpieczenia się przed ryzykiem, ale również aktywne działanie na rzecz poprawy płynności finansowej i wzmocnienia pozycji rynkowej przedsiębiorstwa. Ubezpieczając swoje transakcje, firma świadomie buduje fundamenty dla zdrowego i stabilnego przepływu środków finansowych, niezbędnego dla jej długoterminowego rozwoju. Faktoring Faktoring to drugie z narzędzi finansowych, o którym należy wspomnieć w omawianym kontekście. W skrócie polega to na sprzedaży nieopłaconych faktur firmom specjalizującym się w tej dziedzinie, zwanym firmami faktoringowymi. W momencie, gdy firma decyduje się na skorzystanie z faktoringu, otrzymuje od firmy faktoringowej natychmiastową płatność, zazwyczaj stanowiącą znaczący procent wartości faktury. Pozostała część, pomniejszona o prowizję dla firmy faktoringowej, przekazywana jest po otrzymaniu płatności od kontrahenta. Korzystając z faktoringu, przedsiębiorstwa mogą niemal natychmiast przekształcić swoje należności w gotówkę, co z kolei przyspiesza przepływ pieniężny i umożliwia bieżące inwestycje czy pokrywanie kosztów operacyjnych. Zamiast czekać tygodnie lub nawet miesiące na płatność od klienta, firma ma dostęp do środków w znacznie krótszym czasie. Oprócz oczywistych korzyści związanych z poprawą płynności, faktoring może również odciążyć przedsiębiorstwo od procesów windykacyjnych. To firma faktoringowa przejmuje na siebie ryzyko niewypłacalności kontrahenta i to ona zajmuje się dochodzeniem należności w przypadku opóźnień w płatnościach. Oczywiście, korzyści płynące z faktoringu nie są darmowe. Firmy faktoringowe pobierają prowizję za świadczone usługi, co może obniżyć marżę zysku z konkretnych transakcji. Niemniej jednak, dla wielu firm, zwłaszcza tych doświadczających trudności z płynnością finansową, korzyści płynące z szybkiego dostępu do gotówki i usprawnienia przepływów pieniężnych przeważają nad kosztami związanymi z usługą faktoringową. Skuteczne dochodzenie długów Skuteczne dochodzenie długów nie zawsze musi oznaczać natychmiastowego zwracania się do formalnych środków prawnych. Zamiast tego, przedsiębiorstwa powinny najpierw rozważyć bardziej elastyczne metody negocjacji z dłużnikiem. W wielu przypadkach opóźnienia w płatnościach mogą wynikać z tymczasowych problemów finansowych klienta, a nie z niechęci do płacenia. W takiej sytuacji otwarty dialog może prowadzić do znalezienia korzystnych rozwiązań dla obu stron, takich jak wydłużenie terminu płatności, plan spłat czy renegocjacja warunków umowy. Takie podejście nie tylko poprawia przepływy pieniężne, ale także pozwala utrzymać dobre relacje z klientami, które mogą być wartościowe w dłuższej perspektywie.  Mediacje Mediacje stanowią kolejne narzędzie, które może pomóc w osiągnięciu porozumienia w spornych kwestiach, angażując neutralną trzecią stronę do prowadzenia rozmów i pomocy w osiągnięciu kompromisu. Działając w taki sposób, firmy często są w stanie uniknąć kosztownych i czasochłonnych procesów sądowych, jednocześnie przyspieszając proces odzyskiwania należności. Dobra komunikacja, elastyczność i gotowość do negocjacji mogą okazać się kluczem do efektywnego zarządzania długami i utrzymania zdrowych przepływów pieniężnych w firmie. Windykacja Windykacja stanowi kluczowy element w procesie zarządzania wierzytelnościami każdej firmy. Gdy klient opóźnia się z płatnością, nie tylko wpływa to na bieżące przepływy pieniężne przedsiębiorstwa, ale także generuje koszty okazjonalne, takie jak odsetki za opóźnienie w płatności czy koszty związane z prowadzeniem procesu dochodzenia należności. Profesjonalna firma windykacyjna dysponuje odpowiednimi narzędziami i doświadczeniem, które pozwalają efektywnie odzyskiwać długi. Dzięki temu przedsiębiorstwo może skoncentrować się na swojej głównej działalności, przekazując sprawy trudnych klientów specjalistom. Współpraca z firmą windykacyjną może przyspieszyć proces odzyskiwania należności, co bezpośrednio przekłada się na poprawę płynności finansowej. Również samo zastosowanie procedur windykacyjnych, takich jak regularne przypominanie o zaległych płatnościach czy korespondencja w tonie bardziej stanowczym, może skutkować szybszym uregulowaniem zobowiązań przez klienta. Często wystarczy podkreślenie powagi sytuacji, by motywować dłużnika do działania. Niemniej jednak warto podchodzić do procesu windykacji z rozwagą. Zbyt agresywne metody mogą zaszkodzić relacji z klientem, co w dłuższej perspektywie może mieć negatywny wpływ na reputację firmy oraz przyszłą współpracę. Dlatego ważne jest znalezienie odpowiedniego balansu pomiędzy stanowczym dochodzeniem należności a dbałością o relacje biznesowe. Czynności prawne Rozpoczynanie działań prawnych w celu odzyskania długów to często ostateczna metoda, do której sięgają przedsiębiorstwa, ale może być niezwykle skuteczna w poprawie przepływów pieniężnych. Podejmując kroki prawne, firma pokazuje swoje zaangażowanie w odzyskaniu należności i podkreśla powagę sytuacji. Jest to jednak droga, która wymaga czasu i zasobów. Zanim jednak przedsiębiorstwo zdecyduje się na takie działanie, powinno dokładnie ocenić koszty oraz potencjalne korzyści. Niejednokrotnie koszty prawne mogą przewyższyć wartość długu, co czyni tę opcję nieopłacalną. Dlatego też ważne jest, aby wcześniej wykorzystać wszystkie dostępne środki perswazji, negocjacji i mediacji. Jeśli jednak postanowienie sądowe stanie się koniecznością, dobra komunikacja z prawnikami oraz dogłębne zrozumienie całego procesu jest kluczem do osiągnięcia sukcesu. Często, sama wiedza o tym, że firma rozpoczęła procedury prawne, może skłonić dłużnika do szybszej spłaty zobowiązania, unikając tym samym długotrwałego procesu sądowego. Dodatkowo, wygranie sprawy w sądzie może nie tylko skutkować odzyskaniem należności, ale również odsetek czy pokryciem kosztów sądowych. To z kolei może znacząco poprawić przepływy pieniężne firmy. Muszę jednak podkreślić, że wygranie sprawy w sądzie nie gwarantuje odzyskania należności, szczególnie, jeśli dłużnik jest w złej kondycji finansowej. Zwycięstwo w sądzie może się więc okazać pyrrusowym, a należność – nie tylko może nie zostać odzyskana, to jeszcze powiększona o szereg dodatkowych kosztów. Warto mieć na uwadze, że najskuteczniejszą metodą na to, by klient zapłacił nam za nasz produkt lub usługę jest prewencja, a w sytuacji konfliktowej – komunikacja. W każdej bowiem sytuacji, gdy musimy włączyć rozwiązania siłowe, pojawiają się jakieś straty – finansowe, wizerunkowe, relacyjne. Warto więc zawsze podejmować próby polubownego rozwiązywania sporów i odzyskiwania należności, ponieważ ich koszt jest zawsze najmniejszy, a skuteczność – największa. [...]
finanse / komunikacja / prawo i podatki / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemUzależnienie klienta od przyszłych działań przedsiębiorstwa i wprowadzenie mechanizmów, które zwiększą prawdopodobieństwo terminowych płatności, stanowią wyrafinowaną, a zarazem efektywną strategię zarządzania finansami. Tworzenie takiej zależności często opiera się na umiejętności oferowania czegoś więcej, niż tylko produktu czy usługi, a mianowicie wartości dodanej, która skutecznie zwiąże klienta z firmą na dłuższy okres. Gwarancja Jednym z przykładów takiego podejścia jest uzależnienie gwarancji od terminowości płatności. Gwarancja, często postrzegana jako element bezpieczeństwa i pewności, staje się w tej strategii ważnym elementem, który motywuje klienta do terminowego regulowania należności. Nie tylko obiecuje to klientowi wsparcie i potencjalne serwisowanie w przyszłości, ale również powoduje, że utrata gwarancji w wyniku niewywiązania się z zobowiązań finansowych może prowadzić do jego problemów. Praktyka uzależnienia korzyści, takich jak gwarancje, od terminowości płatności, nie jest w biznesie czymś nowym i można ją zaobserwować w wielu branżach.  Doskonałym przykładem mogą być rozwiązania z sektora IT, gdzie firmy oferujące oprogramowanie w modelu subskrypcyjnym często wiążą gwarancję działania i wsparcie techniczne z regularnymi opłatami abonamentowymi. Jeżeli klient zaniedba płatności, wsparcie techniczne czy aktualizacje mogą zostać zawieszone, co zmusza klienta do terminowego regulowania zobowiązań. Podobnym przykładem może być zakup maszyn i urządzeń, gdzie producent może oferować gwarancję, która jest aktywowana dopiero po otrzymaniu pełnej kwoty za urządzenie.  Dodatkowe prace Podobnym sposobem jest wprowadzenie mechanizmu, który zakłada, że bez uregulowania dotychczasowych płatności, firma nie podejmie się realizacji żadnych dodatkowych prac.  Załóżmy, że klient kupił w naszej firmie produkt lub usługę, ale od czasu transakcji pojawiły się w jego przedsiębiorstwie nowe potrzeby i konieczność zmian w przedmiocie zakupu. Dzięki wprowadzeniu mechanizmu, że nie realizujemy żadnych nowych prac, dopóki nie zostaną całkowicie rozliczone dotychczasowe zlecenia, poniekąd zmuszamy klienta do tego, by przyspieszył proces spłaty jego zobowiązań wobec naszej firmy. To często pozwala przesunąć jego priorytety płatnicze w kierunku naszej firmy, dzięki czemu nasza sytuacja finansowa ma szansę nie ulec pogorszeniu.  Limit kredytowy Limit kredytowy dla klienta to ustalony przez firmę pułap finansowy, do którego wartość klient może dokonywać zakupów na kredyt. Jest to metoda często stosowana przez firmy w celu zarządzania ryzykiem związanym z niespłaconymi należnościami. Na przykład, jeśli firma ustala limit kredytowy dla danego klienta na kwotę 10 000 zł, oznacza to, że klient może dokonywać zakupów na łączną sumę do 10 000 zł, zanim zostanie mu postawione wymaganie uregulowania zobowiązania.. Kiedy klient osiągnie swój limit kredytowy, nie będzie mógł dokonywać dalszych zakupów do momentu spłacenia części lub całości swojego zadłużenia. Ten system pozwala firmom na kontrolę poziomu ekspozycji na ryzyko związane z danym klientem, zwłaszcza jeśli ten klient ma historię opóźnień w płatnościach lub inne problemy finansowe. Wprowadzenie limitu kredytowego może również zachęcić klienta do terminowego regulowania zobowiązań. Jeśli klient wie, że przekroczenie pewnego poziomu zadłużenia spowoduje wstrzymanie dostaw czy świadczenia usług, może to stanowić silny motywator do utrzymania płatności w ryzach. Należy jednak podchodzić do tego rozwiązania z rozwagą. Zbyt niski limit kredytowy może zniechęcić klienta do dalszej współpracy lub sprawić, że poczuje się on niesprawiedliwie potraktowany, zwłaszcza jeśli jego historia płatnicza była dotychczas bez zarzutu. Dlatego też ważne jest, aby indywidualnie dostosowywać limit kredytowy do profilu ryzyka każdego klienta, bazując na jego historii płatniczej, kondycji finansowej oraz relacji z firmą. Termin płatności Możemy także zastosować mechanizm zwężania warunków płatności. Zwężenie warunków płatności oznacza dostosowanie terminów, w jakich klient ma dokonać zapłaty za otrzymane towary lub usługi. Często firmy stosują standardowy termin płatności, np. 30 dni od daty wystawienia faktury. Jeśli jednak dany klient ma historię opóźnień w płatnościach lub występują inne okoliczności sugerujące potencjalne ryzyko związane z uregulowaniem należności w przyszłości, firma może podjąć decyzję o skróceniu tego okresu. Przykładowo, firma produkująca sprzęt elektroniczny ma klienta, który regularnie zamawia duże ilości towaru, ale niestety opóźnia się z płatnościami, często przekraczając 30-dniowy termin. W obliczu tego problemu, firma postanawia zmienić warunki płatności dla tego konkretnego klienta, skracając termin do 14 dni. Dzięki temu, firma ma większą pewność, że otrzyma zapłatę w krótszym czasie. Jednak taka decyzja musi być przemyślana i skonsultowana z klientem, aby nie naruszyć zaufania i nie zaszkodzić relacjom biznesowym. Może to też być motywacja dla klienta, aby uregulować swoje płatności w bardziej terminowy sposób, widząc konsekwencje swojego dotychczasowego postępowania. Zwiększenie kosztów Zwiększenie kosztów dla klientów z historią opóźnień w płatnościach to metoda, która może zachęcić ich do terminowego regulowania zobowiązań. Idea polega na tym, że jeśli klient nie płaci w ustalonym terminie, firma może zastosować wyższe stawki za swoje produkty lub usługi przy kolejnych transakcjach. W praktyce może to wyglądać tak: załóżmy, że firma dostarcza specjalistyczne oprogramowanie na zamówienie. Jeśli dany klient zalegał z płatnościami za dwa poprzednie projekty, w ofercie na trzeci projekt firma może doliczyć dodatkową opłatę w ramach “ryzyka transakcyjnego”, lub zmniejszyć przydzielony uprzednio rabat. Oczywiście, takie podejście wymaga dokładnej analizy i uwzględnienia specyfiki rynku oraz relacji z klientem, aby nie zniechęcić go do dalszej współpracy. Niemniej jednak, odpowiednio skomunikowane i uzasadnione, może to być efektywny sposób na zmotywowanie klienta do terminowego regulowania swoich zobowiązań. Wstrzymanie dostaw Wstrzymane lub opóźnione dostawy stanowią jedno z narzędzi, które firmy mogą wykorzystać w sytuacji, gdy klient opóźnia się z płatnościami. Zastosowanie takiego rozwiązania polega na tym, że firma nie realizuje nowych zamówień lub opóźnia ich dostawę do momentu uregulowania przez klienta zaległych płatności. Chociaż może to być skuteczne w zmuszeniu klienta do szybszego uregulowania należności, niesie ze sobą pewne ryzyko, w tym możliwość pogorszenia relacji biznesowych czy utraty klienta na korzyść konkurencji. Przykładem może być sytuacja, w której producent sprzętu elektronicznego posiada stałego klienta – dużą sieć sklepów detalicznych. Jeśli sieć ta opóźnia się z płatnościami za poprzednie dostawy, producent może zdecydować się opóźnić dostarczenie kolejnej partii produktów do momentu uregulowania zaległych należności. Oczywiście takie działanie może spowodować, że sklepy będą miały problemy z zaopatrzeniem i mogą szukać innego dostawcy. Jednakże, jeśli relacje biznesowe były dotychczasowe dobre, a opóźnienia w płatnościach są jednorazowym zdarzeniem, takie działanie może skłonić klienta do szybszego regulowania zobowiązań w celu uniknięcia przestoju w dostawach. Komunikacja Komunikacja odgrywa kluczową rolę w zachęcaniu klientów do terminowego regulowania zobowiązań. Regularne przypominanie o zbliżających się terminach płatności jest ważne zarówno dla firm, jak i dla klientów. Wysyłając e-maile, wiadomości tekstowe lub dzwoniąc z przypomnieniem o zbliżającym się terminie płatności, firma manifestuje swoje zaangażowanie w utrzymaniu jasnych i przejrzystych relacji biznesowych. Wielu klientów jest zapracowanych i mogą nieświadomie przegapić termin płatności, dlatego uprzejme przypomnienie może być dla nich bardzo pomocne. Dodatkowo, regularne komunikowanie się z klientem pozwala na wczesne wykrycie ewentualnych problemów z płatnością i umożliwia obu stronom znalezienie wspólnego rozwiązania, zanim sytuacja stanie się bardziej skomplikowana. Takie podejście buduje zaufanie i wzmacnia relacje z klientami, podkreślając, że firma dba nie tylko o swoje interesy, ale także o komfort współpracy z klientem. Zaproponowane dziś metody oczywiście nie wyczerpują pełnej gamy dostępnych działań, które mogą pomóc w poprawieniu płynności finansowej naszego przedsiębiorstwa. Stanowią kolejny zestaw propozycji, który uzupełnia metody przedstawione w poprzednim artykule, zachęcając jednocześnie do lektury kolejnych artykułów poświęconych temu zagadnieniu. Zapraszam serdecznie. [...]
biznesowe ABC / finanse / organizacja pracy / prawo i podatki / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemPłynność finansowa to zdolność firmy do terminowego regulowania swoich zobowiązań. W aktualnej gospodarce, gdzie rynek i otoczenie biznesowe są pełne wyzwań, zarządzanie płynnością jest kluczowe dla stabilności i rozwoju przedsiębiorstwa. W poprzednim wpisie pisałem o różnych przyczynach problemów przedsiębiorców z utrzymaniem płynności finansowej i zdolności do terminowej realizacji swoich zobowiązań.  Dziś nieco więcej o tym, jak sobie z tymi problemami radzić. Przedstawię kilka praktyk, które mogą pomóc w utrzymaniu bieżącej płynności finansowej firmy. Sukcesywnie, w kolejnych artykułach, temat będę rozwijał i uzupełniał o kolejne sposoby i pomysły. Podstawą dla utrzymania płynności finansowej firmy jest odpowiednia proporcja przychodów wynikających ze sprzedaży towarów i usług, do kosztów wynikających z prowadzonej działalności. Jeśli łączna wartość kosztów przewyższa sumę przychodów, to nawet “Salomon z próżnego nie naleje”. Firma musi więc zadbać o odpowiedni wolumen sprzedaży, aby przychody przewyższały sumę kosztów. Aby generował się dochód. Zysk. Bo zysk w firmie jest najważniejszy. Pewien mój znajomy, gdy podczas rozmowy wchodziliśmy na temat kondycji przedsiębiorstw, zwykł mawiać: “zlecenia, zlecenia, zlecenia”. Jego zdaniem to remedium na wszelkie problemy. Twierdził, że jeśli firma skupi się na skutecznym pozyskiwaniu zleceń (lub mówiąc inaczej: kontraktów lub zamówień) – obroni się przed wszelkimi problemami. Czy jednak jest tak rzeczywiście? Zdarzają się bowiem sytuacje, że firma pozyskuje dużą ilość zleceń, na papierze i w Excelu wszystko się zgadza, ale występują problemy ze skutecznym uzyskaniem pieniędzy od klientów. I to z wielu różnych powodów – pisałem o nich w ostatnim wpisie. Dziś o metodach radzenia sobie z tym, by pieniądze były nie tylko na papierze, ale także na koncie bankowym firmy.  Zaliczki i przedpłaty Pierwszą z metod jest stosowanie zaliczek i przedpłat. Stało się ono powszechną praktyką w biznesie i to z kilku ważnych powodów. Zaliczka, jako forma częściowej zapłaty przed realizacją pełnej usługi lub dostarczeniem produktu, posiada wiele korzyści, które mają kluczowy wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa. Przede wszystkim, zaliczka może stanowić istotne wsparcie dla płynności finansowej przedsiębiorstwa. Wpływając na konto firmy przed pełnym zakończeniem transakcji, pozwala przedsiębiorcy na wcześniejsze pokrycie pewnych kosztów związanych z realizacją zlecenia, takich jak zakup materiałów czy wynagrodzenie pracowników. W efekcie, przedsiębiorstwo jest mniej zależne od terminowości płatności za całość usługi, co zmniejsza ryzyko problemów finansowych w przypadku ewentualnych opóźnień. Wprowadzenie do procesu sprzedaży mechanizmu zaliczkowego jest także pewnego rodzaju zabezpieczeniem interesów przedsiębiorstwa. W sytuacji, gdy klient nie wywiązuje się z pełnej zapłaty w terminie, przedsiębiorca przynajmniej ma pewność, że część kosztów została już pokryta. Dodatkowo, otrzymanie zaliczki jest psychologicznym sygnałem dla obu stron, że zobowiązanie jest traktowane poważnie, co może działać na korzyść terminowości finalnych rozliczeń. Otrzymanie zaliczki ma również aspekt psychologiczny dla przedsiębiorcy. Jest to swoiste potwierdzenie, że klient traktuje transakcję serio i jest zdecydowany na współpracę. Taki gest często buduje zaufanie i pozytywne relacje biznesowe pomiędzy stronami. Szybkie wystawianie faktur Drugim z elementów, który ma wpływ na poprawienie płynności finansowej przedsiębiorstwa, jest szybkie wystawianie faktur. Jest to jedno z najprostszych, a jednocześnie najbardziej skutecznych narzędzi w zarządzaniu przepływami pieniężnymi. W praktyce biznesowej, każdy dzień opóźnienia w wystawieniu faktury przekłada się na potencjalny dzień dłuższego oczekiwania na płatność. Często przedsiębiorcy skupiają się na dostarczaniu usług lub produktów, traktując administracyjny proces wystawiania faktur jako działanie drugorzędne. Jest to jednak błąd, który może prowadzić do znaczących opóźnień w przepływie gotówki. Kiedy firma skupia się na niezwłocznym wystawianiu faktur, przekłada się to bezpośrednio na szybszy wpływ środków na jej konto. Co więcej, przyspieszając proces fakturowania, firma daje sobie więcej czasu na reagowanie w przypadku opóźnień w płatnościach czy ewentualnych błędach w dokumentach. Ponadto, klient, widząc szybką reakcję w zakresie rozliczeń, postrzega takie przedsiębiorstwo jako bardziej profesjonalne i skrupulatne, co może wpłynąć na jakość dalszej współpracy. W dzisiejszych czasach technologia oferuje wiele narzędzi do automatyzacji procesu wystawiania faktur, co znacząco przyspiesza ten proces i minimalizuje ryzyko błędów. Inwestycja w odpowiednie oprogramowanie do fakturowania nie tylko zwiększa efektywność działania, ale również może być kluczowa dla utrzymania płynności finansowej. Co jednak ma zrobić przedsiębiorca, gdy jego partner biznesowy stawia przed nim przeszkody i uniemożliwia mu wystawienie faktury, opóźnia podpisanie protokołu odbioru czy zgłasza drobne uwagi do jakości dostarczonej usługi czy towaru? Istnieje kilka kroków, które można w takiej sytuacji wdrożyć w życie. Przede wszystkim komunikacja jest kluczem. Zamiast podejmować pochopne decyzje, warto najpierw zrozumieć powody takiego zachowania partnera. Może to wynikać z problemów wewnętrznych w jego firmie, które są chwilowe. Rozmowa i wyjaśnienie wszelkich niejasności często prowadzi do szybkiego rozwiązania problemu. W trakcie takiej rozmowy warto też zwrócić uwagę na to, jakie są konsekwencje dla obu stron wynikające z opóźnień w płatnościach czy innych nieuregulowanych spraw. Jeśli komunikacja bezpośrednia nie przynosi rezultatów, warto rozważyć mediację biznesową. Neutralna trzecia strona może pomóc w zrozumieniu stanowisk obu stron i doprowadzić do rozwiązania, które będzie dla obu stron korzystne. W sytuacji, gdy zgłaszane uwagi dotyczące jakości są nieuzasadnione, warto posiadać solidną dokumentację dotyczącą realizacji usług czy dostarczenia towaru. Zdjęcia, e-maile potwierdzające zgodę na dane rozwiązania czy inne dowody mogą być kluczowe w ewentualnym sporze. Jeśli jednak problemy z partnerem biznesowym stają się chroniczne i zagrażają płynności finansowej firmy, warto rozważyć poszukiwanie alternatywnych dostawców czy klientów. Współpraca biznesowa oparta na wzajemnym zaufaniu i transparentności jest nie tylko łatwiejsza, ale też bardziej rentowna w dłuższej perspektywie. Oczywiście, ostatecznym krokiem, jeśli żadne z powyższych działań nie przyniesie rezultatów, jest skorzystanie z pomocy prawnej. Chociaż jest to najbardziej ekstremalne rozwiązanie, czasami jest nieuniknione w celu ochrony interesów przedsiębiorstwa. W takiej sytuacji warto zasięgnąć porady eksperta w zakresie prawa handlowego.  Monitorowanie terminów płatności Kolejnym z elementów, na który należy zwrócić uwagę w celu poprawy stabilności i kondycji finansowej firmy, jest monitorowanie terminów płatności. Stałe śledzenie tych terminów daje możliwość szybkiego reagowania w przypadku opóźnień. Oczywiście nie chodzi tu jedynie o konieczność naciskania na kontrahenta, ale przede wszystkim o możliwość przewidywania i zapobiegania potencjalnym problemom płynnościowym. Biorąc pod uwagę zabezpieczenie interesów przedsiębiorstwa, monitorowanie terminów płatności jest również narzędziem, które umożliwia szybsze podejmowanie działań windykacyjnych. Im wcześniej przedsiębiorca jest świadomy opóźnienia, tym szybciej może podjąć kroki mające na celu odzyskanie należności, zanim sytuacja stanie się krytyczna. Jednocześnie systematyczne śledzenie terminów płatności i konsekwentne egzekwowanie ich przestrzegania buduje wizerunek firmy jako profesjonalnej i dbającej o swoje interesy. Długoterminowo taka postawa może wpływać korzystnie na relacje z kontrahentami, którzy będą bardziej zmotywowani do terminowego regulowania zobowiązań. W dobie cyfryzacji wiele przedsiębiorstw korzysta z automatycznych systemów do monitorowania płatności. Umożliwiają one nie tylko bieżącą kontrolę nad wpływami, ale również generowanie przypomnień dla kontrahentów czy prognozowanie przyszłych przepływów pieniężnych. Rabaty za wcześniejszą płatność Jeszcze innym pomysłem na usprawnienie przepływów pieniężnych w firmie może być stosowanie rabatów za wcześniejszą płatność. Stało się ono popularnym narzędziem, które wiele firm wykorzystuje w celu zachęcenia swoich kontrahentów do szybszego regulowania należności. Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać, że taka praktyka obniża marżę przedsiębiorstwa, korzyści płynące z poprawy płynności finansowej często przewyższają ewentualne straty. Przykładowo, koszty ewentualnej windykacji mogą wielokrotnie przewyższać wysokość rabatu, który w ten sposób zastosujemy. Rabaty za wcześniejszą płatność nie tylko przyspieszają przepływy pieniężne, ale też wpływają na postrzeganie firmy przez kontrahentów. Taka praktyka jest często odbierana jako wyraz elastyczności i gotowości do nawiązywania partnerskich relacji biznesowych. Kontrahenci, widząc korzyść finansową wynikającą z wcześniejszej płatności, mogą być bardziej skłonni do długoterminowej współpracy i terminowego regulowania zobowiązań w przyszłości. Jednocześnie, stosowanie rabatów może działać na korzyść wizerunku firmy w oczach kontrahentów. Demonstruje to dbałość o relacje biznesowe oraz chęć budowania wzajemnych korzyści w ramach współpracy. Dziś poruszyłem zaledwie kilka aspektów związanych z radzeniem sobie z trudnościami związanymi z odzyskaniem pieniędzy za zrealizowaną usługę czy dostarczony towar. W kolejnych artykułach przedstawię następne – serdecznie zapraszam do lektury. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / prawo i podatki / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie ryzykiemNiemal każdy, kto prowadzi własną firmę, ma świadomość, że zapewnienie jej płynności finansowej jest bardzo ważnym elementem. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że najważniejszym. Firma musi przecież regulować swoje zobowiązania wobec pracowników, kontrahentów i urzędów (głównie ZUSu i Urzędu Skarbowego). Zgodnie z polskim prawem, jeśli firma nie jest w stanie regulować swoich zobowiązań, to jej zarząd lub właściciel (w zależności od formy prawnej przedsiębiorstwa) zobowiązany jest postawić podmiot w stan upadłości. Nie chcę się wdawać w tym miejscu w polemikę nad detalami tego, co oznacza stwierdzenie “regulować swoich zobowiązań”, bo nawet sądy nie są tu spójne w interpretacji przepisów. Dość powiedzieć, że najbardziej restrykcyjna wykładnia mówi, że jeśli firma posiada przynajmniej dwa nieuregulowane zobowiązania z opóźnieniem względem terminu wymagalności przekraczającym 30 dni, to jest to moment na zgłoszenie jej upadłości. Patrząc na to, jak wygląda polska scena biznesu, to temat opóźnień płatniczych jest z nią nierozerwalnie związany od wielu lat. “Klient nie zapłacił” to jedno z najczęściej słyszanych zdań, gdy przypominam klientowi o tym, że nie zapłacił mojej firmie jakiejś faktury. Stwierdzenie “zatory płatnicze” także wrosło w polski język biznesu mówiąc o tym, jak wygląda sytuacja finansowa naszych rodzimych przedsiębiorstw.  Jeden klient nie zapłacił drugiemu, ten kolejnemu, piąty szóstemu i tworzy się łańcuszek nieuregulowanych zobowiązań i opóźnień. Firmy monitorujące stan polskiej gospodarki raportują, że w 2022 roku ponad 62% badanych przedsiębiorstw doświadczyło zaległości w spłacie należności od kontrahentów w przeciągu ostatnich 6 miesięcy. Rok temu liczba ta sięgała wartości 53%. Średni poziom opóźnień sięga 52 dni. Nasuwa się pytanie, czy wolno firmie, która nie ma zabezpieczonych na ten cel środków na swoim koncie bankowym, zaciągać zobowiązanie – kupić towar, zlecić realizację usługi, itp. Jak się jednak okazuje – nie ma w polskim prawie żadnych przeciwwskazań, by to robić, a zwyczaj kupowania “na przelew” tylko tę kwestię sankcjonuje i pogłębia.  “Po co mam się dziś martwić płatnością za towar lub usługę, skoro zlecając dziś jego dostawę – otrzymam go za kilka dni, a może tygodni, a wystawiona wtedy faktura będzie pozwalała mi zapłacić w ciągu kolejnych 14 lub 30 dni. Wtedy się zastanowię jak zapłacić za realizację zamówienia. Przyjdzie czas – będzie rada.”. Poza tym, w polskich realiach biznesowych znaczna część pieniędzy pochodzi z różnego rodzaju dofinansowań, dotacji i inwestycji. Wydatkowanie tych środków obudowane jest sporą biurokracją, każda decyzja finansowa wymaga stworzenia szeregu dokumentów, a ostateczna płatność często nie leży w gestii samego przedsiębiorcy, ale tego, kto nadzoruje realizację finansowanego projektu. Zdarza się więc, że z powodu braków formalnych w przygotowanych przez przedsiębiorcę dokumentach, płatność jest opóźniana o kolejne tygodnie, a nawet miesiące. I sam przedsiębiorca, choćby wyszedł ze skóry, niewiele może zrobić, bo musi czekać na pozytywne zaopiniowanie przygotowanych przez niego dokumentów. Dopiero wtedy płatność zostanie zrealizowana. Ponadto, spora część firm zwraca uwagę na jeszcze inne elementy polskiej gospodarki, które mają wpływ na stabilność finansową ich przedsiębiorstw. Wskazują na podatki i inne opłaty fiskalne, wyższe ceny komponentów i surowców oraz zakłócenia w łańcuchach dostaw, rosnące koszty pracy oraz wpływ pandemii COVID-19. Wymienione czynniki stanowią o rentowności transakcji realizowanych przez polskie podmioty, a tym samym o ich możliwości terminowego realizowania zobowiązań wobec swoich partnerów.  Wszystko to oznacza, że zgodnie z przytoczoną na wstępie definicją, wiele polskich firm spełnia kryteria do ogłoszenia upadłości. Zwykle nie robią tego jednak, licząc, że to sytuacja przejściowa, że sobie poradzą, że dadzą radę. Narażają się jednak na pewne konsekwencje prawne, które wynikają wprost z przepisów – w przypadku spółek kapitałowych na odpowiedzialność osobistą członków zarządu za zobowiązania spółki, a w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych i spółek osobowych na ostrzejsze traktowanie właścicieli przez sąd w kwestii rozliczenia zobowiązań wobec wierzycieli. Kiedy rozmawiałem z jednym z naszych zagranicznych partnerów biznesowych, gdy rozmowa zeszła na tematy wiarygodności płatniczej firm i gdy z mojej strony padło stwierdzenie, że “klient nie zapłacił” – mój rozmówca nagle dostał wielkich oczu, zatrzepotał rzęsami i zapytał: “Jak to nie zapłacił? Czyli ukradł?”. W Polsce nikt tej kwestii tak nie pojmuje. Nikt nie traktuje opóźnionych płatności jak przejawu “kradzieży”. Przyjęło się mówić, że kredytujemy się kosztem naszych dostawców, że poprawiamy w ten sposób płynność finansową swojej firmy, itd. Bo są podmioty, które na naszą płatność poczekają, a są takie, które bezwzględnie wymagają terminowej realizacji zobowiązań. Tymi, którzy są w uprzywilejowanej sytuacji, to oczywiście urzędy, w szczególności skarbówka, które w trybie administracyjnym dokonują zajęcia rachunku bankowego firmy i, czy nam się to podoba, czy nie, w ciągu kilku dni od daty wymagalności, odzyskują należne im środki. Drugą uprzywilejowaną grupą są banki, które udzielając kredytu oczekują bezwzględnej sumienności i regularności w zapłacie rat, lub wysokości wpływu na konto – w zależności od tego, jaki produkt bankowy posiadamy. Zwykle po dwóch, maksymalnie trzech miesiącach, jeśli nie spełnimy ustalonych zobowiązań, bank jest skłonny wypowiedzieć nam umowę współpracy i zażądać od nas zwrotu wszystkich środków, które nam pożyczył. Wprawdzie dziś, w stosunku do lat ubiegłych, sytuacja banków się nieco pogorszyła, ponieważ został zlikwidowany tzw. “bankowy tytuł egzekucyjny”, na mocy którego banki niemal natychmiast mogły wszcząć egzekucję z majątku podmiotu zalegającego im ze spłatą zobowiązań, ale nadal banki posiadają cały arsenał narzędzi stawiających je w uprzywilejowanej sytuacji. W podobnej  sytuacji są firmy leasingowe, które po dwóch, maksymalnie trzech niezapłaconych fakturach, skłonne są do wypowiedzenia umowy leasingu i żądania zwrotu przedmiotu leasingu.  Niemal wszystkie pozostałe podmioty, które biorą udział w obrocie gospodarczym, skazane są na cierpliwe czekanie. Mogą oczywiście wykonywać wiele różnych działań, które mogą przyspieszyć lub w ogóle uprawdopodobnić rozliczenie się z klientem, ale nie mają żadnych bezpośrednich narzędzi, które im to zagwarantują i pozwolą odzyskać środki w krótkim czasie. Mało tego, procedury odzyskiwania pieniędzy zajmują zwykle wiele tygodni, a czasem miesięcy, więc wobec deklaracji klienta o zapłacie w terminie kilku tygodni – zwykle nie podejmują żadnych działań. Owszem, w ostatnich latach sytuacja się nieco poprawiła i ilość problemów z zatorami płatniczymi zmalała. Trochę dzięki zmianom w polskim prawie, a trochę dzięki temu, że firmy nauczyły się radzić sobie z tego typu problemami. Trochę też, niestety, dlatego, że przedsiębiorstwa nabrały wprawy w przeciąganiu procedur odbiorowych, akceptacji, podpisywania protokołów, do czasu, gdy będą pewne, że są w stanie uregulować swoje zobowiązanie. Bo w momencie, gdy wystawimy klientowi fakturę za zrealizowaną usługę lub dostarczony towar, to mamy wszelkie prawo do tego, by domagać się płatności zgodnie z warunkami zapisanymi na dokumencie. Jeśli jednak nasz klient nie potwierdzi odbioru, odroczy termin złożenia podpisu na jakimś istotnym dokumencie, zgłosi jakieś (często nieistotne) zastrzeżenia – wtedy uniemożliwia nam wystawienie faktury, a tym samym blokuje możliwość oczekiwania zapłaty. Bo, jak wiadomo, nie można zmusić klienta do zapłacenia faktury, która nie została wystawiona. Musimy najpierw wystawić fakturę, żeby oczekiwać za nią zapłaty.  Mamy więc sytuację, w której z jednej strony firmy nie mogą wystawić faktur klientom i mają utrudnioną sytuację z dochodzeniem swoich praw, a z drugiej strony opóźniają się z płatnościami wobec innych podmiotów ze względu na zachwianie płynności finansowej, wynikającej z nierównowagi wpływów i kosztów. Jak zatem firmy mają zabezpieczyć swój interes? Jak uniknąć sytuacji, w której na należne im pieniądze muszą czekać miesiącami, a nawet latami? Czy firmy są bezsilne w obliczu takich sytuacji? Jak mają działać i jak postępować?  O tym – w kolejnym wpisie – zapraszam. [...]
komunikacja / planowanie strategiczne / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemKiedy wchodzę w obszar zarządzania projektami, jednym z kluczowych zagadnień, które mnie zawsze intrygowało, jest ryzyko. W świecie projektów, ryzyko jest nieodłącznym towarzyszem, który może wpłynąć na sukces lub porażkę. W moim artykule chciałbym przedstawić Wam fascynujące aspekty związane z identyfikowaniem i zarządzaniem ryzykiem, abyście mogli lepiej zrozumieć, jak możemy minimalizować negatywne konsekwencje i wykorzystać potencjał, który kryje się za tym zagadnieniem. Historia rozwoju zagadnienia ryzyka sięga dawnych czasów. Już starożytni ludzie zdawali sobie sprawę, że wszelkie przedsięwzięcia wiążą się z niepewnościami i niebezpieczeństwami. Jednak to dopiero w XX wieku, wraz z rozwojem teorii zarządzania, ryzyko stało się przedmiotem szczegółowych badań i zyskało na znaczeniu. Początkowo, identyfikowanie ryzyka sprowadzało się głównie do intuicji i doświadczenia. Projekty były planowane i realizowane w oparciu o wiedzę i umiejętności osób odpowiedzialnych za ich przebieg. Jednak w miarę jak projekty stawały się coraz bardziej złożone, konieczne było opracowanie bardziej systematycznego podejścia. Wraz z rozwojem zarządzania projektami, pojawiały się nowe metody i techniki identyfikacji ryzyka. Jedną z nich jest analiza SWOT (Strengths, Weaknesses, Opportunities, Threats), która pomaga ocenić mocne strony, słabości, szanse i zagrożenia związane z projektem. Inne metody to drzewa decyzyjne, diagramy Ishikawy (zwane również diagramami przyczynowo-skutkowymi) czy analiza PESTEL (Political, Economic, Social, Technological, Environmental, Legal), która bada wpływ czynników zewnętrznych na projekt. Ryzyko może przybierać wiele różnych form. Może to być ryzyko finansowe, techniczne, organizacyjne, a także ryzyko związane z ludźmi, zmianami politycznymi czy katastrofami naturalnymi. Kluczowe jest zidentyfikowanie tych ryzyk i oszacowanie ich wpływu na projekt. Na przykład, jeśli prowadzimy projekt budowy mostu, musimy uwzględnić ryzyko związanego z warunkami pogodowymi, materiałami, a także potencjalnymi opóźnieniami w dostawie. Ryzyko można podzielić także na różne typy, w zależności od jego źródła. Najczęściej występującymi typami są ryzyka techniczne (związane z technologią używaną w projekcie), finansowe (związane z finansami projektu, takie jak przekroczenie budżetu), operacyjne (związane z codziennymi operacjami projektu) i strategiczne (związane z strategicznymi decyzjami dotyczącymi projektu). Strategie identyfikacji i zarządzania ryzykiem W zakresie dziedziny związanej z identyfikacją i zarządzaniem ryzykiem pojawia się kilka ważnych i charakterystycznych pojęć. Poniżej postaram się w kilku zdaniach przestawić ich sens. Złota piramida ryzyka Złota piramida ryzyka jest modelem, który odzwierciedla hierarchię różnych poziomów ryzyka w projekcie. Jest to narzędzie, które pomaga zidentyfikować i zaklasyfikować ryzyka w sposób uporządkowany. Nazwa wynika z faktu, że podobnie jak piramida, ma stabilną i solidną strukturę. Piramida ryzyka składa się z kilku poziomów, z których każdy reprezentuje inny rodzaj ryzyka. Na szczycie piramidy znajdują się ryzyka strategiczne, które są ogólne dla całego projektu. Są to zagrożenia związane z otoczeniem projektu, polityką, ekonomią, prawem, technologią itp. Ryzyka strategiczne mają największy wpływ na sukces lub porażkę projektu, dlatego ich identyfikacja i zarządzanie jest kluczowe. Poniżej poziomu ryzyk strategicznych znajdują się ryzyka tzw. operacyjne, które są bezpośrednio związane z realizacją projektu. Dotyczą one aspektów takich jak organizacja, zasoby, harmonogram, koszty i jakość. Ryzyka operacyjne mają bezpośredni wpływ na bieżące działania w projekcie i wymagają szczegółowego monitorowania i zarządzania. Kolejny poziom piramidy ryzyka to ryzyka tzw. projektowe. Dotyczą one konkretnej dziedziny projektu, takiej jak technologia, projektowanie, dostawy, integracja systemów itp. Ryzyka projektowe są ściśle związane z wykonawstwem projektu i wymagają specjalistycznej wiedzy i umiejętności w danej dziedzinie. Na najniższym poziomie piramidy ryzyka znajdują się ryzyka tzw. techniczne lub szczegółowe. Dotyczą one konkretnych aspektów technicznych, takich jak konstrukcja, funkcjonalność, wydajność, bezpieczeństwo itp. Ryzyka techniczne są najbardziej szczegółowe i wymagają specjalistycznej wiedzy i doświadczenia związanych z technologią lub dziedziną zastosowaną w projekcie. Warto zauważyć, że ryzyka na niższych poziomach piramidy są zazwyczaj bardziej konkretne, mierzone i zarządzane przez odpowiednie zespoły projektowe, podczas gdy ryzyka na wyższych poziomach są często postrzegane jako strategiczne wyzwania dla całego projektu i wymagają koordynacji i decyzji na wyższych szczeblach zarządzania. Złota piramida ryzyka pomaga w wyodrębnieniu i zrozumieniu różnych poziomów ryzyka w projekcie oraz określeniu, na które obszary projektu należy zwrócić szczególną uwagę. Dzięki temu, odpowiednie działania i strategie mogą być wdrożone, aby minimalizować ryzyko i zwiększać szanse na sukces projektu. Efekt motyla Efekt motyla, znany również jako efekt domina, jest ciekawym aspektem identyfikowania ryzyka. Termin ten odnosi się do zjawiska, w którym małe, pozornie nieistotne zdarzenia lub decyzje mogą prowadzić do znacznych skutków i zmian w projekcie. Nazwa “efekt motyla” wywodzi się z teorii chaosu, sugerującej, że małe zmiany we wczesnych fazach projektu mogą mieć ogromny wpływ na jego przebieg i rezultat. W kontekście identyfikowania ryzyka, efekt motyla podkreśla wagę uwzględnienia nawet najmniejszych detali i ich potencjalnego wpływu na cały projekt. Nawet pozornie nieznaczące ryzyko, które nie zostało właściwie zidentyfikowane lub zignorowane, może prowadzić do nieprzewidzianych konsekwencji. Przykładem efektu motyla w projekcie może być decyzja o zastosowaniu alternatywnego dostawcy danego komponentu. Na pierwszy rzut oka może to wydawać się drobnym detalem, ale różnice w jakości, terminach dostaw czy zgodności z wymaganiami technicznymi mogą mieć poważne konsekwencje dla harmonogramu i jakości projektu jako całości. Zmiana dostawcy może wpłynąć na inne etapy projektu, wymagać dostosowania harmonogramu, a nawet generować dodatkowe koszty. Efekt motyla może również dotyczyć zmian w projektowych zależnościach i relacjach między różnymi elementami projektu. Nawet niewielkie opóźnienie w jednym obszarze może mieć kaskadowe skutki na cały projekt, wpływając na inne etapy, zadania, zasoby czy dostawy. Dlatego ważne jest, aby w procesie identyfikowania ryzyka nie pomijać żadnego elementu i starannie analizować, jak nawet najmniejsze zmiany mogą wpłynąć na inne aspekty projektu. Identyfikacja ryzyka powinna być kompleksowa i uwzględniać zarówno oczywiste, jak i subtelne powiązania między różnymi elementami projektu. Efekt motyla przypomina nam o konieczności myślenia strategicznego i holistycznego podejścia do zarządzania ryzykiem. Łączenie analizy skutków potencjalnych zdarzeń i decyzji z szerokim zrozumieniem kontekstu projektu pozwala uniknąć nieprzewidzianych konsekwencji oraz lepiej przygotować się na ewentualne zmiany i nieoczekiwane sytuacje. What if Jedną z popularnych technik identyfikowania ryzyka jest metoda “what if” (co gdy). Polega ona na zadawaniu pytań dotyczących potencjalnych scenariuszy i zastanawianiu się, co by się stało, gdyby takie scenariusze miały miejsce. To podejście pozwala na identyfikację potencjalnych ryzyk, które mogą się pojawić w trakcie projektu, oraz na opracowanie odpowiednich strategii zarządzania nimi. W ramach metody “what if”, zespół projektowy lub menedżer projektu prowadzi analizę przez zadawanie różnych pytań dotyczących potencjalnych zdarzeń lub sytuacji, które mogą wystąpić. Przykładowe pytania, które można zadać, to: “Co by się stało, gdyby dostawca nie dostarczył zamówionych materiałów na czas?” lub “Co by się stało, gdyby kluczowy członek zespołu zachorował i nie był w stanie pracować przez dłuższy okres?” Poprzez zadawanie tych pytań, zespół jest w stanie rozważyć różne scenariusze i ocenić potencjalne skutki każdego z nich. Pozwala to na identyfikację konkretnych ryzyk, które mogą wpływać na projekt, a następnie opracowanie odpowiednich strategii zarządzania nimi. Wyniki analizy “what if” mogą obejmować opracowanie planów awaryjnych, które określają kroki, jakie należy podjąć w przypadku wystąpienia danego ryzyka. Mogą również prowadzić do identyfikacji działań zapobiegawczych, które mają na celu zmniejszenie prawdopodobieństwa wystąpienia ryzyka lub ograniczenie jego skutków. Metoda “what if” jest elastycznym narzędziem, które może być stosowane na różnych etapach projektu. Może być wykorzystywana zarówno na początkowym etapie planowania, jak i w trakcie realizacji projektu, umożliwiając ciągłe identyfikowanie i zarządzanie ryzykiem. Wykorzystanie metody “what if” wymaga kreatywności, analitycznego myślenia oraz zaangażowania całego zespołu projektowego. Dzięki temu pozwala na skuteczne identyfikowanie potencjalnych zagrożeń i podejmowanie odpowiednich działań, aby zminimalizować wpływ ryzyka na projekt. Zjawisko grupowego myślenia Czasami w procesie identyfikowania ryzyka może wystąpić zjawisko grupowego myślenia, zwane również efektem tunelu. Efekt ten polega na skoncentrowaniu się na pewnych rodzajach ryzyka lub pominięciu innych, ponieważ grupa jest skłonna podążać za dominującym poglądem lub zgodzić się na decyzję większości bez dostatecznego zastanowienia. W przypadku identyfikowania ryzyka, zjawisko grupowego myślenia może prowadzić do niedoszacowania lub pominięcia pewnych rodzajów ryzyka, które są mniej powszechne, ale nadal istotne dla projektu. Często wynika to z naturalnej tendencji do szukania potwierdzenia własnych przekonań i preferencji, zamiast uwzględniania różnorodnych perspektyw. Aby uniknąć efektu tunelu i zapewnić kompleksowe i dokładne identyfikowanie ryzyka, ważne jest zachowanie otwartego umysłu i uwzględnianie różnych perspektyw. Można tego dokonać przez utworzenie zróżnicowanego zespołu, wykorzystanie technik kreatywnych (burza mózgów lub mapy myśli), dokładną analizę danych i wprowadzenie procesu oceny ryzyka. Ważne jest, aby członkowie zespołu projektowego byli świadomi możliwości wystąpienia zjawiska grupowego myślenia i zachowali elastyczność w identyfikowaniu ryzyka. Otwarty dialog, współpraca i docenianie różnorodności perspektyw mogą przyczynić się do lepszej identyfikacji ryzyka i lepszych decyzji dotyczących zarządzania nim. Analiza Monte Carlo Analiza Monte Carlo jest zaawansowaną techniką stosowaną w zarządzaniu ryzykiem, która pozwala na symulowanie tysięcy możliwych scenariuszy projektu, uwzględniając różne zmienne i parametry. To narzędzie statystyczne zostało nazwane na cześć słynnego kasyna Monte Carlo, które słynie z gier losowych. W ramach analizy Monte Carlo, różne zmienne i parametry projektu są modelowane jako losowe wartości, które są losowo generowane na podstawie przypisanych im rozkładów prawdopodobieństwa. Następnie, za pomocą technik symulacyjnych, takich jak metoda próbkowania Monte Carlo, są wykonywane tysiące iteracji, w których projekt jest analizowany dla każdego wygenerowanego scenariusza. Poprzez symulowanie dużej liczby scenariuszy, analiza Monte Carlo dostarcza szereg wyników i wskaźników, które pozwalają na lepsze zrozumienie potencjalnych wyników projektu. Obejmuje to statystyki takie jak średnie, mediany, odchylenia standardowe itp., które pomagają w ocenie rozkładu możliwych wyników. Analiza Monte Carlo umożliwia również generowanie tzw. rozkładu prawdopodobieństwa dla różnych wskaźników projektowych, takich jak czas trwania, koszty, zyski czy ryzyko. To pozwala na ocenę prawdopodobieństwa, że określony wynik zostanie osiągnięty, oraz określenie przedziałów ufności. Korzyści wynikające z analizy Monte Carlo są znaczące. Daje ona bardziej kompleksowe i wiarygodne dane, które pomagają w podejmowaniu lepiej ugruntowanych decyzji. Pozwala na identyfikację krytycznych ścieżek, czynników ryzyka i potencjalnych wąskich gardeł projektu. Może również pomóc w ocenie i porównaniu różnych strategii zarządzania ryzykiem. Ważne jest jednak zaznaczyć, że analiza Monte Carlo wymaga dostępności odpowiednich danych i estymacji, a także precyzyjnego zdefiniowania rozkładów prawdopodobieństwa dla analizowanych zmiennych. Jest to technika zaawansowana, która często wykorzystuje narzędzia komputerowe do przeprowadzania symulacji i analizy wyników. Analiza Monte Carlo stanowi wartościowe narzędzie w zarządzaniu ryzykiem, pozwalając na lepsze zrozumienie potencjalnych wyników projektu i podejmowanie lepiej ugruntowanych decyzji. Przy odpowiednich danych i estymacjach, może przyczynić się do skutecznego zarządzania ryzykiem i zwiększenia szans na sukces projektu. Prawo Murphy’ego Prawo Murphy’ego stwierdza, że “jeśli coś może się nie udać, to na pewno się nie uda”. Choć na pierwszy rzut oka może brzmieć pesymistycznie, jest to ważne przypomnienie o konieczności uwzględnienia najgorszego scenariusza i przygotowania się na możliwe niepowodzenia w zarządzaniu ryzykiem. Prawo Murphy’ego odnosi się do istnienia potencjalnych ryzyk i możliwości, że rzeczy mogą pójść nie tak, jak zostało zaplanowane. W kontekście zarządzania ryzykiem, jest to przypomnienie, że należy uwzględnić i analizować różne scenariusze niepowodzeń, aby skutecznie nimi zarządzać. Uwzględnienie najgorszego scenariusza pozwala na lepsze zrozumienie potencjalnych ryzyk, ich wpływu na projekt oraz na opracowanie odpowiednich strategii i planów awaryjnych. W ten sposób można przygotować się na ewentualne niepowodzenia, minimalizować ich wpływ i szybko reagować w przypadku ich wystąpienia. Właściwe zarządzanie ryzykiem obejmuje identyfikację, analizę i ocenę różnych scenariuszy ryzyka, zarówno optymistycznych, jak i pesymistycznych. Nie jest to tylko kwestia skoncentrowania się na negatywnych aspektach projektu, ale raczej przyjęcie realistycznego podejścia i budowanie planów na wypadek, gdyby najgorszy scenariusz stał się rzeczywistością. Przygotowanie się na możliwe niepowodzenia daje projektowi większą elastyczność i zdolność do szybkiego reagowania na zmienne warunki. Pozwala na wdrożenie strategii awaryjnych, dostosowanie harmonogramu, alokację dodatkowych zasobów lub podejmowanie innych działań mających na celu złagodzenie skutków niepowodzeń. Prawo Murphy’ego jest przypomnieniem, że ryzyko jest nieodłączną częścią każdego projektu i ignorowanie go może prowadzić do poważnych konsekwencji. Właściwe zarządzanie ryzykiem polega na identyfikowaniu, ocenie i przygotowaniu się na możliwe niepowodzenia, co pozwala na lepsze zabezpieczenie projektu i zwiększenie szans na jego sukces. Heurystyka dostępności, kamienie milowe i analiza Heurystyka dostępności odnosi się do tendencji do przypisywania większej wagi i prawdopodobieństwa zdarzeń, które łatwo przychodzą nam na myśl. W kontekście identyfikowania ryzyka, może to prowadzić do niedoszacowania pewnych rodzajów ryzyka, które są mniej powszechne, ale nadal istotne. Na przykład, popularne przypadki awarii w przemyśle lotniczym często są szeroko rozpoznawane i powszechnie dyskutowane, co może prowadzić do nadmiernej uwagi i intensywnego skupienia na tym rodzaju ryzyka. W rezultacie, inne, mniej spektakularne, ale nadal istotne zagrożenia, takie jak błędy ludzkie w procesach logistycznych czy cyberataki na systemy, mogą zostać pominięte lub niedoszacowane. W przypadku identyfikowania ryzyka, kamienie milowe są punktami odniesienia w projekcie, które oznaczają ważne etapy lub osiągnięcia. Często wiążą się z ryzykiem, ponieważ opóźnienia w kamieniach milowych mogą prowadzić do opóźnień całego projektu. Identyfikacja ryzyka powinna obejmować analizę czynników zewnętrznych, takich jak zmiany regulacyjne, polityczne, ekonomiczne, technologiczne, społeczne czy ekologiczne, które mogą mieć wpływ na projekt. Te czynniki mogą wprowadzać nowe ryzyko lub modyfikować istniejące. Proces identyfikowania ryzyka nie kończy się na początkowej analizie. Ważne jest ciągłe monitorowanie i dostosowywanie strategii zarządzania ryzykiem w trakcie trwania projektu. Sytuacje i warunki mogą się zmieniać, dlatego elastyczność i reagowanie na nowe ryzyko są kluczowe dla skutecznego zarządzania projektem. Historie związane z zarządzaniem ryzykiem Mówiąc o ryzyku w kontekście realizacji projektów warto wspomnieć o historii budowy piramidy Cheopsa w Gizie. Wielu badaczy uważa, że podstawą sukcesu tego projektu było doskonałe zarządzanie ryzykiem. Wiedząc, że tak wielka konstrukcja mogłaby się zawalić, inżynierowie wprowadzili systematyczne kontrole, ciągłe monitorowanie i zastosowali innowacyjne rozwiązania konstrukcyjne. Dzięki temu piramida przetrwała wieki i do dziś stanowi jedno z najwspanialszych arcydzieł inżynierii. W historii mnóstwo jest też innych przykładów tego, jak właściwe lub niewłaściwe zarządzanie ryzykiem wpłynęło na losy realizowanych projektów. Jednym z przykładów jest budowa Diga di Vajont – włoskiego zbiornika retencyjnego z 1963 roku. Jest ona uważana za jedną z największych katastrof spowodowanych przez człowieka. Wynikła ona z niedostatecznej analizy ryzyka i zarządzania nim. Projekt był ambitny, ale nie uwzględniał istnienia dużych mas skalnych, które mogły spaść do zbiornika. Kiedy to się stało, powstała fala tsunami, która zniszczyła kilka wiosek i zabiła około 2000 osób. Inny, mniej drastyczny przykład, to wdrożenie systemu informatycznego FBI Virtual Case File (VCF). Projekt ten, rozpoczęty w 2000 roku, miał na celu zmodernizowanie systemów informatycznych FBI. Jednakże, ze względu na nieodpowiednie zarządzanie ryzykiem i brak jasno określonych wymagań, projekt zakończył się fiaskiem, marnotrawiąc 170 milionów dolarów i nie dostarczając żadnego użytecznego produktu. Jeszcze inny przykład to budowa Opery w Sydney, która obecnie jest ikoną Australii, ale jej powstawanie było pełne problemów związanych z zarządzaniem projektem, w tym niedostatecznej analizy ryzyka. Pierwotny budżet wynosił 7 milionów dolarów australijskich, ale ostateczny koszt wyniósł 102 miliony dolarów. Prace, które miały trwać cztery lata, trwały czternaście lat, głównie ze względu na zmiany w projekcie i brak odpowiedniego zarządzania ryzykiem. Podsumowanie Podsumowując, identyfikowanie i zarządzanie ryzykiem to nieodzowna część procesu zarządzania projektami. Rozwój tego zagadnienia był stopniowy i oparty na różnorodnych metodach i technikach. Wzrost skomplikowania projektów wymaga od nas jeszcze większej skrupulatności i elastyczności w identyfikowaniu i zarządzaniu ryzykiem. Zapamiętajmy, że ryzyko nie musi być tylko źródłem problemów, ale także szansą na wykorzystanie ukrytego potencjału i osiągnięcie sukcesu. [...]
komunikacja / rozwój osobisty / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemPrzywództwo to kluczowy element zarządzania projektami, który wymaga nie tylko dogłębnego zrozumienia projektu, ale także umiejętności inspirowania i motywowania zespołu. Dziś nieco szerzej o przywództwie i leadershipie w zespole, w kontekście zarządzania projektami. Czym jest przywództwo? Przywództwo to zdolność do wpływania na innych w celu osiągnięcia określonego celu. W kontekście zarządzania projektami, lider jest osobą, która posiada wizję projektu i jest w stanie przekazać ją zespołowi, motywować członków zespołu do pracy i podejmować decyzje, które przyczyniają się do osiągnięcia celów projektu. Historia przywództwa jest tak stara jak historia ludzkości. Od początku istnienia społeczności ludzkiej, liderzy odgrywali kluczową rolę w kształtowaniu ich kierunku i przyszłości. Przywództwo ewoluowało od autokratycznych władców starożytności, przez monarchów i dyktatorów, do bardziej demokratycznych form przywództwa, które dominują we współczesnym świecie. W kontekście zarządzania projektami, koncepcja przywództwa zaczęła nabierać znaczenia w XX wieku, wraz z rozwojem nauk o zarządzaniu. Jedną z podstawowych zasad przywództwa jest umiejętność określania i komunikowania wizji. Lider musi być w stanie zobaczyć „duży obraz”, zrozumieć cel projektu i przekazać go zespołowi w sposób, który motywuje do działania. Inne kluczowe zasady to umiejętność podejmowania decyzji, zdolność do inspirowania i motywowania, a także umiejętność budowania i utrzymania silnego zespołu. Dziś często mówi się, że dobry lider to osoba, która za sukces chwali zespół, a za porażkę gani siebie. To jest jedna z cech charakterystycznych skutecznego przywództwa. Dobry lider rozumie, że sukcesy projektowe są wynikiem wspólnego wysiłku zespołu, a porażki są okazją do nauki i rozwoju. Chwalenie zespołu za sukcesy jest ważne, ponieważ buduje poczucie docenienia i motywuje członków do kontynuowania dobrej pracy. Lider powinien podkreślać indywidualne i zbiorowe osiągnięcia, dając zespołowi zasłużone uznanie. Jednak, gdy występuje porażka, dobry lider nie szuka winnych ani nie unika odpowiedzialności. Przejmuje na siebie odpowiedzialność za błędy, analizuje sytuację, ucząc się na przyszłość i podejmuje działania naprawcze. Przeznaczanie czasu na refleksję nad przyczynami niepowodzenia, a następnie wprowadzanie poprawek w celu uniknięcia podobnych błędów w przyszłości, jest cechą odpowiedzialnego i skutecznego lidera. W skrócie, dobry lider docenia i nagradza zespół za sukcesy, podczas gdy za porażki przyjmuje odpowiedzialność i podejmuje działania mające na celu poprawę. Taka postawa buduje zaufanie, motywuje zespół i sprzyja rozwojowi projektu oraz sukcesom w przyszłości. Typy przywództwa W literaturze na temat przywództwa wyróżnia się wiele różnych typów, w tym: Przywództwo autokratyczne Lider podejmuje wszystkie decyzje i ma pełną kontrolę nad projektem. Ten model może być skuteczny w sytuacjach, które wymagają szybkiego działania, jasności i pewności. W takim podejściu lider jest w stanie szybko podejmować decyzje, ponieważ nie musi konsultować się z innymi członkami zespołu. Jest w stanie narzucić swoją wizję i ścisłą kontrolę nad projektem. Jednakże, przywództwo autokratyczne ma również swoje ograniczenia. Przede wszystkim, może hamować innowacje i twórczość w zespole. Brak możliwości angażowania członków zespołu w proces podejmowania decyzji oznacza, że nie wykorzystuje się pełnego potencjału wiedzy i pomysłów, które mogą być dostępne w zespole. To może prowadzić do braku zaangażowania i motywacji członków zespołu. Ponadto, przywództwo autokratyczne może prowadzić do braku autonomii i poczucia braku odpowiedzialności wśród członków zespołu. Zespół może czuć się niezadowolony, gdy nie ma możliwości wniesienia wkładu, a decyzje są narzucane z góry. Przywództwo demokratyczne Lider konsultuje decyzje z zespołem i zachęca do udziału w procesie decyzyjnym. Ten model może przynieść wiele korzyści, ale może również wiązać się z pewnymi wyzwaniami. Jedną z głównych zalet przywództwa demokratycznego jest większe zaangażowanie członków zespołu. Poprzez angażowanie ich w proces decyzyjny, liderzy demokratyczni dają członkom zespołu poczucie, że ich głos i wkład są ważne i brane pod uwagę. To prowadzi do większej motywacji, zaangażowania i poczucia satysfakcji z pracy. Przywództwo demokratyczne także sprzyja twórczości i innowacyjności. Poprzez uwzględnianie różnorodnych perspektyw i pomysłów członków zespołu, liderzy demokratyczni tworzą atmosferę, która sprzyja generowaniu nowych idei i rozwiązań. To może prowadzić do lepszych wyników projektowych i bardziej zadowalających rezultatów. Jednak, istnieją pewne wyzwania związane z przywództwem demokratycznym, w tym czasochłonny proces decyzyjny. Ponieważ konsultacja i dyskusje są ważne, czas potrzebny na osiągnięcie konsensusu może być dłuższy niż w przypadku przywództwa autokratycznego. To może prowadzić do opóźnień i trudności w podejmowaniu szybkich decyzji. Ponadto, przywództwo demokratyczne może wymagać wysokich umiejętności komunikacyjnych i zarządzania grupą. Lider musi być zdolny do efektywnego prowadzenia dyskusji, rozstrzygania konfliktów i zbierania różnych perspektyw w celu podjęcia mądrych decyzji. Przywództwo laissez-faire Lider daje zespołowi dużą swobodę w podejmowaniu decyzji i samodzielnym zarządzaniu projektem. Jedną z głównych zalet przywództwa laissez-faire jest sprzyjanie innowacjom i twórczości. Dając członkom zespołu dużą swobodę i niezależność w podejmowaniu decyzji, liderzy laissez-faire dają im możliwość eksplorowania różnych idei i podejść. To może prowadzić do powstawania nowych rozwiązań i pomysłów, które mogą przynieść korzyści projektowi. Ponadto, przywództwo laissez-faire może również sprzyjać rozwojowi członków zespołu. Poprzez samodzielne zarządzanie projektem, członkowie zespołu mają okazję rozwijać swoje umiejętności, podejmować odpowiedzialność za swoje działania i uczyć się na własnych błędach. To może prowadzić do wzrostu zaangażowania, autonomii i motywacji wśród członków zespołu. Jednakże, istnieją pewne negatywne aspekty przywództwa laissez-faire. Brak jasno określonego kierunku i nadzoru może prowadzić do braku koherencji i niejasności w projekcie. Członkowie zespołu mogą mieć trudności z orientacją się w oczekiwaniach i celach projektowych, co może prowadzić do rozproszenia i utraty efektywności. Ponadto, przywództwo laissez-faire może nie sprawdzić się w sytuacjach, gdy zespół potrzebuje wyraźnych wskazówek i wsparcia ze strony lidera. Niektórzy członkowie zespołu mogą odczuwać brak wsparcia lub oczekiwać bardziej aktywnego udziału lidera w procesie decyzyjnym. Przykłady przywództwa W historii zarządzania projektami można znaleźć wiele przykładów efektywnego przywództwa. Steve Jobs był niezwykle inspirującym przywódcą w branży technologicznej. Jego styl przywództwa opierał się na silnej wizji i kreatywności. Jobs był zdolny do tworzenia nowatorskich rozwiązań i mobilizacji zespołu wokół wspólnych celów. Jego determinacja i niezłomność były kluczowymi cechami, które pozwoliły mu pokonywać przeszkody i prowadzić Apple do sukcesu. Jednocześnie Jobs miał również reputację surowego i wymagającego lidera, który oczekiwał perfekcji od swoich pracowników. Jego autokratyczny styl przywództwa czasami wywoływał konflikty, ale jednocześnie był w stanie inspirować i motywować ludzi do osiągania niezwykłych wyników. Elon Musk jest jednym z najbardziej znanych liderów w dziedzinie innowacji technologicznych. Jego przywództwo opiera się na wizjonerskich celach, które obejmują transformację branży samochodowej i kosmicznej. Musk ma zdolność do formułowania ambitnych planów i mobilizowania zespołów wokół tych wyzwań. Jego styl przywództwa jest demokratyczny, angażuje on członków zespołu w proces podejmowania decyzji i daje im autonomię w działaniu. Musk jest znany ze swojej nieustępliwości i determinacji w dążeniu do celów, co czasami prowadzi do intensywnego tempa pracy i wysokiego poziomu oczekiwań. Sheryl Sandberg, dyrektor operacyjny Facebooka, jest przykładem skutecznego przywództwa w branży technologicznej. Sandberg promuje równość i inspiruje zarówno kobiety, jak i mężczyzn do osiągania sukcesu w technologii. Jej styl przywództwa opiera się na współpracy i budowaniu zespołu. Jest znana z umiejętności słuchania i angażowania się w rozwój swoich pracowników. Sandberg propaguje także otwartość i transparentność w komunikacji, co przyczynia się do tworzenia kultury pracy opartej na zaufaniu. Jej demokratyczne podejście do przywództwa sprzyja rozwojowi talentów i tworzeniu zrównoważonego zespołu. Zadania lidera Komunikacja jest kluczowym elementem skutecznego przywództwa. Lider musi być w stanie skutecznie komunikować swoją wizję, cele i oczekiwania, a także słuchać feedbacku i pomysłów zespołu. Skuteczna komunikacja pomaga budować zaufanie i zrozumienie, co z kolei prowadzi do większego zaangażowania i wydajności zespołu. Motywowanie zespołu to kolejna kluczowa rola lidera. Lider musi być w stanie zrozumieć, co motywuje poszczególnych członków zespołu, i używać tej wiedzy do stymulowania ich do osiągnięcia celów projektu. Motywacja może przyjmować różne formy, od uznania i pochwał, przez możliwość rozwoju i nauki, po konkretne nagrody i benefity. Budowanie silnego, zgranego zespołu to kolejne ważne zadanie lidera. Obejmuje to nie tylko dobór odpowiednich osób do zespołu, ale także dbanie o dobre relacje w zespole, rozwiązywanie konfliktów i promowanie kultury współpracy i zaufania. Przywództwo a zarządzanie projektami Choć zarządzanie projektami i przywództwo to dwie różne koncepcje, są one ściśle ze sobą powiązane. Zarządzanie projektami polega na planowaniu, organizowaniu i kontrolowaniu zasobów w celu osiągnięcia określonych celów projektu, podczas gdy przywództwo polega na inspiracji i motywacji zespołu do osiągnięcia tych celów. Bez skutecznego przywództwa, nawet najlepiej zaplanowany i zorganizowany projekt może nie osiągnąć swoich celów. Podsumowanie Niektóre z najbardziej udanych projektów były prowadzone przez liderów, którzy potrafili połączyć umiejętności zarządzania projektami z umiejętnościami przywódczymi. Na przykład, projekt Manhattan, który doprowadził do stworzenia pierwszej bomby atomowej, był prowadzony przez generała Leslie Grovesa, który był zarówno doświadczonym menedżerem projektów, jak i skutecznym liderem. Na koniec warto wspomnieć, że skuteczne przywództwo to nie tylko kwestia posiadania odpowiednich umiejętności i cech, ale także zdolność do dostosowania swojego stylu przywództwa do konkretnej sytuacji i potrzeb zespołu. Najlepsi liderzy to ci, którzy potrafią elastycznie dostosować się do zmieniających się okoliczności i zawsze znajdują sposób na osiągnięcie celów, niezależnie od wyzwań, jakie stoją przed nimi. [...]
biznes i zarządzanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiZmiana jest nieuchronnym elementem każdego projektu. Bez względu na to, czy jest to projekt w branży IT, budownictwie czy marketingu, prawidłowe zarządzanie zmianami jest kluczowe dla osiągnięcia sukcesu. W tym artykule przyglądam się bliżej temu zagadnieniu, omawiam jego historię, zasady, etapy, różne typy oraz przykłady zastosowania. Ponadto, podaję kilka interesujących faktów i anegdot dotyczących zarządzania zmianami w projekcie. Czym jest zarządzanie zmianami w projekcie? Zarządzanie zmianami w projekcie to proces, który pomaga zespołom projektowym skutecznie identyfikować, oceniać, planować, implementować i monitorować zmiany w projekcie. Te zmiany mogą dotyczyć różnych aspektów projektu, takich jak zakres, harmonogram, budżet, zasoby czy technologia. Wprowadzenie skutecznego procesu zarządzania zmianami pozwala organizacjom radzić sobie z niespodziewanymi wyzwaniami i dostosowywać się do dynamicznie zmieniających się warunków. Celem zarządzania zmianami jest zapewnienie, że każda proponowana zmiana jest dokładnie oceniana pod kątem jej wpływu na projekt, a następnie jest skutecznie zarządzana i kontrolowana, aby zminimalizować ryzyko zakłóceń i zapewnić, że projekt nadal spełnia swoje cele. Historia zarządzania zmianami Zarządzanie zmianami, jako formalna dyscyplina, zaczęło się rozwijać w latach 60. i 70. XX wieku, wraz z rosnącym zrozumieniem, że ludzie i organizacje muszą adaptować się do zmieniającego się świata biznesu. Wprowadzenie nowych technologii, zmiany na rynku i rosnąca konkurencja to tylko niektóre z czynników, które przyczyniły się do potrzeby zarządzania zmianami. Początkowo zarządzanie zmianami skupiało się głównie na zmianach organizacyjnych, takich jak restrukturyzacje, fuzje i przejęcia. Jednak z czasem zaczęło się ono rozszerzać na inne obszary, w tym na zarządzanie zmianami w projekcie. Dziś zarządzanie zmianami jest uznawane za kluczowy element zarządzania projektami i jest stosowane we wszystkich typach projektów, od małych inicjatyw do dużych przedsięwzięć. Zasady zarządzania zmianami Każda potencjalna zmiana w projekcie powinna być precyzyjnie zidentyfikowana i zdefiniowana. Obejmuje to określenie, co dokładnie ma zostać zmienione, dlaczego ta zmiana jest potrzebna i jakie są oczekiwane korzyści z jej wprowadzenia. Przed wprowadzeniem zmiany, jej wpływ na projekt powinien być dokładnie oceniony. Obejmuje to ocenę wpływu na zakres, harmonogram, budżet, zasoby i jakość projektu. Po zidentyfikowaniu i ocenie zmiany, powinien zostać opracowany szczegółowy plan jej wprowadzenia. Plan ten powinien zawierać konkretne kroki, które będą podjęte w celu implementacji zmiany, jak również określenie, kto będzie za nią odpowiedzialny. Zmiana powinna być skutecznie wprowadzona zgodnie z planem. Wszystkie działania powinny być starannie monitorowane, aby upewnić się, że zmiana jest wprowadzana prawidłowo i że przynosi oczekiwane korzyści. Po wprowadzeniu zmiany, jej wpływ na projekt powinien być ciągle monitorowany. Jeśli wprowadzona zmiana nie przynosi oczekiwanych korzyści lub prowadzi do nieprzewidzianych problemów, powinny być podjęte odpowiednie działania korygujące. Etapy zarządzania zmianami w projekcie Pierwszym krokiem w procesie zarządzania zmianą jest zidentyfikowanie potencjalnej zmiany. Może to obejmować identyfikację problemu, który wymaga rozwiązania, lub możliwości, która może przynieść korzyści projektowi. Kiedy zmiana jest zidentyfikowana, następnym krokiem jest ocena jej potencjalnego wpływu na projekt. Ta ocena powinna uwzględniać takie czynniki, jak zakres, harmonogram, budżet, zasoby i jakość. Po ocenie wpływu, następnym krokiem jest opracowanie planu wprowadzenia zmiany. Plan ten powinien zawierać konkretne kroki, które muszą być podjęte, aby wprowadzić zmianę, jak również określenie, kto będzie za nią odpowiedzialny. Kiedy plan jest gotowy, następuje etap implementacji zmiany. W tym czasie, powinny być podjęte wszystkie niezbędne działania, aby wprowadzić zmianę i monitorować jej wpływ na projekt. Po wprowadzeniu zmiany, jej wpływ na projekt powinien być ciągle monitorowany. Jeśli zmiana nie przynosi oczekiwanych korzyści lub prowadzi do nieprzewidzianych problemów, powinny być podjęte odpowiednie działania korygujące. Ostatnim etapem procesu zarządzania zmianą jest ocena i zamknięcie. Na tym etapie, zmiana jest oceniana pod kątem tego, czy przyniosła oczekiwane korzyści, a następnie jest formalnie zamknięta. Różne typy zarządzania zmianami Zarządzanie zmianami może przybierać różne formy, w zależności od kontekstu i potrzeb projektu. Poniżej przedstawiam trzy najczęściej spotykane typy zarządzania zmianami: Zarządzanie zmianami organizacyjnymi To rodzaj zarządzania zmianami, który skupia się na zmianach w strukturze organizacyjnej firmy, kulturze organizacyjnej, strategii biznesowej lub innych kluczowych aspektach organizacji. Zarządzanie zmianami technologicznymi Ten typ zarządzania zmianami dotyczy zmian w technologii, systemach IT lub procesach technologicznych w organizacji. Może obejmować wprowadzanie nowych systemów, uaktualnianie istniejących technologii lub wprowadzanie nowych procesów technologicznych. Zarządzanie zmianami w projekcie Jest to proces zarządzania zmianami, które występują w ramach konkretnego projektu. Może obejmować zmiany w zakresie projektu, harmonogramie, budżecie, zasobach lub innych aspektach projektu. Przykłady zarządzania zmianami w różnych branżach W branży IT zarządzanie zmianami jest niezbędne do skutecznego wprowadzania nowych technologii, systemów czy aplikacji. Wprowadzanie zmian w tych obszarach zwykle wymaga koordynacji wielu zespołów, uwzględnienia różnych aspektów (np. bezpieczeństwa, wydajności, użyteczności), a także skomplikowanego procesu testowania i wdrażania. W branży IT zmiany w projektach mogą często prowadzić do tzw. “efektu domina”, gdzie jedna zmiana wywołuje konieczność kolejnych zmian w związku z zależnościami między różnymi elementami systemu. W branży budowlanej zarządzanie zmianami jest kluczowe do skutecznego zarządzania projektami budowlanymi. Zmiany mogą obejmować zmiany w planach budowlanych, harmonogramach, budżetach, zasobach czy przepisach budowlanych. Wszystkie te zmiany muszą być skutecznie zarządzane, aby zapewnić powodzenie projektu. Często spotyka się zmiany w projekcie architektonicznym z powodu odkrycia archeologicznych znalezisk podczas prac ziemnych. W branży marketingowej zarządzanie zmianami jest niezbędne do skutecznego reagowania na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe, trendy konsumenckie czy konkurencję. Zmiany mogą obejmować zmiany w strategiach marketingowych, kampaniach, narzędziach marketingowych czy badaniach rynkowych. Przykładowo zarządzanie zmianami w branży marketingowej może dotyczyć monitorowania i reagowania na opinie i komentarze klientów w czasie rzeczywistym. Praktyka znana jako “social media listening” polega na monitorowaniu wzmianek o marce na platformach społecznościowych i wykorzystaniu tych informacji do podejmowania decyzji dotyczących zmian w kampaniach marketingowych, produktach lub strategii komunikacyjnej. Ciekawostki Nawet najbardziej doświadczeni menedżerowie zmian mogą natknąć się na nieprzewidziane wyzwania. Według badań, tylko około jedna trzecia projektów zmian kończy się pełnym sukcesem. To pokazuje, jak trudne i skomplikowane może być zarządzanie zmianami. Jednym z największych wyzwań w zarządzaniu zmianami jest opór pracowników. Ludzie często boją się zmian, ponieważ wiążą się one z niepewnością i mogą zagrażać ich komfortowi lub poczuciu bezpieczeństwa. Według badań, jednym z najważniejszych czynników wpływających na powodzenie zmiany jest skuteczna komunikacja. Organizacje, które skutecznie komunikują swoje zamierzenia i plany zmian, mają znacznie większe szanse na ich skuteczne wprowadzenie. Początek procesu zarządzania zmianą w firmie Każdy proces zarządzania zmianą w firmie powinien zaczynać się od zrozumienia, dlaczego zmiana jest potrzebna. To oznacza zrozumienie aktualnej sytuacji firmy, jej celów i wyzwań, z jakimi się boryka. Tylko wtedy, gdy mamy jasny obraz tego, co chcemy osiągnąć i dlaczego, możemy skutecznie planować i wprowadzać zmiany. Najlepszym miejscem do rozpoczęcia procesu zarządzania zmianą jest zwykle rozmowa z kluczowymi interesariuszami – tymi, którzy będą najbardziej dotknięci zmianą. Mogą to być pracownicy, klienci, dostawcy czy inwestorzy. Rozumienie ich potrzeb, obaw i oczekiwań może być kluczem do skutecznego zarządzania zmianą. Podsumowanie Zarządzanie zmianami w projekcie jest kluczowym elementem skutecznego zarządzania projektami. Bez odpowiedniego procesu zarządzania zmianami, projekty mogą łatwo wykroczyć poza zakres, przekroczyć budżet, nie spełnić swoich celów lub po prostu nie zakończyć się sukcesem. Dlatego tak ważne jest, aby każda organizacja, bez względu na to, w jakiej branży działa, posiadała solidny proces zarządzania zmianami, który umożliwi jej skuteczne reagowanie na zmieniające się okoliczności i wyzwania. [...]
biznes i zarządzanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemWiększość firm wykorzystuje projekty do osiągania swoich celów biznesowych. Aby te projekty były skuteczne, niezbędne jest monitorowanie postępu i kontrola. Jak więc skutecznie kontrolować postęp projektu? Dziś staram się odpowiedzieć na to pytanie. Co to jest kontrola postępu projektu? Kontrola postępu projektu to proces, który pozwala menedżerom projektów na śledzenie postępu projektu i zapewnienie, że jest on realizowany zgodnie z założonym harmonogramem i budżetem. Kontrola postępu obejmuje także identyfikację i zarządzanie ryzykiem, kontrolę jakości oraz zarządzanie zasobami i komunikacją. Początki kontroli postępu projektu sięgają czasów, kiedy projekty były realizowane ręcznie, bez wsparcia komputerowego. W miarę rozwoju technologii, kontrole postępu stały się coraz bardziej zaawansowane. Dzisiaj, dzięki oprogramowaniu do zarządzania projektami, proces ten jest znacznie bardziej efektywny i precyzyjny. Podstawową zasadą kontroli postępu projektu jest regularne monitorowanie i śledzenie postępu projektu w odniesieniu do założonego harmonogramu i budżetu. Każde odchylenie od planu powinno być natychmiast identyfikowane i analizowane. Jeśli jest to konieczne, należy podjąć działania korygujące. Co kontrolować w projekcie? Kontrola harmonogramu projektu jest niezbędna do zapewnienia, że wszystkie zadania są realizowane zgodnie z planem. Jeśli jakiekolwiek zadanie jest opóźnione, może to wpłynąć na cały projekt. Dlatego ważne jest, aby regularnie monitorować harmonogram i podejmować odpowiednie działania, gdy pojawiają się opóźnienia. Kontrola zasobów projektu obejmuje zarówno zasoby materialne, jak i ludzkie. Należy monitorować, czy zasoby są wykorzystywane efektywnie i czy są wystarczające do realizacji projektu. Jeśli zasoby są niewystarczające, może to prowadzić do opóźnień w realizacji projektu. Kontrola jakości w projekcie polega na monitorowaniu i mierzeniu jakości wyników projektu. Należy zapewnić, że wyniki projektu spełniają określone standardy i oczekiwania. Jeśli jakiekolwiek wyniki nie spełniają tych standardów, należy podjąć odpowiednie działania. Kontrola ryzyka w projekcie polega na identyfikacji, ocenie i zarządzaniu ryzykiem. Należy zidentyfikować potencjalne zagrożenia dla projektu, ocenić ich prawdopodobieństwo i wpływ, a następnie podjąć działania mające na celu zminimalizowanie ryzyka. Różne typy kontroli postępu projektu Istnieją różne typy kontroli postępu projektu, które można stosować w zależności od specyfiki projektu i organizacji. Kontrola ciągła polega na ciągłym monitorowaniu i śledzeniu postępu projektu. Jest to najbardziej efektywny sposób kontroli postępu, ponieważ pozwala na natychmiastowe identyfikowanie i rozwiązywanie problemów. Kontrola cykliczna polega na przeprowadzaniu kontroli w regularnych odstępach czasu. Może to być na przykład raz w tygodniu, raz na miesiąc itp. Ten typ kontroli jest szczególnie przydatny w przypadku długoterminowych projektów. Kontrola na poziomie faz projektu polega na przeprowadzaniu kontroli na końcu każdej fazy projektu. Pozwala to na ocenę postępu na każdym etapie projektu i podejmowanie decyzji o dalszych działaniach. Przykłady zastosowania kontroli postępu projektu Kontrola postępu projektu jest niezbędna w każdym projekcie, bez względu na jego rodzaj czy branżę. W projektach budowlanych kontrola postępu jest niezbędna do śledzenia postępu prac budowlanych, zarządzania zasobami, kontrolowania jakości wykonania oraz zarządzania ryzykiem. W projektach badawczych kontrola postępu jest używana do monitorowania postępu badań, zarządzania zasobami, kontrolowania jakości wyników badań oraz zarządzania ryzykiem związanym z badaniami. W projektach IT kontrola postępu jest wykorzystywana do śledzenia postępu prac programistycznych, zarządzania zasobami, kontrolowania jakości kodu oraz zarządzania ryzykiem związanym z rozwojem oprogramowania. Ciekawostki Kontrola postępu projektu to niezwykle ważny element zarządzania projektami, jednak nie zawsze jest realizowana w sposób właściwy. Jednym z najgorszych przykładów kontroli postępu projektu jest zapewne projekt budowy nowego lotniska w Berlinie. Projekt ten był opóźniony o kilka lat i przekroczył budżet o miliardy euro, ponieważ nie było skutecznej kontroli postępu. Z drugiej strony, jednym z najlepszych przykładów skutecznej kontroli postępu projektu jest zapewne projekt budowy Burj Khalifa – najwyższego budynku na świecie. Projekt ten został zrealizowany na czas i w ramach budżetu, dzięki skutecznemu monitorowaniu i kontroli postępu. Już za czasów budowania Wielkiego Muru Chińskiego, monitorowano proces realizacji projektu. Odbywało się ono za pomocą systemu sygnalizacyjnego zwanego “Yam System”. Dzięki niemu informacje o zagrożeniach były przekazywane na odległość, aż do najbardziej odległych miejsc budowy. Podsumowanie Kontrola postępu projektu jest kluczowym elementem zarządzania projektami. Dzięki niej menedżerowie projektów mogą śledzić postęp projektu, identyfikować problemy i podejmować odpowiednie działania. Kontrola postępu obejmuje zarządzanie harmonogramem, zasobami, jakością, ryzykiem i komunikacją. Istnieją różne typy i metody kontroli postępu, które można stosować w zależności od specyfiki projektu i organizacji. Pamiętaj więc, jeśli chcesz, aby Twój projekt zakończył się sukcesem, regularne monitorowanie postępu i kontrola są kluczem! [...]
organizacja pracy / rozwój osobisty / technologia / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemW erze cyfryzacji i nieustannego postępu technologicznego, firmy muszą być elastyczne, aby sprostać dynamicznym zmianom. Jednym z kluczowych aspektów, które pozwalają im na to, są metodyki zarządzania projektami, takie jak Agile i Scrum. Te innowacyjne podejścia umożliwiają skuteczne zarządzanie projektami, dostosowując się do zmieniających się wymagań i szybko reagując na nowe wyzwania. Co to jest Agile? Agile to elastyczne podejście do zarządzania projektami, które stawia na adaptację, współpracę, ciągłe uczenie się i doskonalenie. Metoda ta została opracowana z myślą o projektach IT, gdzie zmiany są nieuniknione i szybkość jest kluczowa. Główne zasady metody Agile Podejście Agile opiera się na czterech fundamentalnych zasadach, które są podstawą Manifestu Agile: Wartość ludzi i interakcji – stawia na ludzi i ich interakcje ponad narzędziami i procesami. Działający produkt – skupia się na dostarczaniu funkcjonalnego produktu, a nie obszernej dokumentacji. Współpraca z klientem – promuje partnerstwo i współpracę z klientem, zamiast skupiać się na negocjacjach kontraktowych. Reagowanie na zmiany – zamiast trzymać się sztywnego planu, Agile zwraca uwagę na elastyczność i zdolność do dostosowania się do zmian. Scrum – popularny framework Agile Scrum to framework, który pomaga zespołom zarządzać projektem w sposób iteracyjny i inkrementalny. Opiera się na trzech filarach: przejrzystości, inspekcji i adaptacji. Scrum jest powszechnie stosowany w projektach IT, ponieważ ułatwia efektywne zarządzanie zadaniami i szybkie reagowanie na zmiany. Zasady Scrum Podział projektu na sprinty o stałej długości. Tworzenie planu sprintu wraz z zespołem. Codzienne spotkania, zwane daily stand-ups, aby omówić postęp prac i identyfikować ewentualne przeszkody. Regularne przeglądy sprintów i retrospekcje, aby ocenić wykonaną pracę i dostosować strategię. Silne zaangażowanie product ownera (osoby reprezentującej klienta) w proces decyzyjny. Role w Scrumie W Scrumie wyróżniamy trzy kluczowe role: Product Owner – osoba odpowiedzialna za wizję produktu, priorytetyzowanie zadań i maksymalizowanie wartości dostarczanej przez zespół. Scrum Master – ekspert ds. Scruma, który wspiera zespół w stosowaniu frameworku, usuwa przeszkody i dba o ciągłe doskonalenie procesów. Zespół deweloperski – grupa specjalistów, którzy wspólnie tworzą, testują i dostarczają produkt. Elementy Scruma Scrum definiuje kilka elementów, które pomagają zespołom efektywnie realizować projekty: Product Backlog – uporządkowana lista wymagań od klienta, które mają być zrealizowane przez zespół. Sprint Backlog – lista zadań, które mają być wykonane w trakcie aktualnego sprintu. Daily Stand-up – codzienne spotkanie zespołu, podczas którego omawiane są postępy, plany na najbliższy czas oraz ewentualne przeszkody. Sprint Review – spotkanie podsumowujące sprint, na którym zespół prezentuje osiągnięcia i zbiera informacje zwrotne od klienta. Sprint Retrospective – analiza zakończonego sprintu, mająca na celu identyfikację obszarów do poprawy i planowanie działań naprawczych. Przykład realizacji sprintu w metodologii Scrum Na początku sprintu, zespół Scrum i product owner spotykają się na spotkaniu planowania sprintu. Podczas tego spotkania definiują cel sprintu oraz ustalają, które elementy pracy, zwane backlogiem sprintu, zostaną wybrane do wykonania w trakcie sprintu. Każdego dnia w trakcie sprintu odbywają się krótkie spotkania, zwane daily stand-ups, które są częścią codziennego rytmu pracy w Scrum. Spotkania te zwykle trwają około 15 minut i odbywają się o stałej porze. Członkowie zespołu dzielą się informacjami na temat postępów, przeszkód napotkanych na drodze oraz planów na kolejne dni. Ważne jest, aby wszyscy członkowie zespołu byli obecni i uczestniczyli w tych spotkaniach. Zespół Scrum rozpoczyna realizację wybranych elementów z backlogu sprintu. Każdy zespół ma autonomię w wyborze sposobu realizacji pracy. Zadania są realizowane w iteracjach krótkoterminowych, zwykle trwających od jednego do czterech tygodni, w zależności od ustalonej długości sprintu. Podczas sprintu zespół Scrum regularnie monitoruje postęp prac. Członkowie zespołu komunikują się nawzajem, aby zidentyfikować przeszkody, dzielić się wiedzą i wspierać się nawzajem w osiągnięciu celów sprintu. Na koniec sprintu odbywa się spotkanie przeglądu sprintu, w którym zespół Scrum prezentuje wykonaną pracę. Product owner oraz inni interesariusze mogą ocenić rezultaty i zaproponować ewentualne zmiany lub usprawnienia. Następnie odbywa się retrospektywa sprintu, podczas której zespół Scrum analizuje, jakie działania przyczyniły się do sukcesów i jakie można podjąć działania usprawniające w następnych sprintach. Po zakończeniu sprintu, kolejny sprint rozpoczyna się od nowa, z nowo ustalonym backlogiem i celami. Zespół Scrum kontynuuje pracę, iterując i dostarczając wartościowe rezultaty w kolejnych sprintach. Korzyści płynące z korzystania z Agile i Scrum Agile i Scrum umożliwiają elastyczne dostosowywanie się do zmian. Dzięki krótkim iteracjom (sprintom) zespoły są w stanie szybko dostosować priorytety i kierunek projektu do nowych informacji i wymagań. W Agile i Scrum, zespoły pracują równocześnie nad różnymi zadaniami, co pozwala skrócić czas realizacji projektu. Regularne, krótkie sprinty umożliwiają szybkie wdrażanie nowych funkcji i bieżące dostosowywanie się do potrzeb klienta. Agile i Scrum promują komunikację i współpracę między członkami zespołu, a także z klientami. Dzięki codziennym spotkaniom i przejrzystości procesu, wszyscy członkowie zespołu są świadomi postępów, problemów i priorytetów. Dzięki ciągłemu testowaniu, integracji i inspekcji, Agile i Scrum umożliwiają wczesne wykrywanie i rozwiązywanie problemów. To prowadzi do wyższej jakości produktu końcowego i mniejszej liczby błędów. Agile i Scrum skupiają się na dostarczaniu wartości klientowi przez regularne dostarczanie działającego oprogramowania. Dzięki ciągłej współpracy z klientem, zespoły są w stanie lepiej zrozumieć jego potrzeby i oczekiwania, co prowadzi do większej satysfakcji. Agile i Scrum na różnych etapach projektu IT W fazie planowania i projektowania, Agile i Scrum umożliwiają szybkie prototypowanie i eksperymentowanie z różnymi rozwiązaniami. Dzięki temu, zespoły mogą wybrać najlepsze rozwiązanie, dostosowane do potrzeb klienta. W fazie implementacji i testowania, Agile i Scrum promują ciągłe testowanie i integrację. Dzięki temu, ewentualne problemy są szybko wykrywane i naprawiane, co prowadzi do wyższej jakości kodu. W fazie wdrażania i utrzymania, Agile i Scrum umożliwiają szybkie reagowanie na nowe wymagania, błędy czy zmiany w środowisku. Dzięki ciągłemu doskonaleniu produktu i procesu, zespoły są w stanie utrzymać wysoką jakość oprogramowania i zadowolenie klienta. Podsumowanie: Dlaczego warto korzystać z Agile i Scrum w projektach IT Agile i Scrum to sprawdzone metody zarządzania projektami IT, które oferują wiele korzyści. Elastyczność, szybkość, lepsza komunikacja i współpraca, wyższa jakość produktu końcowego oraz zwiększona satysfakcja klienta to tylko niektóre z nich. Dzięki Agile i Scrum, zespoły są w stanie efektywnie dostosować się do zmieniających się warunków i dostarczyć wartościowe produkty, które spełniają oczekiwania klientów. [...]
biznes i zarządzanie / komunikacja / psychologia biznesu / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemRozwiązywanie konfliktów w zespole projektowym stanowi jedno z największych wyzwań dla liderów projektów. Z jednej strony, konflikty są nieodłącznym elementem pracy zespołowej, z drugiej zaś, mogą stanowić źródło napięć i zaburzeń w realizacji projektu. Dziś opowiadam o moich doświadczeniach w radzeniu sobie z konfliktami w zespole – jakie są źródła konfliktów, rodzaje i sposoby ich rozwiązywania. Co to jest konflikt w zespole projektowym? Konflikt w zespole projektowym to stan, w którym dochodzi do niezgodności między członkami zespołu co do celów, zadań, procedur lub zasobów. Może on mieć swoje źródło w różnicach osobowości, stylów pracy, oczekiwań czy celów. Ważne jest, aby lider projektu był w stanie zidentyfikować potencjalne konflikty i skutecznie nimi zarządzać, aby nie wpływały negatywnie na realizację projektu. Przyczyny konfliktów w zespole projektowym Konflikty w zespole projektowym mogą wynikać z wielu przyczyn. Najczęstszymi z nich są: Różnice osobowości i stylów pracy – Każdy członek zespołu ma swoją unikalną osobowość i styl pracy, co może prowadzić do nieporozumień i konfliktów. Niezgodność celów – Jeśli członkowie zespołu mają różne cele, mogą wystąpić konflikty dotyczące priorytetów i strategii realizacji projektu. Zasoby – Konflikty mogą również wynikać z ograniczonych zasobów, takich jak czas, pieniądze czy osoby. Komunikacja – Niewłaściwa komunikacja może prowadzić do nieporozumień i konfliktów. Konflikty w zespole projektowym – jak je rozpoznać? Rozpoznanie konfliktu w zespole projektowym jest kluczowe dla jego skutecznego zarządzania. Sygnałem wystąpienia konfliktu może być zmiana stylu komunikacji w zespole, gdzie członkowie zaczynają ograniczać swój kontakt do minimum lub ich rozmowy stają się formalne. W normalnych warunkach, otwarta komunikacja, swobodne dzielenie się informacjami, ideami i opiniami są kluczowe dla efektywnej pracy zespołowej. Jednak, jeżeli nagle następuje zmiana w sposobie komunikacji członków zespołu, na przykład ograniczenie kontaktu lub unikanie bardziej osobistych rozmów, może to wskazywać na obecność konfliktu. Formalność w rozmowach może sugerować utratę zaufania i komfortu w zespole. Członkowie mogą unikać bardziej otwartych i szczerych rozmów, aby uniknąć ryzyka wybuchu konfliktu lub pogorszenia sytuacji. Mogą również ograniczać swoje kontakty interpersonalne, co prowadzi do braku zaangażowania i spadku efektywności zespołu. Wystąpienie konfliktu może wynikać z różnic w poglądach, wartościach, celach czy stylach pracy. Brak otwartej komunikacji i niewyrażanie swoich potrzeb i obaw może pogłębiać napięcia i prowadzić do eskalacji konfliktu. Dlatego ważne jest, aby liderzy i członkowie zespołu zwracali uwagę na takie zmiany w stylu komunikacji. Jeśli zauważają ograniczenie kontaktu lub rozmowy stają się formalne, warto podjąć inicjatywę w celu zrozumienia przyczyn i rozwiązania konfliktu. Tworzenie bezpiecznej przestrzeni do wyrażania obaw, słuchanie i zrozumienie perspektyw innych członków zespołu, oraz skuteczne zarządzanie konfliktem mogą pomóc w przywróceniu otwartej i konstruktywnej komunikacji w zespole. Wynikiem nierozwiązanego konfliktu może być także spadek produktywności w zespole, gdzie tempo pracy gwałtownie spada. W normalnych warunkach, zespół pracuje harmonijnie i skutecznie, dążąc do osiągnięcia wspólnych celów. Jednak, gdy występuje nierozwiązany konflikt, może to znacznie wpłynąć na produktywność i efektywność pracy zespołu. Konflikt w zespole generuje napięcie, powoduje rozproszenie uwagi i obniża motywację członków zespołu. Zamiast skupiać się na realizacji zadań i osiąganiu celów, członkowie zespołu angażują się w konfrontacje, negocjacje lub unikanie konfliktu. To prowadzi do spadku tempa pracy i efektywności. Nierozwiązany konflikt może również prowadzić do złej atmosfery w zespole. Członkowie zespołu mogą odczuwać niezadowolenie, stres i brak zaufania. To może wpływać na jakość ich pracy i zdolność do współpracy. Dlatego jest istotne, aby liderzy i członkowie zespołu zauważali znaki spadku produktywności i analizowali możliwe przyczyny. Jeżeli tempo pracy gwałtownie spada, warto zbadać, czy może to być wynikiem nierozwiązanego konfliktu. Identyfikowanie i rozwiązywanie konfliktów w odpowiednim czasie oraz tworzenie przestrzeni do otwartej komunikacji, negocjacji i wspólnego poszukiwania rozwiązań może pomóc w przywróceniu wysokiej produktywności w zespole. Jeszcze inną oznakę występowania konfliktu mogą stanowić zachowania pasywno-agresywne w zespole, gdzie członkowie sabotują pracę innych, na przykład poprzez opóźnianie dostarczania informacji. Pasywno-agresywne zachowania są formą niejawnej agresji, w której osoba wyraża swoje niezadowolenie lub frustrację poprzez ukryte działania, które mają na celu utrudnianie pracy innych. W przypadku zespołu, członkowie mogą celowo opóźniać dostarczanie informacji lub niepełne przekazywanie istotnych informacji, co prowadzi do zakłócenia harmonii i efektywności pracy zespołowej. Tego rodzaju zachowania mogą wskazywać na istnienie konfliktu, który nie został rozwiązany lub nie jest adekwatnie adresowany. Członkowie zespołu, którzy używają zachowań pasywno-agresywnych, często nie czują się komfortowo z bezpośrednim wyrażaniem swoich obaw lub konfrontacją, dlatego stosują indywidualne działania utrudniające pracę innym. Sabotaż pracy innych członków zespołu powoduje utrudnienia w przepływie informacji, utratę zaufania i spadek efektywności. Zespół może zaczynać doświadczać problemów w koordynacji działań, komunikacji i realizacji celów. W takiej sytuacji, ważne jest, aby liderzy i członkowie zespołu byli świadomi takich zachowań i potrafili je rozpoznać jako oznaki konfliktu. Należy podjąć działania mające na celu otwartą komunikację, wyjaśnienie obaw i konfliktujących interesów oraz znalezienie konstruktywnych rozwiązań. Tworzenie bezpiecznej przestrzeni dla członków zespołu do wyrażania swoich obaw, a także wypracowanie wspólnych reguł i norm pracy mogą pomóc w rozwiązaniu konfliktu i przywróceniu zdrowej dynamiki zespołowej. Jak skutecznie zarządzać konfliktem w zespole projektowym? Aby skutecznie zarządzać konfliktem w zespole projektowym, lider projektu powinien podjąć następujące kroki: Słuchaj – Staraj się zrozumieć punkt widzenia każdej ze stron konfliktu. Słuchaj zarówno słów, jak i niewerbalnych sygnałów. Uznaj – Potwierdź, że zrozumiałeś punkt widzenia innej osoby. Nie musisz się z nim zgadzać, ale ważne jest, aby pokazać, że go doceniasz. Odpowiedz – Wyraź swoje stanowisko, staraj się być konstruktywny i proponuj alternatywne rozwiązania. Rozwiązuj różnice – Gdy już zidentyfikujesz prawdziwy problem, podziel go na mniejsze części, które będą łatwiejsze do rozwiązania. Wymyślaj alternatywne rozwiązania i wybierz takie, które będzie satysfakcjonujące dla wszystkich stron. Rola lidera projektu w zarządzaniu konfliktami Lider projektu ma kluczowe znaczenie w zarządzaniu konfliktami w zespole projektowym. Powinien on tworzyć atmosferę wzajemnego szacunku i zaufania, promować otwartą i uczciwą komunikację oraz umiejętnie zarządzać różnicami i konfliktami. Lider projektu powinien również działać jako mediator, pomagając stronom konfliktu w znalezieniu wspólnego gruntu i rozwiązaniu problemów. Choć konflikt w zespole projektowym może wydawać się czymś negatywnym, w rzeczywistości może stanowić szansę na rozwój i poprawę pracy zespołu. Konflikt może pobudzać innowacyjność, poprawiać komunikację, a nawet zwiększać zaangażowanie członków zespołu. Kluczem jest jednak skuteczne zarządzanie konfliktem i zapobieganie jego eskalacji. Przykłady konfliktów w zespole projektowym Konflikty w zespole projektowym mogą czasem mieć swoje źródło w bardzo prostych, z pozoru niegroźnych sytuacjach. Kilka lat temu, jeden z członków zarządzanego przeze mnie zespołu projektowego w drodze do pracy wpadł w zasadzkę psiego dobrobytu… i przyniósł pod swoim butem smród psich odchodów do firmy. Inny członek zespołu projektowego zwrócił uwagę pierwszemu, że powinien coś z tym zrobić, “bo śmierdzi”. Pierwszy poczuł się obrażony, przyszedł do mnie i złożył wypowiedzenie motywując, że nie może pracować w takich warunkach, że “praca w takich warunkach uwłacza jego godności”. Musiałem przeprowadzić szereg rozmów, negocjacji i mediacji, które ostatecznie doprowadziły do ostudzenia emocji – strony wyjaśniły sobie swoje racje i ostatecznie kryzys został zażegnany. Innym razem otrzymałem informację, że kilku członków zespołu nie dogaduje się ze sobą. Po kilku rozmowach okazało się, że jedna z osób stanowiła wąskie gardło w realizowanym procesie – jako jedyna obsługiwała zadania, które spływały do niej od kilku innych pracowników. Z racji specyfiki pracy samodzielnie podejmowała decyzje dotyczące wyboru tego, w jakiej kolejności obsługiwała poszczególne zadania. Zdaniem niektórych pracowników wyborów dokonywała na bazie prywatnych sympatii, a nie logiki realizacji projektu, a to rodziło niezdrowe emocje. Zatarg urósł do takiego poziomu, że niewiele brakowało do totalnej katastrofy. Po przeprowadzeniu kilku rozmów i wprowadzeniu planu naprawczego – konflikt został zażegnany i realizacja projektu wróciła na właściwe tory. Ogólnie konflikty mogą przybierać różne formy. Kilka przykładów tych form: Konflikt o zasoby – Kiedy zasoby są ograniczone, członkowie zespołu mogą konkurować o te same zasoby, co może prowadzić do konfliktu. Konflikt o cele – Jeżeli członkowie zespołu mają różne cele, mogą wystąpić konflikty dotyczące priorytetów i strategii realizacji projektu. Konflikt o metody pracy – Kiedy członkowie zespołu mają różne metody pracy, mogą wystąpić konflikty dotyczące najlepszego sposobu realizacji zadań. Konflikt o harmonogram – Kiedy członkowie zespołu mają różne pomysły na terminy i harmonogram projektu, może to prowadzić do konfliktów. Konflikt o odpowiedzialności – Może wystąpić, gdy role i obowiązki nie są jasno zdefiniowane, a członkowie zespołu mają różne oczekiwania co do swojej roli w projekcie. Konflikt o komunikację – Kiedy członkowie zespołu mają różne style komunikacji, może to prowadzić do nieporozumień i konfliktów. Konflikt o ocenę wydajności – Kiedy członkowie zespołu mają różne opinie na temat swojej wydajności lub wydajności innych, może to prowadzić do konfliktów. Konflikt o decyzje – Kiedy członkowie zespołu nie zgadzają się na decyzje podjęte przez lidera zespołu lub innych członków, może to prowadzić do konfliktów. Konflikt o kulturę zespołu – Kiedy członkowie zespołu mają różne oczekiwania co do kultury i norm w zespole, może to prowadzić do konfliktów. Konflikt o priorytety – Kiedy członkowie zespołu mają różne priorytety, może to prowadzić do konfliktów dotyczących tego, co powinno być najważniejsze. Konflikt o władzę – Może wystąpić, gdy członkowie zespołu konkurują o status, wpływy lub kontrolę w projekcie. Konflikt o wartości – Kiedy członkowie zespołu mają różne wartości osobiste, może to prowadzić do konfliktów, szczególnie jeśli wartości te są w konflikcie z celami projektu. Rozwiązywanie konfliktów w zespole projektowym – strategie i metody Rozwiązanie konfliktu w zespole projektowym wymaga zastosowania odpowiednich strategii i metod. Poniżej przedstawiam kilka z nich: Mediacja – Lider projektu lub neutralna osoba trzecia pełni rolę mediatora, pomagając stronom konfliktu w komunikacji i negocjacjach. Negocjacje – Strony konfliktu rozmawiają bezpośrednio ze sobą, próbując znaleźć kompromisowe rozwiązanie. Arbitraż – Neutralna osoba trzecia podejmuje decyzję w sprawie konfliktu po wysłuchaniu argumentów obu stron. Treningi z umiejętności miękkich – Szkolenia z komunikacji interpersonalnej, zarządzania czasem czy zarządzania stresem mogą pomóc członkom zespołu w lepszym radzeniu sobie z konfliktami. Podsumowanie Konflikt w zespole projektowym jest nieodłącznym elementem pracy zespołowej. Jednakże, jeżeli jest skutecznie zarządzany, może stanowić szansę na rozwój zespołu i poprawę realizacji projektu. Kluczem jest więc rola lidera projektu, który powinien umieć rozpoznać konflikt i skutecznie nim zarządzać, zapobiegając jego eskalacji i negatywnym skutkom dla zespołu i projektu. [...]
biznes i zarządzanie / planowanie strategiczne / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiem / zarządzanie zespołemPlanowanie projektu jest nieodłącznym elementem efektywnego zarządzania. Poprzez stworzenie skutecznego planu projektu, zespół zyskuje jasność co do celów, strategii działania oraz zasobów niezbędnych do realizacji projektu. Dzisiaj staram się przybliżyć to zagadnienie – mówię o tym, czym jest plan projektu, jakie są jego podstawowe elementy oraz jak krok po kroku stworzyć skuteczny plan. Czym jest plan projektu? Plan projektu to szczegółowy dokument, który opisuje cele projektu, strategię działania, zakres prac, harmonogram, koszty oraz zasoby niezbędne do wykonania projektu. Jest to kluczowy element procesu zarządzania projektem, który umożliwia zaplanowanie i koordynację działań oraz monitorowanie postępu projektu. Plan projektu powinien być jasny, precyzyjny i zrozumiały dla wszystkich uczestników projektu, aby zapewnić właściwe wykonanie prac, wykorzystanie zasobów i realizację celów projektowych w ustalonym harmonogramie. Elementy planu projektu Plan projektu składa się z kilku kluczowych elementów, które pomagają zrozumieć i zarządzać projektem. Elementami tymi są: cele projektu, zakres, harmonogram, budżet, zasoby, zarządzanie ryzykiem, zarządzanie jakością, komunikacja i zarządzanie zmianami. Pierwszym krokiem w tworzeniu planu projektu jest zdefiniowanie celów. Te cele powinny być jasne, mierzalne, osiągalne, realistyczne i czasowe (SMART). Powinny również być zgodne z ogólnymi celami biznesowymi organizacji. Zakres projektu określa, co będzie realizowane w ramach projektu. Powinien zawierać szczegółowy opis zadań, produktów lub usług, które mają zostać dostarczone, a także określenie granic projektu. Harmonogram projektu to planowany czas realizacji różnych zadań i etapów projektu. Powinien zawierać daty rozpoczęcia i zakończenia poszczególnych zadań, a także określać, kiedy mają być dostarczone różne produkty projektu. Budżet projektu określa, ile pieniędzy jest dostępnych na realizację projektu. Powinien zawierać szczegółowy kosztorys, który uwzględnia wszystkie wydatki związane z projektem, takie jak koszty materiałów, usług, wynagrodzeń pracowników, itp. Sekcja zasobów projektu powinna zawierać informacje o zasobach, które będą wykorzystywane w projekcie. Zasoby te mogą obejmować personel, sprzęt, materiały, usługi, a także czas. Zarządzanie ryzykiem to proces identyfikacji, oceny i kontrolowania ryzyka związanego z projektem. Sekcja ta powinna zawierać informacje o potencjalnych zagrożeniach dla projektu oraz strategiach zarządzania tymi zagrożeniami. Zarządzanie jakością to proces zapewnienia, że produkty lub usługi dostarczane w ramach projektu spełniają określone standardy i wymagania. Powinna zawierać informacje o standardach jakości, które muszą być spełnione, oraz o sposobach monitorowania i kontrolowania jakości. Komunikacja w projekcie to proces wymiany informacji między wszystkimi zainteresowanymi stronami. Sekcja ta powinna zawierać informacje o sposobach komunikacji, które będą stosowane w projekcie, a także o tym, kto jest odpowiedzialny za komunikację różnych informacji. Zarządzanie zmianami to proces zarządzania wszelkimi zmianami, które mogą wystąpić w projekcie. Powinna zawierać informacje o tym, jak będą zarządzane zmiany w zakresie, harmonogramie, budżecie lub innych aspektach projektu. Przygotowanie planu projektu krok po kroku Tworzenie planu projektu może być dużym przedsięwzięciem, ale można go podzielić na kilka prostych kroków. Krok 1: Zdefiniuj cele projektu Pierwszym krokiem jest zdefiniowanie celów projektu. Cele te powinny być SMART i zgodne z ogólnymi celami biznesowymi organizacji. Krok 2: Określ zakres projektu Następnie określ zakres projektu. W tym etapie powinieneś określić, co ma być zrealizowane w ramach projektu, oraz określić granice projektu. Krok 3: Utwórz harmonogram projektu Trzecim krokiem jest utworzenie harmonogramu projektu. Harmonogram ten powinien zawierać daty rozpoczęcia i zakończenia poszczególnych zadań, a także określać, kiedy mają być dostarczone różne produkty projektu. W praktyce na tym etapie często pojawia się wykres Gantta lub tablica Kanban – ale to, oczywiście, nie są jedyne możliwe sposoby harmonogramowania projektu – każda organizacja robi to na swój sposób. Krok 4: Opracuj budżet projektu Czwartym krokiem jest opracowanie budżetu projektu. Budżet ten powinien zawierać szczegółowy kosztorys, który uwzględnia wszystkie wydatki związane z projektem. Krok 5: Zidentyfikuj zasoby projektu Piątym krokiem jest identyfikacja zasobów projektu. W tym etapie powinieneś określić, które zasoby są dostępne i które będą potrzebne do realizacji projektu. Krok 6: Opracuj plan zarządzania ryzykiem Szóstym krokiem jest opracowanie planu zarządzania ryzykiem. Ten plan powinien zawierać informacje o potencjalnych zagrożeniach dla projektu oraz strategiach zarządzania tymi zagrożeniami. Krok 7: Opracuj plan zarządzania jakością Siódmym krokiem jest opracowanie planu zarządzania jakością. Ten plan powinien zawierać informacje o standardach jakości, które muszą być spełnione, oraz o sposobach monitorowania i kontrolowania jakości. Krok 8: Określ plan komunikacji w projekcie Ósmym krokiem jest określenie planu komunikacji w projekcie. Ten plan powinien zawierać informacje o sposobach komunikacji, które będą stosowane w projekcie, a także o tym, kto jest odpowiedzialny za komunikację różnych informacji. W tym kroku warto określić także platformę komunikacji pomiędzy wszystkimi osobami zaangażowanymi w proces jego realizacji. Krok 9: Opracuj plan zarządzania zmianami Dziewiątym krokiem jest opracowanie planu zarządzania zmianami. Ten plan powinien zawierać informacje o tym, jak będą zarządzane zmiany w zakresie, harmonogramie, budżecie lub innych aspektach projektu. Krok 10: Przegląd i zatwierdzenie planu projektu Ostatnim krokiem jest przegląd i zatwierdzenie planu projektu. Wszystkie zainteresowane strony powinny mieć możliwość przejrzenia i zatwierdzenia planu przed rozpoczęciem jego realizacji. Jak to wygląda w praktyce Poniżej przedstawiam przykład planu projektu, bazujący na rzeczywistym projekcie, jaki mieliśmy okazję realizować z moim zespołem. Projekt dotyczył aplikacji mobilnej do monitorowania zdrowia. Cele Projektu: Stworzenie aplikacji mobilnej umożliwiającej użytkownikom monitorowanie aktywności fizycznej, diety i parametrów zdrowotnych. Wdrożenie aplikacji na platformy iOS i Android w ciągu 6 miesięcy. Zakres Projektu: Analiza wymagań i projektowanie interfejsu. Tworzenie aplikacji mobilnej. Testowanie i optymalizacja. Wdrożenie i promocja. Harmonogram Projektu: Analiza wymagań: 1 miesiąc. Projektowanie interfejsu: 2 miesiące. Tworzenie aplikacji: 2 miesiące. Testowanie i optymalizacja: 1 miesiąc. Wdrożenie i promocja: 2 miesiące. Budżet Projektu: Całkowity budżet: xxx zł. Analiza wymagań i projektowanie: xxx zł. Tworzenie aplikacji: xxx zł. Testowanie i optymalizacja: xxx zł. Wdrożenie i promocja: xxx zł. Zasoby Projektu: Zespół programistów i projektantów UI/UX. Platformy programistyczne i narzędzia do tworzenia aplikacji mobilnych. Komunikacja w projekcie: Zespół projektowy będzie regularnie komunikować się poprzez spotkania zespołu. Spotkania będą odbywać się co tydzień w ustalonym terminie i będą obejmować aktualizacje postępu, omawianie problemów oraz wyznaczanie priorytetów na nadchodzący tydzień. Co dwa tygodnie będzie przygotowywany raport postępu projektu. Będzie on zawierał informacje o zrealizowanych zadaniach, ewentualnych opóźnieniach i planowanych działaniach na kolejne dni. Do komunikacji wewnętrznej zespołu będziemy wykorzystywać platformę Slack. Będzie to miejsce, gdzie zespół będzie wymieniać się informacjami, zadawać pytania i rozwiązywać problemy. Podsumowanie Plan projektu to kluczowy dokument, który pomaga zarządzać i monitorować projekt. Poprzez zdefiniowanie celów, zakresu, harmonogramu, budżetu i zasobów projektu, plan projektu zapewnia jasność i kierunek dla całego zespołu projektowego. Pamiętaj, że skuteczny plan projektu powinien być jasny, precyzyjny i zrozumiały dla wszystkich uczestników projektu. Biorąc pod uwagę powyższe, stworzenie skutecznego planu projektu to nie lada wyzwanie. Wymaga ono nie tylko precyzyjnego określenia celów i zakresu projektu, ale także dokładnej analizy zasobów, skrupulatnego planowania harmonogramu i budżetu, a także przemyślanego zarządzania ryzykiem i jakością. Jednakże, z odpowiednim podejściem i narzędziami, tworzenie planu projektu może stać się znacznie prostsze i bardziej efektywne. Pamiętaj, że plan projektu to nie tylko dokument, ale również proces – proces, który wymaga ciągłego monitorowania, aktualizacji i dostosowywania. Dlatego też, niezależnie od tego, jak dobrze opracowany jest Twój plan projektu, zawsze powinieneś być gotowy na ewentualne zmiany i nieoczekiwane wyzwania, które mogą pojawić się w trakcie realizacji projektu. [...]
oprogramowanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiKanban to popularna metoda zarządzania projektem, która pomaga wizualizować zadania, maksymalizować efektywność i ciągle doskonalić procesy. Wywodzi się ona z Systemu Produkcji Toyoty (TPS) z lat 50. XX wieku i od tamtej pory stała się szeroko stosowanym podejściem do zarządzania przepływem pracy i optymalizacji procesów w różnych branżach. W tym artykule zgłębiam definicję Kanbanu, historię, zasady działania, różne typy, przykłady zastosowań, a także przedstawiam kilka ciekawostek. Czym jest Kanban? Kanban to wizualna metoda zarządzania projektem, służąca do śledzenia zadań i redukcji nieefektywności w projekcie. Istotą metody Kanban jest tablica Kanban, fizyczna lub cyfrowa, na której fazy projektu są podzielone na kolumny. Zadania są zapisane na kartach, które przechodzą z jednej kolumny do kolejnej, aż do zakończenia zadania. Tablica Kanban pozwala zespołom wizualizować przepływ pracy, identyfikować wąskie gardła i optymalizować proces w celu poprawy efektywności i produktywności. Przykład tablicy Kanban (źródło Wikipedia) Kanban został po raz pierwszy opracowany i zastosowany przez Toyotę jako system harmonogramowania dla produkcji “just in time”. Taiichi Ohno, inżynier przemysłowy w Toyocie, stworzył go w celu poprawy wydajności produkcji. System ten wziął swoją nazwę od kart, które śledzą produkcję wewnątrz fabryki. Pierwotna tablica Kanban w firmie Toyota (źródło: https://www.toyota-global.com) System Kanban został zaprojektowany w celu optymalnej kontroli i zarządzania pracą i zapasami na każdym etapie produkcji. Początkowo powstał jako system harmonogramowania dla lean manufacturing, wywodzący się z Systemu Produkcji Toyoty. Toyota wprowadziła produkcję “just in time” do swojej produkcji pod koniec lat 40. XX wieku. To podejście reprezentuje system pull, a później stało się obszarem objętym przez zespoły Agile w dziedzinie tworzenia oprogramowania. Ostatnio zaczęło być rozpoznawane przez jednostki biznesowe we wszystkich branżach. Zasady działania Metoda Kanban opiera się na następujących zasadach: Wizualizacja przepływu pracy Tablica Kanban powinna dokładnie odzwierciedlać stan pracy w danym momencie, umożliwiając członkom zespołu zobaczenie statusu każdego zadania i identyfikowanie wąskich gardeł. Ograniczenie prac w toku (WIP) Ustalając jasne limity dotyczące liczby zadań w toku, zespół może skupić się na ich realizacji przed przejściem do nowych, zmniejszając liczbę nieukończonych zadań i poprawiając przepływ. Zarządzanie przepływem Celem jest minimalizacja czasu potrzebnego na przeniesienie zadania od początku do końca poprzez optymalizację przepływu pracy i identyfikację oraz eliminację wąskich gardeł. Jasne ustalanie polityk procesowych Jasne zdefiniowanie polityk i zasad rządzących przepływem pracy, aby zapewnić, że każdy członek zespołu rozumie swoją rolę i zakres odpowiedzialności. Wprowadzenie pętli sprzężenia zwrotnego Ciągłe zbieranie informacji zwrotnych na temat procesu, identyfikacja możliwości poprawy i wdrażanie zmian w celu optymalizacji przepływu pracy. Typy Kanbanu Istnieje kilka typów Kanbanu, w tym: Kanban produkcji służy do zarządzania produkcją dóbr i usług. Jest to system oparty na ciągnięciu, który zapewnia, że każdy proces produkuje tylko to, co jest potrzebne przez następny proces w wartościowym strumieniu. Kanban produkcji jest powszechnie stosowany w branży produkcyjnej, tworzeniu oprogramowania i organizacjach usługowych. Kanban dostawcy służy do zarządzania dostawą materiałów i komponentów potrzebnych w procesie produkcyjnym. Jest to system oparty na ciągnięciu, który zapewnia, że materiały są zamawiane tylko wtedy, gdy są potrzebne, zmniejszając koszty zapasów i marnotrawstwo. Kanban awaryjny służy do zarządzania nieoczekiwanymi zdarzeniami, takimi jak awaria procesu produkcyjnego lub zmiana zapotrzebowania klienta. Pozwala zespołom szybko reagować na te wydarzenia poprzez priorytetyzację zadań i przesunięcie zasobów. Przykłady zastosowań Kanbanu Kanban może być stosowany w różnych projektach i procesach. Kanban jest szeroko stosowany w rozwoju oprogramowania do zarządzania przepływem zadań i optymalizacji procesu tworzenia. Pozwala zespołom wizualizować pracę i identyfikować wąskie gardła, zapewniając skuteczne realizowanie zadań. Kanban może być stosowany w marketingu do zarządzania kampaniami, śledzenia zadań i optymalizacji przepływu pracy. Pozwala zespołom śledzić status każdego zadania i priorytetyzować pracę na podstawie jej ważności i pilności. Kanban może być stosowany w opiece zdrowotnej do zarządzania opieką nad pacjentami, śledzenia zadań i optymalizacji przepływu pracy. Pozwala dostawcom opieki zdrowotnej priorytetyzować zadania na podstawie stopnia nasilenia stanu pacjenta i zapewnić, że każdy pacjent otrzymuje potrzebną opiekę. Ciekawostki Termin Kanban, oznaczający “tablicę wizualną” lub “znak”, jest używany w kontekście definiowania procesów od lat 50. XX wieku. W latach 90. XX wieku Kanban został wykorzystany przez branżę oprogramowania do poprawy zarządzania projektami. Przed Kanbanem projekty oprogramowania często były nieudane z powodu braku przejrzystości i kontroli. Wprowadzając Kanban, branża oprogramowania mogła wizualizować pracę, ograniczać pracę w toku i wdrażać zmiany w czasie rzeczywistym. To pomogło branży oprogramowania poprawić sukces projektów i produktywność. W ostatnich latach Kanban został wykorzystany przez wiele branż, w tym finanse, opiekę zdrowotną i edukację. Kanban pomaga tym branżom poprawić wydajność, zmniejszyć koszty i poprawić obsługę klienta. Kanban stał się inspiracją dla wielu innych metod zarządzania, takich jak Lean, Agile i Scrum. Wiele zasad i praktyk stosowanych w tych metodach ma swoje korzenie w Kanbanie. Kanban jest nie tylko narzędziem zarządzania, ale również filozofią i sposobem myślenia. Promuje ciągłe doskonalenie, elastyczność, adaptację i zaangażowanie zespołu, co przyczynia się do osiągania lepszych wyników i sukcesu projektowego. Podsumowanie Kanban to skuteczna metoda zarządzania projektem, która pomaga zespołom wizualizować zadania, maksymalizować efektywność i ciągle doskonalić procesy. Wywodzi się ona z Systemu Produkcji Toyoty i stała się szeroko stosowanym podejściem do zarządzania przepływem pracy i optymalizacji procesów w różnych branżach. Poprzez wizualizację przepływu pracy, ograniczanie prac w toku, zarządzanie przepływem, wprowadzenie jasnych polityk procesowych i wdrażanie pętli sprzężenia zwrotnego, zespoły mogą optymalizować proces i poprawić efektywność i produktywność. [...]
organizacja pracy / planowanie strategiczne / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemMetoda ścieżki krytycznej (CPM) jest jedną z najważniejszych technik zarządzania projektami, która umożliwia skuteczne planowanie, organizację i kontrolę projektów. W niniejszym artykule zaprezentuję pełne omówienie metody ścieżki krytycznej, w tym definicję, historię, zasady działania, różne rodzaje i przykłady zastosowania. Dowiesz się również, dlaczego jest to niezbędne narzędzie dla menedżerów projektów i jakie korzyści może przynieść Twojej organizacji. Definicja ścieżki krytycznej Metoda ścieżki krytycznej (CPM) to technika analizy i zarządzania projektami, która umożliwia identyfikację najważniejszych zadań oraz określenie optymalnego harmonogramu realizacji projektu. Ścieżka krytyczna to sekwencja zadań, które mają największy wpływ na czas trwania całego projektu. Opóźnienie w realizacji dowolnego zadania znajdującego się na ścieżce krytycznej powoduje opóźnienie zakończenia całego projektu. Metoda ścieżki krytycznej została opracowana pod koniec lat 50. XX wieku przez inżynierów związanych z programem Polaris, który miał na celu rozwój morskich pocisków balistycznych dla amerykańskiej marynarki wojennej. Początkowo metoda CPM obejmowała tylko analizę logicznych zależności między zadaniami, jednak w miarę rozwoju tej techniki, dodano możliwość przydzielania zasobów do poszczególnych zadań projektowych. Zasady działania metody ścieżki krytycznej Metoda ścieżki krytycznej opiera się na trzech głównych zasadach: Pierwszym krokiem w zastosowaniu metody CPM jest identyfikacja wszystkich zadań wymaganych do ukończenia projektu oraz określenie zależności między nimi. Zależności te określają, które zadania muszą zostać ukończone przed rozpoczęciem innych zadań. Następnym krokiem jest określenie czasu trwania każdego z zadań. Czas ten powinien uwzględniać wszystkie czynniki wpływające na realizację zadania, takie jak zasoby ludzkie, materiały, technologia, itp. Po zidentyfikowaniu zadań i określeniu czasu trwania, można przystąpić do obliczenia krytycznej ścieżki. Krytyczna ścieżka to sekwencja zadań, które mają największy wpływ na czas trwania całego projektu. Każde opóźnienie w realizacji zadań znajdujących się na krytycznej ścieżce spowoduje opóźnienie zakończenia projektu. Rodzaje ścieżek w metodzie CPM W metodzie ścieżki krytycznej wyróżniamy kilka rodzajów ścieżek, które mają różne znaczenie dla zarządzania projektem. Ścieżka krytyczna to najdłuższa sekwencja zadań, które muszą zostać ukończone w określonym czasie, aby projekt został zakończony w terminie. Opóźnienie w realizacji dowolnego zadania znajdującego się na ścieżce krytycznej spowoduje opóźnienie całego projektu. Menedżerowie projektów powinni zwracać szczególną uwagę na zadania należące do ścieżki krytycznej, aby zapewnić terminowe zakończenie projektu. Ścieżka poboczna to sekwencja zadań, które nie mają wpływu na czas trwania projektu. Opóźnienie w realizacji zadań znajdujących się na ścieżce pobocznej nie spowoduje opóźnienia zakończenia projektu. Menedżerowie projektów nie muszą zbyt wiele uwagi poświęcać zadaniom ze ścieżki pobocznej – mogą skupić się na optymalizacji zadań należących do ścieżki krytycznej, ponieważ to one mają największy wpływ na czas trwania projektu. Ścieżka elastyczna to sekwencja zadań, które mają pewien margines czasowy. Opóźnienie w realizacji zadań znajdujących się na ścieżce elastycznej nie spowoduje opóźnienia zakończenia projektu, ponieważ istnieje pewien margines czasowy, który można wykorzystać bez konsekwencji dla projektu. Menedżerowie projektów mogą skorzystać z tego marginesu czasowego, aby zoptymalizować wykorzystanie zasobów lub przeprowadzić dodatkowe testy i weryfikacje. Przykłady zastosowania metody ścieżki krytycznej Metoda ścieżki krytycznej znajduje zastosowanie w różnych dziedzinach i branżach. Podczas budowy nowego budynku istnieje wiele zadań, które muszą być wykonane w odpowiedniej kolejności: wykonanie fundamentów, budowa ścian, instalacja instalacji elektrycznej, itp. Metoda ścieżki krytycznej pozwala na zaplanowanie i kontrolę tych zadań, aby budowa przebiegała sprawnie i terminowo. Innym przykładem może być organizacja konferencji. Proces ten wymaga zidentyfikowania i skoordynowania wielu zadań, takich jak rezerwacja miejsca, zaproszenie prelegentów, przygotowanie materiałów konferencyjnych, itp. Metoda ścieżki krytycznej pozwala na efektywne zarządzanie tymi zadaniami, aby konferencja odbyła się zgodnie z planem. Tworzenie oprogramowania to proces skomplikowany, który obejmuje wiele zadań. Należą do nich: analiza wymagań, projektowanie, programowanie, testowanie, wdrożenie, itp. Metoda ścieżki krytycznej pozwala na skuteczne zarządzanie tymi zadaniami, aby projekt oprogramowania był dostarczony w terminie i spełniał oczekiwania użytkowników. Korzyści wynikające z zastosowania metody ścieżki krytycznej Zastosowanie metody ścieżki krytycznej w zarządzaniu projektami przynosi wiele korzyści dla organizacji. Metoda ścieżki krytycznej umożliwia dokładne określenie zadań i czasu trwania, co pozwala na skuteczne planowanie projektu. Menedżerowie projektów mogą lepiej zrozumieć zależności między zadaniami i dostosować harmonogram do dostępnych zasobów. Dzięki analizie ścieżki krytycznej, menedżerowie projektów mogą zoptymalizować wykorzystanie zasobów, takich jak pracownicy, materiały, technologia. Możliwe jest równoległe wykonanie niektórych zadań, aby skrócić czas trwania projektu i zwiększyć efektywność. Metoda ścieżki krytycznej umożliwia bieżącą kontrolę postępów projektu. Menedżerowie projektów mogą monitorować realizację zadań na podstawie zaplanowanego harmonogramu i podejmować odpowiednie działania w razie opóźnień lub problemów. Analiza ścieżki krytycznej pozwala na identyfikację zadań z największym ryzykiem opóźnienia projektu. Menedżerowie projektów mogą skoncentrować swoje wysiłki na tych zadaniach, aby zminimalizować ryzyko opóźnień i zapewnić terminowe zakończenie projektu. Podsumowanie Metoda ścieżki krytycznej (CPM) jest kluczowym narzędziem zarządzania projektami, które umożliwia skuteczne planowanie, organizację i kontrolę projektów. Dzięki analizie logicznych zależności między zadaniami, określeniu czasu trwania zadań i obliczeniu krytycznej ścieżki, menedżerowie projektów mogą zarządzać projektami w sposób efektywny i terminowy. Zastosowanie metody CPM przynosi wiele korzyści, takich jak skuteczne planowanie, optymalne wykorzystanie zasobów, kontrola postępów projektu i minimalizacja ryzyka. Dlatego warto poznać i wykorzystać tę metodę w swojej organizacji, aby osiągnąć sukces w zarządzaniu projektami. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiWykres Gantta, znany również jako Harmonogram Adamieckiego, to narzędzie powszechnie stosowane w zarządzaniu projektami. Pozwala na podział projektu na poszczególne zadania oraz ich rozplanowanie w czasie. Wykorzystanie wykresu Gantta jest kluczowe dla zaplanowania zadań i terminowego dostarczenia produktów końcowych projektu. W dzisiejszym artykule mówię o tym, czym jest wykres Gantta, jakie są jego zastosowania, a także korzyści i wady jego wykorzystania w zarządzaniu projektami. Czym jest wykres Gantta? Wykres Gantta to poziomy wykres słupkowy, który służy do wizualizacji harmonogramu projektu i powiązanych z nim zadań lub wydarzeń. Każdy słupek na wykresie Gantta reprezentuje konkretne zadanie, a jego długość odzwierciedla czas potrzebny do jego wykonania. Wykres Gantta umożliwia przedstawienie osi czasu projektu, kamieni milowych oraz zależności pomiędzy zadaniami w sposób łatwy do zrozumienia i czytelny dla całego zespołu projektowego. Zastosowania wykresu Gantta Wykres Gantta znajduje szerokie zastosowanie w projektach o różnej skali i złożoności. Im bardziej skomplikowany projekt, tym więcej zadań i etapów do wykonania. Wykres Gantta pozwala na łatwe zwizualizowanie projektu i podział na mniejsze, zarządzalne zadania. Dzięki temu kierownik projektu może skutecznie monitorować postępy i kontrolować harmonogram. Wykres Gantta umożliwia zdefiniowanie zależności pomiędzy zadaniami. Dzięki temu można skutecznie zarządzać kolejnością wykonywania zadań i unikać opóźnień. Jeśli jedno zadanie jest opóźnione, można łatwo zidentyfikować, jakie inne zadania mogą być również zagrożone. Wykres Gantta umożliwia monitorowanie postępów projektu i kamieni milowych. Dzięki temu można łatwo ocenić, czy projekt przebiega zgodnie z planem i w razie potrzeby wprowadzić niezbędne korekty. W przypadku opóźnień lub zmiany priorytetów, wykres Gantta pozwala na elastyczne dostosowanie harmonogramu. Wykres Gantta jest doskonałym narzędziem do wizualizacji harmonogramu projektu. Dzięki graficznemu przedstawieniu zadań i ich terminów, cały zespół projektowy może łatwo zrozumieć, jakie zadania są wykonywane w danym czasie i jakie są oczekiwania co do ich realizacji. Przykład wykresu Gantta (źródło: Wikipedia) Metoda ścieżki krytycznej Podczas pracy z wykresem Gantta ważne jest zrozumienie metody ścieżki krytycznej. Metoda ta pomaga uniknąć sytuacji, w której opóźnienie jednego zadania wpływa na cały projekt. Ścieżka krytyczna to sekwencja zadań, które mają najdłuższy czas trwania i nie mogą być opóźnione bez wpływu na termin zakończenia projektu. Identyfikacja ścieżki krytycznej jest kluczowa dla skutecznego zarządzania harmonogramem projektu. Zalety i wady wykresu Gantta Wykres Gantta posiada wiele zalet, ale również pewne wady, które należy wziąć pod uwagę. Głównymi zaletami wykorzystania wykresu Gantta w zarządzaniu projektami są: Wizualna reprezentacja harmonogramu projektu Łatwość w zrozumieniu i czytaniu Ułatwia zarządzanie zadaniami i kontrolę postępów Pomaga w identyfikacji zależności między zadaniami Możliwość elastycznego dostosowania harmonogramu Nie sposób jednak nie wspomnieć o wadach. Główne z nich to: Brak elastyczności w przypadku zmiany priorytetów lub opóźnień Nie uwzględnia złożoności zadań i ich wzajemnych powiązań Może być trudny do aktualizacji w przypadku zmian w projekcie Nie zapewnia pełnej analizy ryzyka projektu Może być czasochłonny w tworzeniu i aktualizacji Jak stworzyć wykres Gantta? Proces tworzenia wykresu Gantta obejmuje kilka kroków. Pierwszym krokiem jest podzielenie projektu na poszczególne zadania lub działania. Zadania te powinny być konkretne, mierzalne, osiągalne, istotne i określone w czasie (SMART). Po zidentyfikowaniu zadań, kolejnym krokiem jest określenie sekwencji lub kolejności, w jakiej zadania te muszą zostać wykonane. Niektóre zadania mogą zależeć od wykonania innych w pierwszej kolejności, podczas gdy inne mogą być wykonywane jednocześnie. Trzecim krokiem w tworzeniu wykresu Gantta jest oszacowanie czasu potrzebnego na wykonanie każdego zadania. Powinno to obejmować nie tylko rzeczywisty czas pracy, ale także czas potrzebny na wprowadzenie zmian lub poprawek. Po ustaleniu osi czasu dla każdego zadania, można je wykreślić na wykresie Gantta za pomocą poziomych słupków reprezentujących każde zadanie. Długość każdego słupka odpowiada czasowi trwania każdego zadania. Ostatnim krokiem jest śledzenie postępów projektu na wykresie Gantta. Ukończone zadania mogą być zaznaczane na wykresie, zapewniając wizualne wskazanie postępów. Jeśli jakieś zadania są opóźnione w stosunku do harmonogramu, będzie to natychmiast widoczne na wykresie Gantta, umożliwiając podjęcie szybkich działań w celu przywrócenia projektu na właściwe tory. Alternatywy dla wykresu Gantta Wykres Gantta nie jest jedynym narzędziem do zarządzania projektami. Istnieje wiele alternatyw, które warto rozważyć w zależności od charakteru projektu i preferencji zespołu. Jako te, które są najpopularniejsze, należy wskazać: Diagram sieciowy (PERT/CPM) Diagram Przebiegu Czasowego (Timeline) Tablica Kanban Narzędzia do zarządzania projektami online Wkrótce, o każdym z tych narzędzi opowiem nieco więcej w kolejnych wpisach. Podsumowanie Wykres Gantta jest doskonałym narzędziem w zarządzaniu projektami. Dzięki jego wykorzystaniu można skutecznie planować zadania, monitorować postępy projektu i dostarczyć produkty końcowe w terminie. Jednak należy pamiętać o zaletach i wadach wykresu Gantta oraz rozważyć inne alternatywy w zależności od specyfiki projektu. Zrozumienie metody ścieżki krytycznej i umiejętne tworzenie wykresu Gantta pozwolą na efektywne zarządzanie projektami i osiągnięcie sukcesu w biznesie. [...]
biznesowe ABC / marketing / psychologia biznesu / rozwój osobisty / zarządzanie zespołemW ostatnim artykule przytoczyłem szereg przykładów dotyczących tego, jak ludzie podchodzą do wyboru dostawcy usługi lub produktu, w jaki sposób cena wpływa na ich decyzje i pokazałem, że nie zawsze niska cena okazuje się skutecznym argumentem dla klientów do dokonywania zakupów. Dziś chciałbym pokazać kilka innych aspektów tego, co wpływa na decyzje zakupowe klientów. Chcę w tym celu posłużyć się kilkoma regułami, które w swojej książce “Wywieranie wpływu na ludzi” zawarł Robert Cialdini. Robert B. Cialdini, to amerykański psycholog społeczny, pisarz i wykładowca. Jest profesorem emerytowanym na Uniwersytecie Stanowym w Arizonie, gdzie przez wiele lat prowadził badania i wykładał z zakresu psychologii wpływu społecznego i negocjacji. Cialdini jest autorem bestsellerowej książki “Wywieranie wpływu na ludzi”, w której przedstawia sześć podstawowych zasad wpływu i sposobów, w jaki są one stosowane w różnych kontekstach, w tym w marketingu, sprzedaży i negocjacjach. Jego prace są szeroko uznawane i wykorzystywane w dziedzinie psychologii społecznej oraz biznesu. Reguła wzajemności Żeby zobrazować sobie tę regułę w praktyce możemy przytoczyć przykład sklepu kosmetycznego, który umożliwia klientom wypróbowanie próbek produktów przed zakupem. Klienci, którzy otrzymują próbki i są zadowoleni z efektów, są bardziej skłonni kupić pełnowymiarowe produkty.  Według tej zasady, ludzie mają naturalną tendencję do odpłacania innym za otrzymane korzyści. Kiedy otrzymamy coś od kogoś, czujemy się zobowiązani do odwzajemnienia tej przysługi lub daru. Wykorzystanie tej zasady polega na oferowaniu wartościowych i niespodziewanych korzyści, które zachęcają innych do rewanżu lub przyjęcia proponowanej propozycji. Inny przykład obrazujący tę regułę to wszelkie programy typu kluby lojalnościowe, w których członkowie otrzymują ekskluzywne korzyści, takie jak zniżki, dostęp do limitowanych edycji produktów lub wcześniejszy dostęp do wyprzedaży. Członkowie klubu czują się zobowiązani do dalszych zakupów i utrzymywania lojalności wobec marki. Także działanie eksperta w danej dziedzinie, który oferuje bezpłatne porady, wskazówki i udostępnia wartościową wiedzę na swojej stronie internetowej lub w mediach społecznościowych, jest doskonałym przykładem tej reguły. Odbiorcy, którzy otrzymują cenną informację, mogą być bardziej skłonni skorzystać z usług eksperta w przyszłości. Społeczny dowód słuszności Ta zasada opiera się na tym, że ludzie często kierują się postawą i działaniami innych w sytuacjach niepewnych. Jeśli widzimy, że inni ludzie zachowują się w określony sposób lub wyrażają pewne preferencje, skłonni jesteśmy pójść ich śladem. Wykorzystanie tej zasady polega na prezentowaniu społecznego dowodu, np. referencji, opinii innych ludzi lub statystyk, które wskazują na poparcie dla naszej propozycji. Przykładami tej reguły mogą być publikowane przez sklep internetowy recenzje i oceny produktu, usługi lub sprzedawcy, wszelkie komentarze i filmiki podkreślające zadowolenie z przeprowadzonej transakcji. Regułę tę reprezentują także wszelkie liczby lajków, udostępnień, followersów, wyświetleń materiałów na kanałach społecznościowych. Przykładem mogą być także wszelkie certyfikaty i nagrody branżowe, które podkreślają jakość i profesjonalizm oferty.Wszystkie te zasoby powodują, że osoby spotykające się pierwszy raz z naszą ofertą, na podstawie przedstawionych informacji wyrabiają sobie zdanie o produkcie lub usłudze, nawet jeśli jeszcze nie znają jej szczegółów. Reguła lubienia i sympatii Według tej zasady, ludzie są bardziej skłonni podjąć działania na rzecz osób, które lubią lub do których czują sympatię. Tworzenie pozytywnych relacji, nawiązywanie emocjonalnego połączenia i zyskiwanie zaufania innych są kluczowe w wykorzystaniu tej zasady. Przykładem zastosowania tej reguły może być tworzenie poczucia podobieństwa między marką a klientem, np. firma, która promuje wartości ekologiczne i zrównoważony rozwój, przyciąga klientów, którzy mają podobne przekonania i identyfikują się z takimi wartościami. Innym przykładem jest tworzenie pozytywnej atmosfery przez uśmiechniętych i przyjaznych pracowników firmy, którzy mogą przyczynić się do budowania sympatii i więzi z marką. Jeszcze inaczej tę regułę można zobrazować poprzez tworzenie relacji z klientami w oparciu o wspólne zainteresowania, pasje czy hobby. Na przykład, sklep muzyczny organizujący koncerty, warsztaty czy spotkania dla miłośników muzyki, przyciąga klientów, którzy czują się częścią społeczności i mają podobne zainteresowania. Reguła autorytetu Ta zasada opiera się na przekonaniu, że ludzie mają skłonność do podporządkowywania się autorytetom i ekspertom w danej dziedzinie. Wykorzystanie tej zasady polega na budowaniu wizerunku autorytetu, udostępnianiu swojej wiedzy i doświadczenia oraz wykorzystywaniu certyfikatów, nagród lub rekomendacji, które wzmocnią naszą wiarygodność. Najczęściej wykorzystanie tej reguły jest widoczne, gdy firma wykorzystuje rekomendację ekspertów, celebrytów lub znanych osobistości w reklamach i promocjach. Na przykład, gdy daną markę przypraw poleca znany kucharz, albo lek promuje osoba przedstawiająca się jako lekarz lub farmaceuta. Reguła ta jest także wykorzystywana, gdy firma tworzy wartościowe treści oparte na wiedzy ekspertów w danej branży. Przyczynia się to do ugruntowania autorytetu marki jako źródła kompetentnych informacji. Ponadto zwiększenie zaufania klientów do marki może być zwiększone dzięki przytoczeniu wyników badań naukowych lub danych liczbowych potwierdzających skuteczność lub jakość produktu lub usługi. Często stosowanym zabiegiem jest też oferta gwarancji lub zwrotu pieniędzy w razie niezadowolenia z zakupu. Zwiększa to autorytet marki, pokazując, że firma wierzy w jakość swoich produktów i gotowa jest z nimi stanąć do odpowiedzialności. Reguła niedostępności Ta zasada mówi o tym, że rzadkość lub ograniczony dostęp do czegoś sprawiają, że staje się ono bardziej pożądane. Kiedy coś jest trudno dostępne, ludzie odczuwają większą motywację, by to zdobyć. Wykorzystanie tej zasady polega na tworzeniu wrażenia rzadkości, ograniczonych ofert lub ekskluzywnych możliwości, co zachęca innych do podjęcia działań. Przykładem wykorzystania tej reguły w praktyce jest wydawanie limitowanych edycji produktów, które są dostępne tylko przez określony czas lub w ograniczonych ilościach, np. limitowana kolekcja ubrań, która jest dostępna tylko przez krótki okres. Może to być także oferta dostępności unikatowych produktów, których ilość jest ograniczona. Reguła ta działa także w formie ofert przedsprzedaży, w których klienci mogą zamawiać produkt przed jego oficjalnym wprowadzeniem na rynek. Ten zabieg często stosowany jest w branży technologicznej, gdzie nowe modele urządzeń są dostępne do zamówienia przed ich oficjalną premierą. Reguła zaangażowania i konsekwencji Według tej zasady, ludzie dążą do konsekwencji w swoim zachowaniu, aby być spójnymi z tym, co wcześniej zrobili lub powiedzieli. Jeśli ktoś zobowiąże się do czegoś lub poda pewne argumenty, będzie bardziej skłonny podjąć dalsze działania zgodne z tą wcześniejszą decyzją. Wykorzystanie tej zasady polega na wywoływaniu zaangażowania i uzyskiwaniu niewielkich zobowiązań, które pociągają za sobą konsekwencje i prowadzą do większych działań. Przykładem wykorzystania tej reguły może być stopniowe zwiększanie zaangażowania klienta w zakupy w danej marce – klient najpierw kupuje tańszy produkt, potem decyduje się na zakup droższego, aż wreszcie najdroższego. Charakterystyczne zachowanie w branży szkoleń on-line. Ta reguła ma także zastosowanie, gdy klient wyraża publicznie deklarację chęci zakupu produktu. Przykładem mogą być wszelkie pokazy produktów, gdzie podczas pokazu klienci proszeni są o wypowiedzenie pewnych deklaracji, z których później niezręcznie jest im się wycofać. Podsumowanie Wszystkie wymienione powyżej reguły mogą być stosowane w biznesie, by zwiększyć prawdopodobieństwo sprzedaży. Są to jednocześnie mechanizmy, które dają szansę na korzystne dla sprzedawcy modelowanie cen produktów i usług.  Praktyka rynkowa pokazuje, że zasady te działają doskonale, a klienci – nawet Ci świadomi – są podatni na zastosowane reguły i zachowują się zgodnie z przewidywaniami sprzedawców.  Należy jednak mieć świadomość istnienia tych reguł i nauczyć się przed nimi chronić, ponieważ czasem mogą one być wykorzystywane przeciwko nam w nieuczciwy sposób. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / technologia / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektamiCzy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak giganci biznesu radzą sobie z zarządzaniem swoimi projektami? Zawsze wydaje się, że mają wszystko pod kontrolą. Dzisiaj odkryjemy jedno z ich tajnych narzędzi – system zarządzania projektami webFirma. Co to jest webFirma? webFirma to zintegrowany system zarządzania, który umożliwia efektywne prowadzenie małych i średnich przedsiębiorstw. Składa się z różnych modułów, z których każdy realizuje inny zakres funkcji. Możemy tu znaleźć moduły kontrahentów, zamówień, sprzedaży, projektów, zadań, ofert, obsługi magazynu materiałów, zarządzania narzędziami, obsługi kompetencji pracowników i zarządzania flotą pojazdów. Cechy charakterystyczne webFirma Najważniejszą cechą systemu webFirma jest jego modułowy charakter. Każdy moduł jest niezależny, ale dane generowane przez każdy z nich są dostępne w innych modułach, w zakresie niezbędnym do ich funkcjonowania. webFirma oferuje również zintegrowaną aplikację mobilną, która umożliwia pracownikom na bieżąco śledzić przypisane im zadania i odnotowywać ich realizację, mają dostęp do projektów oraz ich kluczowych danych, mogą też dokonywać wpisów na temat zdarzeń związanych z pojazdami, urlopami, a także wiele innych. Zarządzanie projektami w webFirma Najbardziej rozbudowanym i centralnym modułem całego systemu webFirma jest moduł obsługi projektów. Łączy w sobie informacje z wielu innych modułów, a informacje, które są w nim zbierane i gromadzone, pozwalają na doskonały nadzór nad finansami w prowadzonych projektach. Moduł zarządzania projektami jest podzielony na kilka bloków tematycznych. W ich skład wchodzą parametry ogólne, dokumenty, przypomnienia, zadania i rozliczenia. Obsługa projektów w systemie Kluczowym mechanizmem w systemie webFirma jest moduł obsługi projektów. Narzędzie to pozwala na zbieranie wszelkich elementów finansowych związanych z realizacją projektów w jednym miejscu. Narzędzie pozwala na monitorowanie aspektów finansowych związanych z obsługą projektów dzięki podziałowi informacji na 3 grupy: symulacja wartości projektu, koszty rzeczywiste i faktury sprzedażowe. Rozwiązanie to stanowi doskonałe narzędzie ułatwiające prowadzenie firmy i monitorowanie finansów, w szczególności w tak trudnym aspekcie, jak realizacja projektów. Dodatkowe narzędzia w systemie System naszpikowany jest mechanizmami, które ułatwiają życie użytkownikom i umożliwiają im łatwe i szybkie docieranie do informacji, przechowywanie tych informacji, wykonywanie zadań, a także zestawień, raportów i podsumowań. Funkcjonalności systemu, które szczególnie cenią sobie użytkownicy to między innymi zarządzanie projektami zorientowane na pilnowanie budżetu projektu i zestawienie symulowanej wartości projektu (ofertowej) łącznie i z podziałem na jej składniki, z kosztami ponoszonymi w ramach postępów realizacji projektu oraz z wystawianymi na bieżąco fakturami. Integracja i rozbudowa Tworząc system webFirma przyjęto założenie, że każda firma jest inna i ma nieco inne potrzeby. Dlatego system jest w pełni gotowy na wprowadzanie do niego modyfikacji i zmian, które są wymagane przez klientów. Wszelkie prace związane z rozbudową, modyfikacjami lub integracją naszego systemu są także możliwe w terminie późniejszym – po kilku miesiącach lub nawet latach od pierwotnego zakupu oprogramowania, gdy firma zauważy już elementy, których usprawnienie jest jej zdaniem konieczne. Aplikacja mobilna webFirma posiada zintegrowaną aplikacje mobilną, dzięki czemu te funkcje systemu, które wymagają dostępu zdalnego, są obecnie możliwe do zrealizowania za pośrednictwem smartfona. Korzystając z aplikacji można zapoznać się z przypisanymi zadaniami, przejrzeć opis zadania, powiązane dokumenty. Aplikacja mobilna pozwala także na bieżące odnotowywanie zdarzeń związanych z użytkowanym przez pracownika pojazdem. Zarządzanie projektami To najbardziej rozbudowany i w zasadzie centralny moduł całego systemu. Łączy w sobie informacje z wielu innych modułów, a informacje, które są w nim zbierane i gromadzone – pozwalają na doskonały nadzór nad finansami w prowadzonych projektach. Podsumowanie webFirma to potężne narzędzie, które nie tylko ułatwia zarządzanie projektami, ale także pomaga w monitorowaniu finansów. Dzięki jego modularnej strukturze, można go dostosować do indywidualnych potrzeb firmy. Aplikacja mobilna ułatwia pracę zdalną, umożliwiając pracownikom na bieżąco śledzić swoje zadania i odnotowywać ich realizację. Jeśli szukasz efektywnego narzędzia do zarządzania projektami, webFirma może być idealnym rozwiązaniem dla Twojej firmy. [...]
biznes i zarządzanie / marketing / planowanie strategiczne / psychologia biznesu / rozwój osobistyW poprzednim artykule traktującym o zagadnieniu cen pisałem na temat tego, jakie są mechanizmy kształtowania cen. Jak firmy do tego podchodzą i z jakich zasad korzystają.  Dziś chciałbym nieco rozszerzyć to zagadnienie i pokazać kilka przykładów tego, jak działają klienci, jakimi mechanizmami się kierują wybierając dostawcę produktu lub usługi.  Częstym scenariuszem, z jakim każdy z nas ma do czynienia na rynku, jest pozyskiwanie klienta dzięki obniżeniu ceny produktu lub usługi. Zjawisku temu sprzyjają serwisy aukcyjne, marketplace’y oraz porównywarki cen. Istnieją także aplikacje służące do wyszukiwania wszelkich promocji dostępnych na rynku. Zjawisko to możemy opisać w taki sposób, że klient korzysta z naszych usług, ponieważ nasza oferta jest najtańsza. Wyszukuje dostawców towaru lub usługi i spośród wszystkich, którzy są dostępni, wybiera tego, u którego cena jest najniższa. Pytanie jednak, czy na takim kliencie powinno nam zależeć? Czy to jest klient, który powinien być w centrum naszego zainteresowania?  Sam fakt tego, że taki klient dotarł do nas wyłącznie dlatego, że zaproponowaliśmy mu najniższą cenę wskazuje na to, że gdy tylko ktoś inny zaproponuje mu cenę jeszcze niższą od naszej – klient zdecyduje się skorzystanie z oferty tego drugiego dostawcy. Należy spojrzeć także na rentowność współpracy z takim klientem. Na to, czy taki klient przynosi firmie zysk. Jaki był nasz koszt pozyskania takiego klienta i jaką efektywną marżę uzyskaliśmy na sprzedaży jemu naszej usługi lub produktu. Kilka lat temu przyszedł do mnie klient z pytaniem o koszt wykonania sklepu internetowego. Po wysłuchaniu oczekiwań klienta zaproponowałem mu wykonanie oprogramowania zgodnego z jego oczekiwaniami za kwotę X. Klient, wyraźnie obruszony, stwierdził, że student Marek obiecał mu wykonać taki sam sklep za 10% tej kwoty. Nie miałem, niestety, żadnych skutecznych kontrargumentów, ponieważ kwestia ceny dla mojego klienta była zagadnieniem absolutnie najważniejszym.  Nie śledziłem, przyznaję, dalszych losów sklepu tego klienta, ale zdziwiłem się, gdy mniej więcej rok później znów zawitał on do mojej firmy z pytaniem o koszt budowy sklepu internetowego z funkcjonalnościami identycznymi, o jakich rozmawialiśmy rok temu. Zapytałem o to, co się stało ze studentem Markiem i jego ofertą. Dowiedziałem się, że student Marek sklep wykonał, uruchomił, zainkasował pieniądze… po czym zniknął. Teraz klient chciałby dokonać zmian w sklepie, jakichś modyfikacji, rozbudowy, ale autor oprogramowania zapadł się pod ziemię.  Odpowiedziałem, że moja oferta jest nadal aktualna i za cenę X mogę wykonać sklep od zera. Nie byłem zainteresowany kontynuowaniem prac, jakie wykonał student Marek. Z wielu powodów. W odpowiedzi usłyszałem, że za 10% tej ceny klient ma ofertę od studenta Roberta, który dokona aktualizacji tego sklepu. I znów na tym zakończyliśmy rozmowę. Ten klient przychodził do mojej firmy jeszcze dwukrotnie – za każdym razem z mniej więcej takim samym finałem. Nigdy nie doszło do realizacji żadnego zlecenia.  Klient, pomimo tego, że znał jakość naszych usług, i tak nie zdecydował się na to, by z nich skorzystać, godząc się na różne negatywne konsekwencje zakupu usług gorszej jakości. Ale ja nie zamierzałem zabiegać o to, by ten klient zlecił nam realizację swojego projektu. Wiedziałem bowiem, że nie będzie to perspektywiczna współpraca.  Z drugiej strony wielokrotnie udało mi się przekonać klientów do skorzystania z naszych usług, pomimo tego, że oferowana przez nas usługa wydawała się identyczna do oferty konkurencji, ale nasza cena była wyższa. Za każdym razem, gdy taka sytuacja miała miejsce, byłem w stanie merytorycznie uzasadnić różnice w jakości usługi, jaką oferujemy klientowi. W efekcie – przekonać go do skorzystania z usług naszej firmy. Bardzo ważnym aspektem w kontekście ustalania ceny jest kwestia doświadczenia klienta – jakiejkolwiek wartości dodanej, np. jakości obsługi, dodatkowej usługi, lojalności czy nadzwyczajnego zaangażowania z naszej strony – czegokolwiek, co jako parametr pozacenowy pozwoli nam zainteresować klienta naszą ofertą i doprowadzić do tego, by wybrał ją z szeregu ofert konkurencyjnych.  Mówimy o doprowadzeniu do sytuacji, w której ostatecznie klient nie do końca szuka oferty o najniższej cenie, bo interesuje go konkretnie nasza oferta. Dzięki temu, że jakość naszych usług jest wyższa, jesteśmy dostępni, a czas reakcji na zgłoszenie jest krótszy – klient decyduje się nawet zapłacić nieco więcej, ale pomimo wszystko skorzysta z naszej oferty. Należy pamiętać, że często produkty czy usługi oferowane przez różnych dostawców są identyczne lub porównywalne wyłącznie na pierwszy rzut oka. Gdy przyjrzymy się im bliżej – różnice są na tyle duże, że produkty stają się nieporównywalne. To zagadnienie stanowi ciekawy sposób na to, by w sytuacji oferowania produktu lub usługi, która jest popularna na rynku – uniemożliwić klientom porównanie jej z ofertą konkurencji. Przykładowo, gdy sprzedajemy produkt, który znajduje się również w ofercie wielu innych dostawców, możemy dołączyć do niego jakieś gratisy, dodatkowe usługi, coś, co nas wyróżni na tle konkurencji i uniemożliwi klientowi bezpośrednie porównanie ofert.  Ten zabieg doskonale zadziała w sytuacji produktów sprzedawanych przykładowo na Allegro, gdzie gratisem może być jakiś niedrogi produkt utrudniający klientowi porównanie naszego produktu z produktem konkurencji i sprawiający wrażenie większej wartości nabywanego pakietu. Analogicznie zasada ta zafunkcjonuje, gdy do sprzedawanego komputera dodasz darmową roczną licencję na program antywirusowy. Albo do budowanej strony internetowej dorzucisz roczną opłatę za domenę i hosting w cenie wykonywanej usługi.  Na wybór naszej oferty ma też wpływ zaufanie, jakim darzy nas klient. Dotychczasowe doświadczenie, renomę i markę, jaką cieszymy się na rynku. Często, gdy klient zna naszą firmę, ufa nam i ma pozytywne doświadczenia z nią związane, jest skłonny zapłacić znacznie więcej.  Z drugiej strony zdarza się, że klient wysokość ceny traktuje jako miernik jakości produktu lub usługi za tą ceną stojącej. Nie chce skorzystać naszej oferty, bo traktuje ją jako nieprofesjonalną, ze względu na niewiarygodnie niską cenę.  Taka sytuacja zdarzyła się kilka razy w mojej dotychczasowej karierze, że klient nie zdecydował się na usługi mojej firmy, ponieważ cena, jaką zaproponowaliśmy, była w jego ocenie zbyt niska. Pomimo tego, że w naszej ocenie był to dobrze policzony kontrakt, zabezpieczający nasz interes i wystarczająco wysoką marżę. W książce “Wywieranie wpływu na ludzi” autorstwa Roberta Cialdiniego przedstawiony jest interesujący przykład związany z podniesieniem cen i jego wpływem na zainteresowanie produktem. Autor opowiada o historii związanej z ozdobami ze skorupy żółwia – sklep próbował je sprzedać, ale nie cieszyły się one zainteresowaniem klientów. W końcu właścicielka sklepu postanowiła się pozbyć tych przedmiotów i przed wyjazdem na urlop poprosiła, żeby pracowniczka obniżyła ceny wszystkich tych przedmiotów o połowę. Liczyła, że tym sposobem doprowadzi do sprzedaży wszystkich ozdób. Po powrocie z urlopu zdziwiła się, bo okazało się, że faktycznie – wszystkie ozdoby zostały sprzedane. Znacznie większego zaskoczenia doznała jednak, gdy dowiedziała się, że pracowniczka zamiast obniżyć cenę o połowę – omyłkowo podniosła ją dwukrotnie.  W efekcie, klienci, nieznający rzeczywistej ceny tych ozdób, byli w stanie zapłacić za nie znacznie wyższe kwoty. Byli przekonani, że wyroby muszą być wyjątkowe, skoro są tak drogie. Zwiększenie cen stworzyło efekt pożądania i wywołało większe zainteresowanie produktem. Nie zawsze więc zasadnym jest obniżanie ceny naszych usług – czasem należy przyjąć zupełnie odwrotny kierunek zmiany cen, aby osiągnąć komercyjny sukces. Niezależnie od rzeczywistej wartości produktu lub usługi. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / komunikacja / marketingWiele razy spotykam się z pytaniami na temat tego, jak ustalać ceny usług lub towarów. Co zrobić, by sprzedaż oferowanych dóbr odbywała się na takich zasadach, by nasza firma stale posiadała płynność finansową i odporność na zmieniające się warunki rynkowe.  Oczywiście, odpowiedź na te pytania nie jest prosta i zależy od wielu czynników.  Nieco inaczej podchodzi się do szacowania ceny produktów i usług wytwarzanych przez naszą firmę, a inaczej do towaru handlowego – kupowanego u naszego dostawcy i sprzedawanego klientowi z marżą. Inaczej sprawa wygląda z wyceną produktu, który został już wytworzony i posiadamy go już w naszym magazynie, a inaczej, gdy wyrób wymaga dopiero wytworzenia.W sposób szczególny cena będzie zależna od tego, czy produkt, który mamy już na magazynie, należy do grupy wyrobów posiadających termin przydatności – w szczególności, gdy termin przydatności wyrobu zbliża się ku końcowi. Znaczenie dla ustalania ceny będzie miała także popularność danego produktu na rynku (popyt), oraz wielkość i siła naszej konkurencji (podaż). Jeśli popularność produktu jest duża, a jego dostępność niska – możemy sobie pozwolić na windowanie ceny. Jeśli natomiast podaż oferowanego przez nas produktu jest duża, przewyższająca popyt, to musimy być ostrożni ustalając ceny naszych wyrobów. W ostatnim czasie ceny wielu dóbr poszybowały wysoko ze względu na to, że ich dostępność została znacząco ograniczona, a terminy dostaw poważnie wydłużone. Do dziś obserwujemy tę sytuację między innymi na rynkach motoryzacyjnym, teletechnicznym i automatyki przemysłowej. Producenci i dostawcy natychmiast wyczuli okazję do podniesienia cen i pomimo tego, że koszty produkcji tych wyrobów nie wzrosły znacząco – ich ceny rynkowe podskoczyły nawet o kilkadziesiąt procent. Pomimo tak dużego wzrostu cen, nie wpłynęło to negatywnie na popyt. Brak dostępności rynkowej tych produktów powoduje nadal znaczne nimi zainteresowanie i każdy dostępny produkt jest sprzedawany niemal na pniu. W przypadku dóbr, które są wytworem naszej firmy, standardowym podejściem do ustalenia ceny wydaje się bazowanie na rzeczywistym koszcie wytworzenia produktu lub usługi i dodanie oczekiwanej marży.  Aby zmierzyć koszt wytworzenia, musimy uwzględnić wszelkie składniki – zarówno koszty bezpośrednie (czyli: koszty surowców i materiałów, koszty pracy bezpośredniej, maszyn i sprzętu, energii i paliwa, opakowań, oraz transportu), jak i pośrednie (koszty wynagrodzeń personelu administracyjnego, wynajmu i utrzymania budynków, koszty ogólnego zarządu, marketingu i reklamy, badania i rozwoju, a także ogólnych usług wspólnych).  Po określeniu faktycznego kosztu wytworzenia wyrobu lub usługi możemy dodać marżę wynikającą z zasad i regulacji panujących w danym przedsiębiorstwie. Można także wziąć pod uwagę uwarunkowania wynikające z zasad panujących w branży, wpływ konkurencji, lub sezon. W dużym uproszczeniu, gdy łączny koszt wytworzenia produktu lub usługi wynosi 100 zł, a marża została ustalona na poziomie 30%, to ostateczna cena osiągnie wartość 130 zł. Jeśli reprezentujemy branże wysokomarżowe (np. branża farmaceutyczna, technologia, oprogramowanie, luksusowe dobra, lotnictwo), w których poziomy marżowości niektórych wyrobów sięgają poziomu kilkuset procent, to analogicznie, przy koszcie 100 zł, ostateczna cena może osiągnąć przykładowy poziom 1000 zł.  Ceny znacznie łatwiej jest ustalać dla produktów lub usług o charakterze powtarzalnym. Przykładowo w branży produkcyjnej producent jest w stanie dokładnie określić koszt wytworzenia wyrobu gotowego. Jeśli jednak wykonujemy urządzenia prototypowe lub realizujemy projekty o innowacyjnym charakterze, to nigdy nie mamy pewności ile czasu zajmie nam realizacja całości projektu, a tym samym jakie zasoby nam on pochłonie i jakie koszty za sobą poniesie. Często też spotykam się ze stwierdzeniem, szczególnie popularnym wśród przedstawicieli jednoosobowych firm i freelancerów, że mają za dużo zleceń, żeby je przerobić, a jednocześnie na koncie bankowym tego natłoku nie widać. Sugeruję wtedy, że warto rozważyć podniesienie cen usług – wtedy ilość klientów zmaleje, bo Ci, którym zależało wyłącznie na niskiej cenie odejdą, ale z pewnością zostaną Ci, których udało nam się przekonać do jakości naszej pracy. W efekcie ilość pracy znacząco zmaleje, a łączna wartość przychodów prawdopodobnie pozostanie na dotychczasowym poziomie. Jako bonus pozostanie czas na relaks, odpoczynek, douczanie się, lub poszukiwanie nowych klientów. Firmy stosują także różne działania związane ze swoją polityką cenową. Mogą one polegać na obniżeniu początkowej ceny produktu, dzięki czemu klient decyduje się na jego zakup, a gdy staje się już “uwiązany” – zasady współpracy ulegają zmianie i ceny usług drastycznie rosną. Czasem pojawiają się także różne okazje rynkowe. W takich sytuacjach, gdy firma ma świadomość, że jest jedynym dostawcą danej usługi lub produktu, a klient jest zmuszony do jego zakupu, wtedy w naturalny sposób pojawia się zachęta do podniesienia ceny. Jeden ze spektakularnych przykładów takiej transakcji był autorstwa Francuza, znanego jako Gustave Eiffel. Gustave Eiffel, genialny inżynier i konstruktor, zabrał się za realizację swojego ambitnego projektu – budowę monumentalnej żelaznej wieży w samym sercu Paryża. Przez wiele lat poświęcił swoje zasoby, umiejętności i energię na stworzenie czegoś wyjątkowego, co miało wprawić świat w zachwyt. Jednak w trakcie budowy wieży, Gustave Eiffel napotkał poważne trudności finansowe. Koszty materiałów, pracowników i innych elementów budowy przekraczały pierwotne prognozy. Konstruktor znalazł się w sytuacji, w której potrzebował dodatkowych środków finansowych, aby utrzymać projekt przy życiu. W tym samym czasie, w odległym kraju, istniała firma budowlana prowadzona przez znanego przedsiębiorcę Ferdinanda de Lessepsa. De Lesseps był zaangażowany w budowę innego ambitnego przedsięwzięcia – Kanału Panamskiego. Jednak i on napotkał trudności finansowe w trakcie realizacji projektu. Wielki umysł Gustava Eiffela doszedł do niezwykłej koncepcji, która mogła pomóc rozwiązać problemy finansowe obu stron. Eiffel zaproponował De Lessepsowi sprzedaż swojego systemu śluz stalowych, które miał zastosować przy budowie Wieży Eiffela. System ten był efektem jego badań i doświadczenia w dziedzinie konstrukcji metalowych. De Lesseps z zainteresowaniem przyjął propozycję Eiffela. Był pod wrażeniem jakości i innowacyjności systemu śluz stalowych oraz widział w nich szansę na rozwiązanie własnych problemów finansowych. Umowa została podpisana, a sprzedaż śluz stalowych doszła do skutku. Wartość transakcji została ustalona na kwotę mniej więcej dziesięciokrotnie wyższą, niż wartość całej inwestycji związanej z budową wieży Eiffela. Dzięki uzyskanym środkom finansowym z transakcji, Gustave Eiffel zyskał spokój i stabilność finansową. Był w stanie skupić się na dalszych etapach budowy wieży i realizować swoją wizję. Pomysłowość, innowacyjność i determinacja Eiffela przyczyniły się do sukcesu Wieży Eiffela, która stała się ikoną nie tylko Paryża, ale i całego świata. Ustalanie ceny sprzedaży produktów i usług jest kluczowym aspektem prowadzenia biznesu. Cena, za którą firma sprzedaje swoje dobra, musi być tak skomponowana, żeby wystarczyła na zapłacenie wynagrodzeń pracownikom, opłacenie wszystkich kosztów prowadzenia działalności, w tym wszelkich danin państwowych – podatków, ceł, składek i opłat.  Ważne jest też by przewidzieć potrzebę przyszłych inwestycji i zakupów, jakie firma będzie musiała poczynić. Jeśli nie zabezpieczy środków na ten cel, może utracić zdolność do bieżącego realizowania zamówień od swoich klientów i popaść w kłopoty.  Konieczne jest także, by uwzględnić zmienność koniunktury rynkowej. Szczególnie czas, gdy ilość zamówień zmaleje, a firma będzie nadal musiała ponosić stałe koszty swojej działalności. Który z przedstawionych powyżej sposobów firma zastosuje w swojej działalności, nie ma znaczenia, jeśli sposób ten okaże się skuteczny. Bo przecież w każdej firmie na koniec dnia chodzi o to samo.  O zysk. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / organizacja pracy / zarządzanie projektamiCzęsto, gdy rozpoczynamy współpracę z nowym klientem, a przedmiotem naszego zlecenia jest wdrożenie oprogramowania usprawniającego pracę przedsiębiorstwa, zaczynamy od rozmów. Spotykamy się z osobami, które znają firmę od środka, wiedzą, jakie są jej potrzeby, znają na wylot procesy zachodzące w firmie i naszą rolą jest przenieść ich wizję zmian do świata cyfrowego.  Rozmawiamy, słuchamy, zadajemy (często trudne) pytania, szkicujemy przebiegi procesów, schematy zależności, poziomy uprawnień – wszystko po to, by zarysować kształt docelowego oprogramowania. Pomimo tego, że po serii takich spotkań mamy już praktycznie komplet informacji na temat tego, jak ma wyglądać docelowy system informatyczny, ja zwykle proszę o możliwość przeprowadzenia wizji lokalnej. W praktyce polega to na tym, że jadę do miejsca, w którym toczy się życie firmy, do jej siedziby, magazynów, fabryki. Chcę zobaczyć jak pracownicy mają zorganizowane miejsce pracy, jak realizowana jest ich codzienność, jak się poruszają w miejscu pracy, w jaki sposób przekładają przedmioty, gdzie je odkładają i jak je później odnajdują. Obserwacje te dotyczą pracowników biurowych, ale też produkcyjnych i magazynowych – wszystko zależy od specyfiki i branży, w jakiej działa firma. I od tego, jaki jest zakres naszych prac – czego od nas oczekuje zleceniodawca. Obserwacja, którą wtedy prowadzę, ma na celu zrozumienie struktury firmy, wczucie się w jej rytm, w bicie jej serca. W efekcie pozwala na odnalezienie miejsc, w których informatyzacja rzeczywiście ma szansę pomóc, poprawić wydajność pracy i wyeliminować wąskie gardła. Czasem potwierdza się wizja osób, z którymi wcześniej rozmawialiśmy, ale jednak bardzo często moje doświadczenie pozwala wskazać klientowi rozwiązania lepsze i bardziej optymalne niż pierwotnie proponowane.  Niemal zawsze z takiej obserwacji wynikają wnioski, które nie dotyczą bezpośrednio struktur informatycznych ani oprogramowania. Pomagają jednak usprawnić pracę firmy, poprawić komfort pracy załogi, ograniczyć koszty. Czasem wystarczy niewielka zmiana w procedurach, procesach lub nawet ustawieniu elementów wyposażenia. Kilka lat temu zostaliśmy poproszeni o to, by stworzyć oprogramowanie, które będzie ułatwiało pracownikom firmy realizację procesów związanych z produkowanymi przez nią komponentami. Otrzymaliśmy specyfikację oczekiwanych funkcji programu, więc teoretycznie, po uzgodnieniu warunków kontraktu, mogliśmy zabrać się do pracy.  Zaproponowałem jednak, że chciałbym zobaczyć zakład, pobyć w nim chwilę i poobserwować pracowników w trakcie wykonywanych zadań. Po krótkim czasie miałem już stworzoną listę sugestii, których wdrożenie wydawało mi się niewielkim kosztem, a które będą miały pozytywny wpływ na poprawę jakości i wydajności pracy załogi. Wszystkie te sugestie, które dotyczyły kwestii informatycznych, spotkały się z akceptacją osób zarządzających firmą i zostały włączone do struktury projektowanego oprogramowania.  Jedna z nich jednak nie była sugestią informatyczną – raczej organizacyjną. Zauważyłem, że pięciu pracowników średnio co 10 minut przemierza kilkumetrowy dystans do stojącego pod ścianą regału, zabierając z niego komponenty, z których składa fragmenty wytwarzanego przez siebie wyrobu. Regał ten był wspólny dla nich wszystkich, postawiony został pod jedną ze ścian pomieszczenia, w którym Ci pracownicy się znajdowali. Wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku.  Zasugerowałem jednak, żeby nieco przearanżować środowisko pracy tych pięciu dżentelmenów: ich stanowiska ustawić w formie okręgu, a ów regał – w jego środku. Szybko wdrożono sugerowaną zmianę.  Zmierzyliśmy czas, który dzięki tej zmianie udało się zaoszczędzić.  “Tyle zamieszania o marną minutę” – usłyszałem. Faktycznie – minuta. 60 sekund. Tylko tyle udało się zaoszczędzić przez tę całą przeprowadzkę. Szkoda zachodu, prawda? Ale……policzmy szybko: 60 sekund, 6 razy w ciągu godziny, 160 godzin w miesiącu, 12 miesięcy w roku i to wszystko dla 5 osób. Przy założeniu kosztu roboczogodziny tych pracowników na poziomie 40 zł brutto daje oszczędność roczną na poziomie około 40 tysięcy złotych. Komentarz zasadności tej zmiany jest, jak sądzę, zbędny. Innym razem brałem udział w realizacji projektu na wdrożenie oprogramowania w pewnej firmie, której głównym profilem działalności była produkcja komponentów z tworzyw sztucznych. Pierwotnie firma była zainteresowana wykonaniem oprogramowania do obsługi biura i zarządzania kontaktami z klientami. Firma akurat była na etapie kończenia budowy hali produkcyjnej i po wstępnych uzgodnieniach dotyczących oprogramowania pojechałem zapoznać się z wykańczanym obiektem. Otrzymałem jego projekty, rzuty kolejnych przestrzeni, wraz z naniesionymi obszarami, w których mają być rozlokowani pracownicy biurowi, stanowiska produkcji, a także punkty dostaw, rozładunku oraz magazynowania materiałów do produkcji i wyrobów gotowych.  Po bliższej analizie okazało się, że osoba projektująca obiekt, wygospodarowała dla pracowników biurowych wspólną przestrzeń, ułatwiając tym samym możliwość jej ogrzania, utrzymania w pewnym standardzie wykończenia i czystości. Niestety, spowodowała jednocześnie pewne uproszczenia, w wyniku których zlokalizowała biuro kierownika produkcji w takim miejscu, że wprawdzie miał on dobrą widoczność na całą halę produkcyjną, ale droga, która prowadziła do jego biura, wiodła przez “kilometry” korytarzy oraz schody. Dotarcie kierownikowi produkcji na halę, lub pracownikom produkcyjnym do biura kierownika, zajmowało konkretne minuty.  Dotychczas pracownicy produkcyjni kontaktowali się regularnie ze swoim szefem osobiście, co w nowych warunkach miało okazać się bardzo kosztowne. Policzyliśmy, że koszt takich wycieczek może sięgać nawet 100 tysięcy złotych rocznie.  Dlatego zaproponowanym rozwiązaniem było postawienie w kilku miejscach hali urządzeń komputerowych, które miały na celu prezentację wybranego wycinka informacji, właściwych dla każdego z pracowników, który z tego urządzenia będzie korzystał. Konkretnych zadań dla konkretnego pracownika.  Udało się osiągnąć sytuację, w której dotarcie każdego z pracowników produkcyjnych do najbliższego urządzenia zajmowało kilka sekund, więc uniknięto marnowania czasu na przemieszczanie się pracowników po całym obiekcie. Ponadto, wprowadzenie takiego rozwiązania informatycznego spowodowało, że kierownik produkcji mógł skupić się w pełni na swojej pracy i w sposób niezakłócony układać harmonogram produkcji zakładu, nie będąc nieustannie odrywany pytaniami swoich podwładnych, którzy przestali go nawiedzać. Kilka lat temu pewna firma poprosiła nas o stworzenie dedykowanego oprogramowania do obsługi ich firmy. Opowiedziano nam historię tego jak firma powstała, jak się rozwijała, jak działa obecnie. Jakie realizuje procesy, jakie są kluczowe zagadnienia obsługiwane przez pracowników, gdzie znajdują się niebezpieczeństwa i pułapki. Teoretycznie: wszystko co potrzebne do wykonania projektu systemu, kosztorysu prac, a w efekcie do budowy programu. Bliższa analiza procesów zachodzących w tej firmie ujawniła jednak, że jej pracownicy obecnie wykonują pewne czynności, które nie zostały wskazane jako niebezpieczeństwa czy pułapki i których projektowany przez nas program nie miał obsługiwać.  Firma otrzymywała od swoich zleceniodawców listy z zamówieniami, które Ci przesyłali mailem w postaci załącznika w formacie pliku excel. Trzej pracownicy firmy odbierali te maile, otwierali każdy z załączników osobno, a następnie kopiowali ich zawartość do jednego wspólnego pliku excel stworzonego na potrzeby firmy. Następnie w trakcie realizacji zamówienia dokonywali modyfikacji w tym wspólnym pliku excel, aktualizując informacje dotyczące każdego z zamówionych produktów. W chwili, gdy całe zamówienie osiągało status pełnej gotowości do odesłania do zleceniodawcy, pierwotny plik excel był aktualizowany i odsyłany mailem na adres, z którego przyszedł.  Pomijając koszty obsługi tego typu procedury – oszacowaliśmy je na kwotę 180 tysięcy rocznie – ilość potencjalnych miejsc do popełnienia błędu czy pomyłki była tak duża, że natychmiast postanowiliśmy zastąpić tę procedurę mechanizmem automatycznym.  Obecnie klienci nadal wysyłają do firmy maile z załącznikami w formacie excel, ale odbiera je już automat, zawartość plików samodzielnie kopiuje do bazy danych, aktualizuje wraz ze zmianą statusów realizacji zleceń, a po zakończeniu obsługi zamówienia – tworzy wiadomość wraz z załącznikiem i odsyła do zleceniodawcy.  Ta optymalizacja pozwoliła wyeliminować klientowi mnóstwo nerwów związanych ze zdarzającymi się błędami i pomyłkami, ale przede wszystkim zaoszczędzić blisko 180 tysięcy złotych rocznie.    Procesy optymalizacji są znane od dziesiątek lat – warto z nich czerpać wzorce, podpatrywać i uczyć się. Szczególnie, że ich efektywne wprowadzenie potrafi oszczędzić spore ilości zasobów wdrażającej je firmie. Warto jest wzorować się na takich innowatorach, jak Henry Ford, który był znanym przedsiębiorcą i pionierem przemysłu motoryzacyjnego. Jego firma, Ford Motor Company, była odpowiedzialna za wprowadzenie linii produkcyjnej do produkcji samochodów. Ford zdawał sobie sprawę, że poprzez optymalizację procesu produkcyjnego można zwiększyć wydajność i obniżyć koszty. Wprowadził wiele innowacji, takich jak taśma montażowa, która umożliwiała jednoczesne wykonywanie różnych operacji na samochodach. Dzięki tej optymalizacji Ford zrewolucjonizował branżę motoryzacyjną i uczynił samochody bardziej dostępnymi dla szerokiej rzeszy ludzi. Inny światowy lider z branży automotive, Toyota, jest znana z zastosowania zasad Lean Manufacturing w celu optymalizacji swoich procesów produkcyjnych. Koncepcja Lean Manufacturing opiera się na eliminowaniu marnotrawstwa, redukcji zapasów, ciągłym doskonaleniu i zaangażowaniu pracowników. Toyota wykorzystuje różne narzędzia i techniki, aby zminimalizować straty, zwiększyć wydajność i zapewnić jakość swojej produkcji i wyrobów.  Przykładem z innej branży jest światowy gigant handlu elektronicznego, firma Amazon. Firma skupiła się na optymalizacji swojej logistyki, aby zapewnić szybkie i efektywne dostawy. Wykorzystując zaawansowane algorytmy i technologie, Amazon zoptymalizował zarządzanie magazynami, trasowanie przesyłek oraz harmonogramowanie dostaw. Dzięki temu firma może obsługiwać duże ilości zamówień i realizować dostawy w krótkim czasie. Wprowadzenie optymalizacji procesów w firmach przynosi liczne korzyści, takie jak zwiększona wydajność, obniżenie kosztów, poprawa jakości oraz wzrost konkurencyjności na rynku. Dążenie do doskonałości poprzez optymalizację przyczynia się do efektywniejszego działania firmy i osiągania lepszych rezultatów. Należy jednak pamiętać, że identyfikacja procesów wymagających optymalizacji jest znacznie trudniejsza dla osób, które znajdują się we wnętrzu organizacji i często osoby z zewnątrz łatwiej i szybciej wyłapują drobne niuanse, których poprawa w skali firmy może przynieść znaczące korzyści. [...]
biznes i zarządzanie / planowanie strategiczne / rozwój osobisty / technologia / zarządzanie projektamiKiedy zaczynaliśmy budowę naszego projektu dokładnie wiedzieliśmy jak ma on wyglądać. Wiele czasu i energii poświęciliśmy na to, by zbadać wszystkie ważne kwestie: rynek, klientów, konkurencję, potencjał rozwoju, finanse.  Na bazie pozyskanej wiedzy zbudowaliśmy makietę projektu, dzięki której wiedzieliśmy jak w detalach będzie wyglądał zrealizowany produkt. Jakie elementy aplikacji będą odpowiadały za co, co się wydarzy, gdy użytkownik kliknie tu, a co, gdy kliknie tam. Wszystko zaprojektowane zgodnie z najnowszymi trendami, nowoczesne, nie pozostawiające wątpliwości, że za aplikacją stoją profesjonalni twórcy.  Makieta została też dopieszczona pod względem UX’owym – czyli dopracowana została kwestia intuicyjności poszczególnych elementów aplikacji. Nowy użytkownik miał czuć się w naszej aplikacji jak w domu. Jakby korzystał z niej od lat, a nie zainstalował ją sobie 2 minuty temu. Miał dokładnie wiedzieć co ma zrobić, by osiągnąć oczekiwany efekt. Co może zrobić i w jaki sposób. Pokazaliśmy makietę ludziom – potencjalnym przyszłym klientom naszej aplikacji. Zgłosili nam szereg uwag, które skrzętnie odnotowaliśmy, a następnie uwzględniliśmy w kolejnych wersjach makiety. Pozwoliło to uzyskać świetny efekt w postaci finalnej wersji makiety. Byliśmy w punkcie, gdzie makieta była doskonale poukładana, zaprojektowana, zbadana, więc nie pozostało już nic innego, tylko zająć się oprogramowaniem całego systemu. Zebraliśmy zespół i zaczęliśmy sukcesywną, wytężoną pracę.  Jak to zwykle bywa już w trakcie trwania prac programistycznych pojawiły się sygnały, że czegoś nie przewidzieliśmy, że coś wymaga dodatkowej weryfikacji, zaprojektowania lub odrębnych ustaleń. Gdy jednak doszliśmy do momentu, że mogliśmy pokazać światu gotową aplikację – owe wątpliwości zaczęły się piętrzyć. Trochę ujawniły się nieprzewidziane problemy techniczne, a trochę rynkowe. Na niewiele z nich mieliśmy wcześniej wpływ – niektóre po głębszym drążeniu zagadnienia mogliśmy przewidzieć już na początku, ale większość była dla nas wcześniej zupełnie niedostępna. Okazało się, że na tym etapie jedyne, co nam pozostaje, to delikatnie przemodelować pierwotne założenia aplikacji. Zmienić w kilku miejscach koncepcję marketingową, przyjętą strategię monetyzacji i wejścia na rynek. Ta, którą założyliśmy pierwotnie, przestała być rynkowa, przestała być wystarczająco atrakcyjna i nie miała szansy na osiągnięcie zakładanej skali sukcesu. Rynek zmusił nas do zmiany obranego pierwotnie kierunku, którym podążaliśmy od wielu miesięcy, wierząc w jego słuszność. Do wykonania pivotu.  PIVOT Pivot to strategiczne przekierowanie lub zmiana kierunku biznesowego firmy w odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe, sytuację konkurencyjną lub wynikające z badań i analiz wnioski. Pivot ma na celu dostosowanie strategii firmy w celu osiągnięcia większego sukcesu, zwiększenia konkurencyjności lub znalezienia nowych źródeł wzrostu. Pivot jest często stosowany, gdy pierwotny model biznesowy nie przynosi oczekiwanych wyników, a firma musi podjąć działania mające na celu przekształcenie lub ulepszenie swojego produktu, usługi, rynku docelowego lub modelu działania. Pivoting może mieć różne formy, w zależności od potrzeb i możliwości firmy. Może obejmować zmianę produktu, zmianę grupy docelowej, zmianę strategii marketingowej, zmianę modelu przychodów lub inne krytyczne zmiany, które mają na celu poprawę perspektyw rozwoju. Proces pivotowania jest stosunkowo powszechny w świecie firm, szczególnie startupów. Wielu startupów doświadcza trudności na początku swojej działalności, a niektóre muszą dokonać zmiany strategii, aby przetrwać i odnieść sukces. Szacuje się, że znaczna część startupów przeprowadza pivot w ciągu swojego istnienia. Niekiedy nawet kilkukrotnie. Nawet znani pivotowali A może lepiej byłoby powiedzieć, że stali się znani dzięki temu, że pivotowali. Prawdopodobnie, gdyby tego nie zrobili, albo zrobili w inną stronę, o projektach tych nikt by nie usłyszał. A dzięki udanemu pivotowi – dziś zna ich cały świat i osiągnęli wielki sukces. Twitter: Pierwotnie platforma nosiła nazwę Odeo i była skoncentrowana na podcastingu. Po pojawieniu się konkurencji w postaci iTunes, zespół zdecydował się na pivot i przekształcił Odeo w platformę społecznościową Twitter. Instagram: Na początku Instagram był znany jako Burbn, aplikacja do lokalizacji i udostępniania zdjęć. Po analizie rynku i obserwacji, że użytkownicy najbardziej doceniali funkcję udostępniania zdjęć, firma przeprowadziła pivot i skoncentrowała się na tworzeniu platformy społecznościowej opartej na udostępnianiu zdjęć, co zaowocowało ogromnym sukcesem. Slack: Początkowo firma tworzyła grę komputerową, ale po niepowodzeniu zdecydowała się skoncentrować na tworzeniu narzędzia komunikacyjnego dla zespołów, co przyniosło im ogromny sukces. W polskim ekosystemie startupowym również istnieją przykłady firm, które przeprowadziły pivot i osiągnęły sukces w nowym kierunku. Oto kilka znanych polskich startupów, które przeszły pivot: Booksy: Początkowo Booksy był platformą umożliwiającą rezerwację i zarządzanie wizytami w salonach kosmetycznych. Jednak później firma zauważyła większy potencjał w sektorze usług fryzjerskich i przeprowadziła pivot, skupiając się na rezerwacjach w salonach fryzjerskich. Ta zmiana strategiczna przyniosła Booksy znaczny wzrost i umocniła ich pozycję jako jednej z wiodących platform rezerwacji usług w Europie. DocPlanner: Początkowo DocPlanner był serwisem społecznościowym dla lekarzy, jednak z czasem zauważono większe możliwości w branży medycyny estetycznej i serwis przeprowadził pivot, koncentrując się na rezerwacji wizyt u dermatologów, chirurgów plastycznych i innych specjalistów medycyny estetycznej. DocPlanner odniósł duży sukces i obecnie jest jednym z największych serwisów rezerwacji wizyt medycznych na świecie. Brainly: Brainly rozpoczął działalność jako platforma edukacyjna oparta na modelu crowdsourcingu, gdzie uczniowie mogli zadawać pytania i otrzymywać odpowiedzi od innych użytkowników. Jednak w wyniku analizy rynku i potrzeb użytkowników, firma zdecydowała się na pivot i rozwinęła się w kierunku platformy edukacyjnej opartej na społeczności, która oferuje zarówno funkcje crowdsourcingu, jak i treści edukacyjne przygotowane przez ekspertów. To przekierowanie umocniło pozycję Brainly jako jednego z liderów w edukacji online. Podsumowanie Dokładne statystyki dotyczące liczby startupów, które pivotują, są trudne do ustalenia, ponieważ nie istnieje jednoznaczna definicja pivotu ani spójna metodyka monitorowania tych zmian. Ponadto, nie wszystkie zmiany kierunku biznesowego są znaczące i mogą być niewidoczne na zewnątrz. Tak czy inaczej, nie należy obawiać się pivotu w firmie, a w szczególności w startupie. Oczywiście, zwykle to spore wyzwanie, spora zmiana i często wymaga niemałych zasobów, ale efekty mogą być bardzo pozytywne. Natomiast trwanie w stanie, który nie przynosi nam spodziewanych dobrych rezultatów, nie ma najmniejszego sensu. Cytując Alberta Einsteina: Największym szaleństwem jest robić ciągle to samo i jednocześnie oczekiwać różnych wyników. Dlatego, prowadząc biznes nie obawiaj się wprowadzania zmian, nawet zmian kierunku w strategii działania. Przygotuj się do nich, przemyśl je i zaplanuj, ale zrób. Jeśli nie zmienisz niczego, nic się nie zmieni. [...]
biznes i zarządzanie / biznesowe ABC / rozwój osobisty / zarządzanie projektamiWielokrotnie rozmawiając z przedsiębiorcami zauważyłem, że wielu z nich stosuje terminy “inkubator przedsiębiorczości” i “akcelerator przedsiębiorczości” zamiennie. Nie zauważają różnic pomiędzy tymi organizacjami. Ogólnie kojarzą je ze startupami, traktują je jako instytucje wsparcia biznesu, ale nie do końca wiedzą co konkretnie robią i czym się zajmują. Dziś postanowiłem zmierzyć się z tymi pojęciami i rozjaśnić nieco różnice pomiędzy każdym z nich. Inkubator przedsiębiorczości Inkubator przedsiębiorczości to instytucja lub organizacja, która zapewnia wsparcie i pomoc dla nowo powstałych firm i startupów. Jest to miejsce, w którym młode przedsiębiorstwa mogą rozwijać swoje pomysły, zyskiwać dostęp do zasobów i mentorów oraz zdobywać niezbędne umiejętności i wiedzę biznesową. Głównym celem inkubatora przedsiębiorczości jest przyspieszenie wzrostu i sukcesu młodych firm. Inkubatory często oferują przestrzeń biurową, wyposażenie techniczne i infrastrukturę, takie jak biura, laboratoria czy pomieszczenia do produkcji. Oprócz tego mogą zapewniać dostęp do sieci kontaktów biznesowych, doradców, mentorów oraz innych przedsiębiorców. Inkubatory przedsiębiorczości oferują także programy szkoleniowe i wsparcie rozwoju biznesowego. Mogą prowadzić warsztaty, szkolenia i sesje mentoringowe, w trakcie których przedsiębiorcy mogą uczyć się na temat różnych aspektów prowadzenia firmy, takich jak marketing, zarządzanie finansami, tworzenie biznesplanu czy strategie rozwoju. Dodatkowo, inkubatory przedsiębiorczości mogą pomagać w pozyskiwaniu finansowania dla młodych firm, łącząc je z inwestorami lub dostarczając informacji na temat dostępnych źródeł finansowania, takich jak dotacje, kredyty czy programy rządowe. Inkubatory przedsiębiorczości mogą być prowadzone przez różne instytucje, takie jak uczelnie, organizacje non-profit, parki naukowo-technologiczne lub sektor publiczny. Mają one na celu stymulowanie innowacyjności i tworzenie nowych miejsc pracy poprzez wspieranie rozwoju nowych firm i przedsięwzięć. Akcelerator przedsiębiorczości  Akcelerator przedsiębiorczości to program wsparcia dla start-upów i młodych firm, który ma na celu przyspieszenie ich wzrostu, rozwój i sukces na rynku. Akceleratory są zwykle krótkotrwałymi inicjatywami, trwającymi od kilku miesięcy do kilku lat, w trakcie których przedsiębiorcy otrzymują intensywne szkolenia, mentorowanie oraz dostęp do zasobów i sieci kontaktów biznesowych. Główną różnicą między inkubatorem a akceleratorem jest czas trwania i intensywność programu. Podczas gdy inkubator skupia się na długoterminowym rozwoju i wsparciu start-upów na wczesnym etapie, akcelerator skupia się na krótkotrwałej i intensywnej pomocy dla firm, które są już bardziej zaawansowane. Typowe programy akceleratorów obejmują: Intensywne szkolenia. Przedsiębiorcy uczestniczą w szkoleniach, warsztatach i sesjach mentoringowych, podczas których zdobywają wiedzę z zakresu biznesu, strategii, zarządzania, marketingu i innych istotnych obszarów. Mentoring. Przedsiębiorcy są przydzielani do mentorów, którzy posiadają doświadczenie w branży i pomagają w opracowaniu strategii, rozwiązywaniu problemów i podejmowaniu kluczowych decyzji. Finansowanie. Niektóre akceleratory oferują przedsiębiorcom dostęp do finansowania w zamian za udziały w firmie. Mogą również pomóc w nawiązaniu kontaktów z inwestorami i zdobyciu kapitału na dalszy rozwój. Przestrzeń i zasoby. Akceleratory często zapewniają przestrzeń biurową, dostęp do infrastruktury technologicznej oraz inne zasoby potrzebne do prowadzenia działalności. Demo Day. Zazwyczaj program akceleratora kończy się tzw. “Demo Day”, podczas którego przedsiębiorcy prezentują swoje produkty lub usługi przed inwestorami i potencjalnymi partnerami biznesowymi. Akceleratory przedsiębiorczości są często wspierane przez inwestorów, fundusze venture capital, korporacje, uniwersytety lub organizacje non-profit. Ich celem jest przyspieszenie rozwoju firm, wspieranie innowacji i tworzenie nowych miejsc pracy poprzez udzielanie intensywnego wsparcia dla obiecujących start-upów. Różnice pomiędzy inkubatorem a akceleratorem Kiedyś przedstawiciel jednego z akceleratorów, kiedy zapytałem go o jego definicję różnicy pomiędzy inkubatorami a akceleratorami biznesu, odpowiedział mniej więcej tymi słowami:  Inkubator pomaga, by przedsiębiorstwo powstało, by stało się samodzielne, by pisklę wykluło się z jajka. Akcelerator dosypuje węgla do pieca istniejącego biznesu, by ten rozwijał się szybciej. Węgla w postaci wiedzy, zaplecza, kontaktów, kapitału. To chyba najbardziej obrazowo przedstawiona różnica pomiędzy tymi tworami. Oczywiście, nie opisuje ona wszystkich różnic, ale daje najlepszy obraz całości zagadnienia. Inkubator przedsiębiorczości i akcelerator przedsiębiorczości różnią się od siebie pod względem celów, czasu trwania programu i zakresu wsparcia, które oferują młodym firmom. Oto główne różnice między nimi: Czas trwania. Inkubatory przedsiębiorczości są zwykle długoterminowymi programami, trwającymi od kilku miesięcy do kilku lat. Są skoncentrowane na wsparciu start-upów na wczesnym etapie ich rozwoju. Z drugiej strony, akceleratory przedsiębiorczości to programy krótkotrwałe, trwające zwykle od kilku do kilkunastu tygodni. Mają na celu przyspieszenie wzrostu i rozwój już bardziej zaawansowanych firm. Etap rozwoju. Inkubatory zazwyczaj koncentrują się na wsparciu firm na wczesnym etapie rozwoju. Często przyjmują start-upy, które dopiero zaczynają działalność i potrzebują pomocy w budowaniu podstawowych elementów swojego biznesu, takich jak opracowanie modelu biznesowego, prototypu produktu czy zdobycie pierwszych klientów. Akceleratory natomiast skupiają się na firmach, które są już bardziej zaawansowane i mają pewien poziom produktu lub usługi, a ich celem jest przyspieszenie wzrostu i osiągnięcie sukcesu na rynku. Intensywność programu. Akceleratory są zwykle bardziej intensywne niż inkubatory. Programy akceleratorów obejmują intensywne szkolenia, mentorowanie i wsparcie biznesowe, które mogą wymagać dużego zaangażowania czasowego od przedsiębiorców. Inkubatory często oferują bardziej elastyczne wsparcie, które jest dostosowane do indywidualnych potrzeb firm. Finansowanie. Oba typy programów mogą pomagać firmom w pozyskaniu finansowania, ale zazwyczaj inkubatory skupiają się na pomocy w znalezieniu i aplikowaniu o dotacje, kredyty lub inne źródła finansowania, podczas gdy akceleratory mogą oferować dostęp do inwestorów, programów inwestycyjnych lub nawet inwestować bezpośrednio w firmy. Podsumowując, inkubatory przedsiębiorczości są bardziej skoncentrowane na długoterminowym rozwoju start-upów na wczesnym etapie, podczas gdy akceleratory skupiają się na przyspieszeniu rozwoju już bardziej zaawansowanych firm. Zarówno inkubatory, jak i akceleratory mają na celu wspieranie przedsiębiorczości i pomaganie młodym firmom w osiągnięciu sukcesu, ale przy różnych etapach rozwoju i różnym zakresie. [...]
biznesowe ABC / finanse / prawo i podatki / rozwój osobisty / zarządzanie projektamiPoniższy artykuł jest kontynuacją tekstu poświęconego dostępnym sposobom pozyskiwania kapitału dla przedsiębiorstw. Zapraszam także do lektury pierwszej części artykułu zatytułowanego Gdy Twojej firmie potrzebna jest gotówka. Inwestorzy Inwestorzy to grupa, o której chętnie myślimy pragnąc pozyskać kapitał do prowadzonej działalności. Wynika to głównie z tego, że inwestor udostępnia nam swoje środki stając się częścią naszej wizji i biorąc na siebie część ryzyka z tą wizją związanego. Oczywiście, możemy rozmawiać o sposobach zabezpieczenia kapitału, jaki inwestor wnosi – są tacy, którzy wzorem prywatnych funduszy pożyczkowych, wymagają twardego zabezpieczenia, są tacy, którzy po prostu chcą stać się partnerem w biznesie. Możemy też rozróżnić kwestię poziomu zaangażowania inwestorów, na inwestorów pasywnych i aktywnych. Pasywny zwykle wkłada środki i oczekuje zarobku w ustalonych odstępach czasu i wysokości. Aktywny najczęściej od pierwszego dnia angażuje się w biznes, pomaga, podpowiada, udostępnia swoją wiedzę i doświadczenie, często swoje zasoby, a także kontakty – wszystko po to, by maksymalizować zyski z realizowanego projektu. Na potrzeby niniejszych rozważań podzielę inwestorów na kilka grup: Inwestorzy prywatni Myślę tu o tych osobach, którzy inwestują w różne projekty typu flipy, budowa nieruchomości, wszelkie przedsięwzięcia deweloperskie, itp., Zawsze z twardym zabezpieczeniem na nieruchomości lub innym majątku. I to ze stosunkowo niskim LTV. Owszem, wykładają kasę na realizację projektu, ale nie zainwestują w projekt technologiczny, nie podejmą ryzyka wejścia w udziały biznesu, nawet jeśli zapewniasz, że Twój biznes przyniesie kokosy.  Jeśli szukasz gotówki obrotowej, która ma zapewnić Twojemu biznesowi rozwój – najprawdopodobniej ta grupa inwestorów nie jest dla Ciebie. Aniołowie biznesu Anioł biznesu (ang. business angel) to inwestor prywatny, zazwyczaj o znacznym doświadczeniu biznesowym, który udziela wsparcia finansowego i doradczego początkującym firmom. Anioł biznesu zwykle inwestuje własne środki w zamian za udziały w spółce lub umowę pożyczkową. Ich głównym celem jest wspieranie rozwoju przedsiębiorstw poprzez dostarczanie kapitału, know-how i wartościowej sieci kontaktów biznesowych. Aniołowie biznesu są często aktywnymi mentorami dla przedsiębiorców, udzielając cennych wskazówek dotyczących zarządzania, strategii biznesowej, marketingu i rozwoju produktu. Dodatkowo, mogą oferować wartościowe połączenia z innymi przedsiębiorcami, inwestorami, ekspertami branżowymi i partnerami biznesowymi. W porównaniu do innych źródeł finansowania, aniołowie biznesu często są bardziej elastyczni i skłonni do podjęcia większego ryzyka. Ich zaangażowanie może mieć także pozytywny wpływ na zdolność przedsiębiorstwa do pozyskania dalszego finansowania, np. od funduszy venture capital. Aniołowie biznesu odgrywają istotną rolę w ekosystemie startupów i przedsiębiorczości, wspierając rozwój innowacyjnych projektów i przyczyniając się do tworzenia nowych miejsc pracy i wzrostu gospodarczego. Aniołowie biznesu mogą występować jako indywidualni inwestorzy lub być stowarzyszeni w formy różnych organizacji. Inwestycja realizowana przez anioła biznesu indywidualnie, to zwykle konieczne jest przygotowanie wszelkich dokumentów inwestycyjnych od zera. Jeśli aniołowie biznesu inwestują w ramach jakiegoś zrzeszenia – organizacja zwykle dba o kwestie formalne i projekty bazowe wszelkich umów i dokumentów są zabezpieczone przez tę organizację. Fundusze VC (venture capital) W Polsce rynek VC jest stosunkowo młody, a jego dynamiczny rozwój związany jest z wejściem do Unii Europejskiej w 2004 roku, co otworzyło dostęp do funduszy UE i zachęciło zagranicznych inwestorów do lokowania kapitału w Polsce. Fundusze VC chętnie inwestują w projekty startupowe o dużym potencjale wzrostu. Zasadą jest udostępnienie kapitału w zamian za udziały w dofinansowanej spółce startupowej. Jednocześnie fundusze oczekują, że wartość inwestycji zwróci się w postaci wielokrotnego zwrotu zainwestowanych środków.  Pierwotnie przyjęło się, że fundusze szukają tzw. jednorożców, czyli spółek, których wartość jest szacowana powyżej miliarda dolarów, ale z racji tego, że takie spółki są wyjątkową rzadkością, fundusze zaczęły zmieniać swoje podejście odnośnie oczekiwań stawianych spółkom.  Fundusze mają dość rygorystyczne zasady wchodzenia w inwestycje, przy czym często też traktują je subiektywnie.  Często fundusze VC poszukują firm, które są zgodne z ich profilem inwestycyjnym, tzn. z branżą, w której firma działa, przyjętym modelem biznesowym lub samym pochodzeniem spółki. Jedne inwestują wyłącznie w spółki medyczne, inne tylko w projekty typu SaaS, jeszcze inne wymagają, by spółki, w które planują zainwestować, pochodziły z regionu CEE (kraje Europy Środkowo Wschodniej).  Innym istotnym kryterium, które często fundusze VC biorą pod uwagę, jest etap rozwoju projektu – to, czy spółka jest projektem na etapie pomysłu, czy zbudowany został już produkt (przynajmniej w fazie MVP), czy są już klienci, czy jest sprzedaż, itp. Rzadko się zdarza, by fundusz posiadający tego typu ograniczenia, zrezygnował z niego i zainwestował w spółkę nie spełniającą jego założeń bazowych. Warto więc sprawdzić, zanim aplikujemy do takiego funduszu, czy nasza firma znajduje się w obszarze jego zainteresowania. Fundusze też chętniej inwestują w projekty, za którymi stoją ludzie o uznanej renomie, szczególnie tacy, którzy mają już za sobą udaną historię współpracy z VC, najchętniej zakończoną exitem. Same też aktywnie poszukują projektów – biorą udział w różnych wydarzeniach startupowych, podczas których obserwują prezentujące się firmy. Najlepszym, w ich przekonaniu, proponują współpracę w zakresie inwestycji. Przygotowując swoją firmę do zainteresowania funduszu VC wejściem w inwestycję należy przygotować tzw. pitch deck, czyli prezentację, która opisuje najważniejsze zagadnienia związane z realizowanym przedsięwzięciem. Jest to dokument, który jest traktowany bardzo serio i ma dość sztywno zdefiniowane ramy.  Pitch deck jest zwykle stworzony w formie prezentacji multimedialnej, zwykle dostarczany w formie dokumentu PDF. Prezentacja powinna być klarowna, zwięzła i atrakcyjna wizualnie, przekazując kluczowe informacje o firmie i jej potencjale. Typowe elementy, które można znaleźć w pitch decku, to opis problemu i sposób jego rozwiązania, opis modelu biznesowego, analizę rynku i konkurencji, opis produktu lub usługi, model skalowania, opis zespołu zarządzającego, oraz szczegóły finansowe projektu. Pitch deck powinien być przemyślany, precyzyjny i skoncentrowany na najważniejszych aspektach firmy. Często od jakości pitch decka zależy to, czy dany fundusz zainteresuje się inwestycją w startup. Co do zasady współpraca z funduszami VC to atrakcyjna wizja dla większości startupów, aczkolwiek należy pamiętać, że są to efektywnie drogie pieniądze, a umowy inwestycyjne nakładają na zarządy spółek szereg obowiązków obudowanych olbrzymimi karami, w związku z czym są to także pieniądze o dużym ciężarze odpowiedzialności. Fundusze Private Equity Fundusze PE (Private Equity) zazwyczaj skupiają się na inwestowaniu w bardziej dojrzałe przedsiębiorstwa, które mają już pewien okres działalności, generują dochody i posiadają ugruntowaną pozycję na rynku. W związku z tym, fundusze PE rzadziej inwestują bezpośrednio w startupy na wczesnym etapie rozwoju. Typowym obszarem inwestycji funduszy PE są transakcje typu buyout, w których fundusz PE przejmuje większość lub całość udziałów w istniejącej spółce. Mogą również angażować się w transakcje growth equity, które dotyczą inwestycji w istniejące przedsiębiorstwa, które mają potencjał dalszego wzrostu i rozwoju. Jednak warto zaznaczyć, że w niektórych przypadkach fundusze PE mogą inwestować w startupy na późniejszych etapach rozwoju, zwane startupami growth stage. Te startupy już osiągnęły pewien sukces, mają dobrze zaprojektowany model biznesowy i są gotowe do skalowania działalności. Jednak inwestycje funduszy PE w takie startupy są często bardziej selektywne i koncentrują się na startupach z wysokim potencjałem wzrostu i dojrzałym rynkowym. Podsumowanie  Jeśli szukasz wsparcia finansowego dla swojej firmy bardzo ważne jest, by odpowiednio dobrać kierunek poszukiwań do branży, w której działasz, poziomu rozwoju firmy, a także poziomu innowacyjności produktu lub przedsiębiorstwa. Startupy i firmy technologiczne o dużym potencjale wzrostu chętniej spoglądają w stronę aniołów biznesu i funduszy VC, natomiast firmy o stabilnej pozycji rynkowej z pewnością sięgną po ofertę banków, funduszy lub wsparcia w formie dotacji czy grantów – czyli form finansowania, o których pisałem w poprzednim wpisie. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / planowanie strategiczne / prawo i podatki / zarządzanie ryzykiemMożliwości pozyskania pieniędzy na rynku jest wiele. Jedne ze sposobów są drogie, inne tanie. Jedne są łatwe, inne skomplikowane. Jedne szybkie, inne wymagają sporo czasu i wielu zabiegów. Jedne bezpieczne, a inne to proszenie się o kłopoty. W najbliższych wpisach postaram się zebrać je wszystkie i opisać nieco szerzej, pokazując w nich także swoje doświadczenia związane z każdym z nich. Kredyt bankowy To temat, który jest bezpieczny i stosunkowo tani. Bezpieczny, bo  (mocno upraszczając) nikt Cię nie oszuka, a tani – bo kredyt ma swoje parametry typu oprocentowanie i prowizja banku. Jeśli masz zdolność kredytową, to za od kilku do kilkunastu procent rocznie możesz dostać środki na własną działalność. Szczególnie, jeśli szukasz finansowania jako osoba fizyczna (JDG), a nie jako spółka – spółkom jest znacznie trudniej. Niestety – tu pojawia się taki parametr jak zdolność kredytowa. Jeśli ją masz (masz dobre wyniki finansowe za ostatnie lata, Twoja działalność fajnie hula lub masz zabezpieczenie w postaci nieruchomości albo jakiego pojazdu czy maszyny), to bank nie będzie miał problemu z udzieleniem Ci kredytu. W przeciwnym razie możesz mieć z tym problem. Co więcej. W przypadku kredytu całość ryzyka biznesowego zwrotu pożyczonej kwoty (wraz ze wszystkimi dodatkowymi kwotami też pożyczki) – bierzesz na siebie. Jeśli nie będziesz w stanie oddać tych pieniędzy – to bank, na mocy podpisanej umowy, poszuka sposobu, byś te pieniądze oddał. Oczywiście legalnie i w granicach prawa, ale wszelkimi dostępnymi sposobami – najpierw będzie Cię windykował, potem pojawią się kwestie sądu, aż w końcu komornik, który dobierze się do Twojego majątku. Chyba, że kredyt miał zabezpieczenie, to zostanie ono użyte do spłaty zobowiązania. Co ważne – kasę z banku możesz dostać w postaci kredytu ratalnego (ustalona kwota zostaje podzielona na ustaloną ilość rat i spłacasz w kolejnych miesiącach zobowiązanie, oddając bankowi powoli pożyczone pieniądze), lub kredytu w rachunku bieżącym (bank uruchamia Ci linię kredytową/ kredyt w rachunku bieżącym/ ROR – różne są nazwy tego produktu) udostępniając Ci środki do bieżącego korzystania. Nie musisz bankowi spłacać niczego ani dziś, ani jutro. Bankowi wystarczy, że na rachunku będą pojawiały się regularne wpływy, a Twój biznes działa. Po roku (najczęściej) bank poprosi Cię o przedstawienie postępów w rozwoju biznesu (przedstawienie papierów) i podejmie decyzję – czy chce nadal z Tobą pracować, czy nie. Jeśli tak, to środki będą nadal dostępne. Jeśli nie – bank poprosi Cię o ich natychmiastowy zwrot. A w przypadku braku możliwości natychmiastowej spłaty – zaproponuje spłatę tej kwoty w ratach.Tu muszę zwrócić uwagę na to, że te raty są mniej dogodne niż te, które są uzgadniane w przypadku kredytu ratalnego – zwykle to mała ilość rat i tym samym wysokie wartości każdej z nich. Podsumowując: banki nie są źródłem pozyskania pieniędzy, które lubię najbardziej ze względu na trudność w pozyskaniu pieniędzy (konieczność posiadania zdolności kredytowej), oraz bardzo rygorystyczne traktowanie bieżących rozliczeń. Nie mniej, w całej konstrukcji relacji z bankami, jest wiele regulacji prawnych (ustawy, prawo bankowe), które chronią Twój interes w sytuacji kryzysowej. Aczkolwiek – bank z pewnością zadba o swój interes, na Twój będzie patrzył tylko przez pryzmat ograniczeń, które stawia mu prawo. Jest jeszcze jeden aspekt, który warto podnieść: Bank to instytucja, a w banku pracują ludzie, którzy działają w imieniu banku i na jego rzecz. Zwykle w ich interesie nie jest, by Ci dokopać. Oznacza to, że jeśli zdobędziesz przychylność pracowników banku, to w sytuacji kryzysu możesz liczyć na ich pomoc, podpowiedź dotyczącą rozwiązania problemu lub postąpienia w jakimś temacie. Chwilówki Odnosząc się do opisanych powyżej zagadnień można rozmawiać o pozyskaniu kapitału w postaci pożyczki w firmach udzielających pożyczek. Tu nie musisz mieć tak wysokiej zdolności kredytowej (zwykle nie musisz mieć jej wcale – wystarczy tzw. czysty BIK), ale pozyskiwane kwoty są zwykle mniejsze, a koszt pieniądza znacznie wyższy. O tyle, o ile w przypadku kredytu bankowego możesz liczyć na maksymalnie kilkanaście procent rocznie oprocentowania – w przypadku chwilówek rzeczywisty koszt pieniądza oscyluje na poziomie 100%, a zdarzają się kwoty znacznie wyższe. Czyli pożyczasz na 12 miesięcy 1000 zł, a po roku oddajesz 2000 zł. W przypadku chwilówek nie ma też takich regulacji prawnych, jak zostały stworzone dla banków, co oznacza, że sposób, w jaki firma pożyczająca pieniądze będzie chciała odzyskać kasę, może być bardzo agresywny. W granicach prawa, ale często na jego skraju. Generalnie, korzystanie z chwilówek to proszenie się o kłopoty, dla większości osób to początek spirali zadłużenia i perspektywa kłopotów. Fundusze pożyczkowe Powstały na rynku podmioty, które oferują udzielenie tanich pożyczek, często oprocentowanych na poziomie 2-3%. Minusem jest rozbudowana papierologia, którą trzeba przygotować – wypełnienie wniosku o udzielenie pożyczki potrafi nabawić siwych włosów nawet najwytrwalszych. Co więcej, fundusze tego typu często wymagają jakiegoś zabezpieczenia (na nieruchomości lub pojazdach/ maszynach), a także pozytywnych wyników finansowych działalności. Czasem pojawiają się programy, gdzie można się ubiegać o środki na start działalności (wtedy wyniki nie są wymagane), ale zabezpieczenie to najczęściej konieczność. Istotne jest to, że posiadane zabezpieczenie jest wykorzystywane bardzo rozsądnie z punktu widzenia pożyczkobiorcy, tzn. wykonywana jest wycena wartości zabezpieczenia, a następnie ten majątek zabezpiecza pożyczkę na poziomie LTV (Loan to Value) do wysokości 50% (chyba nie spotkałem się z bardziej radykalną wyceną). Oznacza to tyle, że przykładowo mając mieszkanie warte 200 tysięcy złotych – może zostać ono wykorzystane, jako zabezpieczenie pożyczki do wysokości 100 tysięcy złotych. Czasem zabezpieczeniem w tego typu instytucjach może być przedmiot, który ma być zakupiony ze środków z pożyczki – tzn. jeśli pożyczasz kasę na zakup maszyny, to ta maszyna może stanowić częściowe zabezpieczenie tej pożyczki. Podsumowując: ta forma pozyskania kasy jest tania i bezpieczna, ale próg wejścia jest stosunkowo wysoki. Ważne, że te podmioty, w sytuacji kryzysowej działają podobnie do banków, tzn. chronią swój interes, ale robią to w świetle przepisów prawnych. Co więcej, ponieważ bardzo często pożyczane przez nie pieniądze są pieniędzmi publicznymi (pochodzącymi z różnych dotacji), to pojawia się tu szereg innych regulacji, których nie ma w przypadku banków. Prywatne fundusze pożyczkowe Działają podobnie do opisywanych powyżej funduszy, tyle, że: zabezpieczenia są wyceniane znacznie bardziej restrykcyjnie (LTV na poziomie nawet 10%, czyli za mieszkanie o wartości 200 tysięcy złotych możesz otrzymać pożyczkę do 20 tysięcy złotych), a oprocentowanie tych pożyczek jest znacznie wyższe. Co więcej, często brak spłaty raty powoduje uruchomienie procedury egzekucji z majątku, czyli de facto przejęcia majątku, który stanowi zabezpieczenie pożyczki. Korzystanie z tego typu instytucji to prosta droga do pozbycia się majątku, który ma stanowić zabezpieczenie pożyczki. Innymi słowy: proszenie się o kłopoty. Leasing zwrotny Jest jednym ze sposobów spieniężenia posiadanego majątku. Przykładowo, jeśli masz samochód, to możesz skorzystać z tego instrumentu i oddać go firmie leasingowej, a ta, w zamian za to odda Ci do dyspozycji kwotę, która wynika z wyceny tego auta. Od tego momentu Ty staniesz się posiadaczem auta w leasingu i będziesz posiadać obowiązek ratalnej spłaty kwoty udostępnionej jako równowartość tego pojazdu. Leasing zwrotny może dotyczyć samochodów, maszyn i urządzeń, a nawet nieruchomości. Jest stosunkowo tanim sposobem pozyskania kapitału i łatwym do uzyskania, ponieważ sprowadza się do minimalnej ilości formalności (szczególnie, gdy dotyczy mienia ruchomego). Granty i dotacje UE Zarówno rozpoczynając swój biznes, jak i prowadząc już od wielu lat firmę, można starać się pozyskać kapitał z różnego rodzaju dofinansowań. Na początku lat 2000 – tych środków było bardzo dużo, a próg wejścia był stosunkowo niski. Wprawdzie wymogów formalnych i papierologii było mnóstwo, ale w zasadzie wystarczył dobry pomysł na biznes, dobrze opisany we wnioskach i można było uzyskać pieniądze na realizację swoich celów. Z biegiem czasu ilość tych środków niestety się zmniejszyła, a próg wejścia został podniesiony wyłącznie do wybranych dziedzin i w zasadzie obecnie środki można pozyskać albo w wysoko technologicznych projektach (wpisujących się w tzw. KIS – Krajowe Inteligentne Specjalizacje), albo w projekty Badawczo Rozwojowe. Tak czy inaczej – obecnie budżety tego typu projektów są bardzo duże, a próg wejścia bardzo wysoki. Faktem jednak jest, że są to bardzo tanie pieniądze, gdzie Twoje zaangażowanie jest niższe niż wysokość uzyskiwanych środków, tzn. nie musisz oddawać całości kasy, którą dostajesz – jedynie kwotę na poziomie 10-30%. Tu drobna uwaga: Niestety, nie działa to tak, że dostajesz 100%, a musisz oddać przykładowo 20%. Te 20% musisz już mieć, żeby dostać 80%. Rozważając skorzystanie z takich instrumentów warto jest monitorować różnego rodzaju obwieszczenia, bowiem czasem pojawiają się informacje o naborach projektów, np. z pewnego obszaru kraju (traktowanych jako wykluczonych lub słabszych gospodarczo), lub LGD (Lokalna Grupa Działania) które wspierają różne projekty regionalne. Granty i wsparcie biznesu Pojawiają się także od czasu do czasu możliwości pozyskania pieniędzy z różnych instytucji, typu urząd pracy, ZUS, urząd miasta, czy inne. Są to zwykle bezzwrotne (lub częściowo zwrotne) pożyczki celowe, np. na doposażenie stanowiska pracy, na poprawienie jakości pracy, itp. Lub wsparcie na start. Są to zwykle kwoty od kilku do kilkunastu tysięcy złotych, ale na początek biznesowych działań często są to kwoty pozwalające ruszyć z miejsca. Często też próg wejścia do pozyskania tych środków jest stosunkowo niski, więc warto się tym zainteresować. W drugiej części tego wpisu przyjrzę się bliżej pozyskiwaniu środków finansowych od inwestorów. To bardzo poszukiwany sposób pozyskiwania środków na realizację celów w prowadzonej działalności gospodarczej. Czy słusznie i pod jakimi warunkami? O tym w części drugiej – zapraszam. [...]
biznesowe ABC / marketing / rozwój osobisty / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemZa każdym razem, gdy o tym myślę, to przypomina mi się stara chińska przypowieść. A szło to tak: Żył sobie kiedyś biedny chłop, który miał tylko syna i starą klacz. Cała wieś litowała się nad nim jaki to on jest biedny. On na to odpowiadał, że to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle. Pewnego dnia stara klacz uciekła. Sąsiedzi lamentowali, że taki biedny ten chłop i jeszcze mu klacz uciekła. A on na to odpowiadał, że to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle. Po kilku dniach klacz wróciła, a za nią przybiegł przepiękny ogier. Cała wieś zazdrościła chłopu jego nowego pięknego ogiera. On na to odpowiadał, że to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle. Syn, młodzieniec, próbował ujeździć tego konia. Spadł jednak na ziemię i złamał nogę. Cała wieś znów żałowała chłopa, że syn nogę złamał. On jednak, jak zwykle, odpowiadał na to, że to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle. Tymczasem poza maleńką wsią rozpętała się wojna i cesarz potrzebował młodych mężczyzn do wojska. Wszyscy młodzi poszli na front tylko syn chłopa, ze złamaną nogą, został we wsi. Wieś zazdrościła chłopu takiego obrotu sprawy. A on na to odpowiadał, że to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle. …i tak dalej. Gdy spojrzy się z boku na moją historię biznesową, to widać, że sporo w życiu przeżyłem. Najpierw wszystko układało się doskonale, firma prosperowała, zarabiała… i nagle trach, wydarzyło się spore tąpnięcie. Musiałem się zatrzymać – ba – nawet sporo cofnąć. Przyklęknąć, odsapnąć, wciągnąć smarki i poprawić koronę zanim ruszyłem w dalszą drogę. Prowadziłem firmę, która specjalizowała się w działaniach reklamowych i marketingowych, a ponieważ zatrudniałem grupę kilkunastu programistów – tworzyliśmy też całkiem sprawny softwarehouse. Obsługiwaliśmy mnóstwo klientów (firmy, urzędy, uczelnie), dostarczaliśmy gadżety reklamowe i materiały promocyjne, ponadto mieliśmy własny park maszynowy i wykonując materiały reklamowe obsługiwaliśmy większość agencji reklamowych z naszego regionu. Z drugiej strony tworzyliśmy dedykowane rozwiązania informatyczne, systemy CRM, ERP i parę innych trzyliterowych. Byliśmy doskonałym zespołem i nic nie było w stanie nas zatrzymać. Systemy dla firm budowaliśmy regularnie – co kilka miesięcy mieliśmy kolejne zlecenie na tego typu produkt. Zarówno od małych, jak i dużych firm. Zauważyłem, że zlecenia te wynikają z faktu istnienia swoistej niszy rynkowej – brakowało na rynku oprogramowania do zarządzania firmami, których działalność bazuje na realizacji projektów. Postanowiłem więc, że stworzymy taki uniwersalny program i udostępnimy go klientom w formie abonamentowej (tzw. SaaS). I to na dużą skalę. Globalną. Zaczęliśmy tworzyć platformę. Trwało to około 24 miesięcy. Całość prac kosztowała mniej więcej 2 miliony zł, co częściowo finansowałem z bieżącej działalności firmy, a częściowo musiałem wesprzeć zaciągając kredyty bankowe.  Wiedziałem już wtedy, że do osiągnięcia sukcesu projektu konieczny będzie intensywny marketing, a to wymaga bardzo głębokich kieszeni. Tego nie byłem w stanie finansować z własnych środków, więc zacząłem rozglądać się za wsparciem inwestora.  Nie chcę opisywać tu wszystkich detali – powiem tylko, że doszło do bliskiego zainteresowania naszym projektem pewnego inwestora. Ustaliliśmy warunki współpracy i całość zmierzała w kierunku pozytywnego zakończenia procedury inwestycyjnej. Ale wszystko trwało bardzo długo, przeciągało się, a rachunki trzeba było płacić na bieżąco. A ponieważ od pewnego czasu, wraz z zespołem, skoncentrowaliśmy się na relacjach z inwestorem i wykonywaniem jego wskazówek w budowanej platformie, a nie na wykonywaniu zleceń komercyjnych, więc dla utrzymania płynności finansowej konieczne było zaciągnięcie kolejnego kredytu bankowego. Przecież za chwilę, wzmocnieni finansami od inwestora, będziemy podbijać światowe rynki.  Dostaliśmy bez większych problemów kredyt, więc odetchnąłem głęboko.  Ale gdy dwa miesiące później inwestor poinformował mnie, że zmieniła się jego strategia inwestycyjna i nie będzie kontynuował współpracy z naszą firmą – przed oczami zrobiło mi się ciemno. W kolejnych miesiącach wydarzyło się to, co wydarzyć się w takiej sytuacji musiało. Nie było finansowania, nie było projektów, a było mnóstwo zobowiązań. Ponieważ nie byłem w stanie płacić wynagrodzeń, to w krótkim czasie rozpadł się zespół. Rozdzwoniły się telefony od wierzycieli, wkrótce potem pojawiły się pozwy sądowe, a chwilę później poznałem bliskie znaczenie słów: komornik, zajęcie egzekucyjne, egzekucja, a nawet licytacja. Ale ja nie lubię patrzeć na to wszystko jako na porażkę – dla mnie były to doświadczenia, nauczki, które pokazały mi w jaki sposób nie postępować, czego nie robić w przyszłości, jakich decyzji się wystrzegać. Gdybym tego wszystkiego nie przeżył, to miałbym znacznie mniej doświadczeń, znacznie mniej wiedzy i umiejętności. Pewnie miałbym mniej zmarszczek i siwych włosów na głowie (i brodzie), ale “to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle”. Bo sukcesy nas nie uczą. Sukcesy rozleniwiają i usypiają czujność. Dlatego w życiu każdego człowieka od czasu do czasu pojawiają się trudne chwile, żeby nas obudzić, otrzeźwić, dać nam kopa do dalszej wytężonej pracy. Udało mi się podnieść, odbudowałem zespół i już tylko jako softwarehouse wspólnie tworzymy oprogramowanie dla naszych klientów. Przez kilka lat stawałem na nogi, starałem się odzyskać stabilność, a teraz stoję na czele zespołu i jestem dużo silniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.  Wraz z tym zespołem stworzyliśmy projekt (partyfinder.pl), który ma globalny potencjał i właśnie rozpoczynamy jego sprzedaż na polskim rynku, by w niedługiej przyszłości udać się na rynki innych krajów. Rozmawiamy też z inwestorami – dziś, posiadając bagaż doświadczenia sprzed kilku lat, staram się robić to ostrożnie, będąc przygotowanym na różne scenariusze i ewentualności.  Przez ostatnie miesiące prowadziliśmy rozmowy z jednym z amerykańskich funduszy inwestycyjnych. Doszliśmy już bardzo daleko, byliśmy gotowi do podpisania umowy inwestycyjnej, gdy niemal w przededniu złożenia podpisów otrzymałem wiadomość mailową, że fundusz ten został postawiony w stan upadłości. Po raz kolejny otrzymałem cios, na który ciężko się przygotować. Ale tym razem jego skutki nie były tak dotkliwe jak kilka lat wcześniej. Tego wszystkiego uczy doświadczenie. Dziecko też nie nauczy się, że garnek jest gorący, dopóki go nie dotknie i się nie oparzy. Nawet jeśli rodzic uprzedza. Dopiero swąd spalonej skóry i przeszywający ból powoduje, że dziecko zapamięta, że gorącego garnka się nie dotyka.  Kilka lat temu dotknąłem wyjątkowo gorącego garnka, więc obecnie dmucham nawet wtedy, gdy garnek jest zimny. Dziś, kilka dni po ogłoszeniu upadłości funduszu ze stanów, okazało się, że zgromadzona wokół niego społeczność, zaczęła się kontaktować się ze spółkami w sytuacji podobnej do naszej. Skontaktowali się także z nami. Propozycja, jaką nam złożyli, otworzyła przed nami szereg nowych możliwości, z których część wygląda na znacznie ciekawsze niż te, które mieliśmy dotychczas. Bo  “to wcale nie wiadomo, czy to dobrze, czy to źle”. Nigdy. Frederick P. Brooks Jr. powiedział kiedyś: “Dobry osąd pochodzi z doświadczenia, a doświadczenie pochodzi ze złego osądu”.  Sukces okupiony jest zwykle szeregiem złych wyborów, często idą za tym krew i łzy. Ale w efekcie pozostaje wiedza i umiejętności, których nam nikt nie zabierze. [...]
biznes i zarządzanie / biznesowe ABC / case study / organizacja pracy / rozwój osobistyIstnieje w Polsce takie popularne powiedzenie, które brzmi: “Jeśli nie dorobisz się do 40tki, to znaczy, że albo popełniłeś błąd, albo nie zrobiłeś nic w życiu”. Warto jednak zauważyć, że powiedzenie to jest mocno uogólnione i może budzić negatywne emocje u osób, które nie osiągnęły w wieku 40 lat zamierzonych celów finansowych czy zawodowych. Każdy ma swoje tempo i drogę rozwoju, a sukces biznesowy czy osobisty nie zawsze jest związany z wielkością portfela czy stanowiskiem, jakie zajmujemy. Czym jest sukces? Sukces to osiągnięcie zamierzonych celów lub realizacja oczekiwań, które stawiamy przed sobą w różnych sferach życia, w tym w biznesie, karierze, edukacji, relacjach interpersonalnych, hobby, zdrowiu czy życiu prywatnym. Sukces jest zwykle kojarzony z osiągnięciem wysokiej jakości wyników, które przynoszą korzyści i satysfakcję. Sukces może być definiowany na różne sposoby, w zależności od perspektywy i celów, jakie stawiamy przed sobą. Dla jednej osoby sukces może oznaczać osiągnięcie wysokiej pozycji społecznej, dla innej zdobycie wiedzy i umiejętności, a dla jeszcze innej osiągnięcie stabilności finansowej. Nie ma jednoznacznej definicji sukcesu, ponieważ jest to pojęcie subiektywne, zależne od indywidualnych celów, wartości i oczekiwań każdej osoby. Sukces jest również procesem, a nie jednorazowym osiągnięciem, dlatego jego definicja może ulegać zmianie wraz z postępem i doświadczeniem życiowym. Czy zatem jesteśmy w stanie zdefiniować pojęcie sukcesu, jeśli dla każdego oznacza on coś innego? Szczególnie, że pojęcie to może ewoluować w czasie, i coś, co dziś wydaje nam się czymś nieosiągalnym, a jego osiągnięcie sukcesem – po jego zdobyciu, przestaje mieć już taki wymiar. Ostatnio czytałem ciekawy artykuł, w którym autor wspominał, że gdy zaczynał swoją karierę zawodową, to w sferze jego marzeń było osiągnięcie pewnego celu – awansu na wysokie stanowisko w hierarchii firmy. Gdy okazało się, że w ciągu zaledwie kilku lat ten cel osiągnął – kontynuowanie tej pracy przestało mieć dla niego sens. Postanowił wskazać inny cel na liście swoich priorytetów i do niego dążyć. Tym razem było to osiągnięcie stabilizacji finansowej. Ale znów po kilku latach, gdy udało mu się osiągnąć ten cel, stwierdził, że utrzymywanie go na liście priorytetów przestało mieć sens. Kolejne cele, które sukcesywnie sobie stawiał, pomogły mu zrozumieć, że jedynym, co napędza go do działania, jest dążenie. Nie sam cel, ale droga do niego. Czy sukces w biznesie jest możliwy tylko przed 40ką? W 1902 roku w Chicago urodził się Ray Kroc. Jako młody człowiek pracował w różnych branżach, m.in. w firmie sprzedającej kubki papierowe czy jako muzyk. W 1954 roku, kiedy to miał już 52 lata i prowadził skromny biznes sprzedaży mikserów do koktajli, podczas jednej z wizyt w Kalifornii odkrył malutki lokal z hamburgarami. Była to restauracja prowadzona przez braci Richarda i Maurice’a McDonald, nosząca nazwę pochodzącą od ich nazwiska. Fascynacja ich nowatorskim modelem biznesowym, opartym na szybkiej obsłudze i niskich cenach, zainspirowała Kroca do zawarcia z nimi umowy na rozwój sieci lokali McDonald’s. W ciągu kilku lat Ray Kroc stał się właścicielem marki i zaczął budować imperium fast foodów, otwierając coraz to nowe lokale i rozwijając sieć w innych krajach. W 1961 roku otworzył pierwszy lokal McDonald’s poza granicami Stanów Zjednoczonych – w Kanadzie. W ciągu następnych kilkunastu lat udało mu się rozwijać sieć w różnych zakątkach świata, a McDonald’s stał się symbolem amerykańskiej kultury na całym globie. Ray Kroc jest dziś uważany za jednego z największych przedsiębiorców XX wieku, który zmienił oblicze branży gastronomicznej i wpłynął na kulturę konsumpcyjną na całym świecie. Jego historia biznesowa to przykład na to, że nawet w późnym wieku można odnieść sukces i zbudować imperium, jeśli ma się odpowiednią wizję i determinację. W 1891 roku w Billund w Danii urodził się Ole Kirk Christiansen. Jako dziecko pomagał swojemu ojcu w prowadzeniu stolarskiej firmy, a po jego śmierci w 1916 roku przejął ją i zaczął samodzielnie działać. Początkowo firma zajmowała się produkcją mebli i stolarki budowlanej, ale w latach 30. XX wieku, gdy światowy kryzys gospodarczy uderzył w Danię, Christiansen zaczął produkować tanie zabawki z drewna. W 1932 roku nazwał swoją firmę “LEGO” – skrót od duńskiego zdania “leg godt”, co oznacza “zabawka dobrej jakości”. W 1947 roku zaczął produkcję klocków LEGO, które stały się hitem na całym świecie. Klocki LEGO były innowacyjne i pozwalały dzieciom na tworzenie niemalże dowolnych konstrukcji. W 1958 roku wprowadzono systemy mocowania, które umożliwiły łączenie klocków w sposób bardziej złożony i precyzyjny, co zwiększyło popularność zabawki. W dzisiejszych czasach, LEGO Group to ogromna korporacja, która oferuje nie tylko klocki, ale również liczne produkty związane z ich marką, takie jak filmy, gry, książki i akcesoria. LEGO jest obecne na całym świecie, posiadając setki sklepów i biur w różnych krajach, a także zatrudniając tysiące pracowników. W 1890 roku, w niewielkiej miejscowości w stanie Indiana urodził się Harland Sanders. Jako młody człowiek, pracował w różnych zawodach, między innymi jako sprzedawca ubezpieczeń, konduktor i robotnik w fabryce. W wieku 40 lat, Sanders zaczął prowadzić swoją pierwszą restaurację w mieście Corbin w stanie Kentucky. Było to małe miejsce, gdzie serwował potrawy z kurczaka. Restaurację nazwał KFC (Kentucky Fried Chicken). Po latach doskonalenia swoich przepisów i sposobów przygotowywania potraw, Sanders zaczął zyskiwać lokalną sławę. Jego kulinarny talent nie przeszedł niezauważony i w 1952 roku, w wieku 62 lat, Sanders podpisał umowę franczyzową z dwoma przedsiębiorcami, którzy pomogli mu w ekspansji jego biznesu. W ciągu kilku lat, KFC stało się jednym z najszybciej rozwijających się łańcuchów restauracji fast food w Stanach Zjednoczonych. W ciągu następnych kilku lat, KFC szybko rozprzestrzeniło się poza granice Stanów Zjednoczonych, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Dziś obecne jest w ponad 140 krajach. Przykłady sukcesów ludzi, którzy odnieśli swój biznesowy sukces po 40tce można mnożyć. Za znanymi na całym świecie markami stoją często ludzie, których biznes wystrzelił dopiero, gdy ich metryka wskazywała wiek 40+. Warto wspomnieć jeszcze takie nazwiska, jak Charles Flint, który tworząc markę IBM miał 41 lat oraz John Pemberton, który założył firmę Coca-Cola mając 55 lat. Na rynku polskim też można znaleźć przykłady wielu osób, który swój sukces odniosły zaczynając po 40tce. Warto wspomnieć przynajmniej kilka nazwisk:Irena Eris – założycielka firmy kosmetycznej Dr Irena Eris, zaczynała swoją karierę w wieku 45 lat, kiedy to otworzyła swój pierwszy gabinet kosmetyczny.Jan Kulczyk – był jednym z najbogatszych ludzi w Polsce i zaczął swój biznesowy sukces w wieku 50 lat, kiedy to założył spółkę Kulczyk Holding.Wojciech Inglot – założyciel firmy Inglot, która produkuje kosmetyki do makijażu, zaczął swoją karierę w wieku 43 lat, kiedy to założył swoją pierwszą fabrykę kosmetyków. Co nam mówią te przykłady? Jak widać – nie brakuje przykładów wielkich sukcesów odniesionych przez ludzi, którzy rozpoczęli swoją działalność po 40tce. Późny wiek może być atutem dla odniesienia sukcesu w biznesie z kilku powodów. Przede wszystkim, osoby starsze mają często bogate doświadczenie zawodowe, a także życiowe, co pozwala im podejmować lepsze decyzje biznesowe i unikać błędów popełnianych przez młodszych przedsiębiorców. Ponadto, osoby starsze zwykle posiadają bogate sieci kontaktów i wiedzą, jak nawiązywać trwałe relacje biznesowe. Wreszcie, w późnym wieku osoby często mają już ugruntowane pozycje finansowe, co pozwala im na inwestowanie w swoje przedsięwzięcia bez konieczności przejmowania się kwestiami związanymi z codziennymi potrzebami materialnymi. Nigdy więc nie wolno myśleć, że jest zbyt późno, by zacząć. Nigdy nie wolno zakładać, że jesteśmy zbyt starzy, by odnieść sukces. Wszystko leży w naszych rękach, jest kwestią naszej determinacji, silnej woli i kreatywności.  A siwy włos na skroni dodaje nie tylko powagi, ale też gwarantuje, że nasze działania będą wolne od brawury, będą bardziej przemyślane i skuteczniejsze biznesowo. [...]
biznes i zarządzanie / blockchain / oprogramowanie / technologia / zarządzanie ryzykiemWiele się mówi o bezpieczeństwie w sieci, o ryzykach, jakie nas otaczają. Wiele jest materiałów mówiących o tym czego nie robić, czego się wystrzegać i na co zwracać uwagę działając w sieci.  Cyberbezpieczeństwo ma jednak wiele twarzy i w wielu aspektach naszego codziennego życia może się przejawiać. Nawet, jeśli wydaje nam się, że nas to zagadnienie nie dotyczy, bo nie jesteśmy wielką firmą i nie przetwarzamy wielkich biznesowych tajemnic – możemy być poważnie zaskoczeni, gdy wpadniemy w sidła cwanych oszustów. Kilka dni temu zadzwonił do mnie telefon z nieznanego numeru. Nie mogłem odebrać, więc połączenie zapisało się w rejestrze połączeń nieodebranych. Po pewnym czasie, gdy mogłem już rozmawiać, oddzwoniłem pod zapisany numer, ale głos w słuchawce oznajmił mi, że on do mnie nie dzwonił, a z telefonem się nie rozstawał.  Przypomniało mi to pewną historię.  Znajoma szukała kogoś, kto pomoże jej rozpocząć przygodę w świecie kryptowalut. Rozmawiała ze swoimi przyjaciółmi i jeden z nich obiecał jej pomóc – stwierdził, że zna kogoś, kto się specjalizuje w rynku kryptowalut i skontaktuje ich ze sobą. Następnego dnia zadzwonił do znajomej telefon. Ta, pamiętając rozmowę z poprzedniego dnia, odebrała i będąc przekonaną, że rozmawia ze znajomym swojego kolegi, zaufała mu i poddała się jego wskazówkom. Marcin, bo tak przedstawił się rozmówca, przeprowadził ją przez cały proces zakładania konta na znanej platformie handlu kryptowalutami. Tam, gdzie proces był nieco bardziej skomplikowany, udostępniła mu pulpit swojego komputera i pozwoliła mu pomóc sobie w przejściu przez całą procedurę. Dzięki pomocy Marcina wszystko przebiegło sprawnie i bez najmniejszych kłopotów.  Następnym krokiem było przelanie środków z polskiego banku na konto platformy kryptowalutowej. Moja znajoma ten krok wykonała już sama, przelewając znaczną sumę pieniędzy ze swojego rachunku bankowego na stworzone niedawno konto na platformie kryptowalutowej. Oczywiście, z racji tego, że kwota była znaczna, a rachunek docelowy zagraniczny – zadzwonił do niej ktoś z banku, aby potwierdziła chęć wykonania transferu środków. Z racji tego, że przelew robiła świadomie – potwierdziła całość bez najmniejszych zastrzeżeń. Po kilku godzinach otrzymała potwierdzenie z systemu kryptowalutowego, że środki dotarły i zostały zaksięgowane. Zalogowała się do stworzonego niedawno konta – faktycznie, wszystko się zgadzało – środki znajdowały się na jej koncie.  Dziś w rozmowie nie ukrywa, że do tego momentu odczuwała lekki stres związany z przeprowadzaną operacją. Ale gdy zobaczyła już bitcoiny na swoim koncie – poczuła się bezpieczna. Kilka dni później zalogowała się na swoje konto bankowe w polskim banku i ze zdumieniem stwierdziła, że z jej rachunku zniknęła kwota będąca dwukrotnością pierwszego przelewu. Pozostały zaledwie grosze. Zalogowała się do platformy kryptowalutowej, a tam także zobaczyła saldo równe zeru. Kiedy zwróciła się o pomoc do mnie – mogłem już jedynie pomóc zabezpieczyć jej urządzenia, oraz odtworzyć bieg zdarzeń. Skradzionych środków odzyskać się nie udało. Marcin (oczywiście, jego prawdziwych personaliów nie poznamy) okazał się oszustem, który szczęśliwie wstrzelił się z telefonem w czas, gdy znajoma takiego telefonu oczekiwała. Jego pomoc w założeniu konta na platformie giełdy kryptowalutowej miała doprowadzić do tego, że uzyska on dostęp do komputera mojej znajomej i pozostawi na nim swoje programy szpiegujące. Te umożliwiły mu dostęp zarówno do jej konta bankowego, jej konta na platformie kryptowalutowej, a także smartfona. Gdy znajoma wykonała pierwszy przelew ze swojego konta bankowego i potwierdziła ustnie tę dyspozycję w rozmowie z pracownikiem banku – kolejne transakcje na ten sam rachunek nie wymagały już potwierdzenia. Marcin wykonał więc kolejne dwa przelewy na konto platformy kryptowalutowej, a mając dostęp do smartfona znajomej – potwierdził wszystkie transakcje kodami z przesyłanych SMSów, a same SMSy usunął, aby nie budzić podejrzeń. Gdy tylko środki dotarły na założone przez znajomą konto na platformie kryptowalutowej – natychmiast zostały wytransferowane poza platformę i ślad po nich zaginął. Sprawa została zgłoszona na policję, ale funkcjonariusze są w takich sytuacjach bezsilni. Podczas prowadzonych czynności funkcjonariusz próbował skontaktować się z numerami telefonów, z których kontaktował się z moją znajomą Marcin. Jak się okazało – były to losowe numery, rozsiane po całej Polsce, a osoby, które zgłaszały się po drugiej stronie, były wielce zdziwione całym zajściem. Nigdy nie kontaktowały się z moją znajomą, nie wykonywały do niej połączeń, ani nie realizowały żadnych działań związanych z kryptowalutami. Fakt ten potwierdza analiza bilingów telefonicznych tych osób – o ile na liście połączeń przychodzących do mojej znajomej te numery występują, o tyle na liście połączeń wychodzących tamtych osób – połączenia z numerem mojej znajomej brak. Znajoma padła ofiarą cyberoszustwa i niestety nie udało się uratować jej pieniędzy.  Inny przypadek związany z bezpieczeństwem w świecie cyfrowym, to kwestie przejmowania kontroli nad urządzeniami (smartfonami lub komputerami), a nawet kontami na platformach social media.  Jeśli ktoś obcy próbuje poprosić nas o pomoc, to zwykle jesteśmy czujni, ale gdy tego wsparcia potrzebuje ktoś z naszych bliskich – nasza czujność zwykle zamienia się w determinację i potrzebę działania. Wyobraźmy sobie jednak, że o pomoc prosi nas oszust, który tylko korzysta z urządzenia lub konta kogoś z naszych bliskich. Tylko wydaje nam się, że to bliska nam osoba. W takiej sytuacji, jeśli nie upewnimy się, że nasz rozmówca jest tym, za kogo się podaje, łatwo możemy stać się ofiarą wyłudzenia. Takiego przejęcia urządzenia lub konta można dokonać na wiele sposobów, ale zwykle jest to wynik jednego kliknięcia w podesłany przez oszusta link. Zaproszenie do dołączenia do jakiejś grupy, skorzystania z jakiejś promocji, odebrania darmowej nagrody. Czasem zeskanowanie jakiegoś kodu QR. Informacje te przychodzą zwykle jako wiadomość w komunikatorach, SMSach lub mailach. Zdarzają się także maile do złudzenia przypominające wiadomości rozsyłane przez znane podmioty – firmy kurierskie, Pocztę Polską, a nawet banki. W mailach tych zawarta jest zwykle sugestia, że została podjęta próba wykonania jakiejś czynności (np. dostarczenia przesyłki lub wykonania przelewu), ale z jakiegoś powodu zakończyła się niepowodzeniem. W związku z tym, albo dokonamy ponownej próby wykonania czynności (i tu zwykle wskazany jest link), albo czynność ostatecznie nie zostanie wykonana.Jeśli klikniemy w taki link, to albo zostaniemy przekierowani do formularza bankowego (wpisując login i hasło naszego konta bankowego – podamy je na tacy oszustom), albo nasz komputer zostaje zainfekowany wirusem (zwykle jest to wirus szyfrujący wszystkie dane na komputerze – odzyskanie tych danych może kosztować nas grube tysiące złotych). Pomysłowość oszustów nie zna granic. Każdego dnia pojawiają się nowe sposoby i scenariusze wyciągania od ludzi pieniędzy i danych. Codziennie pojawiają się nowe warianty starych metod, np. jakaś nowa mutacja metody na wnuczka. Ale, oczywiście, nadal stosowane są stare, sprawdzone metody – przykładowo: nadal na każdym z naszych serwerów odnotowujemy każdego dnia po kilka tysięcy prób włamań. Nieskutecznych szczęśliwie. Nadal oszuści próbują żerować na niewiedzy innych. Próbują sprzedać nowe domeny internetowe w cenie 3-4 razy wyższej niż ich faktyczna wartość, wskazując, że inna firma zainteresowała się domeną, w której jest nazwa naszej firmy. Albo wymuszając opłaty za założenie i utrzymanie konta w usłudze, która z natury jest darmowa. Nie musimy więc być globalną korporacją ani zajmować się wielkim biznesem czy polityką, żeby być narażonym na cyberoszustwa i cyberprzestępczość. Warto jest mieć świadomość, że obcowanie z technologią, poza oczywistymi zaletami, niesie ze sobą także olbrzymie ryzyka. Korzystajmy więc z nich rozważnie. [...]
biznes i zarządzanie / komunikacja / marketing / media społecznościowe / rozwój osobistyPytanie, na które dziś będę starał się odpowiedzieć, dotyczy zagadnienia, o którym, jak się wydaje, napisano już wszystko. Pragnę jednak opisać kilka przykładów tego, jak w praktyce wykorzystać social media w biznesie i, bazując na własnych doświadczeniach, wskazać najlepsze praktyki działania w tym zakresie.  Social media mogą być bardzo skutecznym narzędziem w promowaniu biznesu i budowaniu wizerunku marki. Poniżej przedstawiam kilka sposobów wykorzystania social media w biznesie: Social media umożliwiają firmom budowanie pozytywnego wizerunku marki poprzez publikowanie wartościowych treści i interakcję z użytkownikami. Umożliwiają firmom dotarcie do większej liczby osób niż tradycyjne kanały marketingowe. Pozwalają firmom na nawiązywanie relacji z klientami poprzez udzielanie odpowiedzi na pytania, udzielanie pomocy i odpowiadanie na komentarze. Umożliwiają firmom promowanie swoich produktów i usług poprzez publikowanie zdjęć, filmów i artykułów o nich. Pozwalają firmom na dotarcie do nowych potencjalnych klientów poprzez kierowanie reklam do osób zainteresowanych ich produktem lub usługą. Umożliwiają firmom na monitorowanie działań konkurencji i dostosowywanie swoich działań marketingowych w odpowiedzi na ich działania. Dziś nieco więcej opowiem o zagadnieniach związanych z budowaniem wizerunku – zarówno wizerunku marki, jak i marce osobistej, a więc eksperckim wizerunku przedstawiciela marki.  Budowanie wizerunku marki to jeden z najważniejszych elementów marketingu, który pozwala na budowanie trwałych relacji z klientami. Social media są doskonałym narzędziem do promowania wizerunku marki poprzez publikowanie wartościowych treści i interakcję z użytkownikami. Publikowanie wartościowych treści na social mediach to kluczowy element budowania wizerunku marki. Treści te mogą obejmować różne formy, takie jak zdjęcia, filmy, infografiki, artykuły i wpisy na blogach. Ważne jest, aby treści były dostosowane do platformy, na której są publikowane, oraz do grupy docelowej. Treści powinny być angażujące i wartościowe dla odbiorców oraz odzwierciedlać wartości i misję firmy. Interakcja z użytkownikami to kolejny ważny element budowania wizerunku marki w social mediach. Firma może komunikować się z klientami w różnych formach, takich jak odpowiadanie na komentarze, udzielanie odpowiedzi na pytania, udzielanie pomocy, czy organizowanie konkursów i quizów. Interakcja ta pozwala na nawiązywanie relacji z klientami, budowanie zaangażowania i pozytywnego wizerunku marki. Dzięki publikowaniu wartościowych treści i interakcji z użytkownikami, firma może budować pozytywny wizerunek marki, który będzie kojarzył się z wartościami, jakie firma reprezentuje. W konsekwencji, klienci będą bardziej skłonni do korzystania z produktów lub usług firmy i rekomendowania jej innym osobom. Budowanie wizerunku marki w social mediach to proces długotrwały, ale skuteczny, który pozwala na budowanie trwałych relacji z klientami i zwiększanie zaufania do marki. Rozszerzając nieco to zagadnienie warto wspomnieć o wykorzystaniu social mediów do stworzenia swojego wizerunku eksperckiego. Oczywistym jest, że za każdą marką stoją ludzie, pracownicy, jej przedstawiciele. Często, jeśli rozmawiam z klientem, moja wiedza i doświadczenie pozwala mi na przekonanie go do moich racji, do mojej usługi lub produktu. Jeśli jednak kontaktuję się z nowym klientem, z kimś kto mnie nie zna – wtedy może się okazać, że nawet nie dojdzie do spotkania, bo klient spotka się z kimś innym, z kimś kogo zna i komu ufa, a ten przekona go do swoich racji.  Aby temu zaradzić, warto popracować nad stworzeniem własnej marki osobistej (personal branding), dzięki której – nawet jeśli Twój nowy klient nie miał okazji jeszcze Cię poznać, spotkać się z Tobą i porozmawiać – być może spotkał się już z Tobą w internecie i już zdążył wyrobić sobie opinię o Twoim profesjonalizmie, poziomie wiedzy i doświadczeniu. W takiej sytuacji bezpośrednie spotkanie stanie się czystą formalnością, bo klient będzie wiedział, że trafił w odpowiednie ręce. Personal branding to proces budowania swojego wizerunku, który pozwala na wyeksponowanie swoich umiejętności, doświadczenia, wartości i pasji, aby wyróżnić się na rynku i zbudować trwałą reputację. Poniżej przedstawiam kilka sposobów, jak można prowadzić działania w zakresie budowy personal branding: Kluczowym elementem personal branding jest tworzenie wartościowych treści, które pomogą wyróżnić się na rynku. Mogą to być blogi, artykuły, e-booki, prezentacje, wideo, które prezentują wiedzę i doświadczenie w danej dziedzinie. Treści te powinny być angażujące, wartościowe i dostosowane do grupy docelowej.  Obecność online to niezbędny element personal branding. Warto zadbać o swoje profile na LinkedIn, Twitterze, Facebooku, Youtube i innych platformach społecznościowych, w których działają grupy związane z branżą, w której pracujemy. Ważne, aby w profilach zamieścić zdjęcie, opis i wyróżnić swoje umiejętności i doświadczenie. Networking to kluczowy element personal branding. Warto nawiązywać kontakty z ludźmi z branży, w której pracujemy, uczestniczyć w konferencjach, spotkaniach branżowych, czy wirtualnych wydarzeniach.  Personal branding wymaga ciągłego samorozwoju i poszerzania wiedzy. Warto uczestniczyć w szkoleniach, kursach, czy konferencjach branżowych, które pozwolą na zdobycie nowej wiedzy i umiejętności. Ważne jest, aby działać konsekwentnie i spójnie, aby budować trwałą reputację. Należy dbać o swój wizerunek, zachowywać profesjonalizm, a także reagować na komentarze i pytania w sposób profesjonalny. Personal branding to proces długotrwały, który wymaga poświęcenia czasu i wysiłku. Jednak skuteczne działania w tym zakresie pozwolą na wyróżnienie się na rynku i zbudowanie trwałej reputacji, a w efekcie przełożą się na nieprzeciętne wyniki sprzedażowe. Blog, na którym zamieszczony jest niniejszy artykuł, także jest formą personal brandingu. Dzięki niemu mam okazję zaprezentować moją wiedzę, moje doświadczenie i kompetencje. Jestem przekonany, że wiedza, którą się na nim dzielę, to wartościowy materiał, pozwalający zaznajomić się z opisywanymi zagadnieniami. Jednocześnie, czytelnik przyswajając tę wiedzę, ma świadomość, że pochodzi ona ode mnie i tym samym moja reputacja w jego oczach rośnie. Tym samym, jeśli kiedykolwiek przyjdzie nam spotkać się na stopie profesjonalnej, wierzę, że nie będzie miał wątpliwości odnośnie poziomu mojej wiedzy i doświadczenia. Zdecydowałem się prowadzić działania w zakresie personal brandingu wyłącznie w formie bloga i świadomie zrezygnowałem (przynajmniej na tym etapie) z takich form, jak prowadzenie kanału na YouTube, czy działania na TikToku. Istnieją jednak branże, gdzie prowadzenie działań w postaci publikacji materiałów wideo jest koniecznością, lub pozwala na przedstawienie znacznie większej ilości informacji i detali. W moim przypadku prowadzenie bloga, jako wyłącznego medium, było świadomym wyborem. O nowych wpisach na moim blogu informuję moich czytelników publikując niewielkie wzmianki na swoich profilach na LinkedIn i Facebook, a także wysyłam newsletter email do tych, którzy wpisali się na listę zainteresowanych. Jako firma prowadzimy także działania na Facebooku, Instagramie, LinkedInie, oraz TikToku. Wszystkie one są skorelowane w taki sposób, by wzmacniały się wzajemnie i dzięki temu efekty ich działania są możliwie największe. Nasze zabiegi są doceniane na rynku, a klienci, którzy do nas docierają, ufają zarówno naszym usługom, wierzą w wysoką jakość naszych produktów i z pełnym zaufaniem z nich korzystają. [...]
biznes i zarządzanie / case study / marketing / media społecznościowe / technologia / zarządzanie projektamiW połowie 2019 roku rozpoczęliśmy budowę aplikacji ułatwiającej ludziom wspólną zabawę (dyskoteki, puby, kluby nocne, koncerty, zabawy, itp). Kiedy projekt osiągnął fazę gotowości do publikacji (tzw. MVP) – pojawił się COVID, obostrzenia, chwilę później zamknięto kluby i dyskoteki… że o lasach nie wspomnę. Podjąłem jednak decyzję, by nie odpuszczać, pracować dalej i tworzyć aplikację w ostatecznym kształcie. Pandemia trochę nam niespodziewanie pomogła, bo nastroje i ciśnienie związane z zakazem imprez spowodowało, że kluby zaczęły się otwierać po kryjomu i ludzie, złaknieni zabawy, bawili się, tańczyli, imprezowali, pomimo restrykcji. Potwierdziło to więc moją wcześniejszą obserwację, że ludzie będą się bawić, wbrew wszystkiemu, a naszą misją – jest im w tym pomóc. Gdy restrykcje zostały nieco złagodzone, nasz zespół nadal pracował nad budową całego systemu, a ja postanowiłem stworzyć zespół sprzedażowy i zweryfikować rynkowość mojej wizji. Zbudowaliśmy bazę klubów w całej Polsce (okazało się, że jest ich około 2000) i podjęliśmy trud kontaktu z nimi. Wiedzieliśmy, że nie wszystkie kluby się otworzą ze względu na pandemię, zakładaliśmy też, że część z nich upadnie. Nie mniej, korzystając z dostępnych kanałów (Instagram, Facebook, telefon, mail), udało nam się skutecznie nawiązać komunikację z 1200 klubów, z czego 300 zadeklarowało pełnię poparcia dla projektu i chęć współpracy, oraz udostępniło nam swoje materiały (logotypy, teksty, itp). Część tych klubów zaczęła się nawet już chwalić w swoich materiałach (stronach, profilach FB, plakatach), że są członkami społeczności PartyFinder. Kolejne 600 klubów z grupy tych, do których udało nam się dotrzeć, postanowiło poczekać jak nasz projekt się rozwinie i zaangażować we współpracę dopiero wtedy, gdy potwierdzimy swoje istnienie. Przecież wtedy, gdy rozmawialiśmy z klubami, nawet nie mieliśmy jeszcze udostępnionej w sklepach AppStore i GooglePlay aplikacji. Po kilku miesiącach udostępniliśmy wersję beta aplikacji, poinformowaliśmy o tym kluby i otrzymaliśmy od nich wiele pozytywnych opinii i reakcji.. ale też wiele konstruktywnych uwag i podpowiedzi – co zmienić, co ulepszyć, itp. Wprawdzie chcieliśmy już wystartować z marketingiem projektu i zacząć jego promocję, a zebrane uwagi wdrażać w trakcie życia systemu, ale wybuchła wojna na Ukrainie i klimat na sprzedaż apki zrobił się ponury. Postanowiłem więc, że musimy przeczekać kolejny trudny czas i nasz zespół zajął się wdrożeniem modyfikacji. W ciągu kolejnych kilku miesięcy wprowadziliśmy zgłoszone poprawki i postanowiliśmy rozpocząć promocję aplikacji. Aplikacja została udostępniona w sklepach GooglePlay, AppStore, oraz AppGallery, a nasz zespół podjął działania w kierunku kreatywnego wykorzystywania mediów społecznościowych i promocji naszej aplikacji. Założyliśmy, że naszym pierwszym celem jest osiągnięcie 10 tysięcy pobrań aplikacji i ten cel będziemy starali się osiągnąć w czasie kolejnych 6 miesięcy. Cel był ambitny, ale wydawał się osiągalny, przy wykorzystaniu odpowiednich środków.  Podjęliśmy decyzję o wykorzystaniu Instagrama, Facebooka i TikToka. We wszystkich tych kanałach będziemy wykorzystywali organicznie tworzoną treść, na którą będą się składać materiały tekstowe, zdjęcia i grafiki, a także wideo. O tym, jak przygotowaliśmy materiały wideo, pisałem wcześniej w artkule Fajny film wczoraj widziałem (https://obermuller.pl/2023/03/13/fajny-film-wczoraj-widzialem/). Postanowiliśmy także przeprowadzić płatną kampanię reklamową na wszystkich trzech platformach – założyliśmy, że dzięki temu dotrzemy do osób, które dotąd nie miały kontaktu z naszymi profilami w mediach społecznościowych i które w związku z tym, nie miałyby szansy poznać publikowanych przez nas treści bez płatnej reklamy. Podjęliśmy także decyzję, że dla podniesienia skuteczności naszych działań, rozpoczniemy współpracę z influencerami, którzy publikują treści na Instagramie i TikToku. Zaczęliśmy poszukiwać odpowiednich naszym zdaniem osób i podpisaliśmy umowy z kilkoma z nich. Aktywność tych osób skupia się głównie na TikToku, więc ta platforma okazała się naturalnym wyborem naszych działań. Ci, z którymi podpisaliśmy umowy, to tzw. mikro influencerzy, czyli osoby, których filmy oglądane są zwykle przez grupę od kilku do kilkunastu tysięcy internautów. Każdego z nich poprosiliśmy o nakręcenie kilku filmików we własnym zakresie (uwzględniając nasze wytyczne) i publikację ich na własnym kanale TikTok. Krótko po rozpoczęciu publikacji filmów okazało się, że filmy publikowane przez niektóre osoby osiągają oglądalność na poziomie kilkuset wyświetleń, u innych jest to kilka tysięcy, ale jeden z filmików uzyskał wynik na poziomie 100 tysięcy wyświetleń, a jeden ponad 350 tysięcy i liczba ta wciąż rośnie. Jednocześnie opublikowaliśmy na naszym kanale TikTok własne materiały wideo, o których wspominałem wcześniej.  Zdecydowaliśmy się także na przygotowanie dwóch dodatkowych filmów, które wykorzystują w swojej treści jednocześnie dwa elementy znane z psychologii sprzedaży: społeczny dowód słuszności, oraz zaskoczenie z aspektem humorystycznym. Dzięki temu nasza reklama jest znacznie bardziej zapamiętywana przez użytkowników niż każda inna tradycyjna forma promocyjna. Jest też zabawna, a w efekcie jest przekazywana między użytkownikami w formie marketingu wirusowego.  W celu stworzenia tych dwóch filmów podpisaliśmy umowy na udostępnienie danych osobowych z następującymi osobami: Anną Lewandowską, która mieszka w Norwegii i pracuje w tamtejszym szpitalu, oraz Szymonem Marciniakiem, prowadzącym w trójmieście własną działalność gospodarczą. Reklamy, które powstały, to proste animacje bazujące na przekazie tekstowym. Zbieżność imion i nazwisk naszych partnerów z osobami znanymi z mediów powoduje zaskoczenie, a następnie uśmiech na twarzach oglądających reklamę. Na początek na nasz kanał TikTok wrzuciliśmy pierwszą z reklam. W ciągu kilku dni osiągnęła ona wynik wyświetleń na poziomie 80 tysięcy, gdzie reszta filmików na naszym kanale ma znacznie niższe wyniki. Podsumowując wszystkie nasze działania po 3 tygodniach prowadzenia kampanii promocyjnej aplikacji PartyFinder stwierdzam, że jestem bardzo zadowolony z osiągniętego rezultatu. Można by wręcz powiedzieć, że zaskoczony. A z pewnością dumny. W ciągu 3 tygodni od początku promocji nasza aplikacja została pobrana przez ponad 7500 użytkowników, w sklepie Play uzyskała ranking “1tys.+” oznaczający, że liczba pobrań przekroczyła liczbę 1000 (ale mniej niż 10tys. – taki jest kolejny próg), a w sklepie AppStore została doceniona pozycją w rankingu najczęściej pobieranych aplikacji. W kategorii najczęściej pobieranych aplikacji w kategorii “Rozrywka” osiągnęliśmy pozycję numer 1, pokonując tysiące innych aplikacji o uznanej renomie i pozycji, między innymi Netflixa, TikToka czy Disney+. W kategorii najczęściej pobieranych aplikacji w całym sklepie AppStore łącznie – zajęliśmy 6 miejsce, pokonując dziesiątki tysięcy aplikacji. Za nami są między innymi: WhatsApp, YouTube i Spotify. Duma nas rozpiera i z niecierpliwością patrzymy w przyszłość, zastanawiając się co jeszcze fajnego nam ona przyniesie.  Będziemy nadal pracowali nad tym, by zwiększyć ilość naszych użytkowników, będziemy starali się dbać o ich zadowolenie z dostarczanych przez aplikację funkcjonalności, ale też będziemy nadal zapraszać właścicieli klubów do tego, by dołączyli do społeczności PartyFindera i cieszyli się ze wszystkich usprawnień w ich pracy, jakie oferujemy. [...]
biznes i zarządzanie / blockchain / finanse / marketing / technologiaCzęsto w konwencji kryptowalut i blockchaina pojawia się termin NFT. Dziś w kilku słowach o tym, czym jest NFT i z czym się to je. NFT to skrót od angielskiego terminu “Non-Fungible Token”, co oznacza niematerialny znak towarowy. Jest to rodzaj cyfrowego aktywa, który jest wykorzystywany w celu reprezentowania określonych wartości, takich jak sztuka, muzyka, gry wideo, wirtualne nieruchomości i wiele innych. NFT bazują na technologii blockchain, która umożliwia stworzenie niepowtarzalnych i niepodrabialnych cyfrowych aktywów. Dzięki temu, NFT są wykorzystywane jako narzędzie do weryfikacji autentyczności i własności cyfrowych dzieł sztuki, a także jako forma inwestycji w ten rodzaj aktywów. Jednym z największych rynków NFT jest rynek sztuki cyfrowej, gdzie artyści i kreatorzy mogą sprzedawać swoje prace w formie NFT. Istnieją też platformy, takie jak OpenSea, Rarible czy SuperRare, na których można kupić i sprzedać NFT. Przykłady tokenizacji W ostatnim czasie wiele dzieł sztuki, w tym obrazy i utwory muzyczne, zostało ztokenizowanych, co pozwoliło artystom na osiągnięcie znacznie wyższych sum sprzedaży niż w tradycyjnych kanałach. Kilka z najbardziej głośnych przykładów z różnych części świata to: Beeple – amerykański artysta cyfrowy, który w marcu 2021 roku sprzedał swój cyfrowy obraz “Everydays: The First 5000 Days” na aukcji w domu aukcyjnym Christie’s za 69,3 miliona dolarów, co uczyniło to dzieło sztuki jednym z najdroższych sprzedanych kiedykolwiek. Grimes – kanadyjska piosenkarka i partnerka Elona Muska, która w lutym 2021 roku sprzedała kolekcję swoich cyfrowych dzieł sztuki jako NFT na platformie Nifty Gateway za 6 milionów dolarów. Jack Dorsey – założyciel Twittera i Square, który sprzedał swój pierwszy tweet jako NFT za 2,9 miliona dolarów na platformie Cent w marcu 2021 roku. Rob Gronkowski – były amerykański zawodnik futbolu amerykańskiego, który w marcu 2021 roku sprzedał swoją kolekcję cyfrowych kart z jego wizerunkiem na platformie NFT OpenSea. Polscy artyści także próbują sprzedawać swoje dzieła w formie tokenów NFT. Przykładowo: Dawid Podsiadło – polski piosenkarz i autor tekstów, który w marcu 2021 roku wyemitował NFT z muzyką i tekstami swojego albumu “Małomiasteczkowy”. NFT zostały sprzedane na platformie OpenSea. Przemek Karnowski – polski koszykarz, który w marcu 2021 roku wyemitował kolekcję NFT ze swoimi zdjęciami i filmami z kariery sportowej. Kolekcja została sprzedana na platformie OpenSea. Piotr Kuczia – polski artysta cyfrowy, który w kwietniu 2021 roku wyemitował NFT z serii “Cryptovoxel Landscapes”. NFT zostały sprzedane na platformie OpenSea. Łukasz Jankowski – polski artysta cyfrowy, który w kwietniu 2021 roku wyemitował NFT z serii “RGB Dreams”. NFT zostały sprzedane na platformie Nifty Gateway. Tokenizacja NFT dotyczy także samego wizerunku artystów. Wizerunki artystów można tokenizować, tworząc unikalne cyfrowe dzieła sztuki lub kolekcjonerskie karty, które reprezentują określone obrazy, zdjęcia lub grafiki. Takie NFT związane z artystami cieszą się coraz większą popularnością wśród kolekcjonerów, którzy szukają nowych sposobów na inwestowanie swoich środków. Wizerunki artystów mogą również zostać wykorzystane jako część większych projektów NFT, takich jak gry oparte na blockchainie, gdzie cyfrowe postacie lub postaci graczy mogą mieć unikalne wizerunki i umiejętności. Możliwości zastosowań NFT są bardzo szerokie i mogą być dostosowane do różnych potrzeb i dziedzin sztuki i rozrywki. Jednym z pierwszych artystów, którzy wykorzystali NFT do sprzedaży swojego wizerunku, był amerykański raper i producent muzyczny 3LAU. W lutym 2021 roku 3LAU sprzedał 33 NFT swojego albumu “Ultraviolet” za 11,6 miliona dolarów. Innym znanym przykładem jest NFT stworzone przez amerykańską modelkę i przedsiębiorczynię Emily Ratajkowski, który przedstawia zdjęcie, na którym modelka pozuje topless. Token został sprzedany za 140 tysięcy dolarów na platformie Christie’s. Wizerunki innych znanych osób, takich jak Elon Musk, Paris Hilton, Lindsay Lohan, czy Grimes, również zostały już ztokenizowane w postaci NFT. Ten trend ma szansę na dalszy rozwój, ponieważ NFT dają artystom i celebrytom nowe możliwości zarabiania na swoim wizerunku i poszerzenia swojego portfolio artystycznego. Jedną z pierwszych osób, które w Polsce próbowała zarobić na swoim wizerunku dzięki tokenzacji NFT była Dorota Rabczewska, znana jako Doda. Artystka postanowiła wykonać skan 3D swojego ciała, aby następnie podzielić go na 400 fragmentów i wystawić je na sprzedaż. Kupując jeden z fragmentów w aukcji, stajemy się jedynym posiadaczem wirtualnego kawałka ciała Dody – może to być fragment jej czoła, ucha, łokcia, pośladka lub nawet małego palca u lewej stopy. Warto zaznaczyć, że NFT nie są wolne od kontrowersji i krytyki. Niektórzy krytycy uważają, że NFT są jedynie chwilowym trendem, a nie wartościowymi aktywami, a także że ich eksplozja na rynku sztuki cyfrowej przyczyniła się do nieracjonalnego wzrostu cen wielu dzieł sztuki cyfrowej. Jednakże, pomimo kontrowersji, NFT są coraz bardziej popularne i zyskują na znaczeniu w świecie kryptowalut i cyfrowych aktywów. Pozostaje jednak pytanie: do czego to właściwie służy?  Po co mi tokeny NFT? Wiele NFT jest tworzonych z myślą o kolekcjonowaniu, podobnie jak tradycyjne kolekcjonerskie przedmioty, takie jak znaczki, monety czy karty sportowe. Posiadanie unikalnego NFT może być dla niektórych osób sposobem na wykazanie swojego zainteresowania daną tematyką, posiadanie czegoś wyjątkowego lub po prostu na inwestycję. NFT mogą być również wykorzystane do udostępniania treści, takich jak muzyka, filmy, gry czy książki. Posiadanie NFT daje wtedy dostęp do tej treści, a czasami może również zapewnić dodatkowe korzyści, takie jak specjalne wersje czy bonusy. Dla niektórych ludzi NFT są sposobem na inwestowanie swoich środków. Podobnie jak w przypadku inwestowania w akcje czy kryptowaluty, posiadanie NFT może przynieść zyski, jeśli ich wartość wzrośnie w przyszłości. Niektórzy twórcy wykorzystują NFT do promocji swoich dzieł i budowania swojej marki. Tworzą oni unikalne NFT i oferują je jako nagrody dla swoich fanów, którzy mogą otrzymać je w ramach konkursów lub innych działań promocyjnych. Istnieją też tokeny, które są stowarzyszone z pewnymi dodatkowymi funkcjonalnościami, takimi jak dostęp do ekskluzywnych treści lub usług, lub specjalne prawa związane z właścicielstwem NFT. Na przykład, niektóre zespoły muzyczne wydają NFT, które dają posiadaczom dostęp do ekskluzywnych treści, takich jak wideoklipy, wywiady, wirtualne spotkania z zespołem itp. Ponadto, niektóre platformy NFT oferują specjalne prawa związane z posiadaniem danego NFT, takie jak możliwość wymiany NFT na produkty lub usługi związane z tym danym dziełem lub udział w losowaniach i konkursach organizowanych przez artystów czy twórców. [...]
blockchain / finanse / technologia / zarządzanie ryzykiemMówiąc o kryptowalutach nie sposób nie wspomnieć, że inwestycja w kryptowaluty i korzystanie z giełd kryptowalut wiąże się z pewnymi ryzykami, takimi jak wahania cen, brak regulacji, ryzyko bezpieczeństwa, a także ryzyko utraty środków w przypadku ataków hakerskich czy błędów w systemie. Dlatego ważne jest, aby zawsze dokładnie badać giełdy kryptowalut przed ich użyciem i korzystać z nich z rozwagą. Inwestując w kryptowaluty można wiele zarobić, ale też sporo stracić. Nawet cały zainwestowany kapitał. Kurs kryptowaluty zależy od wielu czynników, w tym od popytu i podaży na rynku, poziomu zainteresowania daną kryptowalutą, jej wizerunku i reputacji, ogólnej sytuacji gospodarczej i politycznej, poziomu akceptacji i regulacji ze strony instytucji rządowych i finansowych, innowacyjności i funkcjonalności danej kryptowaluty oraz wiele innych czynników. Popyt i podaż na rynku są kluczowymi czynnikami wpływającymi na kurs kryptowaluty. Jeśli istnieje większe zapotrzebowanie na daną kryptowalutę niż ilość dostępna na rynku, to cena wzrośnie. W przeciwnym przypadku, gdy podaż jest większa niż popyt, to cena spadnie. Wiele czynników wpływa na popyt i podaż na rynku, w tym zainteresowanie mediów, trendy inwestycyjne, zmiany w regulacjach rynkowych, wzrost lub spadek zaufania inwestorów do danej kryptowaluty, a także ilość dostępnych jednostek danej kryptowaluty. Kurs kryptowaluty może także zależeć od jej wizerunku i reputacji. Im bardziej popularna i uznana jest dana kryptowaluta, tym większe jest prawdopodobieństwo, że jej kurs będzie rósł. Z drugiej strony, negatywne informacje, takie jak incydenty związane z bezpieczeństwem lub naruszenia regulacji, mogą wpłynąć na spadek kursu kryptowaluty. Istnieją kryptowaluty o uznanej reputacji jak Bitcoin, których wartość jest w miarę stabilna, ale i tak podlega wpływom i fluktuacjom. Są też waluty młodsze, o mniejszej reputacji i te są w stanie zmieniać swoją wartość niemal dowolnie w krótkim czasie. Doskonałym przykładem tego, jak zmienną wartość mają kryptowaluty, jest historia wpływu Elona Muska, właściciela między innymi takich firm jak Tesla, czy SpaceX, na wartość Bitcoina. W lutym 2021 roku Elon Musk ogłosił, że Tesla kupiła 1,5 miliarda dolarów w BTC i planuje akceptować tę kryptowalutę jako formę płatności za swoje produkty. To ogłoszenie spowodowało skok cenowy BTC, a jej wartość wzrosła o ponad 10% w ciągu jednego dnia. Jednak już w maju tego samego roku, Musk poinformował, że Tesla zawiesza akceptowanie płatności w BTC ze względu na obawy związane z wpływem wydobycia tej kryptowaluty na środowisko naturalne. Ta wypowiedź spowodowała spadek wartości BTC o ponad 10%. Później w tym samym miesiącu, Musk opublikował kilka tweetów, w których wyrażał swoje kontrowersyjne poglądy na temat BTC. W jednym z tweetów nazwał ją “bezkarną kryptowalutą” i sugerował, że Tesla może sprzedać swoje posiadane BTC. To spowodowało spadek wartości BTC o kolejne 10%. W czerwcu 2021 roku Musk ponownie wywołał kontrowersje, twierdząc, że Tesla sprzeda swoje posiadane BTC, co spowodowało dalszy spadek wartości BTC o ponad 5%. Później w lipcu 2021 roku Musk zmienił swoje podejście i ogłosił, że Tesla może znowu zacząć akceptować płatności w BTC, jeśli wydobycie tej kryptowaluty zostanie bardziej zrównoważone pod względem ekologicznym. To ogłoszenie pomogło odbudować wartość BTC. W całej swej historii kurs Bitcoina zmieniał się wielokrotnie w bardzo szerokich ramach. 2009: Bitcoin zostaje wprowadzony na rynek i jest praktycznie bezwartościowy. 2010: Pierwsza transakcja, w której zapłacono za pizzę 10 000 BTC, ma miejsce w maju tego roku. W ciągu roku wartość Bitcoina wzrasta do 0,08 USD. 2011: W styczniu wartość Bitcoina wynosi 1 USD, a w czerwcu spada do 0,01 USD. W grudniu wartość wraca do około 4 USD. 2013: W marcu wartość Bitcoina przekracza 30 USD, ale spada do 7 USD w kwietniu. W listopadzie wartość przekracza 1000 USD. 2014: W lutym wartość spada do około 300 USD i oscyluje wokół tej wartości przez większość roku. 2017: W styczniu wartość Bitcoina wynosi około 1000 USD, a w grudniu przekracza 19 000 USD. 2018: W styczniu wartość spada do około 8000 USD, a do końca roku spada do około 3000 USD. 2020: W maju wartość Bitcoina wynosi około 9000 USD, a w grudniu przekracza 20 000 USD. 2021: W styczniu wartość przekracza 40 000 USD, a w kwietniu przekracza 60 000 USD. W maju wartość spada do około 30 000 USD, ale później wraca do około 50 000 USD. 2023: Od początku roku wartość rośnie od 20 000 USD do obecnie 27 000 USD Poniżej przedstawiony jest wykres wartości BTC od początku jego istnienia (źródło: Google). Widać wyraźnie, że obecna wartość tej kryptowaluty jest znacznie wyższa, niż jej początkowa wartość, gdy waluta była praktycznie bezwartościowa. Ale gdy ktoś zainwestował spore środki finansowe kupując tę walutę w 2021 roku, gdy waluta miała swoje najwyższe notowania (wartość ponad 64 tys USD 12 listopada 2021) – dziś jego majątek skurczył się do wysokości 30%. Podobny kształt ma krzywa Ethereum (ETH, źródło: Google). Wprawdzie znacznie niższa jest wartość pojedynczej waluty, ale zachowanie jej wartości analogiczna do BTC. Nagły wzrost wartości obu walut w 2021 roku (zresztą nie tylko tych dwóch – większość kryptowalut odnotowało w tym okresie nagłe wzrosty swojej wartości) był spowodowany głównie dwoma czynnikami: Fala stymulacji gospodarczej spowodowana pandemią COVID-19 i ogromnymi pakietami fiskalnymi przyczyniła się do wzrostu zainteresowania kryptowalutami, a tym samym do wzrostu ich cen. W czerwcu 2021 roku El Salvador stał się pierwszym krajem na świecie, który uznał Bitcoina za legalne środki płatnicze. Ta decyzja wywołała ogromne zainteresowanie mediów i przyciągnęła uwagę inwestorów do kryptowalut. Nie należy się spodziewać, by tego typu zdarzenia w najbliższym czasie ponownie miały miejsce, a więc analogicznego skoku wartości kryptowalut możemy nie oczekiwać. Aczkolwiek, w ostatnich tygodniach, w związku z pojawieniem się trudności w sektorze bankowym, kurs BTC wzrósł o ponad 20%.  Niemniej, można przyjąć, że poza swoistą anomalią w wartości kryptowalut w roku 2021, kurs tej waluty ma wciąż tendencję wzrostową i w długiej perspektywie czasowej może stanowić atrakcyjną alternatywę inwestycyjną. Nie należy jednak oczekiwać, że wartość walut o ugruntowanej pozycji, takich jak BTC lub ETH, wzrośnie lawinowo w krótkim czasie i zyska na wartości kilkaset procent. Możemy też rozważyć kwestię inwestycji w młode kryptowaluty. Ich wartość początkowa jest zwykle bardzo niska, a szansa na wysoki zarobek rzędu kilkukrotności zainwestowanych środków, jest znacznie większa niż w przypadku walut o ugruntowanej pozycji. Niestety, znaczne jest także ryzyko tego, że wszystkie pieniądze zainwestowane w taką młodą kryptowalutę stracimy, gdy projekt stojący za nią upadnie. Warto jednak poznać kilka przykładów znacznych wzrostów wartości młodych kryptowalut, co przełożyło się w spektakularne sukcesy inwestycyjne. Ethereum był jednym z pierwszych projektów finansowanych poprzez ICO, którego wartość w ciągu kilku lat wzrosła z kilku centów do kilku tysięcy dolarów. Wartość innej waluty, Ripple (XRP), wzrosła z 0,005 dolarów w 2014 roku na etapie ICO, do około 4 dolarów w 2018 roku. Jeszcze inny przykład dotyczy waluty NEO (NEO), którego wartość w ciągu roku wzrosła o ponad 1000%. Są to wzrosty niespotykane w przypadku stabilnych walut o ugruntowanej pozycji rynkowej. Niemniej inwestycja w młode coiny powinna być uważnie przemyślana i dokładnie zbadana pod kątem perspektyw rozwoju projektu oraz ryzyka inwestycyjnego. [...]
biznes i zarządzanie / blockchain / finanse / technologiaDziś ciąg dalszy zgłębiania zagadnienia kryptowalut. W jednym z poprzednich wpisów mówiłem o blockchainie, a w kolejnym o podstawach dotyczących tego czym są, do czego służą i jakie są przykłady kryptowalut. W tym wpisie chcę pójść o krok dalej. Czy mogę stworzyć własną kryptowalutę? W zasadzie tak. I jest na to przynajmniej kilka sposobów. Po pierwsze można stworzyć nową kryptowalutę od podstaw. W tym przypadku, zespół programistów musi opracować nową kryptowalutę, stworzyć jej kod źródłowy, sieć blockchain i wdrożyć ją na rynku. Jest to czasochłonny i kosztowny proces, ale daje pełną kontrolę nad nową kryptowalutą. Drugi ze sposobów to tzw. “fork” istniejącej kryptowaluty: W tym przypadku, zespół programistów wykorzystuje już istniejący kod źródłowy kryptowaluty i modyfikuje go, aby stworzyć nową kryptowalutę. W ten sposób można uzyskać wyniki znacznie szybciej i taniej, ale ta opcja ma swoje ograniczenia, ponieważ nie jest to pełna kontrola nad nową kryptowalutą. Trzecim sposobem jest ICO. Uruchamianie nowych kryptowalut tym sposobem zazwyczaj zaczyna się od stworzenia projektu kryptowalutowego, który ma na celu rozwiązanie konkretnego problemu lub wprowadzenie innowacyjnej funkcjonalności. Projekt ten może być tworzony przez jedną osobę lub zespół programistów, którzy opracowują nową kryptowalutę w oparciu o istniejące technologie blockchain lub tworzą własny protokół blockchain. Następnie, aby uruchomić kryptowalutę, potrzebna jest tzw. “Initial Coin Offering” (ICO), czyli emisja monet, która ma na celu pozyskanie środków na rozwój projektu. Podczas ICO inwestorzy kupują nowe monety kryptowaluty w zamian za inne kryptowaluty lub tradycyjną walutę, taką jak dolar czy euro. Wyobraź sobie, że tworzysz jakąś aplikację, platformę lub system i potrzebujesz na ten cel kapitału. Możesz go zdobyć właśnie emitując nową walutę powiązaną z Twoim projektem, a środki pozyskane ze sprzedaży nowych monet, zasilą budżet Twojego projektu. W ten sposób środki na start pozyskały takie projekty jak Ethereum (ETH, obecnie druga co do wielkości kryptowaluta na świecie, pozyskała 18 milionów USD w 2015 roku), Golem Network (GNT, zdecentralizowany superkomputer, 8 milionów USD), Civic (CVC, zdecentralizowany system weryfikacji tożsamości, 33 miliony USD), Bancor (BNT, zdecentralizowana platforma wymiany kryptowalut, 153 miliony USD) i wiele innych.  Aby jednak udało się w ten sposób pozyskać środki – projekt musi przekonać do siebie ogromne rzesze ludzi, którzy podejmą ryzyko inwestycji w nieznany projekt. A ponieważ w niedawnej historii wiele projektów finansowanych z ICO okazało się oszustwami lub nieudanymi projektami i inwestorzy stracili zainwestowane pieniądze, teraz znacznie trudniej przekonać ich do inwestowania swoich pieniędzy w ten sposób. Jednakże, w ciągu ostatnich kilku lat, pojawiło się wiele innowacyjnych projektów, które przyciągają uwagę inwestorów i cieszą się dużym zainteresowaniem. Po zakończeniu ICO kryptowaluta zostaje wprowadzona na rynek, gdzie jej wartość zależy od popytu i podaży. Jeśli projekt kryptowalutowy jest innowacyjny i rozwiązuje ważny problem, a jednocześnie ma silne wsparcie społeczności, to jego kryptowaluta może zyskać popularność i wartość. W ostatnim czasie popularność zyskuje STO (Security Token Offering). Jest to sposób pozyskiwania funduszy przez przedsiębiorstwo poprzez wydanie tokenów, które reprezentują udziały w firmie lub prawa do przyszłych zysków. W przeciwieństwie do ICO, STO opiera się na wykorzystaniu technologii blockchain do emisji tokenów, które są klasyfikowane jako papiery wartościowe, zgodnie z obowiązującymi przepisami rynkowymi. Oznacza to, że STO podlega regulacjom rynkowym i musi spełniać wymogi prawne dotyczące emisji papierów wartościowych, takie jak rejestracja u organów nadzoru i przestrzeganie przepisów o ochronie inwestorów. STO umożliwia przedsiębiorstwom pozyskanie kapitału od inwestorów, którzy w zamian otrzymują tokeny, które reprezentują udziały lub prawa do zysków. W ten sposób przedsiębiorstwa mogą pozyskać finansowanie bez potrzeby korzystania z tradycyjnych źródeł, takich jak pożyczki bankowe lub sprzedaż akcji na rynku giełdowym. STO może być bardziej atrakcyjne dla inwestorów niż tradycyjne emisje akcji, ponieważ umożliwiają one łatwiejszy dostęp do rynku dla mniejszych inwestorów, a także oferują łatwiejszą wymienialność tokenów na platformach kryptowalutowych. Gdy kryptowaluty trafiają do portfela Sposób zakupu kryptowalut może się różnić w zależności od wybranej platformy i metody płatności, ale ogólnie składa się z kilku podstawowych kroków: Na początku musisz wybrać platformę handlową, na której chcesz kupić kryptowaluty. Następnie musisz zarejestrować się na wybranej platformie. W większości przypadków będziesz musiał podać swoje dane osobowe, a także przesłać dokumenty w celu potwierdzenia tożsamości. Po zarejestrowaniu się i potwierdzeniu tożsamości będziesz mógł dokonać wpłaty środków na swoje konto. Platformy handlowe zwykle oferują różne metody płatności, takie jak przelew bankowy, karta kredytowa czy płatności elektroniczne. Po wpłacie środków możesz wybrać kryptowalutę, którą chcesz kupić. Na platformie handlowej będziesz miał dostęp do różnych kryptowalut. Aby kupić kryptowalutę, musisz wybrać odpowiednią opcję na platformie handlowej, wpisać ilość kryptowaluty, którą chcesz kupić, oraz potwierdzić transakcję. Po zakupie kryptowaluty będziesz musiał przechować ją w odpowiednim portfelu cyfrowym. Na platformie handlowej możesz utworzyć swój własny portfel lub skorzystać z zewnętrznego portfela. Warto zauważyć, że proces zakupu kryptowaluty może być skomplikowany i wymagać nieco czasu i cierpliwości, zwłaszcza jeśli jest to Twoje pierwsze doświadczenie z handlem kryptowalutami. Ważne jest również, aby upewnić się, że korzystasz z renomowanej i bezpiecznej platformy handlowej, aby uniknąć ryzyka oszustwa lub utraty środków. Portfel kryptowalutowy (ang. cryptocurrency wallet) to specjalne oprogramowanie lub urządzenie, które umożliwia przechowywanie, wysyłanie i odbieranie kryptowalut. Portfel kryptowalutowy działa podobnie jak portfel tradycyjny, tylko że w przypadku kryptowalut nie przechowuje się w nim fizycznych pieniędzy, a jedynie klucze prywatne umożliwiające dostęp do kryptowalut. Z portfelem kryptowalut związana jest historia Stefana Thomasa. Stefan Thomas to programista i przedsiębiorca z San Francisco, który jest jednym z pierwszych programistów Bitcoina. W 2011 roku, otrzymał od Bitcoina 7002 BTC jako wynagrodzenie za wykonaną pracę. W tamtym czasie kryptowaluta ta była warta zaledwie kilka centów, a Thomas traktował swoje BTC jako ciekawostkę technologiczną. Jednak wraz z rosnącą popularnością Bitcoina, jego wartość zaczęła gwałtownie rosnąć. Thomas, który wciąż trzymał swoje BTC, zaczął zastanawiać się, jak najlepiej wykorzystać swoje bogactwo. Okazało się jednak, że zgubił kartkę, na której zapisał hasło do swojego IronKey. To szyfrowany pendrive produkowany przez firmę Kingston, służący często do przechowywania ważnych dokumentów zawierających poufne dane. Thomas próbował odzyskać hasło przez wiele lat, ale bezskutecznie. Na dzień dzisiejszy, jego portfel zawiera ponad 7002 BTC, co odpowiada wartości ponad 190 milionów dolarów. Jednak bez hasła, Thomas nie może dostać się do swojego portfela i odzyskać swojego bogactwa. W jednym z wywiadów przyznał, że próbował już wykorzystać 8 z 10 możliwych prób wpisania hasła, ale bezskutecznie. Nie tylko zatem należy pilnować, by nikt niepowołany nie dostał się do naszego portfela i nie wykradł nam naszych zasobów kryptowalutowych, ale także należy pamiętać by odpowiednio przechowywać dane dostępowe do swojego portfela, by móc się w odpowiedniej chwili do niego dostać. [...]
biznes i zarządzanie / blockchain / finanse / technologiaNiedawno pisałem na blogu o blockchainie. Bazując na tej wiedzy dziś chcę powiedzieć nieco więcej o wykorzystywaniu technologii blockchain w praktyce – jako rejestru transakcji kryptowalutowych, rozproszonej bazy danych. Czym są kryptowaluty? Kryptowaluty to wirtualne, zdecentralizowane środki płatnicze, które opierają się na technologii blockchain. Są to cyfrowe aktywa, które umożliwiają szybkie i bezpieczne transakcje między różnymi osobami na całym świecie bez potrzeby pośredników takich jak banki czy instytucje finansowe. Kryptowaluty zostały zaprojektowane jako alternatywa dla tradycyjnych środków płatniczych. Jedną z najważniejszych cech kryptowalut jest ich zdecentralizowanie, co oznacza, że ​​nie są kontrolowane przez żadną jednostkę centralną ani państwo. To oznacza, że ​​nie ma jednej instytucji, która ma władzę nad kryptowalutami, a ich wartość zależy od popytu i podaży na rynku. Innym ważnym elementem kryptowalut jest technologia blockchain, która umożliwia bezpieczne i nieodwracalne rejestrowanie transakcji. Każda transakcja jest weryfikowana przez sieć użytkowników, co zapobiega fałszowaniu transakcji oraz nadużyciom. Wśród najpopularniejszych kryptowalut można wymienić m.in. Bitcoin, Ethereum, Binance Coin, Solana czy Cardano. Jednak z powodu szybkiego rozwoju i innowacyjności technologii blockchain, pojawia się coraz więcej nowych projektów kryptowalutowych, które oferują różne funkcjonalności i sposoby wykorzystania. Jakie mogą mieć zastosowanie? Wprawdzie kryptowaluty są “tworami” wirtualnymi, ale możemy je wykorzystywać w normalnym, fizycznym świecie, korzystając z faktu ich posiadania. Kryptowaluty można wykorzystać do dokonywania płatności za towary i usługi w sklepach internetowych i stacjonarnych. Coraz więcej sklepów i platform honoruje płatności w kryptowalutach, więc ich posiadacz może dokonać zakupu wybranego produktu płacąc za niego kryptowalutą. Kryptowaluty, szczególnie te o stabilnej wartości, mogą służyć też jako forma przechowywania wartości, podobnie jak złoto czy inne aktywa. W efekcie, często też bywa traktowane jako narzędzie inwestycyjne, szczególnie, że w długim horyzoncie czasowym wartość walut o ugruntowanej pozycji posiada tendencję wzrostową. Kryptowaluty mogą być wykorzystywane do przesyłania pieniędzy międzynarodowych w sposób szybki i tani, szczególnie w porównaniu z tradycyjnymi metodami takimi jak przelewy bankowe lub karty kredytowe. Tradycyjne metody wymagają zazwyczaj czasu na przetworzenie transakcji i ponoszenia wysokich opłat. Przy użyciu kryptowalut transakcje mogą być przetwarzane niemal natychmiastowo, a opłaty są znacznie niższe. Innym ważnym czynnikiem jest fakt, że kryptowaluty nie są związane z żadnym konkretnym krajem lub regionem, co pozwala na przesyłanie pieniędzy bez ograniczeń geograficznych i bez potrzeby korzystania z pośredników finansowych. Jednym z przykładów zastosowania kryptowalut w transakcjach międzynarodowych jest korzystanie z nich przez pracowników migrantów, którzy pracują w jednym kraju i wysyłają część swoich zarobków do rodzin w swoim kraju pochodzenia. Przy użyciu kryptowalut mogą oni szybko i tanio przesłać pieniądze bez konieczności korzystania z pośredników finansowych. Blockchain, na którym opiera się większość kryptowalut, jest w pełni transparentny i każdy może zobaczyć wszystkie transakcje wykonane w sieci. W przypadku kryptowalut takich jak Bitcoin, transakcje są w pełni publiczne i zapisane w blockchainie, co oznacza, że każdy może zobaczyć adresy portfeli, ilość przesłanych środków oraz ich wartość. Powiązanie portfeli z osobami, które są ich właścicielami, nie jest więc łatwe… ale nie jest niemożliwe.  Niektóre kryptowaluty, takie jak Monero, umożliwiają użytkownikom zachowanie prywatności i anonimowości podczas dokonywania transakcji. Anonimowość to główna zaleta Monero. W przeciwieństwie do Bitcoina i wielu innych kryptowalut, transakcje nie są rejestrowane w publicznym blockchainie. Dzięki temu, osoba, która dokonuje transakcji, nie zostawia śladów, a jej dane są zabezpieczone przed dostępem osób nieupoważnionych. Monero zapewnia także wysoki poziom prywatności dzięki zastosowaniu technologii o nazwie “ring signatures” oraz “stealth addresses”. Ponadto, na rynku są dostępne pewne narzędzia, które umożliwiają zachowanie anonimowości podczas korzystania z kryptowalut. Na przykład, istnieją portfele, które zapewniają opcję tworzenia adresów tymczasowych, które mogą być użyte tylko raz, a następnie automatycznie zostaną usunięte. To uniemożliwia powiązanie tych adresów z konkretną osobą fizyczną. Bitcoin (BTC) Bitcoin to pierwsza i najpopularniejsza na świecie kryptowaluta. Został stworzony w 2009 roku przez osobę lub grupę osób działającą pod pseudonimem Satoshi Nakamoto. Bitcoin jest oparty na technologii blockchain, czyli rozproszonej bazie danych przechowującej transakcje. Dzięki temu każda transakcja jest weryfikowana i zapisywana na wielu komputerach, co zapewnia bezpieczeństwo i niezmienność danych. Bitcoin charakteryzuje się kilkoma istotnymi cechami. Po pierwsze, jest to waluta zdecentralizowana, co oznacza, że nie ma centralnego organu kontrolującego jej emisję i przepływ. Po drugie, transakcje w sieci Bitcoin są anonimowe, co oznacza, że adresy portfeli i przeprowadzone transakcje są publiczne, ale nie wiadomo, kto stoi za danym portfelem. Po trzecie, Bitcoin jest ograniczony pod względem ilości – istnieje tylko 21 milionów jednostek, co ma na celu zapobieżenie inflacji. Zasada działania BTC opiera się na decentralizacji, czyli braku jednego centralnego organu zarządzającego siecią. Wszystkie transakcje są rejestrowane na blockchainie, czyli rozproszonej bazie danych, do której każdy węzeł sieci ma dostęp. Podstawowym elementem w działaniu BTC jest proces wydobywania, czyli tzw. “mining” (o koparkach pisałem we wspomnianym już wpisie). W procesie tym, komputery z całego świata rywalizują ze sobą o rozwiązanie skomplikowanego matematycznego problemu. Osoba lub grupa, która pierwsza znajdzie rozwiązanie, otrzymuje nagrodę w postaci nowych monet BTC. Każda transakcja jest zapisywana na blockchainie, który chroni przed podwójnym wydawaniem, oszustwami i fałszerstwami. Każda transakcja musi zostać zweryfikowana przez sieć węzłów, co jest możliwe dzięki zastosowaniu kryptografii asymetrycznej. W celu przeprowadzenia transakcji potrzebne są dwa klucze: publiczny i prywatny. Klucz publiczny jest używany do odbierania płatności, a klucz prywatny jest używany do autoryzacji transakcji. W ten sposób, BTC umożliwia przesyłanie wartości pomiędzy dwoma osobami bez pośrednictwa instytucji finansowych, co może być szybsze, tańsze i bardziej anonimowe niż tradycyjne metody płatności. Jednakże, z uwagi na brak regulacji i kontroli, korzystanie z BTC może wiązać się z pewnymi ryzykami i utratą środków w przypadku nieostrożnego lub nieodpowiedzialnego zarządzania portfelem kryptowalutowym. Giełdy kryptowalut Giełdy kryptowalut to platformy handlowe, na których użytkownicy mogą kupować i sprzedawać różne kryptowaluty. Podobnie jak giełdy tradycyjne, giełdy kryptowalut działają w oparciu o popyt i podaż, a ich celem jest umożliwienie handlu kryptowalutami między różnymi użytkownikami. Giełdy kryptowalut oferują zazwyczaj szereg narzędzi, które ułatwiają handel, takie jak wykresy cenowe, analizy rynkowe i narzędzia do zarządzania portfelem. Użytkownicy mogą kupować kryptowaluty za pomocą tradycyjnych metod płatności, takich jak karty kredytowe, przelewy bankowe i portfele elektroniczne. Giełdy kryptowalut różnią się od siebie w zależności od wielu czynników, takich jak opłaty za transakcje, liczba dostępnych kryptowalut, metody depozytów i wypłat, zabezpieczenia i poziom regulacji. Niektóre z największych giełd kryptowalut to Binance, Coinbase, Kraken i Bitfinex. Na opis kolejnych aspektów związanych z kryptowalutami, nowe informacje i ciekawostki zapraszam do kolejnych wpisów. [...]
biznes i zarządzanie / komunikacja / marketing / technologia / zarządzanie projektamiTo, co powiem, to truizm, ale znam wielu (nie tylko początkujących) przedsiębiorców, dla których to wcale oczywiste nie jest: nawet najlepsza firma nie może funkcjonować bez sprzedaży. To sprzedaż powoduje, że produkt czy usługa oferowana przez firmę, zamienia się w pieniądze, dzięki którym firma może funkcjonować – płacić swoje zobowiązania, w tym wynagrodzenia dla pracowników, czy bieżące rachunki. Sprzedaż często wymaga wsparcia przez kampanie marketingowe. Obecnie najefektywniej wykorzystuje się kanały social media i, w zależności od charakteru produktu i grupy docelowej, różnymi drogami próbuje się docierać do potencjalnych klientów. A do kampanii niezbędne jest przygotowanie odpowiednich materiałów. Najpierw strategii, żeby w sposób przemyślany i ustalony prowadzić kolejne działania, a następnie już samego contentu, czyli tekstów, zdjęć, rysunków czy filmów, które będą w kampanii wykorzystywane. Na ten temat nie chcę się teraz rozpisywać, bo to zupełnie osobna dziedzina – niejedna książka na ten temat powstała i nie temu poświęcony jest ten wpis. Tworząc kampanię promocyjną naszego systemu do zarządzania webFirma stworzyliśmy film reklamowy, który w ciągu kilkudziesięciu sekund prezentuje najważniejsze funkcjonalności naszego oprogramowania.  To materiał, który pomaga uzmysłowić naszym potencjalnym klientom, jak dobrym i przydatnym narzędziem jest nasz system. Jak wiele zyskują decydując się na jego zakup i jednocześnie jak wiele tracą – rezygnując z tej decyzji. W ostatnich dniach rozpoczęliśmy przygotowania do promocji naszego nowego projektu. PartyFinder to aplikacja pomagająca osobom szukającym zabawy – klubu, pubu, dyskoteki, koncertu lub ciekawego wydarzenia artystycznego – znaleźć miejsce zgodne z oczekiwaniami. Podobnie jak wcześniej, postanowiliśmy stworzyć film informujący o projekcie. W tym celu skorzystaliśmy z usług freelancera. Przygotował on film, który w ciągu mniej więcej minuty opowiada o tym, czym jest PartyFinder. Film jest rzeczowy, opisuje najważniejsze funkcje aplikacji, aczkolwiek stwierdziliśmy, że do kampanii promocyjnej PartyFindera potrzebujemy czegoś więcej. Czegoś, co pozwoli zaintrygować, zaciekawić, a nawet porwać użytkowników do wspólnej zabawy i używania aplikacji. Szczególnie, że grupą docelową kampanii PartyFindera nie są ludzie biznesu, jak w przypadku promocji systemu informatycznego, nie osoby myślące o pracy i skoncentrowane na efektach swoich działań. Są nimi ludzie szukający zabawy i rozrywki. Energiczni, radośni, roześmiani. Lub smutni i znudzeni, ale pragnący ten stan odmienić. Nawiązaliśmy współpracę z profesjonalnym studiem filmowym, z nastawieniem na to, by wyprodukowane filmy były pełne emocji i radości. Ale przede wszystkim by porywały i ciekawiły. Ustaliliśmy, że filmy będziemy chcieli publikować głównie w social mediach – na Facebooku, Instagramie, Youtube i Tiktoku. Wspólnie stworzyliśmy pomysły na to, jakimi środkami chcemy zaciekawić widzów, jak ma przebiegać narracja w filmach. W efekcie powstały pierwsze scenariusze filmów. Wiedzieliśmy, że do realizacji filmów konieczne będzie skompletowanie grupy osób, które w tych filmach wystąpią. Opublikowaliśmy więc ogłoszenia na kilku grupach na Facebooku, w których zapraszaliśmy do zgłaszania się chętnych do wzięcia udziału w naszych filmach. Spośród osób, które się zgłosiły, wybraliśmy grupę ośmiu osób, które zaprosiliśmy w ustalonym dniu na zdjęcia.  W dniu zdjęć wszyscy punktualnie stawili się we wskazanym miejscu, w studiu filmowym, i zaczęliśmy realizować nagrania. Przyznaję, że pierwszy raz w życiu miałem okazję pracować z green screenem. Ta technologia, choć przecież już niemłoda, naprawdę robi niesamowite wrażenie. Szczególnie, jeśli wie się co zrobić z nagranym materiałem i jaki końcowy efekt chce się osiągnąć. W trakcie samych nagrań można jedynie wysilać wyobraźnię, by z zalewającej dokoła zieleni wyłowić docelowy kształt tworzonych filmików. Najważniejsze, że nasza ośmioosobowa ekipa, która pojawiła się na planie, okazała się plastyczna i otwarta na dyrektywy wydawane podczas nagrania. Maciej – przedstawiciel firmy, której powierzyliśmy losy naszych reklamówek – sprawnie nadzorował cały proces nagrań, zarówno pilnując zgodności ujęć z ustalonym scenariuszem poszczególnych filmów, przekazując ósemce nasze oczekiwania odnośnie odgrywanych scenek i wykonywanych gestów, ale także wlewając ducha kreatywności w młodych (i nie tylko) aktorów. Ekipie aktorów też się udzieliła odczuwalna na planie energia i w którymś momencie sami zaczęli podsuwać pomysły, jakie jeszcze scenki można by nagrać i w jaką stronę pchnąć cały proces twórczy. Oczywiście, skrzętnie skorzystaliśmy z podpowiedzi i niemal wszystkie pomysły zostały zrealizowane i utrwalone. Te filmy także zostały opracowane i wszystkie ujrzą światło dzienne w trakcie kampanii reklamowej, gdy ruszy ona już pełną parą. Tak wyglądał sam proces nagrywania (oczywiście, jego drobny fragment): Zielono dość, czyż nie? A taki mamy efekt końcowy (to jeden z filmów, który został wyprodukowany): Filmów mamy blisko 20. Różnych.  Zachęcam do obserwowania naszych materiałów – być może uda Ci się obejrzeć je wszystkie. Będziemy je sukcesywnie publikować. Postanowiliśmy pójść za ciosem.  Jesteśmy obecnie w trakcie poszukiwania inwestora do naszego projektu i podczas odbywających się spotkań pojawiają się pytania, na które odpowiadamy. Często te pytania są do siebie podobne i dotyczą tych samych zagadnień, więc postanowiliśmy nieco ułatwić sprawę i oszczędzić inwestorom czas – nagrać filmik, który w mniej więcej 10 minut odpowie na wszystkie pytania i wątpliwości, jakie potencjalni inwestorzy naszego projektu mogą mieć. Pierwotnie mieliśmy zamiar nagrać ten film własnymi siłami, w naszym biurze, ale po doświadczeniach z green screenem i nagraniach reklamówek – postanowiliśmy oddać się w ręce profesjonalistów. Tych samych, co poprzednio. Ustaliliśmy, że dla zachowania profesjonalizmu i wysokiej zawartości merytorycznej filmów, nie możemy improwizować – tekst mówiony przez poszczególne osoby musi być ustalony, dobrze skomponowany i dotykać wszystkich zagadnień, które chcemy w nim poruszyć. Tu nie ma miejsca na błędy.  Powstał tekst, który moim zdaniem najlepiej jak można dotyka najważniejszych zagadnień interesujących potencjalnych inwestorów i rozwiewa ich wątpliwości.  Tu pojawiło się kolejne nowe doświadczenie – praca z prompterem, czyli urządzeniem wyświetlającym na bieżąco tekst mówiony przez prelegenta. Osoba mówiąca tekst nie musi mówić go z pamięci, ale czyta to, co pojawia się na ekranie przed jej oczami. Zważywszy na to, że nagrywany film, to głównie materiał mówiony, i to w dwóch językach (po polsku i po angielsku) – prompter oszczędził nam mnóstwo czasu. Najpierw na przygotowanie się do nagrania przez poświęcenie wielu godzin na nauczenie się na pamięć całego tekstu, potem na kolejne próbki, poprawki i dogrywki wynikające z pomyłek w referowanym tekście, co w stresie i przy braku doświadczenia – zdarza się nader często. Dzięki prompterowi mogliśmy być znacznie bardziej rozluźnieni w trakcie nagrania, a cały proces zajął nam znacznie mniej czasu – całą sesję nagraniową zakończyliśmy po mniej więcej 3 godzinach. Efekt końcowy całości ocenią inwestorzy, ale fragment filmu – z efektem podmiany zielonego tła na docelowy wygląd wirtualnego pokoju – przedstawiam poniżej. W mojej ocenie robi robotę. Wyszło świetnie. Dzięki Maćku za profesjonalne wsparcie zarówno w trakcie przygotowań do całego procesu, w czasie pracy z trudną materią, jaką są amatorzy przed kamerą i za twórcze podejście do produkcji finalnego produktu.  Mamy naprawdę dobry materiał. Teraz ruszamy podbijać rynek. (materiał nagrywany w studiu Cameraman SC w Toruniu) [...]
biznesowe ABC / oprogramowanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiNajbardziej uniwersalnym narzędziem, jakie spotykam w swojej praktyce biznesowej, jest Microsoft Excel lub jego odpowiedniki – arkusze kalkulacyjne z pakietów Open Office, Libre Office lub Google Docs. Firmy potrafią na excelach oprzeć działanie całej firmy, zarówno w zakresie prostych kalkulacji i obliczeń, jak i w kwestii obsługi zaawansowanych mechanizmów. (w dalszej części mojego wpisu używam słowa excel pisanego z małej litery odnosząc się do łącznie wszystkich arkuszy kalkulacyjnych, a nie konkretnie programu Microsoft Excel.) To, że arkusze kalkulacyjne są potężnymi narzędziami, to nie ulega kwestii. Ale trzeba zdawać też sobie sprawę z ich ograniczeń.  Przypominam sobie pewnego klienta, który przybył na spotkanie ze mną twierdząc, że jest skrajnie wykończony fizycznie. Potrzebuje wsparcia, bo dłużej nie jest w stanie w ten sposób prowadzić swojej firmy. Jego firma działała w sektorze B2C (Business to Customer), czyli obsługiwała klientów indywidualnych. I to na dużą skalę, bo każdego miesiąca przyjmowała zlecenia od ponad 700 osób i każdą z nich w ciągu tego miesiąca musiała obsłużyć. Każde zlecenie klienci zgłaszali podczas rozmowy telefonicznej z moim klientem, często też ich obsługa wymagała bezpośredniego kontaktu telefonicznego z moim klientem w trakcie procesu obsługi. Nierzadko 24 godziny na dobę.  Każde ze zleceń mój klient odnotowywał w arkuszu excela – jedno zlecenie to jeden wiersz. Następnie wykonywał filtrowanie zapisanych danych według kryteriów, które w danym momencie miały dla niego istotne znaczenie, a otrzymany zestaw informacji drukował i w formie papierowej przekazywał swoim pracownikom do realizacji. Takie rozwiązanie było oczywiście wystarczające, gdy klientów było 50-100, ale przy 700 stanowiło poważny problem organizacyjny. A wizja ewentualnego wzrostu ilości klientów była dla mojego klienta istnym koszmarem. Było jasne, że w przyjętym modelu biznesowym przydatność arkusza excela już dawno się wyczerpała. Zaproponowaliśmy wprowadzenie dedykowanego rozwiązania informatycznego – systemu, w skład którego wchodziło kilka współpracujących ze sobą programów. Po pierwsze zbudowaliśmy stronę internetową oraz aplikację mobilną dla klientów. Dzięki nim klienci mogli składać zamówienia na usługi, a także na bieżąco śledzić postępy realizacji swojego zlecenia. Dodatkowo stworzyliśmy aplikację do obsługi zleceń, w której pracownicy firmy mojego klienta na bieżąco mogli realizować proces obsługi zleceń klientów. Do tej aplikacji automatycznie trafiały wszystkie zlecenia składane przez klientów, natychmiast po ich złożeniu, i mogły być od razu obsługiwane. Powstała też aplikacja na tablet, która zastąpiła drukowane przez mojego klienta kartki. Pracownicy mobilni otrzymali tablety, na które na bieżąco były wysyłane informacje, które dotychczas pracownicy otrzymywali w postaci wydruków.  Wprowadzone zmiany spowodowały, że mój klient nie musiał osobiście przyjmować zleceń od swoich klientów, za każdym razem prowadząc z nimi rozmowy telefonicznej. Te czynności działy się automatycznie, bez jego udziału. Ponadto większość zadań została rozdysponowana pomiędzy poszczególnych pracowników firmy i znacząco usprawniona. Wszystko to spowodowało, że ewentualne skalowanie biznesu stało się możliwe i klient nie bał się już zwiększenia liczby zamówień. W efekcie, gdy miesięczna liczba zleceń przekroczyła 2000, klient obsługiwał je bez większych problemów. Innym razem obsługiwaliśmy firmę, której biznes polegał na udzielaniu pożyczek dla klientów indywidualnych. Ten klient także wykorzystywał arkusze excela do prowadzenia swojego biznesu – w arkuszach odnotowywał cały przebieg komunikacji z każdym klientem, zapisując w jednym wierszu arkusza wszystkie dane związane z klientem ubiegającym się o udzielenie pożyczki. Proces analizy wniosków pożyczkowych realizował kopiując dany wiersz pomiędzy kolejnymi arkuszami excela.  Oczywistym jest, że w ten sposób plik excela “puchł” w zastraszającym tempie. Ponadto, co znacznie ważniejsze, popełnienie błędu w trakcie poszczególnych operacji polegających na edycji i kopiowaniu danych, było tylko kwestią czasu. Konsekwencje takich działań były nie do przewidzenia. Szczególnie, jeśli wyobrazimy sobie, że dane w arkuszu przeglądali jednocześnie różni pracownicy i w tym samym czasie wprowadzali w nim zmiany. Dla tego klienta zbudowaliśmy dedykowany program do obsługi umów pożyczkowych, dzięki któremu wyeliminowaliśmy wszystkie niedogodności stosowanego wcześniej arkusza kalkulacyjnego. Umożliwiliśmy tym samym jednoczesną pracę wielu pracowników, a liczbę błędów i pomyłek, dzięki wprowadzonym rozwiązaniom w interfejsie programu, zmniejszyliśmy niemal do zera. Jeszcze inaczej arkusze excela wykorzystywał inny klient, którego biznes polegał na współpracy z kilkoma dostawcami, od których codziennie otrzymywał plik zawierający około 2000 wierszy każdy. Zadaniem mojego klienta było zebranie wszystkich danych, które codziennie do niego spływały, a następnie ich obsłużenie. Konieczne było podzielenie tych danych na poszczególne grupy według ustalonych kryteriów, a następnie rozdzielenie uzyskanych po podziale grup pomiędzy pracowników, których zadaniem jest ich obsługa. Na koniec dnia wszyscy pracownicy zwracają przetworzone przez siebie dane i są one odsyłane do poszczególnych dostawców. Klient realizował cały ten proces wykorzystując arkusze excela – wszystkie dane od dostawców kopiowane były do jednego wspólnego arkusza excela, następnie dzielone na pojedyncze arkusze i rozdysponowywane pomiędzy pracowników. Na koniec dnia wszystkie arkusze od pracowników były ponownie sklejane w jeden duży arkusz, a następnie dzielone na arkusze powiązane z poszczególnymi dostawcami i do nich rozsyłane.  Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo zawiłym procesem był realizowany przez klienta “taniec z excelami”. I w jak wielu miejscach można było popełnić błąd. Naszym zadaniem była budowa systemu, który zautomatyzował cały proces. Powstał program, który automatycznie importuje do bazy danych przesyłane przez dostawców pliki i natychmiast udostępnia przypisane do poszczególnych pracowników dane. Pracownicy klienta otrzymali możliwość obróbki tych danych w stworzonym przez nas systemie, a po zakończeniu ich pracy – system automatycznie formuje pliki excela i wysyła do odpowiednich dostawców.  Dziesiątki godzin pracy pracowników, którzy zajmowali się dotychczas głównie kopiowaniem danych pomiędzy arkuszami excela, zastąpiły automatyczne procesy realizowane przez nasze oprogramowanie. Kilka lat temu mieliśmy także przyjemność pracy z klientem, który o arkusze excela oparł cały proces produkcji realizowany w swojej firmie. Kierownik produkcji wprowadzał do arkusza dane dbając o ich spójność, aktualność i na każdym kroku pilnując, by rzeczywistość w procesie produkcji i w arkuszu były ze sobą zgodne. Oczywistym jest, że pomimo najszczerszych chęci, była to ciągła walka i bezkres korekt i zmian. Dopóki nowe zlecenia produkcyjne były dodawane na końcu ustalonego harmonogramu, to obsługiwany arkusz trzymał się jeszcze realiów. Ale jeśli tylko trafiały się zlecenia ekspresowe – a tym samym konieczność aktualizacji całego arkusza, przesuwanie obłożeń pracowników, maszyn i terminów – powodowały wiele godzin dodatkowej pracy kierownika produkcji, plus emocji, nerwów i stresu. Konieczność aktualizacji całego arkusza była też oczywista przy niemal każdej niezaplanowanej nieobecności pracownika lub awarii maszyny. Każda zmiana w planie produkcji powodowała ryzyko pojawienia się błędów w regułach arkusza, których zadaniem była dbałość o dostępność materiałów produkcyjnych. Zdarzało się więc niejednokrotnie, że w dniu rozpoczęcia zaplanowanej produkcji, na magazynie brakowało materiału niezbędnego do tej produkcji. To oczywiście znów generowało konieczność zmian w planie produkcji i kolejne godziny pracy kierownika oraz jego stres i nerwy. Ze względu na nietypowość procesu produkcyjnego klient nie zdecydował się na wdrożenie jednego z istniejących na rynku gotowych rozwiązań, ale zlecił nam budowę systemu dedykowanego. Dzięki naszemu rozwiązaniu wszystkie opisane powyżej mankamenty stosowanego wcześniej rozwiązania zostały wyeliminowane, a stworzony system pozwolił zaoszczędzić mnóstwo czasu, pracy i emocji kierownikowi produkcji. Nasz system dodatkowo objął swoim zakresem nie tylko dział produkcji, ale także zintegrował magazyn, dział zamówień, logistykę i inne działy firmy, których praca jest ściśle powiązana z realizowaną produkcją, a które dotychczas nie były obsługiwane. Dzięki tej integracji wszystkie procesy zachodzące wewnątrz firmy zostały od siebie uzależnione, a jakiekolwiek zmiany dzieją się automatycznie, o ile zostaną zaakceptowane przez uprawnione osoby. Moje doświadczenie biznesowe pokazuje, że excel jest w firmach stosowany powszechnie, a niejednokrotnie stawiane przed nim zadania przekraczają znacznie zakres, jaki został zaprojektowany przez jego twórców. Dlatego wielokrotnie naszą rolą, jako firmy programistycznej, jest stworzenie oprogramowania, które automatyzuje realizowane obecnie w firmie klienta procesy i wyeliminuje obecny udział arkusza excel.  Kilka lat temu stworzyliśmy program webFirma, który znakomicie realizuje ten cel i doskonale pomaga firmom w bieżącej obsłudze ich codziennych zadań. Program ten niemal z marszu jest gotowy do uruchomienia w firmach, w których obsługa projektów jest główną osią działalności. Często wdrażamy go jednak także w przedsiębiorstwach o innym charakterze działalności. Wprowadzamy wtedy odpowiednie modyfikacje i zmiany, aby program webFirma spełniał oczekiwania naszego klienta. [...]
biznesowe ABC / blockchain / finanse / technologiaŚwiat technologii przyzwyczaił nas do tego, że systemy informatyczne uruchamiane są w środowisku serwerowym, tam dane są przechowywane i przetwarzane. Wynik pracy serwerów jest wysyłany za pośrednictwem sieci do komputerów użytkowników i tam przez nich oglądany. W przeglądarce internetowej lub dedykowanym oprogramowaniu.  W małych aplikacjach za przechowywanie i przetwarzanie danych odpowiada jeden serwer (często nawet jedynie jego fragment). W większych systemach tworzone są grupy serwerów, a nawet tzw. klastry.  Każde z tych rozwiązań ma szereg zalet, różni się wydajnością, poziomem bezpieczeństwa i wydajności. Ale, w sposób oczywisty, za całość odpowiada jedno urządzenie, jeden operator, który decyduje o zapisach znajdujących się w jego zasobach. Jeśli zatem chcemy poznać jakąkolwiek informację, która przechowywana jest na tym serwerze – wystarczy sięgnąć do jego zapisów i ją odczytać. Jeśli natomiast chcemy zmienić lub dodać jakiś zapis – analogicznie – zmieniamy informację na serwerze i od tego momentu każdy użytkownik korzystający z informacji pochodzących z jego zasobów, będzie widział zmienioną informację. Oznacza to tyle, że jeśli operator, który dokonuje zmian w zapisach na serwerze, nie działa w dobrych intencjach lub wręcz jest hakerem, który włamał się na serwer – może spowodować spore szkody.  Oczywiście, serwery ważnych instytucji są bardzo dokładnie chronione, pilnowane, tworzone są wielostopniowe zabezpieczenia utrudniające dostęp hakerom do ich zasobów i niemal uniemożliwiające przejęcie nad nimi kontroli osobom nieupoważnionym. Niestety, co jakiś czas słyszy się o udanym ataku hakerskim na serwery różnych instytucji czy firm i kradzieży jakichś danych, lub ich nieuprawnionej zmianie. Pomysłem na zabezpieczenie się przed tego typu problemami było wprowadzenie struktury rozproszonych nośników informacji, z których żaden nie był punktem centralnym, w żaden sposób wyróżnionym, żaden nie nadzorował pracy innych. Tak powstała technologia DLT. DLT (Distributed Ledger Technology) Początki technologii DLT sięgają lat 90. XX wieku, kiedy to pojawiły się pierwsze próby stworzenia rozproszonej bazy danych, która była bezpieczna i odporna na awarie. Jednym z pierwszych przykładów takiej technologii była platforma BitTorrent, która została uruchomiona w 2001 roku. DLT to technologia pozwalająca na tworzenie rozproszonych rejestrów, czyli “ledgerów”, które są przechowywane i aktualizowane w sposób zdecentralizowany, przez wiele węzłów w sieci. DLT to technologia umożliwiająca rejestrację transakcji i innych zdarzeń na wielu węzłach, zamiast na jednym centralnym serwerze, co pozwala na lepszą kontrolę nad informacjami i wyklucza możliwość ich fałszerstwa. DLT to ogólny termin obejmujący różne rodzaje technologii, takie jak blockchain, DAG (Directed Acyclic Graph), Corda czy IOTA Tangle, które umożliwiają tworzenie rozproszonych rejestrów i włączają mechanizmy kryptograficzne i algorytmy konsensusu, aby utrzymać integralność i niezmienność informacji w sieci. Każda transakcja, zdarzenie lub dane są zapisywane na każdym węźle w sieci, a każdy węzeł przechowuje kopię całego rejestru. Wszystkie węzły w sieci mogą współpracować, aby zweryfikować i zatwierdzić każdą transakcję lub zdarzenie, co zapewnia bezpieczeństwo i niezmienność danych. DLT wykorzystywane jest w różnych sektorach, w tym w finansach, łańcuchu dostaw, opiece zdrowotnej i wielu innych, aby zapewnić bezpieczne, szybkie i niezawodne przetwarzanie i przesyłanie danych. DLT jest uważana za ważną technologię w erze cyfrowej i jest coraz bardziej popularna, szczególnie w sektorze finansowym. Blockchain Szczególnym przypadkiem wykorzystania technologii DLT jest blockchain, który zrewolucjonizował sposób, w jaki postrzegamy i używamy rozproszonych baz danych. Koncepcja blockchaina została przedstawiona w 2008 roku przez osobę bądź grupę ludzi działających pod pseudonimem Satoshi Nakamoto w białej księdze pod tytułem “Bitcoin: A Peer-to-Peer Electronic Cash System”. Nakamoto opisał w niej protokół, który opierał się na łańcuchu bloków, w którym każdy blok zawierał zapis transakcji związanych z kryptowalutą Bitcoin. Od tamtej pory technologia blockchain stała się fundamentem dla wielu innych aplikacji, które wykorzystują DLT, takich jak Ethereum, Ripple, czy Hyperledger Fabric. Obecnie DLT rozwija się bardzo dynamicznie, a jej zastosowania wykraczają już daleko poza kryptowaluty, obejmując takie dziedziny, jak usługi finansowe, zdrowie, przemysł, logistyka. Blockchain działa poprzez utworzenie łańcucha bloków, gdzie każdy blok zawiera informacje o transakcjach lub innych danych, a następnie jest łączony z poprzednim blokiem, tworząc jedną, ciągłą sekwencję bloków. Każdy blok jest zabezpieczony kryptograficznie i zawiera informacje o swoim poprzedniku, dzięki czemu utworzenie fałszywego bloku wymagałoby zmiany wszystkich bloków znajdujących się w łańcuchu. Dzięki temu blockchain gwarantuje, że dane w nim przechowywane są niezmienne i niepodważalne. Dla przykładu, szacuje się, że liczba węzłów w łańcuchu bloków dla kryptowaluty Bitcoin wynosi obecnie 11 tysięcy. Jednocześnie do przejęcia kontroli nad łańcuchem konieczne jest przejęcie kontroli na ponad połową węzłów danej sieci. Oznacza to mniej więcej tyle, że żeby hakerzy skutecznie zaatakowali strukturę Bitcoina i przejęli jego rejestry – musieliby niemal jednocześnie przejąć kontrolę nad liczbą ponad 5500 komputerów.  Nie było dotąd udanego ataku na blockchain, który wpłynąłby na bezpieczeństwo i integralność samego łańcucha. Większość blockchainów jest zabezpieczona przed atakami dzięki kryptografii asymetrycznej, konsensusowi rozproszonemu i innym mechanizmom bezpieczeństwa. Mimo to, blockchainy nie są całkowicie wolne od ataków. Niektóre blockchainy były już jednak podatne na ataki 51% lub ataki podwójnego wydatkowania, choć były to raczej przypadki izolowane. Atak 51% polega na zdobyciu przez jednego uczestnika sieci 51% całkowitej mocy obliczeniowej sieci, co umożliwia mu modyfikowanie transakcji, blokowanie weryfikacji innych uczestników i wstrzymywanie transakcji. Atak podwójnego wydatkowania polega na tym, że osoba przeprowadzająca transakcję wydaje te same środki dwukrotnie, co nie jest zwykle dozwolone w systemach finansowych. Największym atakiem na blockchain był atak DAO na blockchainie Ethereum w 2016 roku, w wyniku którego hakerzy ukradli 3,6 mln ETH, czyli wówczas około 50 mln USD. Jednak atak był przede wszystkim skierowany przeciwko Decentralized Autonomous Organization (DAO), a nie przeciwko samej sieci Ethereum. Podsumowując, mimo że ataki na blockchainy zdarzają się, to cały czas są one jednymi z najbezpieczniejszych i najtrwalszych technologii, zapewniających bezpieczeństwo transakcji i danych uczestników sieci. Farmy i koparki Blockchain, będąc strukturą rozproszonych zasobów obliczeniowych (komputerów, serwerów), wymaga wielu urządzeń, które ten łańcuch tworzą. Urządzenia te są własnością indywidualnych użytkowników sieci, którzy udostępniają zasoby tych urządzeń na potrzeby tworzenia łańcucha blockchain. W zamian: uczestniczą w podziale wartości obsługiwanych kryptowalut.  Czasem użytkownicy sieci udostępniają swoje zasoby i pojedyncze urządzenia, które stanowią bazę dla tworzenia szkieletu sieci blockchain. Zauważono jednak, że udostępnienie swoich zasobów dla sieci blockchain może być źródłem zarobku, więc zaczęto udostępniać większą liczbę zasobów, a z czasem zaczęły pojawiać się tzw. farmy. Mówimy tu o dużych centrach obliczeniowych wykorzystywanych do wydobywania kryptowalut, zwłaszcza Bitcoinów i innych kryptowalut, które korzystają z algorytmu Proof of Work (PoW). Farmy kryptowalutowe składają się z dużej liczby specjalistycznych komputerów lub koparek, które pracują w sposób ciągły, rozwiązując złożone matematyczne problemy, które umożliwiają przetwarzanie transakcji na blockchainie i jednocześnie umożliwiają wydobycie nowych jednostek kryptowaluty. Koparki to urządzenia komputerowe, które służą do wykonywania obliczeń w celu wydobywania kryptowalut opartych na blockchainie, takich jak Bitcoin, Ethereum czy Litecoin. Proces wydobywania kryptowalut polega na rozwiązywaniu skomplikowanych problemów matematycznych, które są niezbędne do utrzymania bezpieczeństwa i niezmienności łańcucha bloków, na którym opiera się dana kryptowaluta. Koparki są zbudowane z zestawu komponentów komputerowych, takich jak procesor, pamięć RAM, karta graficzna i dysk twardy, które wspólnie wykonują obliczenia potrzebne do wydobywania kryptowalut. [...]
biznesowe ABC / komunikacja / planowanie strategiczne / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemKlienci często oczekują, że zrealizujemy ich zamówienie szybko, tanio i dobrze.  I to w zasadzie niezależnie od branży.  Przecież nawet w języku polskim mamy powiedzenie “ile to kosztuje i dlaczego tak drogo?”, które wrosło w naszą kulturę i stało się niemal przysłowiem. Niby żartobliwym, ale jak bardzo wymownym.  Cena stała się często parametrem, który decyduje o wyborze dostawcy lub wykonawcy danej usługi. A pomimo ceny niższej niż u konkurencji – klient oczekuje wysokiej jakości, a realizacji “na wczoraj”.  Mało tego – częstym przypadkiem jest sytuacja, gdy po ustaleniu parametrów projektu, po ustaleniu zakresu prac, kosztów i terminów zleceniodawca wprowadza zmiany w zakresie projektu oczekując, że nowy zakres zostanie zrealizowany na ustalonych wcześniej zasadach. Jak radzić sobie z takimi problemami? Czy istnieje szansa, by skutecznie uzmysłowić klientowi, że tak się nie da? Z pomocą przychodzi tzw. trójkąt projektu. Trójkąt projektu to narzędzie, które pomaga w planowaniu i zarządzaniu projektem. Jest to trójkąt, którego trzy boki reprezentują trzy kluczowe elementy projektu: jakość, koszt i czas. Jakość odnosi się do oczekiwań klienta i standardów jakościowych, które muszą być spełnione przez projekt. Jest to jedno z najważniejszych kryteriów oceny projektu, ponieważ to, czy projekt spełnia wymagania jakościowe, ma wpływ na zadowolenie klienta i poziom satysfakcji z wykonanej pracy. Jakość często stosowana jest zamiennie z zakresem, tzn. występują trzy wartości: zakres, koszt i czas. Koszt odnosi się do ilości pieniędzy, jakie należy wydać na realizację projektu. Obejmuje to koszty materiałowe, koszty pracy, koszty związane z wynajmem sprzętu i wiele innych. Koszty są zwykle jednym z najważniejszych czynników, które muszą być kontrolowane, aby projekt był opłacalny. Czas odnosi się do czasu, który jest potrzebny do zakończenia projektu. Czas jest zwykle ściśle określony i musi być przestrzegany, aby projekt został ukończony na czas i zgodnie z planem. Trójkąt projektu wskazuje na fakt, że te trzy elementy są ze sobą powiązane i wpływają na siebie nawzajem. Oznacza to, że jeśli zmieni się jeden z tych elementów, to wpłynie to na pozostałe. Na przykład, jeśli zwiększy się wymagana jakość projektu, to może to spowodować zwiększenie kosztów lub opóźnienie w czasie realizacji projektu. Podobnie, zmniejszenie kosztów może prowadzić do obniżenia jakości lub wydłużenia czasu potrzebnego na zakończenie projektu. Ważne jest zrozumienie, że trójkąt projektu nie jest jednoznaczny z trudnościami w realizacji projektu, ale raczej pomaga zidentyfikować te trudności i ograniczenia, aby można było je lepiej przewidzieć i zaplanować. Ponadto, trójkąt projektu jest często uzupełniany o dodatkowe zmienne, takie jak zasoby, ryzyko i zmiany, aby uzyskać jeszcze bardziej złożony obraz sytuacji projektowej. Dobrze jest więc uzmysłowić klientowi istnienie trójkąta projektu. Dzięki temu jest szansa, że zrozumie on pewne ograniczenia związane z realizacją projektu, a w efekcie uda się lepiej zrealizować projekt.   Ujednolicenie oczekiwań Bez klarownego porozumienia między klientem a zespołem projektowym, ciężko jest osiągnąć sukces w realizacji projektu. Trójkąt projektu pomaga w tym procesie, ponieważ wymusza na wszystkich stronach zrozumienie dla trzech kluczowych elementów projektu: jakości, kosztów i czasu. Podczas ujednolicania oczekiwań, zespół projektowy musi zrozumieć, jakie są oczekiwania klienta dotyczące projektu. Często, klient chce aby projekt był ukończony w określonym czasie i mieścił się w konkretnym budżecie. Jednocześnie, zespół projektowy musi mieć jasność co do wymagań jakościowych projektu, tak aby w pełni spełnić oczekiwania klienta. Dzięki trójkątowi projektu, wszystkie strony zaangażowane w projekt są w stanie zrozumieć, że jakość, koszty i czas są ze sobą powiązane i jedno może wpłynąć na pozostałe. Na przykład, klient może zdecydować, że chce podnieść standardy jakości projektu, co może prowadzić do konieczności wydłużenia czasu realizacji projektu lub zwiększenia kosztów. W takiej sytuacji, zespół projektowy może pomóc klientowi w wyborze, jakie priorytety są najważniejsze w projekcie, i jakie kompromisy są konieczne. Trójkąt projektu pozwala także na ustalenie ograniczeń projektu. Na przykład, klient może określić, że nie ma możliwości zwiększenia budżetu projektu, co może wpłynąć na czas lub jakość projektu. Wszystkie strony zainteresowane projektem muszą zrozumieć te ograniczenia i pracować razem, aby osiągnąć najlepszy wynik projektu. W rezultacie, ujednolicenie oczekiwań dzięki trójkątowi projektu pomaga w tworzeniu jasnego planu i osiąganiu sukcesu w projekcie. Daje także klientowi i zespołowi projektowemu jasność co do priorytetów projektu i ułatwia podejmowanie decyzji w przypadku zmian w projekcie. Komunikacja trudności W każdym projekcie mogą wystąpić trudności lub problemy, które mogą wpłynąć na realizację projektu. Dlatego ważne jest, aby klient i zespół projektowy byli na bieżąco z informacjami na temat trudności, które mogą pojawić się w projekcie. Trójkąt projektu umożliwia lepsze zrozumienie trudności i ograniczeń, które mogą wystąpić podczas realizacji projektu. Klienci są informowani o tym, co może wpłynąć na realizację projektu i jakie są alternatywne opcje. Dzięki temu, zespół projektowy i klient są w stanie wspólnie pracować nad rozwiązaniem problemów, które mogą się pojawić w trakcie projektu. W przypadku, gdy pojawią się trudności, zespół projektowy informuje klienta o potencjalnych opóźnieniach, kosztach i wpływie na jakość projektu. Na przykład, jeśli w projekcie wystąpią problemy techniczne, które prowadzą do opóźnienia, zespół projektowy powinien informować klienta o tym, jakie będą skutki tego opóźnienia. Z kolei klient może zaproponować alternatywne rozwiązania, takie jak wydłużenie czasu realizacji projektu lub zwiększenie budżetu projektu. Dzięki trójkątowi projektu, klient i zespół projektowy mogą pracować razem, aby zminimalizować wpływ trudności na projekt. Wszystkie strony zaangażowane w projekt są w stanie zrozumieć, że wprowadzenie zmiany w jednym elemencie trójkąta projektu (np. jakość, koszty lub czas) może wpłynąć na pozostałe elementy. Dlatego trudności, które pojawią się w trakcie projektu, muszą być analizowane z uwzględnieniem wszystkich elementów trójkąta projektu. W ten sposób, komunikacja trudności jest kluczowym elementem sukcesu projektu. Dzięki regularnej i skutecznej komunikacji, zespół projektowy i klient są w stanie pracować razem, aby rozwiązać problemy, które mogą pojawić się w trakcie realizacji projektu i osiągnąć sukces projektu. Wspólne ustalenie kompromisów Wiele projektów wymaga dokonania kompromisów, ponieważ nie zawsze jest możliwe osiągnięcie idealnego wyniku we wszystkich trzech elementach trójkąta projektu (czas, koszt i jakość). Trójkąt projektu pozwala zespołowi projektowemu i klientowi na wspólne ustalenie, gdzie można dokonać kompromisów w celu uzyskania sukcesu projektu. Na przykład, jeśli budżet jest ograniczony, zespół projektowy może zaproponować kompromis w zakresie harmonogramu lub jakości wykonania. Jeśli klient ma bardzo krótki termin realizacji projektu, zespół projektowy może zaproponować zmniejszenie zakresu projektu lub zwiększenie kosztów projektu w celu zatrudnienia dodatkowych pracowników lub korzystania z bardziej zaawansowanych narzędzi. W takim przypadku, klient może zdecydować, że zwiększenie kosztów jest nie do przyjęcia, wtedy trzeba będzie zmniejszyć zakres projektu lub przedłużyć czas realizacji. Ważne jest, aby zespół projektowy i klient byli świadomi możliwych kompromisów i ich wpływu na projekt. W ten sposób, zespół projektowy i klient mogą razem dokonać świadomego wyboru, który będzie najbardziej odpowiedni dla projektu. Wspólne ustalenie kompromisów jest ważne dla uzyskania sukcesu projektu, ponieważ pozwala na dokonanie wyważonych decyzji w trudnych sytuacjach. W ten sposób, projekt może być zakończony na czas i zgodnie z oczekiwaniami klienta, nawet jeśli konieczne są pewne ustępstwa w jednym lub kilku elementach trójkąta projektu. Wnioski Warto jest więc zauważyć, że dla skutecznej realizacji projektu konieczne jest zrozumienie zagadnienia trójkąta projektu przez wszystkich zaangażowanych w jego wykonanie. Brak świadomości istnienia trójkąta projektu może mieć wpływ na jakość wykonania całości, czas realizacji czy koszty.  Nade wszystko jednak ma także wpływ na pojawienie się emocji. Te ostatnie możemy ostudzić zawczasu uświadamiając stronom istnienie trójkąta projektu i konsekwencje z niego wynikające. Możemy to zrobić tak, jak autor tego humorystycznego obrazka, przedstawiającego ofertę usług świadczonych przez jego firmę.  [...]
biznes i zarządzanie / organizacja pracy / planowanie strategiczne / technologia / zarządzanie projektamiIstnieją dwa główne typy metodyk zarządzania projektami: tradycyjne i zwinne. Metodyki tradycyjne, takie jak Waterfall czy Prince2, opierają się na sekwencyjnym przepływie procesów i są często wybierane przy dużych i skomplikowanych projektach, gdzie wymagana jest wysoka kontrola i planowanie. Natomiast metodyki zwinne, takie jak Scrum i Kanban, stawiają na elastyczność, szybką adaptację do zmian i skupiają się na zespołowej pracy i ciągłym ulepszaniu. Tradycyjne podejście do prowadzenia projektów Metodyki tradycyjne opierają się na sekwencyjnym przepływie procesów, co oznacza, że kolejne etapy projektu są realizowane po zakończeniu poprzedniego etapu. W zależności od wymogów konkretnej metodyki, możliwe jest powracanie do wcześniejszych etapów lub ich brak.  Jednym z przykładów klasycznej metodyki jest Waterfall, która zakłada brak możliwości powrotu do wcześniejszych etapów. Składa się ona z kilku etapów, takich jak: Analiza wymagań: etap, w którym określa się wymagania projektu i ustanawia jego cel. Projektowanie: etap, w którym projekt jest zaprojektowany i określone są jego szczegóły. Implementacja: etap, w którym projekt jest realizowany. Testowanie: etap, w którym projekt jest testowany i poprawiane są błędy. Wdrożenie: etap, w którym projekt jest wdrożony i udostępniany użytkownikom. Obsługa: etap, w którym projekt jest monitorowany i ulepszany. Metodyka Waterfall jest dobrym wyborem w przypadku projektów o stałych wymaganiach i jasno określonej specyfikacji. Jest łatwa do zrozumienia i umożliwia szybką realizację projektu, jednak może być trudna do zastosowania w przypadku projektów o dynamicznych wymaganiach, gdzie konieczne jest ciągłe dostosowywanie do zmian. Jedną z najbardziej rozpowszechnionych odmian metodyki Waterfall jest Prince2 (PRojects IN Controlled Environments), która jest zorientowana na proces i skupia się na zarządzaniu projektem poprzez określenie kontrolowanych etapów i kroków. Prince2 jednak oferuje większą elastyczność niż klasyczny Waterfall, ponieważ umożliwia powrót do wcześniejszych etapów projektu w przypadku potrzeby zmian. Metodyka Prince2 jest bardzo strukturalna i formalna, co czyni ją odpowiednią do dużych, złożonych projektów. Daje także dużą swobodę w dostosowywaniu do potrzeb konkretnego projektu, co pozwala na dostosowywanie do różnych branż i sytuacji. Inne odmiany tradycyjnego podejścia do zarządzania projektami to: PMBOK (Project Management Body of Knowledge) – opiera się na sześciu procesach i pięciu grupach procesów, aby ułatwić zarządzanie projektami. MSP (Managing Successful Programmes) – jest szczególnie skuteczne w dużych, złożonych projektach, które wymagają koordynacji wielu działań. IPMA (International Project Management Association) – zachęca do zintegrowania zarządzania projektami z działalnością biznesową i zarządzania ryzykiem. APM (Association for Project Management) – zawiera zbiór narzędzi i technik zarządzania projektami, a także promuje best practice w branży. Wybór odpowiedniej metodyki jest ważnym elementem sukcesu projektu. Odpowiednia metodyka pozwala na efektywne zarządzanie projektem, uwzględnianie wymogów i ograniczeń, a także ścisłe przestrzeganie etapów realizacji projektu. Dlatego wybór właściwej metodyki jest kluczowy dla uzyskania pożądanych rezultatów projektu. Metodyki zwinne – Agile Agile to tzw. “zwinna” metodyka zarządzania projektami, która zakłada elastyczność i szybką reakcję na zmiany. Agile skupia się na współpracy i ciągłym doskonaleniu procesu, a nie na sztywnych planach i harmonogramach. Projekt jest dzielony na mniejsze części (iteracje), co pozwala na szybką ocenę postępów i umożliwia klientowi częste dostarczanie i ocenianie funkcjonalności. Agile stawia również na wartość biznesową i wymaga ciągłej komunikacji między zespołem a klientem. Najpopularniejszą metodyką Agile jest Scrum. Scrum wyznacza jasne role i odpowiedzialności dla zespołu, a także zapewnia regularne i transparentne sposoby oceny postępów. Składa się z trzech głównych ról: Product Ownera, Scrum Mastera i Zespołu Deweloperskiego. Product Owner odpowiada za definiowanie i priorytetyzację wymagań biznesowych, Scrum Master za promowanie i wspieranie filozofii Scrum w zespole, a Zespół Deweloperski za realizację i dostarczanie funkcjonalności. Scrum przebiega w cyklach zwanych sprintami, podczas których zespół deweloperski realizuje określone zadania i dostarcza funkcjonalność do oceny. Po każdym sprincie odbywa się retrospektywa, podczas której zespół ocenia swoją pracę i planuje kolejne sprinty. Scrum zapewnia regularną i transparentną komunikację między zespołem a klientem, co pozwala na szybką reakcję na zmiany i ciągłe doskonalenie procesu. Sprinty w metodologii Scrum trwają zazwyczaj od 1 do 4 tygodni. Długość sprintu powinna być uzgodniona z zespołem i dostosowana do specyfiki projektu. Kluczowe jest, aby sprinty były dostatecznie długie, aby zespół mógł zrealizować zaplanowane zadania, ale jednocześnie krótkie, aby zapewnić szybką ocenę postępów i umożliwić szybką reakcję na zmiany. Długość sprintu powinna być stabilna i nie powinna być często zmieniana, ponieważ to może mieć negatywny wpływ na jakość i efektywność procesu. Scrum ma wiele korzyści, w tym: Skupienie na wartości biznesowej: Scrum zapewnia ciągłą komunikację z klientem i umożliwia szybką reakcję na zmiany, co pozwala zespołowi na skupienie się na dostarczaniu wartości biznesowej. Przejrzystość i trasparentność: Scrum zapewnia regularne i transparentne sposoby oceny postępów, co pozwala zespołowi i klientowi na ciągłą kontrolę nad projektem. Zespół i współpraca: Scrum wyznacza jasne role i odpowiedzialności dla zespołu i zapewnia ciągłą współpracę i komunikację między członkami zespołu. Szybka reakcja na zmiany: Scrum umożliwia szybką reakcję na zmiany i umożliwia zespołowi ciągłe doskonalenie procesu. Elastyczność: Scrum jest metodologią zwinna, co oznacza, że zespół może dostosować się do zmian i szybko reagować na potrzeby biznesowe. Zwiększona efektywność: Scrum pozwala zespołowi na szybką ocenę postępów i umożliwia ciągłe doskonalenie procesu, co przekłada się na zwiększoną efektywność. Zwiększona jakość: Scrum zapewnia regularne retrospektywy i umożliwia zespołowi ciągłe doskonalenie swojej pracy, co przekłada się na zwiększoną jakość produktu. Należy jednak pamiętać o wadach tej metodyki: Wymagający proces: Scrum wymaga dużej dyscypliny i angażowania ze strony zespołu, co może być trudne do utrzymania w dłuższej perspektywie. Wysoki koszt: Scrum wymaga inwestycji w narzędzia, szkolenia i certyfikacje, co może być kosztowne dla niektórych organizacji. Trudność w przypadku projektów dużych i skomplikowanych: Scrum może być trudny do stosowania w przypadku dużych i skomplikowanych projektów, gdzie konieczne jest bardziej szczegółowe planowanie i kontrola. Trudność w integracji z innymi narzędziami i procesami: Scrum może być trudny do zintegrowania z innymi narzędziami i procesami, szczególnie w dużych organizacjach. Trudność w ocenie postępów: Scrum opiera się na samoocenie zespołu, co może prowadzić do nieprecyzyjnych ocen postępów i trudności w dostarczaniu rzeczywistych informacji zwrotnych. Nieodpowiednie dla wszystkich branż i projektów: Scrum może nie być odpowiedni dla wszystkich branż i projektów, szczególnie tych, w których wymagana jest bardziej sztywna kontrola i planowanie. Trudność w zarządzaniu zmianami: Scrum może być trudny do zarządzania zmianami, ponieważ wymaga ciągłej pracy nad doskonaleniem procesu i szybkiej reakcji na zmiany w środowisku biznesowym. Metoda Scrum jest skuteczna w realizacji projektów z różnych branż, takich jak IT, marketing i reklama, edukacja i szkolenia, a także badania i rozwój. Scrum pozwala na elastyczne reagowanie na zmiany w wytycznych i okolicznościach biznesowych oraz projektowych, dzięki czemu jest pomocna we wszystkich sytuacjach, w których potrzebna jest szybka reakcja i elastyczność. Zdecydowanie nie jest polecana w branżach, gdzie wymagane jest duża kontrola i precyzja oraz ścisłe przestrzeganie ustalonych procedur. Przykładami takich branż są: przemysł lotniczy, przemysł medyczny i farmaceutyczny oraz branża finansowa. Metodyka Scrum jest stosowana w wielu firmach, jednak czasami jej standardy nie są bezwzględnie przestrzegane, co wynika z dostosowywania jej do potrzeb konkretnej organizacji. A jak to wygląda w praktyce? Wyobraźmy sobie teraz, że mamy do wybudowania dom. Jaką metodykę należy wybrać? Jak ułożyć projekt, żeby prace poszły sprawnie i skutecznie? Budowa domu to typowy projekt, do którego należy zastosować którąś z klasycznych metodyk. Tu kolejne etapy z grubsza znamy, następują one sekwencyjnie – jeden po drugim. Nawet jeśli coś nas zaskoczy (podmokły grunt, opady śniegu w czerwcu, garnek z epoki Bolesława Chrobrego odkopany podczas prac ziemnych lub niewybuch z drugiej wojny światowej) – mamy gotowe rozwiązania i poza opóźnieniami w realizacji nie powinno powodować to większych konsekwencji. Możemy więc z dużą pewnością zaplanować realizację projektu, podzielić go na etapy i zadania, przydzielić ludzi i narzędzia, podać terminy rozpoczęcia i zakończenia każdego z zadań i rozpocząć pracę. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda przykładowo w przypadku projektu badawczo-rozwojowego. Wyobraźmy sobie, że mamy do wykonania zadanie, którego nikt dotąd nie wykonał. Możemy więc zaplanować, że chcemy zrobić pierwszą próbę. Zaplanujemy jej przebieg, kolejne kroki do wykonania w ramach tej próby, oraz założymy oczekiwany rezultat naszych działań. Ale dopiero po przeprowadzeniu pierwszej próby i otrzymaniu wyników, będziemy w stanie zastanowić się i podjąć decyzję, co dalej powinniśmy zrobić. Wtedy okaże się, czy musimy wykonać kolejne testy poprawiając wyniki poprzedniej próby, czy osiągnęliśmy oczekiwany rezultat i możemy zrobić następny krok. Dopiero wtedy może się też okazać, jaki ten kolejny krok powinien być, jakich narzędzi powinniśmy użyć oraz jakie zasoby do tego nowego kroku będą niezbędne. W tych okolicznościach zastosowanie klasycznego podejścia do realizacji projektu jest niemożliwe, ponieważ osoby zarządzające projektem muszą na bieżąco reagować na informacje pochodzące z tego projektu oraz jego otoczenia. Projekt układa się niejako w trakcie jego realizacji. Krok po kroku. Z podobnymi wyzwaniami mamy często do czynienia w przypadku projektów IT, stąd tak duża popularność metodyk zwinnych w zarządzaniu projektami z tej branży. [...]
biznesowe ABC / oprogramowanie / sztuczna inteligencja / technologia / zarządzanie projektamiWiele się ostatnio mówi na temat sztucznej inteligencji dzięki pojawieniu się mechanizmu chatGPT. To rewolucyjna platforma, która, nie boję się tego stwierdzić, wprowadza nową jakość do przestrzeni internetowej rzeczywistości. Czym jest? ChatGPT to platforma czata bazującego na sztucznej inteligencji. Czat ten umożliwia prowadzenie dialogu na dowolny niemal temat, w dowolnym języku, gramatyka języka jest do złudzenia podobna do wypowiedzi żywego człowieka, a wartość merytoryczna tych wypowiedzi, poza wyjątkami (o czym poniżej), jest zdecydowanie ponadprzeciętna. Czat wydaje się rozumieć tekst, który do niego piszemy. Potrafi go interpretować, streścić, wyczuć intencje zawarte w treści, a także zbudować odpowiedź odnoszącą się do tego tekstu oraz dodatkowych wskazówek i ustaleń. ChatGPT mówi o sobie:  Jestem model językowy treningowy przez OpenAI. Zostałem wytrenowany na ogromnej liczbie tekstów z internetu, aby odpowiadać na pytania i wykonywać różne zadania związane z językiem naturalnym, takie jak tłumaczenie, generowanie tekstu i rozpoznawanie intencji. Jestem stworzony na bazie technologii uczenia maszynowego i uczenia głębokiego. Platforma zbudowana została przez organizację OpenAI, której właścicielami są między innymi Elon Musk oraz Polak, Wojciech Zaremba. Dzięki ogromnej inwestycji, jakiej firma Microsoft dokonała w tę technologię (mówi się o kwocie 10 miliardów dolarów), projekt stał się potężnym narzędziem i realnym zagrożeniem dla pozycji monopolu Google. ChatGPT dostępny jest pod adresem chat.openai.com. Do jego uruchomienia konieczne jest założenie konta na platformie – niezbędne jest podanie adresu e-mail oraz numeru telefonu. Tu uwaga: treści, które wpisujesz do okna czatu mogą być czytane przez pracowników OpenAI – nie wpisuj tam więc wrażliwych, ani poufnych danych – nie podawaj numerów kont, pinów do kart, ani żadnych informacji, których przykładowo nie publikujesz też na swoim profilu na Facebooku. Co potrafi i do czego może się przydać? Pobawiłem się trochę tym mechanizmem i opiszę tu kilka przykładów tego, co robiłem i jakie może mieć to praktyczne zastosowanie. Wkleiłem do okna chatGPT tekst artykułu z mojego bloga Skąd się biorą długi. Poprosiłem “streść ten tekst”. Chat GPT napisał:Firmy często zadłużają się z powodu braku odpowiedniej ilości środków finansowych na koncie firmy, aby uregulować terminowe płatności, takie jak podatki, wynagrodzenia dla pracowników, raty kredytów lub leasingów. Nierzadko klienci nie wpłacają pieniędzy w terminie, co wiąże się z zatorami płatniczymi w ich firmie, brakiem odpowiedniej osoby do podejmowania decyzji lub przeprowadzania przelewów. W niektórych przypadkach klienci wstrzymują płatność do czasu spełnienia dodatkowych wymagań, takich jak dokończenie usług czy wypełnienie formalności. Te i inne czynniki mogą prowadzić do długów w firmie. Nie namawiam do tego, by w ten sposób czytać treść mojego bloga, ale przykład pokazuje, jak potężnym narzędziem chatGPT jest i jak doskonale radzi sobie w starciu z tekstem. Często, gdy dostaję maile od klientów, sporo czasu zajmuje mi odpisywanie na te wiadomości. Wkleiłem do okna czata treść oferty z naszej firmowej strony internetowej. A następnie poprosiłem  Odpowiedz na maila:  Dzień dobry,  Czy możecie mi zrobić aplikację mobilną? W odpowiedzi – chatGPT: Dzień dobry, Tak, możemy zrobić dla Państwa aplikację mobilną. Nasza oferta obejmuje projektowanie i programowanie aplikacji mobilnych na smartfony i tablety (Android, iOS). Dbamy o to, aby aplikacje były nowoczesne, funkcjonalne i przyjazne dla użytkownika. Jeśli chcą Państwo uzyskać więcej informacji na temat naszych usług lub je wykonać, prosimy o kontakt. Chętnie odpowiemy na wszystkie pytania i przedstawimy naszą ofertę. Z poważaniem, Ponownie poprosiłem: Odpowiedz na maila:  Proszę o ofertę na budowę domu jednorodzinnego o powierzchni 200m2, budowanego z cegły dziurawki. W odpowiedzi: Dzień dobry, Dziękujemy za zainteresowanie naszymi usługami. Nasza firma specjalizuje się w projektowaniu i programowaniu aplikacji i systemów informatycznych, a nie w budowie domów. Jeśli szukają Państwo oferty na budowę domu, zalecamy zwrócenie się do firmy z branży budowlanej, która specjalizuje się w takich projektach. Jeśli szukają Państwo innych naszych usług, prosimy o kontakt. Chętnie odpowiemy na wszystkie pytania i przedstawimy naszą ofertę. Z poważaniem, Cała operacja zajęła sekundy. Szybko i na temat. Czat potrafi też odczytać intencje piszącego. Po wklejeniu jednej z wiadomości, jakie otrzymałem, gdy kilka lat temu prowadziliśmy spór prawny z naszym klientem – zapytałem o intencje piszącego. ChatGPT odpisał: Piszący wiadomość wyraża intencję rozwiązania sprawy polubownie, unikając konieczności angażowania sądów i prawników. Wskazuje, że do rozwiązania sprawy potrzebne jest współdziałanie obu stron i ich wzajemne ustępstwa. Wskazuje również, że dotychczasowe propozycje ze strony odbiorcy wiadomości nie były dla niego satysfakcjonujące i oczekuje od odbiorcy konkretnej propozycji. Widać, że piszący wiadomość chce szybko i sprawnie zakończyć sprawę. W treści pokaźnego pisma rzeczywiście najważniejsze były zagadnienia wyłuskane przez chatGPT.  Platforma potrafi także modyfikować tworzone przez siebie treści, uwzględniając nasze sugestie. Przykładowo wkleiłem notkę bio z mojego bloga i poprosiłem o napisanie tekstu na mój temat. Napisał: Bartosz Obermüller to właściciel softwarehouse’u LEA24. Z wykształcenia i doświadczenia jest specjalistą w dziedzinie optymalizacji procesów w firmach, projektowania i tworzenia dedykowanych rozwiązań informatycznych oraz doradztwa w zakresie oprogramowania i sprzętu. Od 2000 roku zajmuje się także promocją w internecie. Poprosiłem: Użyj więcej słów W odpowiedzi otrzymałem: Bartosz Obermüller to właściciel i dyrektor generalny softwarehouse’u LEA24, który specjalizuje się w optymalizacji procesów biznesowych i tworzeniu dedykowanych rozwiązań informatycznych. Z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży IT, Bartosz jest uznawany za eksperta w swojej dziedzinie i ceniony za swoje umiejętności w projektowaniu i implementacji skutecznych rozwiązań informatycznych. Oprócz projektowania i tworzenia oprogramowania, Bartosz również świadczy usługi doradcze w zakresie oprogramowania i sprzętu. Jego doświadczenie i wiedza pozwala mu na dostarczanie wartościowych wskazówek i rad klientom, którzy szukają sposobu na poprawienie swoich procesów biznesowych i wzmocnienie swojej obecności online. W ciągu ostatnich kilku lat Bartosz również zajmuje się promocją w internecie i jest zaangażowany w działania mające na celu poprawienie widoczności swojego softwarehouse’u i jego usług w sieci. Jego zaangażowanie w branżę i pasja do tworzenia skutecznych rozwiązań informatycznych sprawiają, że jest on liderem w swojej dziedzinie i cenionym partnerem biznesowym. W ten sposób można tworzyć różne treści na potrzeby reklam, pozycjonowania, mailingów i promocji w internecie. Teoretycznie można byłoby w ten sposób tworzyć całe wpisy na blogach, a nawet pisać książki, ale ten wątek raczej sugeruję odrzucić, ponieważ sztuczna inteligencja potrafi rozróżnić tekst pisany przez człowieka od tekstu pisanego przez nią samą… a Google już zapowiedziało, że stron zawierających treści pisane przez AI nie będzie traktował poważnie. ChatGPT bardzo dobrze sprawdził się także, gdy zadałem pytanie dotyczące kwestii tłumaczenia treści na język obcy. Możemy wykorzystać go do nauki języka, zadając mu pytania lub prosząc o zadawanie pytań w języku, który chcemy podszkolić. Pomysły na użycie tego czata dopiero będą się pojawiać. Zadałem pytanie o atrakcje turystyczne w konkretnym mieście – otrzymałem obszerną listę różnych miejsc wartych odwiedzenia.  Gdy zapytałem jego samego o to, do czego mogę go użyć – odpisał: Tłumaczenie tekstów i fraz Generowanie tekstu, takiego jak artykuły, opowiadania i opisy Odpowiadanie na pytania i udzielanie informacji Rozpoznawanie intencji i klasifikowanie tekstów Generowanie pytań i odpowiedzi Analiza sentymentu i opinii Sumaryzacja tekstów i informacji Generowanie rad i sugestii Rozpoznawanie i porządkowanie danych Udzielanie rad i wskazówek w dziedzinie finansów i biznesu Zadawanie pytań i prowadzenie rozmów Udzielanie informacji o produktach i usługach Tworzenie i odpowiadanie na e-maile i wiadomości tekstowe Udzielanie informacji i odpowiedzi na pytania dotyczące pogody i prognoz Tworzenie i odpowiadanie na ankiety i formularze Przetwarzanie i analiza danych w celu wyciągania wniosków i prognoz Udzielanie porad i wskazówek dotyczących zdrowia i wellness Tworzenie i odpowiadanie na komunikaty marketingowe i reklamowe Tworzenie i odpowiadanie na wiadomości na forach internetowych i grupach dyskusyjnych Tworzenie i odpowiadanie na komunikaty i wiadomości biznesowe i handlowe. Nie jest jednak rozwiązaniem idealnym, a z pewnością nieomylnym. Czego nie potrafi i jakie ma ograniczenia? Po pierwsze chatGPT nie ma połączenia z internetem. Jego baza zawiera dane, które zostały mu dostarczone w roku 2021, a więc jego wiedza kończy się w tym roku. Wielokrotnie nie jest aktualna. Nie jest też w stanie podawać linków do stron na bazie których tworzy odpowiedzi. ChatGPT ma także tendencję do halucynowania – to naukowe pojęcie, które opisuje doskonale to, jak zachowuje się czasem sztuczna inteligencja. Jak się zresztą okazuje – nie tylko AI posiada tę cechę. Ludzki mózg także halucynuje, ale ponieważ posiada dziesiątki sensorów i odbiera z zewnątrz bodźce, to na zewnątrz zdrowego mózgu wydostają się wyłącznie treści, które są przefiltrowane i wolne od zjawiska halucynacji. ChatGPT nie ma żadnych sensorów i korzysta wyłącznie z wiedzy, która została mu przedstawiona.Dlatego w internecie można bez problemu znaleźć przykłady kłamstw, jakie chatGPT wyprodukował. Jednym z przykładów jest stworzenie nieistniejącej teorii naukowej, a gdy został poproszony o przedstawienie badań, na podstawie których ta rzekoma teoria powstała – czat powołał się na badania, które sam wymyślił. Takie badania nie istnieją, a przywołani naukowcy – nigdy tych badań nie prowadzili. ChatGPT nie dość, że wymyślił teorię, to przyparty do muru, zaczął brnąć w jej obronę podając nieistniejące fakty. Bez większego problemu mi także udało się doprowadzić do popełnienia błędu przez chatGPT. Postanowiłem porozmawiać ze sztuczną inteligencją na temat piłki nożnej. Poprosiłem o wymienienie polskich zawodników grających w Bundeslidze. Ku mojemu zdziwieniu na liście pojawił się Arkadiusz Milik, który na tej liście znaleźć się nie powinien. Dopytałem, czy Arkadiusz Milik gra w Bundeslidze – chat odpowiedział: Tym razem poprawił swoją odpowiedź. Ale gdy zadałem pytanie o Polaków grających w lidze francuskiej – chatGPT popłynął: Z powyższej listy wyłącznie Grzegorz Krychowiak grał we wskazanym klubie. Pozostali – nigdy nie grali w klubach, do których sztuczna inteligencja ich przypisała. Co więcej – nigdy nie grali w lidze francuskiej. Skoro więc chatGPT potrafi “mijać się z prawdą” w kwestiach sportu (a zapewniam, że robi to nagminnie także w innych dziedzinach), to sugeruję z dużą dozą ostrożności podchodzić do tworzonych przez niego teorii i prezentowanej wiedzy. Konkluzje? Perspektywy wykorzystania silnika chatGPT są widoczne gołym okiem. Już dziś mówi się o kolejnej aktualizacji zasobów chatGPT – obecna wersja chatGPT-3 zostanie zastąpiona wersją 4, która będzie modelem 500 razy większym od swojej poprzedniczki.  Otrzyma też dostęp do zasobów internetu, co spowoduje, że jego dane będą aktualne i będzie w stanie podać dokładne źródła podawanych informacji wraz z linkami. Ma też nastąpić integracja silnika chatGPT z wyszukiwarką Bing. Dzięki temu dotychczasowe wyszukiwanie informacji w Google, które zwykle kończy się przekopywaniem przez reklamy i nieistotne materiały, zostanie zastąpione interfejsem “zapytaj mnie o cokolwiek”. W odpowiedzi na zadane pytanie otrzymamy konkretne informacje, a jeśli poprosimy o doprecyzowanie, lub linki – poda nam te, które będą dla nas przydatne. Naturalnym wydaje się kierunek integracji usługi do tego stopnia, że jeśli zapytamy przykładowo o atrakcje turystyczne w okolicach Torunia – otrzymamy odpowiedź zawierającą konkretne obiekty i wydarzenia. Jeśli poprosimy o wybranie tych, które wiążą się z czasami Krzyżaków – automatycznie otrzymamy wyłącznie te, które nas interesują. Będziemy w tym samym miejscu mogli poprosić o wyszukanie miejsc noclegowych w przedziale cenowym, który nas interesuje, a w efekcie o ich rezerwację, wynajęcie samochodu, a nawet ułożenie planu trasy i wpisanie jej do naszej nawigacji. Pozostaje na tę chwilę nierozstrzygnięta kwestia: co na to Google? Podobno trwają gorączkowe prace nad rozwojem technologii, która ma dorównać rozwiązaniu OpenAI, a nawet być od niej lepsza. Prace trwają.  Możemy się spodziewać ciekawych efektów. Ale już dziś możemy z powodzeniem wykorzystywać to narzędzie jako wsparcie w procesach dotyczących obróbki i tworzenia tekstów – w tym zakresie sprawdza się fantastycznie. [...]
biznesowe ABC / komunikacja / rozwój osobisty / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemNie mam na myśli muzyki jako branży, która sama w sobie jest biznesem. Mówię o muzyce jako dziedzinie sztuki. W muzyce bardzo ważne są rytm i melodia. Zwykle zapisywane są w postaci nut – tak jak składniki przepisu, jakim jest utwór muzyczny. Te dwa podstawowe pojęcia mają nierozerwalny związek z czasem. Aby melodia brzmiała tak jak zaplanował to jej autor – poszczególne nuty muszą być zagrane dokładnie w czasie, który został dla nich przeznaczony. Nie wcześniej, nie później, tylko w punkt. I idealnie intonacyjnie – czyli powinny być zagrane dokładnie takie dźwięki, jakie kompozytor postawił na pięciolinii.  Zapis nutowy i reguły, jakie w nim panują, przywodzą na myśl procedury panujące w firmach lub działania związane z realizacją projektu. W nich też czas jest kluczowym elementem. Kiedy spóźnimy się z realizacją jakiegoś zadania – cierpi na tym cała grupa innych zadań. I musimy wykonać zdefiniowane zadania dokładnie tak, jak zostały one zaplanowane, jak przewidział to project manager lub inna osoba zarządzająca. Przykładem utworu muzycznego, który został wykonany dzięki odczytaniu zapisu nutowego, jest poniższa Aria na strunie G, Jana Sebastiana Bacha, nagrana z formatu midi. Czegoś tu brakuje, prawda? Ten utwór jest suchy, beznamiętny i bez polotu.  Zagrany jest idealnie, zgodnie z zapisem nutowym: idealny rytm i melodia. A mimo to trudno sobie wyobrazić, że z przyjemnością wrzucamy sobie to wykonanie utworu na uszy i idziemy uprawiać poranny jogging słuchając tych dźwięków. Czego więc tu brakuje? W muzyce bardzo ważne są także składniki harmonii. Najczęściej harmonia rozpisana jest na wiele instrumentów, które są obsługiwane przez muzyków. Ludzi. To ludzie, ich umiejętności, wrażliwość i doświadczenie decydują o tym, jak dany utwór zostanie zagrany i w jakim stanie dotrze do uszu słuchaczy. Podobnie jest w firmie. To tworzący ją zespół decyduje ostatecznie o tym, jak klient będzie obsłużony, jakie wyniesie wrażenia z relacji z tą firmą lub jej produktami. Wreszcie, jak klient zapamięta firmę, markę lub produkt. I czy zapamięta. Ray Kroc, twórca potęgi sieci McDonald’s był wyznawcą teorii, że “Firma powinna być tak zorganizowana, by poszczególne stanowiska powinny być obsadzone ludźmi o możliwie najniższych kwalifikacjach”. Tak, to nie pomyłka. Najniższych.  Dzięki temu każdego pracownika na każdym stanowisku będzie łatwo zastąpić. A koszt przeszkolenia i wdrożenia będzie relatywnie niski. Z drugiej strony Steve Jobs, szef koncernu Apple, zwykł mawiać: “staram się zatrudniać ludzi lepszych od siebie”. Oba powyższe stwierdzenia nie są jednak złotym środkiem na sukces firmy. Żadne z tych stwierdzeń nie mówi całej prawdy o zasadach rekrutacji pracowników do firmy. Nie da się zbudować firmy bazując wyłącznie na pracownikach którzy nic od siebie nie wnoszą do organizacji. Owszem, na etapie produkcji tego typu konstrukcja być może się broni, ale działy zarządcze wymagają kreatywności, wiedzy, kompetencji i doświadczenia. W przeciwnym przypadku okręt prowadzony przez niedoświadczony i niekompetentny zespół wpadnie na mieliznę lub na podwodne skały. Podobnie, nie powstanie żadne wiekopomne dzieło z rąk orkiestry, w której każdy z muzyków ma ledwo podstawowe umiejętności posługiwania się obsługiwanym instrumentem. Z drugiej strony – firma nie może być zlepkiem wyłącznie ludzi o najwyższych kompetencjach i kwalifikacjach. Firma składająca się z samych gwiazd nie ma szans funkcjonować.  Podobnie jak orkiestra, w której grają sami soliści. W orkiestrze muzycy muszą także grać swoje partie, swoje role. Jak to mówi mój znajomy, magazynier z zaprzyjaźnionej firmy: “Same dyrektory, tylko robić nie ma komu”. O tym fakcie sukcesywnie przekonują się boleśnie między innymi właściciele francuskiego klubu piłkarskiego Paris Saint-Germain F.C. (PSG). Zbudowali drużynę marzeń, na chwilę obecną wycenianą na kwotę 630 mln EUR, w składzie której są takie gwiazdy, jak min. Lionel Messi, Kylian Mbappé, Neymar, Sergio Ramos, Keylor Navas, Renato Sanches – największe nazwiska piłkarskiego świata. Najlepsi z najlepszych, crème de la crème. A mimo to drużyna PSG nie zdobyła nigdy żadnego znaczącego trofeum w rozgrywkach pucharów europejskich i odnosi jedynie sukcesy na rodzimym podwórku, w lidze francuskiej. Skuteczny zespół powinien być zróżnicowany, powinny być obsłużone w nim różne role z różnymi poziomami kompetencji. Idealnie, gdy w zespole wyczuwa się “chemię”, gdy załoga lubi swoje wzajemne towarzystwo, gdy jest w nim pozytywna energia. Wtedy wszystko znacznie lepiej działa, robota pali się w rękach, a efekty pracy często przerastają najśmielsze wyobrażenia. Najlepiej, gdy w zespole zachodzi efekt synergii, który powoduje, że 1 plus 1 nie równa się 2, ale 5, albo 10… albo jeszcze więcej.  Owszem, bardzo dobrze, gdy jest w zespole lider – ktoś, kto prowadzi zespół do celu, za którym wszyscy chcą podążać. I nie dlatego, że ma odpowiednią plakietkę, ale dlatego, że jest liderem i zachowuje się jak lider. Podobnie jak w orkiestrze jest muzyk, któremu wszyscy się podporządkowują. Najczęściej to tzw. pierwsze skrzypce. To jak kapitan w drużynie piłkarskiej.  Ale, aby muzyka nie brzmiała tak, jak w tym powyższym przykładzie, konieczne są emocje. To one przywołują wspomnienia, uruchamiają wyobraźnię, powodują gęsią skórkę, gdy słuchamy pięknych i pełnych emocji wykonań muzyki. To muzyka pełna emocji sprawia, że chcemy jej słuchać, że nie potrafimy się od niej oderwać. To emocje w muzyce sprawiają, że płaczemy, śmiejemy się lub boimy w zależności tego, co muzyka chce nam przekazać. Porównajmy powyższy przykład Arii na strunie G, J.S.Bacha zagranej w formie midi z wykonaniem orkiestrowym, pełnym emocji, harmonii i piękna. Jest różnica, prawda? Tego utworu, w takim wykonaniu, można słuchać niemal bez przerwy. A jak mają się emocje do biznesu? Skoro już mamy firmę, która działa, skutecznie realizuje projekty, ma zespół pełen werwy, skuteczny i efektywny, to gdzie jest miejsce na emocje?  Oczywiście – możemy doszukiwać się emocji wewnątrz samego zespołu, w relacjach pomiędzy jego członkami. Jest ich w każdym zespole mnóstwo – zarówno tych dobrych, pozytywnych, jak i tych złych, wynikających z frustracji, zmęczenia i stresu. Ale o sile emocji nie możemy też zapominać, gdy firma komunikuje się z klientami. Zaczynając opowiadać o firmie lub produkcie warto jest wykorzystać ten aspekt. Gdy do komunikacji z klientami włączamy emocje – sukces jest murowany.  Zapraszam do oceny. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / sztuczna inteligencja / technologiaDziś spotykamy się z tym pojęciem niemal na każdym kroku. Znajdujemy jej zastosowanie w różnych dziedzinach życia – często nawet o tym nie wiemy. Określana jest często skrótem AI (od angielskiego artificial intelligence).  Jedni upatrują w niej nieuniknionej przyszłości, inni straszą konsekwencjami jej wprowadzania – tym, że inteligentne maszyny przejmą kontrolę nad naszym światem. A jak jest rzeczywiście? Do czego dziś służy i jak jest wykorzystywana? W 1950 roku matematyk Alan Turing opracował test, który ma na celu weryfikację sztucznej inteligencji. Bada, czy maszyny są w stanie samodzielnie myśleć i komunikować się jak ludzie. Test polega na próbie przekonania rozmawiających z maszyną sędziów, że rozmawiają z człowiekiem. Niewiele systemów sztucznej inteligencji zdało ten test – dopiero w 2014 roku udało się to wykonać zadanie botowi, który nosi nazwę Eugene Goostman. Bot udaje że jest trzynastoletnim chłopcem z Odessy, którego ojciec jest ginekologiem. Test polegał na pięciominutowej wymianie zdań między chatbotem, a każdym z sędziów. Goostmanowi udało się przekonać 33% naukowców, że jest żywym człowiekiem. Test Touringa jednak nie jest wyznacznikiem inteligencji maszyny, a jedynie pokazuje jej umiejętność posługiwania się językiem naturalnym. Umiejętność komunikowania się z człowiekiem używając jego języka. Sztuczna inteligencja nie musi jednak przejawiać się w umiejętności posługiwania się językiem. Znane są bowiem dokonania maszyn, które pokonywały w grze w szachy utytułowanych arcymistrzów. Wprawdzie pierwsze superkomputery, które nauczono grać w szachy, miały niewiele wspólnego z inteligencją, bowiem działały na zasadzie wynajdowania najbardziej optymalnych zagrań ze wszystkich zapisanych w ich bazie danych. Twórcy programów szachowych zapisali w pamięci maszyny ogromną ilość rozegranych wcześniej partii i nauczyli maszynę wybierać z tej bazy takie zagrania, które w końcowym efekcie przyniosą największe szanse na zwycięstwo. Im większa baza rozegranych partii została wprowadzona do pamięci komputera – tym większa szansa na pokonanie arcymistrza. Pierwszym komputerem, który pokonał arcymistrza, był Deep Blue, który w 1996 roku wygrał z Garri Kasparowem.  Sztuczna inteligencja nie jest programem, który działa w sposób algorytmiczny, dokładnie zaprogramowany przez człowieka. To program, który poddaje się procesowi uczenia, w wyniku czego program może wykonywać operacje, do których został przyuczony.  Sposobem uczenia sztucznej inteligencji jest wielokrotne powtarzanie sekwencji wprowadzania danych szkoleniowych oraz wskazywania prawidłowego rezultatu, oczekiwanego przez poprawnie działający mechanizm.  Brzmi skomplikowanie? – już wyjaśniam. Wyobraźmy sobie, że chcemy nauczyć naszą sztuczną inteligencję rozpoznawania cyfr: 0, 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8 i 9. Pokazujemy jej obrazek z cyferką 1 i mówimy jej, że to cyfra 1. Następnie pokazujemy jej obrazek z cyfrą 2 mówiąc, że to dwójka. W kolejnych krokach pokazujemy następne obrazki zawierające kolejne cyfry, za każdym razem informując, jaką cyfrę przedstawia obrazek. W ten sposób, pokazując wiele obrazków, osiągniemy stan, w którym nasza sztuczna inteligencja nauczy się rozpoznawać poszczególne cyfry.  Ile to jest wiele? To zależy. W zależności od przedmiotu nauki (nauka rozpoznawania cyfr jest dość prostą kwestią) może to być kilka tysięcy, a może też być kilka milionów przykładów. Jeśli zakończymy proces uczenia – czas na sprawdzian. Rzeczywiście – sztuczną inteligencję należy poddać testowi, który w naszym przykładzie będzie polegał na tym, że pokażemy jej obrazek z cyfrą 1 i zapytamy “co rozpoznaje?” Jeśli rozpozna cyfrę 1, to pochwalimy naszą maszynę. Jeśli dowolną inną, to ją zganimy. Oczywiście, pochwała i nagana są tu symboliczne, bowiem w języku maszyn mogą być nimi zera i jedynki – jedynka jest pochwałą, a zero naganą. Maszyna otrzymując zero zrozumie, że popełniła błąd i następnym razem będzie próbowała go nie popełnić. Proces testu to także wielokrotne powtórzenia sekwencji testowych, za każdym razem z chwaleniem i ganieniem maszyny, w zależności od wyniku każdego z testów. Obecnie istnieją mechanizmy sztucznej inteligencji, które potrafią uczyć się same. W 2017 roku świat obiegła informacja, że algorytm AlphaGoZero w ciągu zaledwie 9 godzin nauczył się grać w szachy rozgrywając miliony partii z samym sobą i osiągnął poziom ekspercki. Poziom ten został sprawdzony w walce z silnikiem programu szachowego Stockfish, który dotąd był uznawanym za niepokonany i żaden arcymistrz nie miał z nim żadnych szans. Stockfish poniósł sromotną klęskę. Co ciekawe – w trakcie pojedynku AlphaGoZero analizował około 60 tysięcy możliwych ruchów na sekundę, podczas gdy Stockfish – aż 60 milionów. W 2016 roku algorytm AlphaGo w ciągu 34 godzin nauczył się grać w grę Go – znacznie bardziej wymagającą i z dużo większą ilością kombinacji i ruchów. Po trwającej 34 godziny nauce algorytm pokonał mistrza świata w tej grze, Lee Sedola. Do czego dziś wykorzystywana jest sztuczna inteligencja? Zastosowanie AI dziś jest bardzo różnorodne. Algorytmy wykorzystywane są w procesach rozpoznawania tekstu, obrazów i mowy, w maszynowym tłumaczeniu tekstów, w analizie obrazu w czasie rzeczywistym, a nawet w tworzeniu obrazów. Sztuczna inteligencja zaszyta jest w mechanizmach uczących się zachowań użytkowników na portalach społecznościowych, w wyszukiwarkach internetowych, w systemach reklamowych oraz w sklepach internetowych. Dzięki sztucznej inteligencji coraz trudniej jest rozpoznać, czy toczymy rozmowę z żywym człowiekiem czy z botem.  Na uczących się algorytmach oparte są także mechanizmy wykrywające oszustwa finansowe, mechanizmy oceny zdolności kredytowej w bankach, a także systemy eksperckie i narzędzia wspierające zarządzanie w warunkach braku wszystkich danych. Analiza obrazu była przedmiotem prac mojego zespołu, w wyniku którego zbudowaliśmy system umożliwiający przeprowadzenie badań zajętości parkingów w miejskich strefach parkingowych. Sztuczna inteligencja została wykorzystana do automatycznego rozpoznawania numerów rejestracyjnych znajdujących się na tablicach zaparkowanych w danej strefie aut. Dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji jesteśmy w stanie szybciej i z większą pewnością wykonywać pewne operacje – coś, co człowiekowi zajmuje sporo czasu – sztucznej inteligencji zaledwie sekundy.  A ile Tobie, drogi czytelniku, zajmie rozpoznanie na których obrazkach widnieje pies, a na których mafinki. Sztucznej inteligencji możemy powierzyć tworzenie obrazów – poniższe postaci ze świata Marvela zostały w całości utworzone przez algorytmy sztucznej inteligencji. O dziwo – poniższe obrazy przedstawiają postać, której wizerunek także został wygenerowany przez mechanizmy sztucznej inteligencji. Postać Keanu Reeves’a nie są rzeczywistymi zdjęciami aktora, ale kreacją stworzoną przez AI.  Pomimo olbrzymich możliwości sztucznej inteligencji – nie jest to wciąż doskonała technologia. Wciąż wymaga pracy i doskonalenia.Poniżej obrazy wygenerowane przez algorytmy sztucznej inteligencji, której zlecono wygenerowanie obrazu na temat ”łosoś płynie w dół rzeki”. W kolejnych odcinkach cyklu poświęconego sztucznej inteligencji opowiem o sieciach neuronowych i przedstawię szerzej zasady uczenia maszynowego. Zapraszam do śledzenia moich wpisów. [...]
biznesowe ABC / case study / komunikacja / technologia / zarządzanie projektamiDo komunikacji. Kropka. Odpowiedź ta jest jednak zbyt prosta. Powiedzieć, że maile służą do komunikacji, to jakby nie powiedzieć nic. Spróbuję zatem nieco zagłębić się w temat i doprecyzować zagadnienie.  Na początek stawiam tezę, że maile są w biznesie bardzo ważne. Oczywiście, dziś na rynku jest mnóstwo narzędzi informatycznych, platform, systemów, komunikatorów i wydaje się, że komunikacja poprzez maile staje się coraz mniej atrakcyjna. Przesyłając wiadomość tradycyjnym mailem – przesyłamy ją otwartym tekstem, łatwym do podsłuchania lub przechwycenia. Ponadto, zwykle nie mamy pewności, czy wiadomość dotarła do odbiorcy – może po drodze wpaść do spamu, zostać zablokowana przez serwer, itp. Możemy wprawdzie zażądać potwierdzenia odbioru, ale większość użytkowników programów pocztowych raczej tego nie robi i prośba o potwierdzenie odbioru wiadomości jest ignorowana. Zdarza się także, że w treści wiadomości nadawca przesyła prośbę o potwierdzenie jej odebrania – ten zabieg też nie zawsze odnosi oczekiwany skutek. Dlaczego zatem e-mail?  Przede wszystkim dlatego, że jest powszechny. Zdecydowana większość przedsiębiorców posiada dostęp do poczty e-mail i posiada umiejętność korzystania z jej zasobów. W przypadku innych rozwiązań – sprawa nie jest tak oczywista. Pomimo licznych zalet nowoczesnych technologii ludzie mają opory przed ich wykorzystywaniem, pojawiają się problemy z dostępnością, bariery w obsłudze, opór przed instalowaniem nowych aplikacji i programów. W efekcie e-mail zdaje się być nadal niedoścignionym liderem w wyścigu narzędzi komunikacyjnych dostępnych na rynku. Znacznie istotniejsze jest to, kiedy i w jaki sposób należy używać poczty e-mail. Podstawowym sposobem wykorzystania poczty e-mail jest komunikacja – przesyłanie wiadomości, ofert, zamówień, drobnych ustaleń między współpracownikami lub partnerami biznesowymi. To najbardziej naturalne i oczywiste wykorzystanie poczty e-mail. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że warto nauczyć się wykorzystywać pocztę e-mail jako metodę na gromadzenie dokumentacji lub zabezpieczenia swoich interesów w przypadku jakichkolwiek sporów.. W mojej praktyce wielokrotnie sprawdziło się przesyłanie wiadomości e-mail jako podsumowanie odbytej niedawno rozmowy telefonicznej lub ustaleń ze spotkania. W sytuacji, gdy po takiej rozmowie, przesyłam do mojego rozmówcy wiadomość zawierającą najważniejsze ustalenia, może wydarzyć się kilka rzeczy. Jedną z nich jest przypadek, gdy adresat odczyta wiadomość i odniesie się do zawartych w niej stwierdzeń – jest to okazja do tego, by doprecyzować ustalenia, które może podczas rozmowy zostały pominięte lub potraktowane zbyt luźno i nieprecyzyjnie. Zdarza się także, że opisując ustalenia własnymi słowami, dokonamy drobnej modyfikacji tych uzgodnień i podczas wymiany korespondencji różnice te zostaną wyjaśnione i doprecyzowane. Może być też tak, że same ustalenia podczas rozmowy zostaną przez nas zapamiętane lub zinterpretowane inaczej, niż przez naszego rozmówcę. I znów – spisanie tego, co zostało ustalone w sposób, który zapamiętaliśmy lub zrozumieliśmy daje nam okazję do konfrontacji tych ustaleń. Wymiana korespondencji z naszym rozmówcą na tym etapie zwykle pozwala doprecyzować detale i uniknąć późniejszych problemów.  Dzięki spisaniu tych ustaleń mamy zawsze możliwość odnieść się do nich w późniejszym czasie, gdy sytuacja będzie tego wymagała. Mi wielokrotnie przydawała się spisana korespondencja między mną a klientem, gdy próbowaliśmy ustalić stan faktyczny – na podstawie historii korespondencji z klientem można było dotrzeć do faktycznych ustaleń, a nie do tego, kto jak te ustalenia zapamiętał. Szczególnie, że po czasie, wszelkie detale w naszej pamięci ulegają zatarciu i trudno jest nam precyzyjnie odtworzyć przebieg rozmów i zdarzeń. Oczywiście, do spisywania kluczowych dla relacji biznesowej ustaleń, należy posłużyć się umową. Nie sposób jednak każdej rozmowy i wszelkich drobnych ustaleń ubierać w ramy umowy i aneksów. Zapewne każdy, już po podpisaniu umowy z klientem, wielokrotnie się z nim kontaktuje, doprecyzowując detale dotyczące realizacji podpisanego wcześniej kontraktu. I to te detale stanowią zwykle kluczowe elementy sporów. Dlatego, pomimo posiadanego ogólnego dokumentu w postaci umowy, warto spisywać także te drobne ustalenia, którymi później możemy się podeprzeć.  Drugi przypadek jest taki, że nasz rozmówca nie ustosunkuje się do treści zawartych w naszej wiadomości. Wtedy jedynym materiałem, na którym w późniejszym czasie możemy się oprzeć, jest spisana przez nas wiedza. Przez nas, a więc w sposób, który zapamiętaliśmy i zrozumieliśmy my. Spisana przez nas, naszymi słowami i w naszym stylu. To także często pomaga w trakcie późniejszych sporów i ułatwia ich rozwiązanie. Zdarzyło mi się wielokrotnie, że w wysłanej do klienta wiadomości poprosiłem o akceptację ustaleń. Klient zaakceptował je, odpisując na moją wiadomość e-mail. W momencie, gdy doszło do ostatecznego odbioru prac – okazało się, że wykonane przez mój zespół prace odbiegają od wyobrażenia, jakie klient miał w głowie. Gdy jednak odnieśliśmy się do zaakceptowanych przez klienta ustaleń, okazywało się, że klient na etapie akceptacji ustaleń popełnił błąd, bo nie doczytał, nie zauważył lub nie zrozumiał. Miał jednak dowód “czarno na białym”, że błąd jest po jego stronie i za ewentualne zmiany w obecnym stanie projektu będzie musiał dodatkowo zapłacić. Najlepiej ten aspekt widać w praktyce stosowanej przez drukarnie i agencje reklamy – klient musi zaakceptować wygląd zlecanego nadruku przed jego realizacją. Otrzymuje zwykle mail z załącznikami, które prezentują wygląd docelowego produktu, np. ulotek, wizytówek, katalogów lub plakatów. Gdy zaakceptuje projekt – ponosi odpowiedzialność za ewentualne błędy, czy nawet literówki, które w tym wydruku się znajdą.  Ostatecznie, dbałość o wysyłanie wiadomości e-mail w relacjach z kontrahentem, potrafi uratować nam skórę. Wiele razy miałem okazję wykorzystać posiadaną historię korespondencji w celu potwierdzenia ustaleń i zachowania chronologii zdarzeń w trakcie realizacji projektu. Jest to szczególnie ważne w projektach o dużej rozpiętości czasowej oraz merytorycznej, gdzie łatwo o to, by detale ustaleń nam umknęły.  Miałem też okazję obserwować spory, które musiały zostać oparte o wokandę sądową, których nie udało się rozstrzygnąć na etapie polubownym. Widziałem przytłaczającą przewagę strony, która do sporu była odpowiednio przygotowana, dysponowała umową lub zleceniem, oraz chronologicznie ułożonymi kolejnymi ustaleniami zapisanymi w formie wiadomości e-mail. Ta strona, która nie dysponowała takimi materiałami, w większości przypadków po prostu przegrywała. Nie namawiam oczywiście do rozstrzygania sporów na drodze sądowej. Wręcz przeciwnie – twierdzę, że potwierdzanie bieżących ustaleń poprzez przesyłanie podsumowania rozmowy w wiadomości e-mail, pozwoli na uniknięcie większości sporów zanim one powstaną. Ponadto, posiadanie zebranych i zaakceptowanych przez strony ustaleń, ułatwiają polubowne rozstrzyganie nieporozumień, bez konieczności włączania w spór osób trzecich. Zachęcam więc do poświęcenia kilku minut po każdej istotnej rozmowie z kontrahentem, by spisać wszystkie ustalenia i przesłać do niego, zapewniając sobie w ten sposób bezpieczeństwo i spokojny sen. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / komunikacja / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemNiedawno znajomy zadał mi pytanie “skąd w firmie biorą się długi?”. Przyznam, że moje zdziwienie było ogromne. Bo temat wydaje się oczywisty, ale – jak się okazuje – wcale taki nie jest.  Dlatego, chcąc możliwie najpełniej wytłumaczyć zagadnienie, postanowiłem stworzyć dedykowany wpis na ten temat. Zatem: do brzegu. Biznes ma swoje charakterystyczne terminy, tzn. termin podatku dochodowego, VATu, ZUSu, wynagrodzeń, różnych opłat, rat kredytowych lub leasingowych. Prowadząc biznes zaciągasz też zwykle różne zobowiązania, które wymagają od Ciebie posiadania środków na koncie najpóźniej w dniu terminu płatności każdej z faktur, aby móc te zobowiązania uregulować. Obowiązek posiadania odpowiedniej ilości pieniędzy na koncie firmy wynika też z faktu zatrudniania pracowników – z konieczności terminowej wypłaty wynagrodzeń. Realizacja projektu wiąże się z terminami, które nie zawsze są zgodne z tym, jaka jest charakterystyka wymaganych przepływów pieniężnych w Twojej firmie. Mało tego, nawet jeśli zagwarantujesz sobie w umowie z kontrahentem, że w trakcie realizacji projektu będziesz otrzymywał pieniądze cyklicznie, proporcjonalnie do wykonanej w ostatnim okresie pracy, to często zdarza się, że z różnych powodów w terminie, na którym Tobie zależy, klient tych środków Ci nie wpłaci.  Mogą się zdarzyć sytuacje związane z zatorami płatniczymi w firmie klienta, kwestie związane z brakiem osób, które w firmie klienta są upoważnione do podjęcia decyzji o realizacji płatności, lub nie ma osoby, która ten przelew wykonuje.  Znam też wiele firm, które przelewy wykonują w jeden dzień w tygodniu, np. w czwartki. I jeśli zdarzy się tak, że akurat w czwartek nie ma kogoś, kto może uruchomić Twoją płatność – no to masz pecha. Ale przecież kolejny czwartek już niedługo. Może też zdarzyć się tak, że klient nie chce zaakceptować realizacji płatności do czasu spełnienia przez nas jakichś kryteriów, które traktuje jako istotne. Przykładowo: oczekuje, że dokończymy wykonanie jakiejś usługi lub dopełnimy jakiejś formalności. Zdarza się tak, że nasz projekt wykonany jest niemal w 100%, brakuje jedynie dokumentacji lub nie przeprowadziliśmy jakiegoś szkolenia – i klient wstrzymuje nam całą płatność dopóki nie wypełnimy jego żądań. Jeśli zatem w dniu X mamy obowiązek zapłaty naszym pracownikom, dostawcom, urzędom jakiejś kwoty, to z natury rzeczy powinniśmy to zrobić. Jeżeli jednak z jakichś powodów te pieniądze do nas w dniu X nie dotarły i nasze konto jest puste, to w zasadzie mamy dwa wyjścia – pożyczyć wymaganą sumę, żeby wypełnić powinność lub nie zapłacić zobowiązania i poczekać do momentu, gdy na naszym koncie pojawią się oczekiwane pieniądze. Niezależnie od tego, skąd finanse uda nam się zdobyć – pieniądze kosztują. Będziemy więc musieli oddać większą kwotę niż pożyczyliśmy. Pożyczka może okazać się jednak obarczona niższym kosztem niż ewentualne kwoty wynikające z egzekucji należności, jeśli nie spłacimy zobowiązania przez dłuższy czas. Tak czy inaczej, musimy mieć świadomość, że dodatkowy koszt pieniądza “zje nam” przynajmniej część zysku, który zakładaliśmy. Jeśli zakładany zysk był niższy niż koszt pieniądza – nie trzeba tłumaczyć konsekwencji. Dla sytuacji finansowej firmy, olbrzymie znaczenie ma więc sam proces realizacji płatności za wykonaną usługę lub dostarczony towar. Jeśli założymy, że klient zapłaci nam za wystawioną przez nas fakturę w terminie płatności, to będziemy dysponować pieniędzmi, żeby terminowo odprowadzić od tej faktury podatki. Jeśli nie – musimy podatki zapłacić z innego źródła, lub ich w terminie nie zapłacić – narażając się na różne konsekwencje takiej decyzji. Jeśli wartość nieuregulowanej transakcji jest niewielka, to konsekwencje dla firmy są także do opanowania. Ale w sytuacji, gdy kwota jest znaczna, to brak płatności może być poważnym problemem. A płatność w różnych sytuacjach może się przeciągnąć o kilka tygodni, miesięcy… ale też, gdy sprawa wejdzie na poziom sporu sądowego – nawet kilka lat. Brak zapłaty sporych środków przez kilka lat może być poważnym problemem dla firmy, a nawet doprowadzić do jej upadłości. Mogą się także pojawić problemy związane z rozbieżnościami między szacowaniem wartości transakcji, a faktycznymi kosztami ich realizacji. Możemy wpaść w pułapkę związaną ze złym oszacowaniem terminów realizacji projektu. Powodów może być wiele, np. kwestie rozszerzania się zakresu projektu (tzw. projekt pełzający), opóźnione dostawy komponentów niezbędnych do realizacji projektu, kwestie fluktuacji czy braku dostępności zasobów (pracowników, podwykonawców, urządzeń, maszyn) lub wreszcie kwestie związane z terminowością odbiorów. Tak czy inaczej, gdy realizujemy projekt w ciągu 3 miesięcy, to koszty są niższe niż gdy ten sam projekt zrealizujemy w 4 miesiące. I niezależnie od powodów przesunięcia terminu zakończenia projektu – każdy dzień zwłoki to mniejszy zysk dla firmy. Bo zwłoka w terminie zakończenia projektu nie powoduje zwiększenia budżetu tego projektu – wysokość faktury końcowej zwykle jest stała, a wręcz z każdym dniem opóźnienia niższa z tytułu różnych kar i potrąceń. Nie dość więc, że ponosimy większe koszty w trakcie, to jeszcze końcowe rozliczenie nie pozwoli nam “się odbić”. W obecnym czasie mamy też przykład sytuacji, która dotyka wielu firm, w szczególności z branży budowlanej. Zdarza się, że firmy podpisały umowy na wykonanie jakiejś inwestycji, ustalając z inwestorem budżet projektu na pewną kwotę. Wraz jednak z podwyżkami cen materiałów i podzespołów często okazuje się, że przewidziana pierwotnie kwota kontraktu jest zbyt niska i wykonawca nie jest w stanie wykonać usługi w tym budżecie. Jednocześnie, inwestor często nie jest w stanie lub nie chce zmienić wysokości budżetu. W efekcie wykonawca musi podjąć decyzję, czy ma zamiar wykonać projekt wiedząc z góry, że przyniesie mu stratę, czy odstąpi od realizacji projektu płacąc karę za zerwanie kontraktu. Zdarza się także jednak, że wartość kontraktu została źle oszacowana i wyceniona przez wykonawcę, np. ze względu na błąd kosztorysowania, złe założenia lub niedopatrzenia. Podwyżki cen nie mają w takich przypadkach znaczenia – występuje błąd ludzki. Podobnie jak we wcześniejszych sytuacjach – po właściwym przeliczeniu kosztów, które trzeba ponieść, budżet projektu często nie pokrywa kosztów realizacji projektu. Podobnie jak poprzednio – pozostaje pytanie czy dokończyć projekt licząc się ze stratą, czy zerwać kontrakt już na tym etapie, ponosząc konsekwencje i kary za odstąpienie od realizacji kontraktu. Nawet jeśli w Excelu, na sucho, nasz biznes wygląda doskonale i z tabelek wynikają duże zyski, to w praktyce mogą one stopnieć w zupełnie nieoczekiwanych okolicznościach. I pozostawić nas z poważnymi problemami zamiast spodziewanego zarobku. [...]
biznesowe ABC / organizacja pracy / rozwój osobisty / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie zespołemGdy zacząłem publikować posty postanowiłem sobie, że będę starał się to robić w miarę możliwości regularnie, w każdy poniedziałek rano. W zeszłym tygodniu dopadło mnie jakieś choróbsko i przez kilka dni nie byłem w stanie się podnieść z pozycji horyzontalnej. O napisaniu czegokolwiek już zupełnie nie było mowy. Nie zdążyłem się przygotować do sytuacji, w której dopadła mnie niemoc twórcza i nie byłem w stanie dotrzymać terminu. Wiem, że powinienem był zabezpieczyć się przed taką sytuacją i mieć napisane kilka artykułów na zapas. Ale nie miałem. Nie przygotowałem się i w zeszłym tygodniu nie pojawił się mój wpis.  Ale sytuacja ta przywiodła mi na myśl pewne rozważania na temat dyspozycyjności i dostępności przedsiębiorcy w sytuacji prowadzenia działalności gospodarczej. Pamiętam, że gdy ponad 20 lat temu zaczynałem prowadzić firmę i byłem sam – wszystko wydawało się proste. Mogłem liczyć na siebie, dziękować sobie, lub do siebie mieć pretensje. Wiedziałem, że każde zlecenie, które otrzymałem – musiałem zrealizować samodzielnie. Nie miałem nikogo, komu mogłem zlecić jego wykonanie. Ale też powodowało to tyle, że miałem stuprocentowy wpływ na jakość wykonania tego zlecenia. Podobnie jak na termin realizacji – to od mojej dyspozycyjności i skuteczności zależał termin oddania zlecenia klientowi. Nie miało też znaczenia czy jestem chory, zmęczony, czy zaplanowałem urlop – jeśli zadeklarowałem klientowi, że do dnia X oddam jego projekt, to choćby się waliło i paliło – termin musiał zostać dotrzymany. Wiedziałem też na co się z klientem umawiałem, a – co bardzo ważne – na co się ewidentnie nie umawiałem. Dzięki temu w momencie oddawania projektu klientowi byłem pewny, że jeśli coś zostało przeze mnie zrobione, to dlatego, że tak ustaliliśmy, a jeśli nie zostało zrobione, to dlatego, że nie było to przewidziane w zakresie ustalonych prac. I nie było wtedy problemów z rozszerzaniem zakresu zlecenia, z pełzającymi projektami, z opóźnionymi realizacjami, bo zawsze wszystko było w punkt. Tego pilnowałem przede wszystkim. Pamiętam kiedyś jeden projekt, którego realizacji się podjąłem. Zaczynałem wtedy uczyć się nowej technologii, języka ActionScript, który był używany do programowania aplikacji w środowisku Macromedia Flash (później Adobe Flash). Dziś już technologia martwa – wtedy zaczynała pojawiać się na rynku, oszałamiając możliwościami.  Skontaktował się ze mną klient i powiedział, że ma do zrobienia projekt – aplikację do realizacji quizów kompetencyjnych, współpracujących poprzez protokół SCORM z systemem LMS klienta, firmy Panasonic. Na wykonania zadania jest zaledwie miesiąc i mały budżet – tysiąc złotych. Z całej rozmowy zapamiętałem tylko “Panasonic” i powiedziałem, że jestem zainteresowany. Tamta deklaracja była początkiem 30 kolejnych dni, w których spałem po 2-3 godziny dziennie, czytałem materiały, które były wtedy dostępne (nie było wtedy Google, ani tym bardziej StackOverFlow) i pisałem kod. W przededniu wyznaczonego terminu program był gotowy, a kilka dni później firma Panasonic przy jego pomocy zrealizowała testy dla swoich pracowników zgodnie z oczekiwaniami. Nie brałem pod uwagę sytuacji, w której projekt nie będzie gotowy na czas – to nie wchodziło w rachubę. Przyzwyczaiłem w ten sposób klientów do tego, że dowożę projekty, że spełniam obietnice, które składam przyjmując zlecenie. A ponieważ jakość wykonywanych projektów była wysoka, to nigdy nie narzekałem na brak zleceń. Klienci przychodzili do mnie sami.  Moja sytuacja materialna wtedy była też całkiem niezła, bo wiedziałem ile czasu potrzebuję na wykonanie danego zadania i mogłem dokonać precyzyjnej wyceny jego realizacji. Tym samym, znając swoje stałe koszty (ZUS, podatki, czynsz za niewielkie biuro, paliwo do auta) łatwo było zarządzać finansami. Ponadto, miałem bezpośredni kontakt z każdym z klientów i zawsze byłem pewny, że klient będzie w stanie zapłacić mi za zlecone usługi, zanim podjąłem się realizacji prac. Jeśli miałem wątpliwości – brałem zadatek. Minusem takiego trybu pracy było to, że nie mogłem sobie pozwolić na dłuższą nieobecność, urlop, czy chorobę. Szczególnie, że miałem w tamtym czasie podpisane umowy, które obligowały mnie do stałego nadzoru nad systemami, które zbudowałem i wdrożyłem dla klientów. Tym samym – musiałem stale czuwać nad poprawnością działania serwerów i aplikacji, być wciąż online i w gotowości do działania.  Byłem więźniem własnej firmy. Z drugiej strony: nie byłem w stanie podjąć się realizacji naprawdę dużych zleceń – takich, które wymagały większego zespołu. Klienci, którzy mieli takie potrzeby, omijali mnie dużym łukiem. Po pewnym czasie postanowiłem zatrudnić pierwszych pracowników. Człowiek od grafiki, programiści. Zacząłem delegować zadania, ale wciąż pilnować tego, w jaki sposób wykonywane są poszczególne zadania i starać się dbać o terminowość ich realizacji. Jednocześnie nadal sam brałem czynny udział w tworzeniu programów dla klientów. Zauważyłem jednak, że pomimo najszczerszych chęci, parametry, o które tak dbałem i na których tak mi zależało, zaczęły spadać. Zaczęły pojawiać się opóźnienia w realizacji projektów, klienci zwracali uwagę na drobne niedoróbki w dostarczanych programach. Nie były to duże kłopoty, ale dla mnie był to sygnał, że dzieje się coś niedobrego. Postanowiłem bardziej zaangażować się w proces zarządzania, kosztem wykonywania oprogramowania. Przestałem być programistą, stałem się menedżerem. Powiększyłem też zespół, by zwiększyć jego efektywność. Byliśmy w stanie przyjmować duże zlecenia, realizować duże projekty, pisać oprogramowanie dla dużych podmiotów.  Wciąż jednak parametry, na których mi zależało, nie poprawiły się. Nadal pojawiały się zarówno opóźnienia w realizacji, przesunięcia dealine’ów, jak i reklamacje ze strony klientów. Oczywiście, wynikało to ze stopnia skomplikowania realizowanych projektów. Co więcej, często te projekty były bardzo innowacyjne i musieliśmy wymyślać sposób rozwiązania postawionego przed nami problemu, a to wpływało na trudność z oszacowaniem czasu realizacji.  Ponadto, zaczęły się pojawiać zagadnienia, których nie znałem, gdy samodzielnie prowadziłem firmę, np. rotacja pracowników, choroby w kluczowych momentach projektu, urlopy na żądanie, itp. Miałem też wątpliwą przyjemność rozstrzygania sporów pracowniczych i rozwiązywania konfliktów interpersonalnych. Oczywiście, pojawiła się kwestia rekrutacji, szkoleń pracowniczych, zagadnienia związane z rozwojem i relacjami pracowniczymi. Doszły też zagadnienia związane z aspektami samego prowadzenia działalności, tj. znacznie więcej papierów, obsługa aspektów prawnych, organizacyjnych i związanych z zapewnieniem należytych warunków pracy pracownikom. Chcę też zwrócić uwagę na kwestię bezpieczeństwa finansowego. Na wynagrodzenia pracowników oraz wszelkie stowarzyszone z tym daniny (ZUS, podatki) firma potrzebuje znacznie więcej pieniędzy niż w przypadku jednoosobowej działalności. Co więcej, od chwili gdy firma zatrudnia pracowników, konieczne jest zapewnienie terminowej wypłaty wynagrodzeń, niezależnie od wszystkiego. Pracownika nie obchodzi, czy firmie udało się skończyć projekt i otrzymać za niego zapłatę, czy nie. Dziś, po wielu latach, udało się wypracować sytuację, w której terminowość projektów i ich jakość jest na zadowalającym poziomie. Przekłada się to na rentowność zleceń i sytuację całej firmy.  Dzięki temu mogę sobie pozwolić na to, by wyłączyć się z bieżącej działalności firmy i spokojnie chorować, nie martwiąc się o losy projektów.  Nadal jednak pozostaje kilka takich przestrzeni, w które jestem zaangażowany osobiście i tylko ja mogę się nimi zająć. Blog jest jedną z nich – pod moją nieobecność jest skazany na brak nowych wpisów. Ale nie zamierzam tego zmieniać – nie chcę delegować tworzenia wpisów na moim blogu na kogoś innego, a regularność wpisów postaram się zapewnić nieco inaczej. [...]
biznesowe ABC / organizacja pracy / rekrutacja / technologia / zarządzanie projektamiKażda firma musi czasem podejmować strategiczne decyzje dotyczące swoich działań, kierunków rozwoju, podziału ról, struktury zespołu i wielu innych. Taka sytuacja dotyczy też naszej firmy – na bieżąco weryfikujemy sytuację, w jakiej znajduje się nasz zespół, realizowane projekty, relacje z klientami i oczywiście finanse. Nasza firma to niewielki softwarehose, czyli firma tworząca oprogramowanie – głównie dedykowane rozwiązania tworzone na zamówienie klientów. Staramy się, by programy, które projektujemy i wykonujemy, spełniały oczekiwania klienta od strony funkcjonalności, były bezpieczne, ale też nowoczesne – zarówno od strony wizualnej, jak i technologicznej.  Wykorzystywanie najnowszych technologii to z jednej strony duże ułatwienie dla nas jako twórców, bo rozwój technologii przynosi wiele usprawnień dla zespołów programistycznych. Z drugiej strony jest to wynik oczekiwań programistów, którzy oczekują umożliwienia im ciągłego rozwoju i pracy stale w najnowszym środowisku. Mamy jednak w naszej ofercie takie programy, które zbudowaliśmy kilka lat temu jako własne produkty i oferujemy je naszym klientom jako gotowe rozwiązania lub baza do dalszej rozbudowy i adaptacji. Są to aplikacje wielokrotnie wdrożone w firmach naszych klientów, sprawdzone, gruntownie przetestowane i bardzo dobrze oceniane. Jednak, co pewien czas pojawiają się ze strony klientów prośby o wprowadzenie zmian lub rozbudowę używanych przez nich programów. I tu pojawia się kłopot, ponieważ programy te, jak już wspomniałem, zbudowane są kilka lat temu i wykorzystana została w nich technologia, która nowoczesna była w momencie ich budowy. Dziś już taka nie jest.  To, oczywiście, nie przekreśla tych programów i nadal mogą być wykorzystywane z powodzeniem przez ich użytkowników. Powoduje natomiast problem z ich aktualizacją i rozwojem, bo większość programistów niechętnie zabiera się do pisania “starodawnego” kodu. Stanęliśmy przed poważnym dylematem: Co zrobić? Jak sobie poradzić z taką sytuacją?  Co mówi o podobnych sytuacjach teoria prowadzenia projektów informatycznych?  Jedna z teorii sugeruje, by stare kawałki kodu pozostawiać nietknięte, a dopisywać nowe fragmenty w nowoczesnych technologiach i komunikować ze sobą stare z nowymi przez protokoły komunikacyjne (tzw. api). Stopniowo, dzięki takim zabiegom, stary kod zostanie wyparty przez nowy i całość będzie zbudowana w nowoczesnej technologii. Powoduje to jednak duży chaos w projekcie, a poza tym w perspektywie czasu te nowe fragmenty też w końcu staną się stare i sytuacja się powtórzy. Inna teoria mówi o tym, że najlepiej jest przepisać cały stary system na nową technologię. Dzięki temu klient otrzyma system o dotychczasowych funkcjonalnościach, a użyta technologia będzie łatwa do rozwoju, bo atrakcyjna dla programistów. Wiąże się to jednak z olbrzymimi kosztami (rosnącymi wykładniczo wraz ze stopniem skomplikowania projektu). Zwykle klient nie jest w stanie ponieść tak dużych kosztów, szczególnie, gdy jego oczekiwania dotyczą drobnych zmian w istniejącym oprogramowaniu. Ponadto efekt końcowy jest niepewny – zarówno od strony ilości błędów, jakie pojawią się w nowym oprogramowaniu (potencjalna ilość błędów także rośnie wraz ze wzrostem stopnia skomplikowania programu), jak i ochoty do korzystania z nowego systemu przez klienta. Bo oczywistym jest, że wraz ze zmianą technologii będziemy chcieli wprowadzić pewne drobne zabiegi odświeżenia interface’u systemu – a to zwykle jest kłopotliwe dla klientów, którzy nie lubią zmian. Doskonałym przykładem jest historia firmy InsERT, producenta programu Subiekt, który został sprzedany w ilości ponad 700 tysięcy licencji. Niekwestionowany lider polskiego rynku. Kilka lat temu firma ta postanowiła wprowadzić na rynek nową wersję swojego programu – nazwała go NEXO. Program miał zastąpić rodzinę starszych programów oznaczonych “GT”, do której należy program Subiekt GT. Niestety, pomimo tego, że nowy program jest nowoczesny, wykorzystuje najnowsze technologie, nowe trendy wizualne, to zaledwie niewielki procent klientów Subiekta zdecydowała się na przejście na nowy program. Subiekt GT ma się nadal doskonale i nic nie wskazuje na to, by firmy gremialnie zdecydowały się z niego rezygnować. W mojej karierze większość programistów, których poznałem, oczekiwało zmienności projektów, stałego rozwoju i zawsze najnowszych technologii. Często popartych szkoleniami. Spotkałem jednak kilku takich, którzy cenili sobie fakt, że są dobrzy w tym, co robią. Nie chcieli się rozwijać, zmieniać technologii, ani uczyć się nowości – wystarczyło właściwie zdefiniować im zadania, wskazać brzegowe założenia, a oni, ze znanych sobie “klocków”, byli w stanie zbudować bardzo skuteczne i efektywne programy. Podjęliśmy więc decyzję o tym, że chcemy poszukać takich właśnie pracowników na rynku i zdecydowaliśmy się rozpocząć proces rekrutacji. Pozyskanie takich programistów pozwoli nam utrzymać obecny kod istniejącego oprogramowania w dotychczasowej postaci i rozwijać go sukcesywnie ku uciesze zarówno klientów, jak i samych programistów.  Stworzyliśmy i opublikowaliśmy ogłoszenie następującej treści: Jeżeli Znasz PHP, HTML, JavaScript i potrafisz z nich korzystać? Nie masz ochoty uczyć się frameworków, a może bliskie jest Ci programowanie frameworkless? Umiesz myśleć logicznie? to ta oferta jest dla Ciebie !!! Jesteśmy firmą, która od ponad 20 lat tworzy oprogramowanie dla biznesu – programy do zarządzania i obsługi firm. Niektóre z naszych programów powstały ponad 10 lat temu i nadal są wykorzystywane przez wielu klientów, a ponieważ nie są to wysokobudżetowe kontrakty – nie przepisujemy tego softu od zera i nadal wykorzystuje on technologię, która na topie była kilka lat temu. Dziś dbamy jedynie o stabilne i bezpieczne działanie całości. Owszem, jako firma tworzymy nowy soft i wykorzystujemy nowe narzędzia, stosujemy najnowsze technologie, dbamy o rozwój kompetencji zespołu… ale tym razem poszukujemy pracownika, który tego wszystkiego nie chce. Który spokojnie chce skupić się na kodzie w znanej sobie strukturze, znanej technologii, bez fajerwerków i bajerów. Który potrafi stworzyć kawałek kodu według wymagań klienta, uzupełniając istniejący od dawna program. Którego aspiracją nie jest częsta zmiana technologii, a sprawne wykonywanie zadań programistycznych. Co oferujemy? umowę o pracę lub B2B z elastycznymi godzinami pracy, pracę stacjonarną w naszym biurze w Toruniu, opcjonalnie częściową pracę zdalną, przewidywalność, stabilność i gwarancję pracy na wiele lat, doskonałą atmosferę i pyszną kawę. Czego oczekujemy? umiejętności programistycznych w zakresie PHP, HTML, JavaScript, jQuery, MySQL, doświadczenia programistycznego na poziomie mida, gotowości na pracę w środowisku bez fajerwerków technologicznych przez 40 godzin tygodniowo. Jeśli czytając powyższe ogłoszenie mocniej zabiło Ci serducho – nie zwlekaj – czekamy właśnie na Ciebie. Efekt końcowy naszego procesu rekrutacji będzie stanowił okazję do stworzenia kolejnego wpisu. Już dziś zapraszam Cię do śledzenia konsekwencji naszych decyzji. [...]
biznesowe ABC / organizacja pracy / technologia / zarządzanie ryzykiemJak mówi powiedzenie znane w branży IT: ludzie dzielą się na tych, którzy robią backupy i na tych którzy będą je robić.  O tworzeniu backupów (czyli kopii bezpieczeństwa) nie myśli się, dopóki nie wydarzy się coś, co powoduje, że tracimy ważne dane. Przypadkowe usunięcie pliku lub folderu, awaria dysku lub karty pamięci, jakieś przepięcie lub zalanie. Już nawet nie wspominam o celowym działaniu np. pracownika firmy, który usuwa dane, by zatrzeć ślady swojej działalności, lub w celu utrudnienia życia swemu pracodawcy.  Ileż to razy miałem okazję uczestniczyć w tego typu akcjach. Owszem, dzisiejsza technologia pozwala na odzyskanie utraconych danych w znakomitej większości przypadków. Niemniej jednak koszty związane z tego typu operacją są na tyle wysokie, że mało kto decyduje się na taki wydatek. Jak zatem sobie radzić z danymi w zasobach naszej firmy? W jaki sposób zabezpieczyć się przed ich utratą? Możliwości jest przynajmniej kilka. Backup, czyli kopia bezpieczeństwa Wykonywanie regularnych kopii bezpieczeństwa to najłatwiejsza forma zabezpieczenia swoich danych.  Najprostszym i najtańszym sposobem jest wykorzystanie zewnętrznego napędu, np. pendrive lub dysk na USB. Rozwiązanie jest niedrogie, wystarczy podłączyć, skopiować potrzebne dane i gotowe. Konieczne jest jednak, by regularnie pamiętać o wykonywaniu takich kopii, a sam proces zajmuje nieco czasu. Możliwe jest także użycie jednego z dostępnych na rynku programów, które ułatwiają wykonywanie kopii – wystarczy raz wskazać obszary do archiwizacji (pliki, foldery) i na żądanie lub zgodnie z ustalonym harmonogramem – kopie bezpieczeństwa trafią na wskazany nośnik. Dzięki zastosowaniu takiego rozwiązania uzyskujemy dodatkową lokalizację, w której nasze dane są zlokalizowane. W przypadku awarii dysku w komputerze – możemy skorzystać z zasobów znajdujących się na zewnętrznym nośniku.  Nośniki takie są jednak narażone zarówno na fizyczne uszkodzenia, a dane mogą zostać skasowane – przypadkowo lub intencjonalnie. Alternatywą są urządzenia, które posiadają kilka dysków jednocześnie i wykorzystują tzw. technologię RAID. RAID to technologia umożliwiająca jednoczesne wykorzystanie kilku współpracujących ze sobą dysków w taki sposób, że zwiększona zostaje odporność na awarie pojedynczego dysku. Mówiąc o takich urządzeniach możemy spotkać się z nazwami: macierz dyskowa, NAS lub storage. Większość urządzeń tego typu pozwala na automatyczne kopiowanie danych, proces odbywa się poprzez sieć, realizowany jest w tle (bez absorbowania uwagi użytkownika), a odosobniona lokalizacja samego NAS’a utrudnia fizyczne uszkodzenie urządzenia. Zwykle też dane zabezpieczone są przed ich właścicielem odpowiednimi uprawnieniami – istnieje możliwość przywrócenia danych z kopii, ale nie ma możliwości ich usunięcia. Dane mogą być także zabezpieczane poprzez przechowywanie ich w tzw. chmurze, czyli na dyskach sieciowych dostępnych za pośrednictwem internetu. Tego typu rozwiązania oferowane są zarówno przez producentów systemów operacyjnych, np. Microsoft w ramach usługi OneDrive, Apple w ramach iCloud, ponadto przez Google, w ramach usługi Google Drive, a także przez szereg innych firm w ramach swoich usług komercyjnych.  Zaletą wykorzystania chmury, jako miejsca przechowywania kopii bezpieczeństwa, jest bez wątpienia odseparowanie fizyczne (brak dostępu do sprzętu), oraz pełna automatyzacja procesu. Cechą tej technologii jest ponadto jej abonamentowy charakter, a więc nie ma potrzeby tworzenia i utrzymywania własnych zasobów sprzętowych, a jedynie okresowy ich najem jako usługi. Humorystycznie o wykorzystywaniu chmury jako miejsca przechowywania danych opowiada poniższy film – jest to materiał firmy, z którą od wielu lat współpracuję: System informatyczny Sposobem na zabezpieczenie danych firmowych jest także stosowanie zintegrowanych narzędzi informatycznych, systemów CRM i ERP, w których przechowywane są istotne dane należące do firmy. W ten sposób mogą być przechowywane niemal wszystkie ważne dane firmy: oferty, zamówienia, korespondencja e-mail, umowy, dokumentacja, pliki, a także dane finansowe, rozliczeniowe, kadrowe i wiele innych. Zwykle w systemach tego typu dokumenty opisane są szczegółowymi informacjami na temat osoby, która każdy dokument umieściła w systemie, oraz daty jego umieszczenia. Ponadto, usunięcie umieszczonego uprzednio dokumentu jest albo objęte bardzo restrykcyjnymi regułami, albo monitorowane i rejestrowane.  Co więcej, ponieważ systemy są umiejscowione centralnie, na serwerze firmowym lub w chmurze, to w łatwy sposób można wykonywać cykliczną i automatyczną archiwizację danych przechowywanych i przetwarzanych przez te systemy. Repozytorium / wersjonowanie Innym sposobem na zabezpieczenie danych jest wykorzystywanie mechanizmów wersjonowania. Narzędziami, które są wykorzystywane w tym celu, to przykładowo SVN i GIT. Narzędzia te wykorzystuje się zwykle do zabezpieczania zasobów związanych z realizowanymi projektami, w szczególności kodu oprogramowania tworzonego przez zespół. Wprawdzie głównym przeznaczeniem stosowania tych narzędzi jest ułatwienie pracy zespołowej, ale doskonale się sprawdza także jako mechanizm zabezpieczający przed utratą danych.  Same SVN i GIT umożliwiają zapisywanie we wspólnej bazie plików w ich kolejnych wersjach, każdorazowo z informacjami na temat daty i osoby, która wprowadziła zmiany. Dzięki temu możliwe jest przywrócenie każdego pliku do dowolnej jego wersji z historii. Dla dodatkowego zabezpieczenia przechowywanych w tych narzędziach danych możliwa jest archiwizacja całej bazy. Powyższe zestawienie nie wyczerpuje oczywiście wszystkich metod zabezpieczania danych przed ich utratą, uszkodzeniem lub usunięciem. Zastosowanie jednak którejkolwiek z przedstawionych metod to szansa na uratowanie danych firmy i uniknięcie wielu niepotrzebnych kłopotów. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / organizacja pracy / zarządzanie projektami / zarządzanie ryzykiemPodczas realizacji projektów zdarzają się sytuacje, gdy chcemy oddać klientowi rezultat naszych prac. W idealnym scenariuszu klient przegląda efekty naszej pracy, akceptuje je i pozwala wystawić fakturę końcową, a w ślad za tym idzie terminowa płatność. Ale by przedstawiony przeze mnie obraz był kompletny, konieczne są jeszcze jednorożce, elfy i wróżki. Rzeczywistość jednak zwykle “delikatnie” odbiega od przedstawionego obrazka.  Najprostszym z odstępstw jest sytuacja, w której klient przegląda efekty naszej pracy, ale nie chce ich zaakceptować zauważając drobne odstępstwa lub usterki. Powstaje wtedy konieczność, abyśmy wprowadzili niezbędne zmiany do zrealizowanego projektu i ponownie zgłosili klientowi projekt do akceptacji. Praktyka pokazuje, że jeśli klientowi zależy na jak najszybszym wykorzystaniu efektów realizacji projektu, to proces odbioru prac przebiegnie szybko i sprawnie. Zostaną wskazane ewentualne uchybienia, zostanie ustalony sposób ich naprawy i nikt nie będzie wkładał nam kija w szprychy.  Zdarza się jednak, że nasz zleceniodawca z jakiegoś powodu próbuje opóźnić odbiór efektów naszej pracy i wynajduje szereg obiektywnie nieistotnych problemów, wielokrotnie zmuszając nas do ich naprawienia.  Znam wiele takich przypadków, gdy zleceniodawca był zainteresowany tym, by odbiór prac był odsunięty w czasie. Czasem był to wynik problemów z jego kondycją finansową, gdy zdawał sobie sprawę z tego, że pozytywny odbiór projektu spowoduje niezwłoczne wystawienie faktury i konieczność zapłaty. Odroczenie odbioru było więc sposobem na uniknięcie trudnych sytuacji windykacyjnych.  Inne są przypadki gdy w wyniku realizacji projektu powstaje dzieło, które w skończonej postaci generuje cykliczne koszty dla klienta (np. koszty utrzymania licencji). Jeśli nasz projekt jest skończony i gotowy do uruchomienia przez klienta, ale klient ma problem ze sprzedażą usługi swoim klientom, to ma świadomość, że będzie musiał koszty utrzymania systemu ponosić z własnej kieszeni. Odroczenie odbioru projektu staje się więc dla niego sposobem na opóźnienie momentu powstania kosztu i spore oszczędności.  Jeszcze inna sytuacja może mieć miejsce, gdy klient jest zainteresowany jak najszybszym wdrożeniem wyników naszej pracy, ale nie są tym zainteresowani jego pracownicy i robią wszystko by moment zakończenia naszych prac opóźnić. W szczególności, gdy pracownicy są zaangażowani w proces odbioru, może się zdarzyć, że proces ten będzie przeciągał się w nieskończoność. Może się także zdarzyć, że z różnych powodów klient nie ma możliwości przystąpienia do oceny efektów naszej pracy w ustalonym terminie i data odbioru projektu odsuwa się. Tego typu sytuacje były nagminne w czasie pandemii, gdy pomimo tego, że projekty były gotowe do odbioru, klienci zgłaszali brak możliwości ich oceny, nie podając innego terminu, w którym ten odbiór będzie mógł być przeprowadzony. Pół biedy, gdy niemożliwość odbioru projektu dotyczy odbioru końcowego. Natomiast, gdy projekt jest duży i w trakcie jego realizacji konieczne są odbiory cząstkowe, to brak możliwości przeprowadzenia któregokolwiek z nich powoduje kaskadę problemów z realizacją całego projektu.  Czasem możemy mieć do czynienia z sytuacją, gdy na etapie odbioru projektu klient wysuwa żądania wprowadzenia zmian do projektu, rozszerzające jego zakres. Teoretycznie tego typu sytuacja jest łatwa do rozstrzygnięcia i wystarczy wykazać przed klientem, że jego oczekiwania są bezzasadne. Sytuacja jednak przestaje być taka oczywista, gdy klient obstaje przy swoich oczekiwaniach, a na szali leży kwestia wypłaty dużych pieniędzy, od których zależy być albo nie być naszej firmy. Nie raz spotykałem się z sytuacją, gdy firmy decydowały się na spełnienie żądań klienta, pomimo ich bezzasadności. Zakładając jednak, że projekt dociera do końca, klient podpisuje dokumenty potwierdzające zgodność realizacji z ustalonym zakresem, teoretycznie możemy otwierać szampana. Okazuje się jednak, że zbyt wcześnie jest jeszcze na pełnię zadowolenia. Zdarza się, że na etapie ustalania wysokości kwoty, na jaką powinna być wystawiona faktura, pojawiają się różne pomysły klientów na obniżenie wartości faktury końcowej.  Przykładem może być historia, w której realizacja dużego projektu została podzielona na kilkadziesiąt drobnych etapów. Wykonawca każdy z tych etapów realizował z zachowaniem najwyższej staranności, niemniej spóźnił się niemal z każdym z nich o kilka-kilkanaście dni. Na koniec projektu klient wygenerował raport opóźnień każdego z etapów i odnosząc to do zapisów umowy, doprowadził do obniżenia kwoty na fakturze końcowej o dobre kilka procent. Spotkałem się też z praktykami, które mrożą krew w żyłach. Wyobraźmy sobie firmę wykonującą instalacje elektryczne, która podpisała umowę z klientem na wykonanie robót instalacyjnych w nowobudowanym obiekcie. Prace, zgodnie z ustaleniami, miały zostać wykonane w dniach 1-30 czerwca danego roku. W zdefiniowanym terminie ekipa elektryków pojawiła się na placu budowy, ale okazało się, że nie są w stanie wykonać swojej pracy, ponieważ inni wykonawcy nie wymurowali jeszcze ścian, w których miały być poprowadzone przewody. Elektrycy wrócili do domu, informując klienta o zaistniałej sytuacji. Po dwóch miesiącach, gdy murarze zakończyli już swoje prace, elektrycy wkroczyli i w ciągu ustalonych 30 dni wykonali niezbędne instalacje. Jakież było zdziwienie elektryków, gdy na etapie odbioru prac klient zgłosił opóźnienie w terminie realizacji i konieczność naliczenia kary za to opóźnienie. Oburzenie elektryków było oczywiste, ale zgodnie z prawem w tego typu sytuacji jedyną ścieżką odwoławczą jest skierowanie sprawy na drogę sądową. Wiąże się to zwykle z zamrożeniem wynagrodzenia na wiele miesięcy, a nierzadko kilka lat. Jeśli są to środki istotne w budżecie firmy, to wykonawca nie zdecyduje się na tego typu krok. Znam sytuacje, w których wykonawcy decydowali się na przyjęcie kary w zamian za bezproblemową i szybką wypłatę środków za zrealizowaną usługę.  Z jeszcze inną sytuacją można się spotkać w przypadku, gdy w dużych kontraktach nasz zleceniodawca w przededniu otrzymania faktury końcowej za realizowany projekt ogłasza swoją upadłość.  Możemy tu rozpatrywać przynajmniej dwa przypadki. Pierwszy, w którym klient nie zapłaci nam za wykonane przez nas prace. Stajemy wtedy w trudnej sytuacji, bo zamiast cieszyć się z wpływu na konto musimy spisać tę realizację na straty. Oczywiście, możemy skierować sprawę do windykacji lub na drogę postępowania sądowego, ale w takich sytuacjach nie mamy pewności odzyskania całości należnych nam środków, a z całą pewnością termin ich wpływu znacznie się odsuwa.  Zakładając jednak, że spółka, pomimo upadłości, dokona zapłaty za wykonane przez nas prace, to na mocy obowiązujących przepisów podatkowych fakt jej upadłości powoduje, że nie możemy odliczyć podatku VAT od tej transakcji. Oznacza to spore obniżenie rentowności rozliczanego projektu i może powodować poważne problemy finansowe firmy. Podsumowując, realizacja projektu w realiach biznesowych, to nie zawsze sama kwestia przeprowadzenia odpowiednich prac w ramach wybranej metodyki projektu. Bo od momentu zakończenia projektu do otrzymania zapłaty zwykle jest jeszcze daleka droga. [...]
biznes i zarządzanie / biznesowe ABC / oprogramowanie / technologiaDawniej moja babcia, która była księgową, z niewyobrażalną prędkością i sprawnością dokonywała skomplikowanych obliczeń na liczydle. Takim zwykłym, z drewnianymi koralikami. Przerzucała te koraliki z prawej na lewo i z lewej na prawo, a wyniki odręcznie zapisywała do odpowiednich arkuszy. W późniejszych latach pojawiły się elektroniczne maszyny liczące, które przypominały nieco współczesne kalkulatory, ale miały wbudowane drukarki i wszystkie operacje drukowały od razu na taśmach podobnych do wydruków z kas sklepowych. Otrzymane wyniki ręcznie były zapisywane w arkuszach księgowych. Dawne czasy. Bardzo dawne. Potem było już prościej – w przedsiębiorstwach zaczęły się pojawiać komputery. W rzeczywistości w przedsiębiorstwach zaczęły się pojawiać pierwsze komputery klasy PC lub terminale – wszystkie działające w trybie tekstowym, pod kontrolą systemów Unix lub DOS. W stosunku do możliwości dzisiejszego oprogramowania, ówczesne programy wykorzystywane przez firmy były bardzo prymitywne. Niemniej – dawały większe możliwości, niż liczydła, więc coraz chętniej zaczęto z nich korzystać. Poza tym, był to czas przemian ustrojowych w Polsce, początki gospodarki rynkowej i wolności gospodarczej, więc wiele się działo, a tego typu nowinki były bardzo chętnie wykorzystywane. Przydawały blichtru i podnosiły wrażenie profesjonalizmu. Nastał początek lat 90-tych ubiegłego stulecia. Pojawił się system operacyjny Windows, który wprowadził nowy, przyjazny dla użytkownika, interfejs wyposażony w okienka. Wraz z pojawieniem się Windowsów zaczęły się pojawiać programy, które wykorzystywały te okienka. Pojawiły się pierwsze wersje pakietu Office, programy finansowo-księgowe i kadrowe. Programy najpierw działały wyłącznie lokalnie, na komputerze, na którym zostały uruchomione, ale dzięki wprowadzonej wersji Windows 3.11 – również w wersji sieciowej.  Umożliwiło to pracę w sieci lokalnej, zaczęły się pojawiać programy dzielące pomiędzy użytkownikami odpowiednie zasoby. Dużą zmianą była możliwość umiejscowienia głównych zasobów firmy w jednym miejscu i udostępniania ich użytkownikom zgodnie z przyznanymi uprawnieniami. Nie dość, że usprawniło to pracę dzieląc ją na zadania przypisane dla poszczególnych pracowników (osobno zadania księgowe, osobno kadrowe, a także sprzedaż i pozostałe), poprawiało bezpieczeństwo danych (bo umożliwiało dostęp do nich wyłącznie uprawnionym osobom), to jeszcze ułatwiało ich zabezpieczanie (dzięki ograniczaniu dostępu fizycznego do sprzętu, oraz wykonywaniu regularnych kopii bezpieczeństwa).  Oczywiście, jak każde początki, tak i te były trudne. Wiek niemowlęcy objawiał się dużą ilością błędów, problemów, technologia nie była doskonała, często zawodziła, a nade wszystko była wolna. Niemniej jednak ludzie garnęli się do komputeryzacji i w firmach zaczęto inwestować w komputery i oprogramowanie. Zaczęto zauważać jak bardzo komputery przyspieszają i ułatwiają pracę, jak poprawiają wydajność, oraz jak zwiększa się dostępność i bezpieczeństwo informacji.  Mniej więcej w tym samym czasie pojawił się internet. W początkowej fazie firmy nie wiedziały jak wykorzystać go biznesowo, szczególnie, że jego dostępność była znikoma. Internet w formule dodzwanianej przez modem telefoniczny był swoistą traumą tamtych czasów. Ale był.  Zaczęły pojawiać się pierwsze strony internetowe, ale raczej jako ciekawostki niż z przekonania, że to właściwy kierunek rozwoju. Strony były statyczne, zawierały informacje w formie tekstu, bardzo rzadko były wzbogacone grafiką czy zdjęciami. Rozwój zawartości stron WWW stał się możliwy dzięki zwiększeniu szybkości działania internetu, pojawieniu się nowych technologii i stałych łączy. Zmieniły się też same przeglądarki, które początkowo potrafiły wyświetlać głównie tekst, z biegiem czasu zaczęły pozwalać na obsługę prostych programów wchodzących w interakcję z użytkownikiem oraz zaawansowane animacje. Dalszy rozwój przeglądarek doprowadził do tego, że w czasach współczesnych strony internetowe to często bardzo zaawansowane programy, które z jednej strony oferują internaucie warstwę wizualną (tekst, zdjęcia, audio, video), ale z drugiej – budują dla właściciela strony zestawy danych na temat odwiedzających ją osób.  Rozwój przeglądarek i poprawa szybkości łączy spowodowały także pojawienie się możliwości sprzedaży przez internet. Wcześniej firmy pokazywały tylko swoją ofertę listując ją na swojej stronie, ale technologia umożliwiła im oferować ich produkty do bezpośredniej sprzedaży. Klient może kliknąć, zapłacić, wybrać adres dostawy, a za dzień-dwa – towar zostanie mu doręczony pod drzwi. Najpierw zaczęły pojawiać się pojedyncze sklepy internetowe, umożliwiające bezpośrednie zakupy towarów od producenta lub dystrybutora. Z biegiem czasu zauważono jednak olbrzymi potencjał w rynku e-commerce i powstały platformy umożliwiające łączenie kupujących i sprzedających w jednym miejscu, tzw. marketplace’y.  Pojawiły się także różnego rodzaju portale i dedykowane aplikacje służące do realizowania wyspecjalizowanych zadań, dostępne za pośrednictwem internetu, przez przeglądarkę internetową. Możemy dziś znaleźć setki prostych programów do wystawiania faktur, do obsługi prostych czynności, przez narzędzia do zarządzania kontaktami w firmie, programy CRM, aż do zaawansowanych platform umożliwiających zarządzanie całymi przedsiębiorstwami. Mówiąc o rozwoju technologii informatycznej w biznesie nie sposób nie wspomnieć o portalach społecznościowych. Wprawdzie ich powstanie nie miało na celu zainteresowanie biznesu wprost, ale portale gromadzą wokół siebie ludzi, a to przecież ludzie tworzą biznes. W efekcie – chcąc zainteresować jakąś firmę swoim produktem – możesz wykorzystać portale społecznościowe, aby dotrzeć bezpośrednio do ludzi, którzy tę firmę tworzą. Dzisiejsze portale społecznościowe oferują, obok szeregu narzędzi do komunikacji oraz wyszukiwania i publikowania treści, zaawansowane narzędzia dla biznesu, dzięki którym możliwe jest prowadzenie zaawansowanych działań reklamowych, marketingowych i sprzedażowych. Rozwój technologii umożliwił także komunikację systemów informatycznych pomiędzy sobą. I to nie tylko wewnątrz organizacji, ale także, za pośrednictwem internetu, z niemal całym światem zewnętrznym. Najprostszym przykładem takiej wymiany informacji jest automatyczna aktualizacja kursów walut, pobierana przez system informatyczny z zewnętrznych serwerów. Ale mogą to być znacznie bardziej zaawansowane rozwiązania, np. firmowe systemy informatyczne mogą przykładowo komunikować się z systemami dostawców, aby uzgodnić dostępność potrzebnych materiałów, a nawet zlecić uzupełnienie swoich stanów magazynowych.  Ta sama technologia umożliwiła także nie tylko udostępnianie informacji pomiędzy systemami, ale także współdzielenie zasobów – przestrzeni dyskowej i mocy obliczeniowej. Ale szerzej o tym, o technologii chmurowej, rozwiązaniach mobilnych, a także sztucznej inteligencji, DLT i blockchain – w kolejnych wpisach. [...]
biznes i zarządzanie / finanse / komunikacja / oprogramowanie / zarządzanie projektamiDostaję regularnie od klientów pytania typu: ile kosztuje zrobienie strony internetowej?(przy czym “strona internetowa” z podanego przykładu jest zastępowana różnymi produktami i usługami, np. aplikacja mobilna, albo dedykowany system CRM). To pytanie jest mniej więcej takim pytaniem jak “ile kosztuje samochód?”.  Pytający nie podaje żadnych detali… Nie wiemy, czy pyta o najtańszy używany samochód, którego jedynym kryterium jest to, żeby był w stanie przetransportować nas z punktu A do punktu B. Czy zależy mu na aucie tanim, ale koniecznie nowym. A może chodzi o auto luksusowe? A może musi być elektryczne? A może pytający nie doprecyzował, że chodzi mu o busa, do przewozu osób… albo o ciężarówkę. Udzielenie odpowiedzi na pytanie, bez doprecyzowania tego, o co tak naprawdę chodzi klientowi, zwykle rodzi same problemy. Pisałem niedawno we wpisie na swoim blogu o rzeczach “oczywistych”.  Jeśli nie zadbamy o to, by nasz rozmówca podał nam możliwie dużo detali na temat swoich oczekiwań dotyczących rozwiązania, które jest mu potrzebne – oferta czasowa i cenowa będzie zupełnie nietrafiona i wzbudzi w kliencie zdziwienie lub frustrację, a nas może wpędzić w kłopoty. Jeśli bowiem nie doprecyzujemy tego, czego klient od nas oczekuje i podamy mu niską kwotę – możemy wpędzić się w problemy, jeśli okaże się, że klient oczekuje rozbudowanego systemu i koszty jego budowy będą znacznie wyższe niż zaproponowane przez nas warunki współpracy. Z drugiej strony, jeśli zabezpieczymy się przed taką ewentualnością i podamy wysoką cenę – wtedy możemy klienta wystraszyć, jeśli ten miał na myśli małą realizację i spodziewał się ceny stanowiącej ułamek procenta przedstawionej kwoty. Oczywiście, rozwiązaniem, które można stosować w takiej sytuacji jest podawanie widełek, ale te zwykle nie mówią klientowi wiele. No bo cóż można wywnioskować z informacji, że za budowę strony internetowej klient musi zapłacić od kilku do kilkuset tysięcy złotych, w zależności od oczekiwanych parametrów tej strony.  Osobiście namawiam do przeprowadzenia rozmowy z klientem i wypytanie go o detale projektu, który zamierza nam zlecić. Po takiej rozmowie nierzadko okazuje się, że pierwotnie mały projekt rośnie w oczach do rozmiaru sporej platformy, jak w opisywanej przeze mnie historii we wpisie Komunikacja. Albo coś, co pierwotnie klient widział, jako rozbudowane narzędzie – nam uda się zamknąć w jakimś standardowym rozwiązaniu, którego ani czas, ani koszt, nie będą duże. Doprecyzowywanie zakresu projektu w rozmowie z klientem w sposób humorystyczny przedstawia znaleziony w sieci mem: Czasem, jeśli nasze realizacje dotyczą rozwiązań powtarzalnych, warto jest zastosować ankietę, w której zawrzemy istotne pytania do klienta. Dobrze przygotowana ankieta daje mnóstwo korzyści. Po pierwsze pozwala mieć pewność, że zadamy klientowi wszystkie pytania, które zadać powinniśmy, i nic nam nie umknie. Drugim aspektem jest łatwość wykonania wyceny naszych prac i oszacowania czasu realizacji – widząc odpowiedzi klienta niemal automatycznie można podać cenę i czas niezbędny do wykonania usługi. Trzecim aspektem jest kwestia wizerunkowa – taka ankieta zwykle jest bardzo dobrze odbierana przez klientów – widzą oni, że firma, z którą rozmawiają, jest profesjonalna, dobrze przygotowana i nie podejmuje się wykonania usługi dla tego klienta po raz pierwszy. Podkreślam jednak, że taka ankieta ma sens wyłącznie w sytuacji, gdy wykonujemy usługi powtarzalne, za każdym razem wykonujemy podobne czynności, a realizacje różnią się wyłącznie detalami.  Ja, w swojej praktyce, realizując projekty dedykowane, mam do czynienia z usługami niepowtarzalnymi i wtedy taka ankieta najzwyczajniej w świecie nie ma sensu – jedynym sposobem na uzyskanie informacji od klienta jest swobodna rozmowa. Kilka lat temu zbudowaliśmy duży dedykowany system do zarządzania firmą naszego klienta. Klient z powodzeniem korzystał z naszego rozwiązania przez kilka lat, po czym postanowił zlecić nam rozbudowę istniejącego systemu o kolejne funkcjonalności. Zdziwił się, bowiem zarówno czas, jak i koszty, jakie zaproponowaliśmy – w sposób znaczący przewyższały jego oczekiwania i przewidywania.  Mało tego, klient zadał pytanie o budowę interesującego go narzędzia w kilku innych firmach. Te zaproponowały budowę systemu dla klienta “od zera”, z przeniesieniem istniejących funkcjonalności systemu i danych zebranych w obecnym systemie za kwotę kilkukrotnie niższą, niż ta, którą zaproponowaliśmy my.Klient wrócił do nas ewidentnie sfrustrowany, bowiem za dopisanie kilku (jego zdaniem) drobnych funkcjonalności my oczekiwaliśmy kilkukrotnie więcej, niż inne firmy za napisanie całego systemu od początku. My jednak nie zamierzaliśmy rewidować naszej ceny, bowiem wiedzieliśmy, co się kryje za pewnymi funkcjonalnościami systemu i z pozoru proste mechanizmy – w rzeczywistości są bardzo rozbudowane i wykonują bardzo zaawansowane operacje. O tym, najwyraźniej, pozostałe firmy nie wiedziały – i stąd zaproponowały niższe ceny za wykonanie tej usługi. Gdyby klient zdecydował się na skorzystanie z którejś z ofert pozostałych firm – prawdopodobnie wpędził by je, ale także siebie, w kłopoty.Zrozumiał jednak, że różnica w kwotach nie jest wynikiem naszej chciwości, a wyłącznie faktu lepszego zrozumienia potrzeb i oczekiwań klienta przez nasz zespół, a tym samym zaufał, że wynik naszej pracy będzie spełniał jego oczekiwania. Zlecił nam wykonanie rozbudowy systemu i do dziś dnia cieszy się sprawnie działającym systemem. Powyższa historia pokazuje, jak trudno czasem jest uzyskać pełną wiedzę na temat zakresu realizacji projektu. Po wstępnej rozmowie wydaje nam się, że wiemy czego klient oczekuje, ale bliższy wgląd w to, co w rzeczywistości ma być przedmiotem naszego zadania, często rewiduje nasze pierwsze wrażenie.  Dlatego polecam rozmowę z klientem i uważne wsłuchanie się w jego potrzeby. Następnie zanim podejmiemy się realizacji zlecenia klienta – ponowny z nim kontakt. Podczas tego spotkania warto opowiedzieć klientowi to, czego naszym zdaniem od nas oczekuje, jak planujemy to zrealizować. Precyzyjnie, krok po kroku, najlepiej podpierając się wizualizacjami docelowego produktu, schematem blokowym, rysunkami lub prezentacją. I dopiero wtedy, gdy klient potwierdzi, że Wasze wizje docelowego produktu są ze sobą zgodne – możemy dokonać wyceny naszych prac, a po akceptacji całości – rozpocząć realizację.  Opisane podejście wielokrotnie uchroniło mnie przed podjęciem się zadania, którego zakres zmieniłby się w trakcie. A w zasadzie, w oczach klienta, od początku był taki, jaki okazał się po czasie – tyle, że moja wiedza, na temat oczekiwań klienta, po czasie byłaby pełniejsza.  [...]
case study / komunikacja / oprogramowanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiDziś chcę opowiedzieć o tym, jak dzięki dogłębnej analizie problemu, rynku i dostępnych możliwości, udało się rozwiązać problem zgłoszony przez klienta. W efekcie powstało uniwersalne rozwiązanie, mogące być wykorzystywane także przez wielu innych klientów i to równocześnie.  Rozwiązanie, które zostało zbudowane, jest rozwiązaniem typu SaaS (System as a Service) – pozwala użytkownikom na zakładanie kont w systemie i korzystanie z jego funkcjonalności, opłacając ustalony abonament. Model SaaS charakteryzuje się tym, że za obsługę systemu (wsparcie, aktualizacje, bezpieczeństwo, serwer i wiele innych) odpowiada w całości operator – w tym przypadku nasza firma. Klient jest zobligowany jedynie do tego, by opłacać abonament i korzysta z usługi tak długo, jak długo ten obowiązek wypełnia. Spotkanie Jakiś czas temu przyjechał do mnie klient – reprezentant zarządcy wspólnoty mieszkaniowej. Miał problem z tym, że od członków wspólnoty nie był w stanie uzyskać wymaganych 50% głosów akceptujących roczne sprawozdanie z jego działalności w ubiegłym roku. Głosy zbierał podczas organizowanych przez siebie zebrań, ale frekwencja na zebraniach rzadko przekraczała 15% wszystkich uprawnionych do głosowania, a czasem osiągała nawet poziom 5%. Niestety – w tych okolicznościach nie dało się osiągnąć poziomu 50% pozytywnych głosów. I problem dotyczy każdej z kilkunastu wspólnot, które klient obsługuje. Efektem tego, przed końcem marca każdego roku, przedstawiciele zarządcy wspólnoty biegali po piętrach obsługiwanych budynków, pukali od drzwi do drzwi i zbierali podpisy pod listami do głosowania. Ta metoda, obok jej oczywistych wad – kosztów, czasu, oraz poziomu frustracji ankieterów – ma jeszcze jedną istotną wadę, szczególnie widoczną w nowych wspólnotach. Osobami uprawnionymi do głosowania są właściciele mieszkań znajdujących się na terenie wspólnoty. Nierzadko jednak mieszkania są wynajmowane, w efekcie czego ankieter, spotyka się jedynie z najemcą, a ten nie jest uprawniony do oddania głosu. Ankieter nie ma więc szans na zebranie wymaganych głosów w ten sposób.Niemniej jednak metoda ta, pomimo wspomnianych wad, przez długi czas była jedyną dostępną, więc zarządca ją stosował.  Technologia, która ułatwia życie Problem jednak był widoczny i podejmowano próby radzenia sobie z nim. Rozwój technologii przyniósł szereg nowych możliwości, więc zaczęto je testować. Został wdrożony system online, dzięki któremu członkowie wspólnoty mają wgląd w przypisane im kartoteki – rozliczenia, informacje i komunikaty. Mają też możliwość oddawania swoich głosów online na głosowania, które zarządca utworzy w systemie. Niestety, rozwiązanie to nie rozwiązało problemu, ponieważ członkowie wspólnoty niechętnie logują się do tego systemu, mają problem z zapamiętaniem adresu systemu i swoich danych do logowania (login i hasło). Ponadto, intuicyjność korzystania z tego narzędzia pozostawia wiele do życzenia.  Podjęto kolejną próbę – zostało wdrożone rozwiązanie wykorzystujące aplikację mobilną. Członkowie wspólnoty mogli otrzymywać wiadomości oraz oddawać głosy na głosowania, które organizował zarządca. Okazało się, że statystycznie tylko niewielki procent członków chciał zainstalować aplikację, a we wspólnotach o wyższej średniej wiekowej – było to po prostu technologicznie niemożliwe. Zbyt stare smartfony lub telefony klawiszowe uniemożliwiały wykorzystanie tego modelu. Czyli, pomimo kolejnej próby, statystyki nadal były dalekie od ideału. W przypływie bezsilności zaczęto wysyłać wiadomości e-mail do członków wspólnoty. W wiadomościach tych znajdował się załącznik w postaci karty do głosowania w postaci pliku pdf. Członek wspólnoty musiał pobrać tę kartę, wydrukować, wypełnić, zeskanować lub zrobić zdjęcie i odesłać. Ilość koniecznych do wykonania kroków była tak duża, że samo ich wymienienie zniechęca, a co dopiero realizacja tego zadania. Ponadto, jest tu przynajmniej kilka elementów technicznych, które mogą stanowić przeszkodę nie do pokonania – konieczność posiadania drukarki, skanera lub aparatu. Paradoksalnie jednak okazało się, że ta metoda, pomimo swojej złożoności, zwiększyła w sposób zauważalny liczbę oddanych głosów. Nie były to wprawdzie liczby zadowalające, ale po raz pierwszy zauważono, że coś drgnęło. Wsłuchaj się w potrzebę, a nie w sugestię sposobu jej zaspokojenia Klient przyszedł więc do mnie z pomysłem, aby wysyłać do członków wspólnoty maile, do których załączone byłyby aktywne dokumenty pdf. Aktywny arkusz pdf to taki plik, który w odpowiednich miejscach ma pola umożliwiające zmianę ich zawartości – wpisanie własnej treści lub wybór jednej z dostępnych opcji. Adresat otworzyłby takiego maila, wypełnił na komputerze dokument pdf i odesłał wypełniony plik do nadawcy. Do zlecenia podszedłem kompleksowo i zacząłem od zbadania tematu. Spotkałem się z kilkoma innymi zarządcami wspólnot i dowiedziałem się jak sprawa wygląda w ich wspólnotach. Potwierdziłem, że problem jest powszechny i niemal wszyscy zarządcy w początkowych miesiącach każdego roku uprawiają jogging po piętrach bloków, w których mieszczą się ich wspólnoty. Postanowiłem więc rozwiązać problem w taki sposób, by oprogramowanie mogło być dostępne nie tylko dla mojego bezpośredniego zleceniodawcy, ale także dla innych zarządców wspólnot. Dzięki temu rozwiązanie będzie mogło pomóc większej ilości osób, a w efekcie będzie jednostkowo tańsze i bardziej dostępne. Zbudowane rozwiązanie jest znacznie łatwiejsze niż wysyłka karty do głosowania w formie pdf, nie wymaga drukowania, skanowania, ani odsyłania żadnych dokumentów. Nie wymaga także od członków wspólnoty pamiętania loginów, haseł, ani nawet jakichkolwiek adresów internetowych. Nie ma też potrzeby instalowania żadnych aplikacji, wtyczek ani dodatków. Wystarczy dostęp do własnego konta e-mail, odebranie informacji i jedno kliknięcie w link. Z komputera, tabletu czy smartfona. Dla zabezpieczenia dostępu do “docelowej wiadomości” użytkownik proszony jest o wpisanie własnego adresu e-mail jako hasła dostępu.  Powstała platforma internetowa, która umożliwia wysyłkę wiadomości email do mieszkańców wspólnoty. Zarządca otrzymuje dostęp do swojego panelu i przy jego pomocy tworzy treść “wiadomości e-mail” oraz treść “docelowej wiadomości” dla członków wspólnoty. “Docelowa wiadomość” to nic innego, jak dedykowana strona internetowa, która może zawierać treść, grafikę, załączniki, a także formularz umożliwiający przeprowadzenie głosowania. Zarządca jednym kliknięciem wysyła “wiadomości e-mail” do wszystkich członków. Co ważne – każda wiadomość zawiera indywidualny link, który prowadzi do spersonalizowanej “docelowej wiadomości”, dedykowanej konkretnej osobie. Cokolwiek ta osoba zrobi w oknie “docelowej wiadomości” – będzie widoczne przez zarządzającego w systemie, wraz z oddanymi głosami i statystyką głosowania. Kiedy przedstawiłem gotowe rozwiązanie klientowi – był zachwycony. Program łączył wszystkie elementy, na których mu zależało i jednocześnie eliminował wszystkie te, które stanowiły problem w rozwiązaniach stosowanych dotychczas. Standardowo w mojej pracy staram się słuchać klientów i, tak jak w powyższym przykładzie, dociekać powodów wprowadzania przez klienta danego rozwiązania. Czasem okazuje się bowiem, że sugerowane przez klienta rozwiązanie może nie być najlepszym pomysłem, a niekiedy dochodzimy do wniosku, że wymagane są zmiany w zupełnie innych obszarach biznesu niż pierwotnie wskazane przez klienta. Powyższy wpis opisuje platformę, która obecnie dostępna jest pod adresem: cyfrowawspolnota.pl [...]
komunikacja / organizacja pracy / psychologia biznesu / technologia / zarządzanie projektamiZakładamy, że ludzie wiedzą to co my… i rozumieją to, co mówimy, tak jak my chcemy, żeby rozumieli. Laptop Ostatnio zadzwonił do mnie pewien znajomy z problemem. Z jakiegoś sklepu internetowego próbował kupić pakiet Microsoft Office i utknął, nie wiedział co zrobić. W sklepie tym były bowiem do kupienia pakiety Office z podziałem na dwie grupy: Mac i PC, a on ma laptopa, więc (jego zdaniem) nie może kupić oprogramowania ani z jednej, ani z drugiej grupy. Cóż, wyjaśniłem znajomemu, że powinien zainteresować się oprogramowaniem z kategorii PC, ponieważ ta jest odpowiednia dla jego urządzenia. Właściciel sklepu dokonał pewnego uproszczenia i założył, że dla wszystkich jest jasne, że każdy komputer z zainstalowanym systemem Windows – czy to stacjonarny, czy laptop – ma podobne wymagania dotyczące oprogramowania. Osoby obracające się w pewnej dziedzinie często wpadają w pułapkę, bowiem zakładają, że “wszyscy to wiedzą”, że “przecież to oczywiste”… Ale, jak widać, nie zawsze i nie dla wszystkich jest oczywiste. To, że my o czymś wiemy, że coś jest dla nas oczywiste, nie oznacza, że takie jest również dla kogoś innego. Dla czytelności wystarczyło, by właściciel sklepu opisał produkty przypisując je do systemu Mac lub Windows i sprawa byłaby jednoznaczna. A tak: wzbudziła wątpliwości i frustrację. Oczywista procedura Jakiś czas temu pewien znajomy z racji kłopotów, jakie go dotknęły, zdecydował się na ogłoszenie upadłości konsumenckiej. Najpierw czytał na temat wszelkich konsekwencji przeprowadzenia takiej procedury, żeby wiedzieć z czym się ona wiąże. Wybrał prawnika, któremu zaufał, że procedurę przeprowadzi najlepiej jak to możliwe. Zasypywał go pytaniami wskazując na kluczowe dla niego aspekty i wątpliwości. A jednym z kluczowych dla niego aspektów była kwestia ochrony jego rodziny. Rozpoczął działania, prawnik w jego imieniu złożył odpowiedni wniosek, sąd ten wniosek rozpatrzył pozytywnie i sprawa trafiła do Syndyka. I tu, jednym z pierwszych działań Syndyka, było poinformowanie żony znajomego poprzez wysłanie do niej listem poleconym informacji o rozpoczętej procedurze. Znajomy zadrżał, bo nie miał pojęcia co to oznacza dla jego rodziny, a wcześniej o takiej praktyce nie słyszał. Zadał pytanie swojemu prawnikowi… a ten, w rozbrajający sposób odpowiedział, że przecież to oczywiste, “przecież już od 1932 roku jest znana i stosowana praktyka informowania współmałżonków o upadłości”. Dla znajomego nie było to absolutnie oczywiste i odpowiedź prawnika, zamiast go uspokoić, jeszcze przysporzyła mu niepotrzebnych nerwów. Na szczęście – nie wyniknęły z tego żadne negatywne konsekwencje i procedura nie dotknęła w sposób negatywny rodziny. Natomiast, jak widać z powyższego przykładu, założenie, że coś “jest oczywiste” może czasem niemal doprowadzić do zawału serca. Sortowanie list Tego typu rozbieżności w rozumieniu czegoś, co jest oczywiste, a co nam się wydaje, że takie jest, zdarzają się często w realiach biznesowych. I, jeśli się pojawiają, zwykle kończą się problemami.  Pamiętam kiedyś pewien projekt, który realizowaliśmy dla naszego klienta – duży dedykowany system typu CRM, bardzo rozbudowany, z wieloma funkcjonalnościami. System został opisany możliwie dokładnie, stworzona została dokumentacja i stała się załącznikiem do umowy. Jeden z punktów tej dokumentacji brzmiał “System będzie umożliwiał sortowanie alfabetyczne listy klientów i osób”. Byliśmy na finiszu realizacji tego projektu i spotkaliśmy się z klientem by zaprezentować efekty naszej pracy. Prezentujemy między innymi wspomnianą funkcjonalność sortowania – klikamy w nagłówek tabeli, w nazwę kolumny “nazwisko” – wszystkie osoby na liście sortują się alfabetycznie, według nazwiska. Klikamy w nagłówek tabeli “imię” – wszystkie osoby poniżej sortują się alfabetycznie według imienia.  Pełen sukces – wykonaliśmy naszą pracę na 100%. W tym momencie chwilę ciszy przeszywa mrożące krew w żyłach pytanie klienta: “A w jaki sposób te osoby posortować alfabetycznie tak, aby sortowanie było po nazwisku ORAZ po imieniu, żeby obok siebie byli wszyscy Kowalscy, potem wszyscy Nowakowie, a alfabetycznie były posortowane imiona w ramach tych nazwisk? Tak jak w Excelu.”. Czyli, innymi słowy, czy da się posortować dane wielopoziomowo. W naszym modelu tak się nie dało. Mało tego: w żadnym znanym nam systemie informatycznym (poza Excelem) – też się tak nie dało. Ale klient tworząc zapis w umowie “System będzie umożliwiał sortowanie alfabetyczne listy klientów i osób” miał na myśli “wielopoziomowe, jak w Excelu”, a my “jak w innych systemach CRM – jednopoziomowo”.  Powstał spór i niewiele brakowało, a zakończyłby się w sądzie. Nie chcieliśmy jednak toczyć kilkuletniej batalii przed sądem, szczególnie, że od tego zależała wypłata całości wynagrodzenia za budowę systemu. Dlatego podjęliśmy decyzję o spełnieniu żądania klienta i zmianie funkcjonalności. Koszt, jaki nasza firma z tego tytułu poniosła, to kilkanaście tysięcy złotych. Tyle kosztowała nas różnica w interpretacji tego samego zapisu w umowie. Głuchy telefon Często spotykam też przypadki rozbieżności interpretacji zapisów, gdzie na spotkanie sprzedażowe z klientem jedzie handlowiec, który ustala z klientem warunki współpracy. Po spotkaniu, w pocie czoła opisuje je w firmowym systemie CRM i, z zachowaniem należytej staranności, notuje wszystko dokładnie to, co zostało ustalone z klientem. Następnie informacja ta trafia do osoby pełniącej funkcję PM’a (menedżera projektu), a ten skrupulatnie przetwarza tę informację, tworząc zadania i rozdzielając je pomiędzy poszczególnych pracowników.  Zapewne każdy w dzieciństwie bawił się w “głuchy telefon” – taką zabawę, w której uczestnicy ustawiają się jeden obok drugiego i pierwsza osoba szepce na ucho drugiej jakieś zdanie. Następnie druga przekazuje to samo zdanie trzeciej, również szeptem. Kiedy zdanie dociera do osoby ostatniej – chyba nigdy się nie zdarzyło by brzmiało tak samo, jak wypowiedziane przez pierwszą osobę.  A w zabawie tej zwykle posługujemy się jednym zdaniem. Kontrakt z klientem to zawsze znacznie bardziej rozbudowany zestaw informacji i ustaleń. Ile więc okazji do tego, by wdrożyć, całkiem nieświadomie, zabawę w głuchy telefon do naszej komunikacji biznesowej. A co jeśli opisana przeze mnie kaskada jest znacznie bardziej złożona i zlecenie od klienta nie przechodzi kolejno przez 3 osoby w firmie, ale przez 5 lub 6? W efekcie: to co zleca klient nie zawsze jest tym, co otrzymuje na koniec procesu tworzenia. Humorystycznie tę sytuację przedstawia poniższy mem: Prosty projekt Jakiś czas temu spotkałem się z klientem, który znał moje realizacje, wiedział, że zajmuję się tworzeniem oprogramowania i że mam na tym polu spore doświadczenie. Postanowił zlecić mi realizację projektu dla swojej firmy. – Tu nie ma żadnych trudnych spraw, same proste działania – oznajmił klient podczas naszego pierwszego spotkania i narysował na kartce proces, jaki chce, żeby został zdygitalizowany. Na kartce pojawiło się siedem kwadracików, połączonych strzałkami. Rzeczywiście, proces dotyczył kilku kroków, które można opisać następującą sekwencją: materiał wchodzi do firmy, trafia do działu pierwszego, następnie do działu drugiego, a po przejściu pięciu działów, już w formie gotowego wyrobu – jest gotowy do wysyłki do odbiorcy. Wstępna ocena stopnia złożoności projektu pozwoliła mi przyjąć założenie odnośnie czasu i kosztu wykonania prac. Oczywiście, jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach, więc zacząłem doprecyzowywać z klientem poszczególne funkcjonalności, jakie program miał realizować – co ma dziać się na etapie “wejścia materiału do firmy”, co w dziale pierwszym i w kolejnych, a co na etapie wysyłki. I tak, podczas kolejnych spotkań zaczęło się okazywać, że “przecież to oczywiste”, że jak materiał wchodzi do firmy, to konieczna jest obsługa magazynu. A właściwie kilku, bo firma musi mieć możliwość zarządzania w sposób swobodny kilkoma magazynami. A poza tym, przy takiej ilości materiałów, które są obsługiwane przez firmę, konieczne jest wprowadzenie identyfikacji materiałów przez kody kreskowe. I to w taki sposób, by na etapie gotowego wyrobu, było wiadomo z jakich materiałów i z jakich dostaw ten wyrób powstał. Ha… i najlepiej, by można było dotrzeć do informacji, który pracownik w poszczególnych etapach był odpowiedzialny za wykonanie tego wyrobu. Poza tym “jest oczywistym”, że jak produkt jest wysyłany do odbiorcy, to trzeba wygenerować fakturę. I “oczywiście” odpowiednie dokumenty załadunkowe i przewozowe, żeby można było łatwo dotrzeć do informacji co jest na samochodach i żeby to spełniało wszelkie normy… A ponieważ część odbiorców jest zagranicznych, więc dokumenty muszą być w kilku językach. No tak – “oczywiście” nazwy wyrobów w systemie także. I tak płynęliśmy. W trakcie naszych ustaleń okazało się, że z pięciu działów wstępnie narysowanych przez klienta, zrobiło się dwanaście. Ponadto doszliśmy do tego, że w procesie zdarza się, że produkt, przechodząc pomiędzy poszczególnymi działami, czasem jest wysyłany do podwykonawcy. Wykonawca uszlachetnia wyrób, więc wraca on już jako nieco inny produkt, co powinno znaleźć odzwierciedlenie w systemie. Zdarza się też, że w procesie tworzenia wyrobu strzałki nie zawsze biegną z działu 1 do 2, z 2 do 3, itd. – czasem jest to z 1 do 5, z 5 do 2… a czasem nawet któryś z działów może być odwiedzany wielokrotnie. W efekcie coś co było oczywiste dla klienta, i to na tyle, że zawarł to w kilku blokach narysowanych na kartce papieru, takim nie było. Dopiero po dokładnym opisaniu wszystkich elementów procesu okazało się, z czym de facto się mierzymy. Moje pierwotne założenia dotyczące czasu potrzebnego do wykonania tego projektu legły w gruzach. [...]
finanse / organizacja pracy / planowanie strategiczne / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektamiW przypadku projektów często pojawia się kwestia przypisania do nich zasobów. Przez zasoby rozumiem ludzi, pieniądze, materiały, maszyny i urządzenia.  Jeśli firma realizuje więcej niż jeden projekt na raz, wtedy planowanie wykorzystania zasobów w każdym z projektów jest kluczowe. Jeśli nie zostanie to odpowiednio przewidziane i przygotowane, może się okazać, że pojawią się konflikty i przykładowo urządzenie niezbędne do realizacji prac w projekcie X będzie niedostępne, ponieważ będzie wykorzystywane w projekcie Y. Jeżeli firma dysponuje wyłącznie jednym takim urządzeniem, wtedy wystąpi spory problem, mogący skutkować opóźnieniami w projekcie, oraz oczywiście niepotrzebnymi nerwami i stresem. Nawet jeśli firma realizuje jeden projekt, wtedy zabezpieczenie sobie dostępności zasobów w odpowiednim czasie także jest bardzo ważne. Już nie ze względu na kolizje własnych zasobów z innymi projektami, ale na odpowiednie włączanie zasobów we właściwym czasie. Przykładowo, jeśli realizujemy projekt budowy domu, musimy zaplanować terminy poszczególnych działań w projekcie, aby móc przewidzieć, na kiedy musimy zabezpieczyć środki finansowe na potrzeby zakupu materiałów na ten etap prac. Podsumowując: odpowiednie zaplanowanie dostępności zasobów we właściwym czasie pozwoli na skuteczną realizację projektu oraz uniknięcie problemów i stresu w trakcie pracy.  Namawiam do tego, by każdy z takich elementów rozpisać, by łatwiej było się do nich odnieść, zauważyć nieścisłości i kolizje. Można do tego celu użyć kartki papieru, arkusza kalkulacyjnego lub specjalistycznego oprogramowania – nie chcę w tym wpisie poruszać tematu właściwych narzędzi do zarządzania projektami, opiszę je wkrótce w osobnym wpisie. Chodzi jednak o to, by projekt został opisany, a dostęp do odpowiednich zapisów był możliwy dla wszystkich osób zaangażowanych w realizację projektu. Znam jednak wiele projektów, które zostały zaplanowane “w głowach” menedżerów i plany te nie zostały przelane na papier, ani upublicznione w żaden inny sposób. To prosta droga do problemów. Menedżer w takiej sytuacji jest jedynym źródłem wiedzy na temat terminów, planów na wykorzystanie i rezerwację zasobów. Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, gdy menedżer zapomina o jakimś detalu projektu, szczególnie gdy projekt jest rozciągnięty w czasie, myli kolejność lub terminy realizacji zadań lub spóźnia się z zabezpieczeniem zasobów. Może się też zdarzyć, że nie przekaże odpowiednich detali wykonawcom poszczególnych zadań. To wszystko wpływa na skuteczność i terminowość realizacji projektu. Szczególnym typem zasobu w projekcie jest gotówka. Jest oczywistym, że znajduje ona zastosowanie w wielu aspektach w trakcie realizacji projektu, np. utrzymaniu zespołu i pokrywaniu kosztów materiałów. Chcę jednak zwrócić uwagę na konieczność zabezpieczenia gotówki na potrzeby zakupu materiałów, towarów i usług od dostawców. Brak jej posiadania w odpowiednim momencie może w sposób bezpośredni zagrozić terminowej realizacji projektu. W planowaniu wykorzystania zasobów w projekcie warto także wziąć pod uwagę czas, jaki jest niezbędny do pozyskania i przygotowania niezbędnych zasobów. Szczególnie, jeśli te zasoby musimy pozyskać spoza firmy – wynająć lub kupić. Zwykle konieczne jest przygotowanie różnych dokumentów, czasem prowadzenie negocjacji, a czasem wręcz wybór dostawcy usługi, materiału, urządzenia lub maszyny. Wszystko to wymaga czasu i jeśli go nie przewidzimy w planie projektu – może to wpędzić nas w spore kłopoty. Ponadto, nie zawsze jest możliwość wcześniejszej rezerwacji zasobów u naszego dostawcy. Może się więc okazać, że gdy będą nam one potrzebne, dostawca akurat nie będzie miał ich dostępnych. Weźmy przykładowo kwestię budowy domu – załóżmy, że na pewnym etapie prac konieczne jest wynajęcie rusztowań, których nie posiadamy w naszych zasobach. Rusztowania te są konieczne do wykonania elewacji domu – bez nich ten etap prac nie może zostać zakończony. Możemy takie rusztowania wynająć, ale jeśli nasz dostawca, mając ich ograniczoną ilość, wynajął je akurat innej firmie – nasz harmonogram prac może runąć. Dlatego przewidując poszczególne działania w projekcie – warto jest zabezpieczyć sobie także odpowiedni czas na zagadnienia organizacyjne i formalności związane z wykorzystywaniem zasobów. Bardzo istotnym jest, aby po zaplanowaniu wykorzystania zasobów w projekcie – na bieżąco monitorować ich wykorzystanie. Kluczowym jest, by mieć świadomość, że każde wykorzystanie zarówno własnych, jak i zewnętrznych zasobów, generuje koszty. Trzeba je zbierać i sumować na bieżąco, aby mieć baczenie na to, czy projekt jest realizowany zgodnie z założeniami i czy utrzymywane są ramy finansowe – ma to kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa finansowego projektu, a nierzadko – płynności finansowej całej firmy. Nierzadko obserwowane są bowiem projekty, w których brak bieżącego monitoringu kosztów powoduje zbyt dużą swobodę w podejmowaniu decyzji zakupowych, co w efekcie powoduje kłopoty z utrzymaniem ram finansowych projektu. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / organizacja pracy / technologia / zarządzanie projektamiNa rynku funkcjonuje wiele różnych narzędzi informatycznych, systemów i aplikacji. Każde z nich realizuje jakieś zadania, pomaga w obsłudze jakichś czynności, ułatwia i automatyzuje powtarzalne operacje. Systemy wyspecjalizowały się i podejmowane przez nie zadania są skupione na pewnym zakresie życia przedsiębiorstw. Dzięki takiej specjalizacji firmy, szukając rozwiązania swojego problemu w danym zakresie – mogą zawęzić krąg poszukiwań wyłącznie do oprogramowania z danej kategorii. Dla ułatwienia używa się skrótów charakteryzujących tę specyfikę programów – używając danego skrótu od razu wiadomo, w czym dany program może nam pomóc, do czego służy. Oczywiście – jak zwykle – diabeł tkwi w szczegółach i to, czy dany program rozwiąże nasz problem, czy spełni nasze oczekiwania, wymaga głębszej analizy. Konieczne jest dokładne opisanie naszego problemu i naszych oczekiwań, a dopiero później weryfikacja jak dokładnie nasze potrzeby są przez dany program zaspokajane. Niemniej jednak, jeśli przykładowo szukamy programu, który pomoże nam “ogarnąć” komunikację z klientami, to nie ma sensu szukać go wśród programów wyspecjalizowanych w obsłudze produkcji czy zarządzania gospodarką magazynową w magazynach wysokiego składowania. Poniżej prezentuję najpopularniejsze skrótowce – kategorie programów spotykanych na rynku. Mam nadzieję, że to krótkie zestawienie ułatwi nieco poruszanie się po rynku oprogramowania dostępnego obecnie. CRM – (ang. Customer Relationship Management) – oprogramowanie służące do zarządzania relacjami z klientami. Zwykle pozwala na wsparcie w tworzeniu i monitorowaniu procesu ofertowania, komunikacji z kontrahentami, wysyłania mailingów, może też wspierać procesy marketing automation. ERP – (ang. Enterprise Resource Planning) – system do zarządzania zasobami przedsiębiorstwa. Jest to obecnie najbardziej popularna grupa oprogramowania, mogąca zawierać moduły pozwalające na obsługę sprzedaży i zakupów, magazynu, księgowości, kadr i płac, obiegu dokumentów, obsługi floty, zarządzania projektami i inne. BI – (ang. Business Intelligence) – zaawansowane narzędzia analityczne dla kadry zarządzającej, wyposażone w rozbudowane narzędzia ułatwiające wizualizację danych liczbowych trafiających do tego programu z innych systemów przedsiębiorstwa. DMS – (ang. Document Management System) – system pozwalający na zarządzanie obiegiem dokumentów.  WMS – (ang. Warehouse Management System) – zaawansowane rozwiązania informatyczne dedykowane do obsługi magazynu, w szczególności magazynu  wysokiego składowania. MRP – (ang. Manufacturing Resource Planning) – oprogramowanie umożliwiające prowadzenie gospodarki zasobami produkcyjnymi. Zasobami w rozumieniu systemu są materiały, urządzenia i pracownicy. RCP – rejestratory czasu pracy – programy ułatwiające monitorowanie ilości godzin przepracowanych przez pracowników, mogą być powiązane z czytnikami kart magnetycznych weryfikujących wejścia i wyjścia pracowników. Najczęściej zintegrowane są z systemami klasy ERP – z modułami kadrowo-płacowymi, zarządzania projektami, zadaniami i obsługą urlopów. PMS – (ang. Project Management System) – grupa systemów do zarządzania projektami, umożliwiającymi delegowanie i obsługę zadań, zarządzanie zasobami związanymi z projektem, monitorowanie postępów i rozliczanie. WCS – (Warehouse Control System) – zintegrowany system kontroli, który służy do zarządzania zautomatyzowanymi urządzeniami mechanicznymi w magazynie (np. układnicami pojemnikowymi, układnicami paletowymi, sorterami, przenośnikami) i kontrolowania ich działania, przy pełnej integracji z systemem zarządzania magazynem (WMS). [...]
biznes i zarządzanie / marketing / oprogramowanie / organizacja pracy / technologiaDziś internet jest wszechobecny – mamy go przy sobie w smartfonach, zegarkach, samochodach, urządzeniach monitorujących naszą aktywność, nasze zdrowie, a nawet życie, w urządzeniach gospodarstwa domowego – niemal wszędzie.  Dzięki szybkiemu internetowi dostępny jest dziś szereg możliwości, o których kiedyś wyłącznie pisali najznamienitsi pisarze w swoich powieściach z gatunku science fiction.  Internet to dziś codzienność, znajduje zastosowanie w wielu dziedzinach życia, biznesie. Wielu z nas nie wyobraża sobie świata bez internetu – czasem nawet chwilowy brak dostępu do sieci powoduje u niektórych osób poważne reakcje stresowe, wręcz histeryczne. Dla wielu niewyobrażalnym jest, że jeszcze niedawno istniał świat, w którym nie było internetu wcale. Pokusiłem się o krótkie zebranie zagadnień związanych z rozwojem internetu i sposobami jego wykorzystywania. Mam świadomość zastosowania pewnych uproszczeń i uogólnień, a także tego, że zdefiniowane przeze mnie kategorie są w pewnym sensie sztuczne, ponieważ ich reprezentanci często należą do kilku kategorii jednocześnie, a same kategorie często się przenikają. Mam jednak nadzieję, że pomimo uproszczenia, poniższe zestawienie pozwoli zapoznać się nieco szerzej z omawianą materią i naświetlić temat tym, którzy dotąd z tymi zagadnieniami kontakt mieli ograniczony. Komunikacja To chyba najbardziej oczywiste zastosowanie. Od lat używamy maili – wysyłamy je między sobą, zarówno w zastosowaniach prywatnych, jak i biznesowych, przekazujemy nimi informacje, oferty, dokumenty, czasem załączniki. Kiedyś stosowane były nagminnie w formie cold mailingu (czyli maili reklamowych wysyłanych w ciemno) – dziś raczej ta forma odchodzi w zapomnienie dzięki wprowadzeniu przepisów unijnych chroniących dane osobowe, tzw. RODO.Wiadomości e-mail nadal stosuje się także w formie newsletterów, a także płatnych kampanii reklamowych. Dziś mamy już także różne komunikatory, programy do porozumiewania się na odległość – zarówno w formie tekstowej, głosowej, jak i video (np. Messenger, WhatsApp, Viber, itp.).Pewną formą komunikatorów są popularne niegdyś czaty, czyli dostępne w przeglądarce internetowej na stronie okienka umożliwiające prowadzenie komunikacji pomiędzy różnymi użytkownikami. Dziś czaty nadal istnieją, ale zwykle już jako wersja przeglądarkowa popularnych komunikatorów. Dziś nawet połączenia telefoniczne tradycyjnej telefonii stacjonarnej realizowane są poprzez połączenia internetowe. Wsparcie pracy zdalnej Dzięki wykorzystaniu narzędzi do komunikacji zdalnej, obsługi delegowania i monitorowania realizacji zadań, rejestracji czasu pracy (RCP) i wielu innych narzędzi możliwe jest dziś prowadzenie pracy w formie zdalnej. Pandemia Covid-19 pokazała nam, że praca zdalna nie tylko jest możliwa, ale w wielu przypadkach sprawdza się nawet lepiej, niż tradycyjna praca stacjonarna. Istnieją badania, które wykazały, że efektywny czas pracy pracownika korporacji pracującego zdalnie jest dłuższy niż pracownika w biurze, a efekty tej pracy lepsze. Wiąże się to z kwestią większego skupienia, jakie pracownik ma szansę osiągnąć pracując z domu bez otaczającego szumu i zakłóceń charakterystycznych dla pracy w przestrzeni openspace, oraz braku przedłużających się “pogaduszek przy ekspresie do kawy”. Ponadto, w wielu branżach możliwość pracy zdalnej otworzyła nowe okazje do szukania atrakcyjnych warunków zatrudnienia. Przykładowo programiści nierzadko znajdują zatrudnienie w firmach z Europy zachodniej lub USA i pracują dla nich nie ruszając się z miejsca. Mieszkają nadal w Polsce, ale warunki pracy i wynagrodzenie mają zagraniczne.  Dostęp do wiedzy i informacji Portale oferujące najnowsze informacje ze świata to jedna z najbardziej prężnych gałęzi przemysłu opartego na internecie. Portale informacyjne dostarczają najnowsze informacje ze świata i prześcigają się w tym, kto pierwszy daną informację upubliczni. Pojawiło się tzw. zjawisko fake newsów, czyli wiadomości, które nie są opisem rzeczywistych wydarzeń, a wymyślonym przez jego autora opisem czegoś, co nigdy nie miało miejsca. Takie fake newsy służą podbijaniu oglądalności portalu lub danego newsa, czasem w celach humorystycznych, ale często służą także świadomemu wprowadzaniu zamętu informacyjnego wokół pewnych ważnych zagadnień.  Pierwotnie informacyjne serwisy internetowe oferowały swoją treść w formie tekstowej, ale wraz z rozwojem internetu – zaczęły pojawiać się portale, których zawartość obfituje w informacje prezentowane w formacie wideo. Dostęp do internetu spowodował także ułatwienie dostępu do wiedzy. Powstało wiele baz danych wiedzy naukowej, zdigitalizowano biblioteki, które obecnie udostępniają swoje zasoby w formie elektronicznej, istnieją portale, których wyłącznym zadaniem jest udostępnianie różnego rodzaju raportów, zestawień, publikacji czy danych. Pojawiło się mnóstwo kursów i szkoleń dotyczących najróżniejszych dziedzin życia, opublikowano wiele ebooków i publikacji umożliwiających zdobycie nowych umiejętności, a wiele treści edukacyjnych jest udostępnianych w formie blogów, podcastów oraz materiałów wideo na łamach portali typu Youtube. Rozrywka Niemal od początku istnienia internetu w internecie istnieją zasoby, które zachęcają ludzi do korzystania z nich w celach rozrywkowych. Różnego rodzaje portale oferujące treści służące do rozrywki – na początku rozwoju internetu były to głównie zasoby tekstowe, potem pojawiły się także portale oferujące obrazy (zdjęcia, memy, itp.), a wreszcie filmy (takie jak Youtube, czy Vimeo). Zwiększenie prędkości przesyłu ogólnodostępnego internetu spowodowało nowe możliwości – zaczęły pojawiać się serwisy oferujące muzykę online (serwisy typu Spotify, Tidal, czy Deezer). A obecnie dostęp do szerokopasmowego internetu pozwolił na pojawienie się na rynku oferty streamingu wideo typu Netflix, Viaplay, Player czy wiele innych.W międzyczasie powstały też portale, w których pierwotnym zamysłem była rozrywka. Mówię tu o portalach typu Facebook, Instagram, itp. Ich zawartość zmienia się sukcesywnie – pierwotnie były to portale oferujące głównie tekst i zdjęcia, dziś w dużej mierze są to zdjęcia i treści wideo. Pojawiły się też portale o podobnych założeniach, ale od razu nastawione na content wideo, np. TikTok. Towary i usługi Dzięki dostępowi do internetu rozwinęła się także cała olbrzymia dziedzina związana z handlem w internecie, tzw. e-commerce. W początkach internetu ta branża nie była specjalnie silna, ale wraz z rozwojem dostępności sieci zaczęto zauważać jej olbrzymi potencjał. Zaczęły się pojawiać sklepy internetowe, które oferowały najróżniejsze produkty i usługi. Z początku były to rozwiązania dość prymitywne, ale z biegiem czasu, gdy pojawiły się technologie związane z płatnościami online, bezpieczeństwem transakcji, ułatwieniami związanymi z dostawami zakupionych towarów oraz mobilnością – sklepy stały się przyjazne, łatwe w korzystaniu, a dzięki temu klienci zaczęli chętniej z nich korzystać. Obecnie do popularności sklepów i wzrostu ich sprzedaży przyłożyła się pandemia, dzięki której ludzie rozleniwili się i znacznie chętniej realizują wszelkie aktywności nie ruszając się z miejsca. To wpłynęło na znaczny wzrost sprzedaży branży e-commerce.Obok sklepów internetowych sprzedaż realizowana jest także poprzez marketplace’y, a więc platformy, które umożliwiają sprzedaż produktów i usług bez konieczności zakładania własnego sklepu internetowego, ani jest promocji w sieci. Takimi platformami są między innymi Allegro, eBay, czy Amazon. Każda z tych platform odnotowała znaczny rozwój, który dzięki pandemii został jeszcze spotęgowany.  Dostęp do tańszych usług Internet to także możliwość poszukiwania produktów lub usług znacznie dalej, nie tylko w miejscu zamieszkania. Dzięki temu możemy dotrzeć do innych towarów lub usług, niż te które znamy z oferty z naszego sąsiedztwa. Możemy też skorzystać na tym, że znajdziemy produkty lub usługi tańsze. Dzięki internetowi możemy takie usługi wyszukać sami, ale także skorzystać z usług różnego rodzaju porównywarek, typu Ceneo lub Skąpiec.Natomiast sam fakt istnienia internetu spowodował znaczne zmniejszenie cen niektórych towarów i usług. Wynika to z tego, że upowszechnienie internetu doprowadziło do zmiany modelu świadczenia niektórych usług czy oferowania produktów. Począwszy od oczywistej zmiany cen samego dostępu do internetu, przy jednoczesnym, wielokrotnym wzroście jego prędkości i jakości, jest wiele przykładów usług czy produktów, których ceny spadły, np. subskrypcja czasopism, zakup muzyki, wypożyczanie filmów, oraz biznesowo: abonament na zakup oprogramowania (szerzej o tym mówię nieco niżej), usługi związane z utrzymanie infrastruktury IT, zakup baz zdjęć i wiele innych. Dostęp do narzędzi informatycznych Szerokopasmowy dostęp do internetu umożliwił przeniesienie wielu aktywności biznesowych do internetu.  Pierwotnie zaczęto budować oprogramowanie w taki sposób, by umożliwić jego działanie w infrastrukturze sieci lokalnej, wewnątrz firmy. Rozwiązania umożliwiały pracę na programach, które instalowane były na komputerach poszczególnych użytkowników i łączyły się z serwerem, przesyłając do niego dane. Alternatywą były rozwiązania, które zakładały instalację oprogramowania na serwerze i pracę użytkownika za pośrednictwem terminala lub zdalnego pulpitu – w rzeczywistości bezpośrednio na serwerze. Rozwój internetu umożliwił udostępnianie zasobów, w tym także oprogramowania do sieci. Pracownicy firmy, poprzez internet, z dodatkowym zabezpieczeniem w postaci np. VPN, mogą uzyskać dostęp do oprogramowania, z którego korzystają będąc na miejscu w biurze.  Rozwój internetu przyniósł jednak szereg zmian także w technologiach programistycznych i umożliwił tworzenie oprogramowania w taki sposób, aby silnik systemu, jak w tych pierwszych rozwiązaniach, był umieszczony na serwerze, ale zasoby od razu były udostępnione do internetu i możliwe do uruchomienia za pośrednictwem przeglądarki internetowej, podobnie jak działające dotychczas strony WWW. Dzięki temu zaczęły powstawać najpierw proste rozwiązania informatyczne wykorzystujące przeglądarkę internetową jako interfejs programu firmowego, a z biegiem czasu zaczęto budować zaawansowane aplikacje i systemy możliwe do obsługi firmy i procesów w ten sposób. Dostępne na rynku są zarówno rozwiązania do obsługi pojedynczych zadań (np. obsługa newslettera, chatboty, kalendarze), zarządzania wycinkiem procesów realizowanych w firmach (np. zarządzania projektami, automatyzacji marketingu, edycji treści CMS), a także rozbudowane systemy do zarządzania (np. CRM, ERP, WMS). Firmy budują także rozwiązania ułatwiające komunikację ze swoimi partnerami (tzw. platformy B2B). Powstają także rozbudowane systemy stanowiące wsparcie dla biznesu, marketingu i obsługi zaplecza dostępnych portali, np. Google Analytics, Google AdWords, Meta Business Suite.  Generalnie, dziś większość producentów oprogramowania tworzy swoje oprogramowanie w wersji przeglądarkowej, lub z wariantem dostępu przez przeglądarkę. Wyjątkiem są drobne programy narzędziowe lub programy do obróbki grafiki lub wideo, wymagające dużych zasobów obliczeniowych komputer. Dodatkowo, wraz z rozwojem technologii mobilnych, zaczęto budować także aplikacje, których zadaniem było wykonywać wybrane funkcje głównego systemu za pośrednictwem smartfona. Marketing i reklama Rozwój internetu spowodował także radykalną zmianę podejścia biznesu do zagadnień marketingu. W sieci zaczęły pojawiać się firmowe strony internetowe – najpierw bardzo proste, wyłącznie tekstowe. Z biegiem czasu i rozwoju technologii firmy zaczęły budować zaawansowane strony internetowe i portale firmowe, nierzadko wyposażone w narzędzia B2B ułatwiające komunikację z partnerami, składanie i realizację zamówień, itp.  W początkach rozwoju internetu zaczęto stosować działania typu cold mailing, a więc wysyłanie wiadomości e-mail na adresy firm znalezione w sieci – w ciemno. Z biegiem czasu zauważono jednak stosunkowo niską skuteczność takich działań, więc działania te zostały zmarginalizowane.  Wprawdzie e-mail nie został definitywnie wyparty z działań promocyjnych i nadal wiele firm stosuje wysyłkę wiadomości cold e-mail – biznes skupił się na prowadzeniu innych działań marketingowych wykorzystujących możliwości internetu. Kanał wysyłki wiadomości e-mail jest dziś wykorzystywany do rozsyłania tzw. newsletterów, a więc wiadomości e-mail adresowanych do osób, które zgłosiły swoje zainteresowanie otrzymywaniem takich wiadomości. Maile te mogą zawierać informacje produktowe, branżowe lub edukacyjne z tematyką zbieżną do branży firmy wysyłającej newsletter. W dzisiejszych czasach, w dobie obowiązywania przepisów RODO – wysyłanie tradycyjnych e-mail w wariancie “cold” jest prawnie wątpliwe.Wraz z pojawieniem się portali social media (np. Facebook, Instagram, Linkedin) firmy zaczęły budować swoje profile na tych portalach i na rozwijanie ich poświęcają znaczne zasoby.  Dzięki internetowi realizowane są także tzw. działania contentowe, mające na celu budowanie wśród klientów wizerunku marki eksperckiej – służą do tego zarówno wpisy na portalach social media, prowadzenie podcastów, kanałów na youtube oraz blogi. Wzmacnianie tego typu wizerunku marki często osiąga się poprzez organizowanie tzw. webinarów, czyli spotkań online, podczas których rzesza uczestników obserwuje wykład lub prezentację organizatora mogąc komentować to wystąpienie lub zadawać pytania pisząc odpowiednią treść na czacie (komunikatorze).  Dodatkowo zaczęto wykorzystywać oferowane przez portale możliwości prowadzenia płatnych kampanii reklamowych. W początkach internetu kampanie te polegały głównie na wyświetlaniu różnych form wizualnych typu banery graficzne lub reklama tekstowa, które zlecało się właścicielowi portalu. Po zakończeniu kampanii klient otrzymywał raport mówiący o ilości wyświetleń i ilości kliknięć danej reklamy. Dziś portale udostępniają zaawansowane narzędzia do tworzenia i zarządzania reklamami, dają olbrzymie możliwości zarówno w zakresie dostępnych form reklamy, jak i mierzenia ich skuteczności, śledzenia aktywności klientów oraz docierania do nich z kolejnymi emisjami kampanii (remarketing). Wymiana danych Dzięki dostępności internetu zaczęto budować systemy, które nie tylko realizują swoje podstawowe funkcje, ale też komunikują się z innymi systemami wymieniając z nimi dane. Pierwsze systemy ERP działały w taki sposób, że realizowały zadania dotyczące obsługi magazynu, produkcji, zamówień, zarządzania, księgowości, kadr, itp. Było to rozbudowane oprogramowanie, aczkolwiek zamykało się w ramach przedsiębiorstwa, w którym było wykorzystywane. Wraz z rozwojem internetu zaczęto wprowadzać rozwiązania, które pozwalały na integrację rozwiązań informatycznych różnych firm i wymianę danych pomiędzy nimi. Przykładowo, jeśli firma X zamawia towar u swojego dostawcy, to operator systemu informatycznego firmy X wprowadza szczegóły tego zamówienia do swojego systemu, system ten komunikuje się automatycznie z systemem dostawcy składając od razu zamówienie w systemie dostawcy. Gdy dostawca zrealizuje zamówienie, to system dostawcy informuje od razu o tym fakcie system firmy X, a ten wprowadza do swojej ewidencji fakturę zakupu dostarczanego towaru, dokumenty przewozowe, magazynowe, oraz oznacza zamówienie jako zrealizowane. Wszystko dzieje się automatycznie, niemal bez udziału operatorów systemu. Ogranicza to w znacznym stopniu koszty pracy i eliminuje konieczność wykonywania prostych czynności, polegających na “przeklepywaniu” dokumentów z jednego systemu do drugiego. Podany przykład jest tylko jednym z dziś stosowanych. Obecnie systemy komunikują się między sobą wymieniając najróżniejszymi danymi. Zdarzają się systemy różnych firm komunikujące się między sobą w związku z procesami, jakie są w tych firmach prowadzone (np. system obsługi produkcji i logistyki w firmie X wysyłający informację do systemu firmy Y o terminach dostaw w związku ze złożonymi zamówieniami, albo system produkcyjny firmy X składający zamówienia w systemie dostawcy Y w związku z realizowanym procesem produkcyjnym i zapotrzebowaniem na odpowiednie podzespoły do produkcji). Często także spotykamy sytuację komunikacji pomiędzy systemami jednej firmy, tzn. sytuację, gdy firma posiada różne narzędzia do realizacji różnych zadań, a dane między tymi programami są wymieniane automatycznie, by korzystanie z dowolnego z nich nie powodowało przekłamań w pozostałych.  Zdarzają się także sytuacje, gdy rozdzielenie systemów, a w efekcie wymiana informacji pomiędzy nimi, jest wynikiem konieczności odseparowania jednego narzędzia od innych ze względów bezpieczeństwa lub jest podyktowana względami wydajności. Znam firmy, gdzie dział księgowości oraz kadr pracuje na swoim oprogramowaniu, a firma wdrożyła inne oprogramowanie do zarządzania projektami i zadaniami, oraz ich rozliczaniem. Systemy są ze sobą powiązane, dane się wymieniają, pracownicy otrzymują wszelkie niezbędne im do pracy informacje, a księgowość jest spokojna, że im nikt nie namiesza w rejestrach. Innym przykładem jest rozwiązanie, które polega na uruchomieniu oprogramowania do obsługi relacji B2B na zewnętrznym serwerze, a dane niezbędne do obsługi tego programu są wymieniane z systemem znajdującym się wewnątrz firmy. Dzięki temu, przykładowo, gdy klient firmy złoży zamówienie poprzez panel B2B – trafia ono bezpośrednio do głównego systemu wewnątrz firmy. Istotne jest to, że złożenie zamówienia przez klienta nie wymaga wpuszczenia klienta do głównego systemu firmy, co zapewnia firmie poczucie bezpieczeństwa. Wiele systemów informatycznych pozwala także na interakcję z urządzeniami mobilnymi. Za pośrednictwem smartfonów czy tabletów możliwa jest obsługa wybranych funkcji systemów informatycznych, podgląd danych, czy dostęp do firmowych zasobów. Tego typu integracja także wymaga wymiany danych między systemami, a dzięki internetowi jest ona możliwa. Dostęp do zasobów chmury i środowiska rozproszonego Chmura obliczeniowa to dziś pojęcie odmieniane przez wszystkie przypadki. Czym jednak ona jest? Zwykle określa się ją jako usługę udostępnienia zasobów przez usługodawcę.  Przykładami mogą być usługi dostępu do oprogramowania, udostępnionego za pośrednictwem internetu – użytkownik nie instaluje u siebie tego oprogramowania, nie musi utrzymywać zasobów związanych z serwerami, licencjami, itp. – jedynie łączy się z chmurą i używa udostępnionych zasobów. Innym, często wykorzystywanym zasobem udostępnianym w ramach chmury, jest przestrzeń dyskowa. Często wykorzystywana jest jako zasób do wykonywania kopii bezpieczeństwa plików znajdujących się na komputerach użytkowników. Niektóre usługi tego typu są nawet wbudowane są bezpośrednio w systemy operacyjne komputerów (OneDrive w Windows, iCloud w komputerach Apple), inne wymagają odrębnej konfiguracji. Dawniej głównym sposobem wykonywania kopii bezpieczeństwa w infrastrukturze firmy były napędy taśmowe, później macierze dyskowe, a obecnie są one sukcesywnie wypierane przez rozwiązania chmurowe.Istnieją także usługi służące do udostępniania plików w sieci, lub przesyłania plików o dużych rozmiarach między użytkownikami – niektóre z usług przechowują pliki w swoich zasobach do czasu ich usunięcia, inne automatycznie je usuwają po upływie narzuconego czasu (np. po 14 dniach). Chmurę obliczeniową stosuje się także jako zasób umożliwiający wykorzystywanie mocy obliczeniowej do realizacji innych usług. Przykładowo, wykorzystywanie zasobów chmury obliczeniowej wykorzystywane jest do szybkiego uczenia sieci neuronowych – uczenie nawet prostej sieci neuronowej wykorzystując zasoby jednego komputera może zajmować wiele godzin, podczas, gdy wykorzystanie zasobów infrastruktury chmury – może być realizowane w czasie liczonym w minutach. Przykłady tego typu obliczeń można by mnożyć – istotą jest fakt, że wykorzystując zasoby chmury, nie musimy inwestować w ich zakup i utrzymywanie – płacimy wyłącznie za to, co w rzeczywistości wykorzystujemy. Jest jeszcze jedna dziedzina, w której wykorzystywane są zasoby rozproszone, a mianowicie blockchain. Nie jest to wprawdzie klasyczna chmura obliczeniowa, natomiast jest to struktura informatyczna, która do swego istnienia wymaga wielu komputerów wymieniających między sobą informacje za pośrednictwem sieci internetowej. Upraszczając, struktura ta działa w ten sposób, że dane przechowywane na poszczególnych komputerach są pocięte na kawałki (na jednym komputerze nigdy nie ma całej informacji) i przechowywane są w niewielkich częściach na wielu komputerach jednocześnie (w razie awarii jednego komputera, ta sama informacja jest jeszcze zapisana na setkach innych). Dzięki takiej strukturze zapisane dane są bezpieczne zarówno ze względu na uszkodzenia pojedynczych komputerów, jak i ataki hackerskie. Struktura blockchain jest wykorzystywana między innymi jako baza informacji o kryptowalutach, wykorzystują ją coraz chętniej banki, a stosunkowo niedawno uzyskała miano “trwałego nośnika”. Medycyna. Monitoring i ochrona życia Internet dziś jest wykorzystywany do prostego śledzenia różnych parametrów naszego zdrowia – mierzymy sobie puls, tętno, długość i jakość snu, aktywność fizyczną i wiele innych. Wszystkie dane są zapisywane w chmurze, co pozwala nam przeglądać historię, wykonywać zestawienia i raporty, a wszystko dla naszego lepszego samopoczucia i dłuższego życia. Poza takimi prostymi zastosowaniami internet stosuje się także w bardziej zaawansowanych celach z dziedziny medycyny, monitorowania zdrowia i życia pacjentów. Przykładem mogą być różne urządzenia służące do monitoringu funkcji organizmu, np. holtery, które zbierają informacje na temat rytmu pracy serca pacjenta i wysyłają za pośrednictwem internetu bieżące dane na serwer. Z tych danych lekarz wyciąga odpowiednie wnioski i na ich podstawie stawia diagnozę. Znacznie bardziej zaawansowanym wykorzystaniem internetu w medycynie jest możliwość wykonywania zdalnych operacji chirurgicznych. Dzięki szerokopasmowemu internetowi możliwe jest dziś wykonanie operacji chirurgicznej na odległość, w trakcie której chirurg siedzi oddalony tysiące kilometrów od pacjenta, widząc go jedynie na monitorze. Pacjent jest w zasięgu ramion urządzenia, które jest sterowane zdalnie przez chirurga, a ten, wyposażony w specjalny panel sterowniczy, może wykonywać bardzo precyzyjne ruchy kończynami urządzenia przeprowadzając operację. Mówiąc o zastosowaniu internetu w medycynie należy także wspomnieć słowem o istnieniu rozwiązań informatycznych, dostępnych za pośrednictwem internetu, ułatwiających życie pacjentom. Należą do nich: e-recepty, e-skierowania, internetowe konto pacjenta, różnego rodzaju platformy umożliwiające podgląd online wyników badań, a także wyszukiwanie lekarzy o oczekiwanej specjalizacji z możliwością przejrzenia opinii na jego temat i umówienia się na wizytę. Technologie internetowe są także wykorzystywane do realizowania telekonsultacji i teleporad, czyli spotkań z lekarzem bez konieczności wychodzenia z domu. [...]
biznes i zarządzanie / biznesowe ABC / oprogramowanie / technologiaNiektórzy jeszcze pamiętają koszmar internetu wdzwanianego o kryptonimie 0202122. Dla tych, którzy nie wiedzą o czym mówię, chodzi o internet wdzwaniany, działający za pośrednictwem modemu telefonicznego podłączonego do komputera. Z poziomu komputera inicjowało się połączenie telefoniczne pod numer 0202122 i po chwili (o ile udawało się połączyć), mieliśmy dostęp do internetu. Można było surfować po zakątkach internetu z szaloną prędkością nie przekraczającą 56kb/s. Tak, tu nie ma literówki, ani błędu: kilobitów na sekundę. Nie wspomnę o tym, że wartość 56 była marzeniem, bo zwykle była to wartość na poziomie 20… i do tego co chwilę połączenie się zrywało. W takich to warunkach wzrastał polski biznes przełomu lat ‘90 i 2000. Był rok 2000. Byłem krótko po studiach i byłem gotowy do tego, by podbić świat. Wpadłem na pomysł, by zbudować aplikację, która umożliwi wystawianie faktur online. Miałem już na koncie zbudowany rok wcześniej portal internetowy oko.info.pl (w którym opisałem swoje doświadczenia okołonaukowe z czasu studiów), więc miałem już trochę wiedzy i doświadczenia w tworzeniu rozwiązań online. Projekt fakturka.com zrealizowałem skutecznie – jest dostępny do dziś w internecie. Aplikacja była pierwszym tego typu systemem w polskim internecie – dziś nazwalibyśmy ją pierwszym systemem SaaS (System as a Service), ale w tamtych czasach pojęcie SaaS jeszcze nie istniało. Pomimo tego, że fakturka.com nie miała konkurencji, nie odniosła wielkiego sukcesu, bo w tamtym czasie nie było skutecznych sposobów na jej promocję: nie istniał portal google, facebook, instagram, ani linkedin. Poza tym: ze względu na ograniczoną dostępność internetu – na tego typu system było jeszcze po prostu za wcześnie.  Rok później postanowiłem, że nawiązując do portalu oko.info.pl, wykorzystując wiedzę i kontakty, które zdobyłem tworząc go, zbuduję platformę dla salonów optycznych i okulistycznych, ułatwiającą zamawianie szkieł okularowych i soczewek kontaktowych. W tamtym czasie zamówienia tego typu były realizowane za pośrednictwem telefonu lub przesyłane faksem, w formie pisanych odręcznie zamówień. Ilość błędów i pomyłek była tak duża, że mój pomysł spotkał się z ogromnym zainteresowaniem wśród producentów szkieł i soczewek, których w tamtym czasie odwiedziłem, min. Zeiss, Hoya, Ciba Vision. Pomysł był taki, że powstanie program offline do obsługi salonu optycznego, który zostanie bezpłatnie dostarczony salonom, które zdecydują się na współpracę z nami. Program miał pozwalać na prowadzenie kalendarza wizyt, kartotek pacjentów i wypisywanie zleceń (szkieł lub soczewek). Pacjent, któremu zalecono korektę wzroku, miał składać zamówienie, a to za pośrednictwem internetu, miało trafiać bezpośrednio do właściwego producenta. U nas miała pozostać tylko drobna prowizja od sprzedaży. Projekt niestety się nie powiódł – dostępność komputerów i internetu w tamtym czasie były tak niskie, że stanowiło to definitywnie zaporową przeszkodę w tego typu działaniach, budowie i rozwoju takiego systemu.Pomysł, który wyprzedza swój czas, nie zawsze jest dobrym pomysłem. Dziś w internecie istnieją już zarówno programy do wystawiania faktur, prowadzenia firm, a także różne systemy integrujące systemy partnerów handlowych, platformy B2B i marketplace’y. [...]
biznes i zarządzanie / organizacja pracy / planowanie strategiczne / zarządzanie projektamiCzęsto spotykam się z pytaniami  na temat tego, jakie są różnice pomiędzy projektem a procesem. Istnieją między tymi zagadnieniami pewne podobieństwa, więc nic dziwnego, że czasem rozróżnienie ich może stanowić pewną trudność. Postaram się więc wykazać podobieństwa i różnice pomiędzy tymi pojęciami, aby rozwiać wszelkie wątpliwości i ułatwić ich rozróżnianie. Po pierwsze projekt, zgodnie ze swoją definicją, ma w zamyśle wytworzenie nowego produktu lub usługi, czegoś czego jeszcze dotąd nie stworzyliśmy. W wyniku realizacji procesu powstaje produkt lub usługa, która jest powtarzalna, dobrze określona i wcześniej wytworzona. Ale już ta pierwsza różnica potrafi sprawić sporo problemów interpretacyjnych. Przykładowo: czym jest dla naszego zespołu wytworzenie produktu, którego nigdy nie wykonywaliśmy, a który inna firma wytwarza w sposób powtarzalny od pewnego czasu. Bo to, że dla tamtej firmy, jest to proces – nie podlega dyskusji. Ale my nie mamy doświadczeń w tworzeniu tego produktu, nie wiemy jak to robić. Czym więc jest to dla nas? I tu, wbrew pozorom, odpowiedź nie jest banalna.  Jeśli bowiem mówimy o produkcie realizowanym na licencji, lub w ramach jakiegokolwiek transferu technologii, a więc otrzymaliśmy od tej drugiej firmy dokumentację, opis procedury wykonywania tego produktu – wtedy produkt powstaje w ramach procesu, ponieważ kolejne kroki są znane, ustalone i powtarzalne. Nie możemy mówić o projekcie.  Jeśli natomiast wiemy tylko tyle jak ma wyglądać produkt finalny, bo przykładowo widzieliśmy produkt konkurencji, ale nie mamy żadnej wiedzy na temat jego produkcji i musimy dojść do tego sami – wtedy mamy do czynienia z projektem. Wszystkie kroki musimy zaplanować, przewidzieć, rozdzielić pomiędzy członków załogi, a w trakcie realizacji i tak okaże się, że coś wymaga innego pomysłu lub innych założeń. Po drugie droga dotarcia do osiągnięcia realizacji założeń projektu jest pierwotnie wytyczona zgrubnie, a doprecyzowywana w trakcie postępowania realizacji projektu. Realizując projekt wiemy jakie będą najbliższe kroki, które musimy wykonać, ale zwykle od efektu ich realizacji zależy to, co będzie konieczne do wykonania w krokach kolejnych. Nawet jeśli zaplanujemy skrupulatnie wszystkie kroki w projekcie i zdefiniujemy każde konieczne do wykonania zadanie – w trakcie realizacji projektu okaże się, że pierwotny plan wymaga modyfikacji – czegoś nie przewidzieliśmy, coś się zmieniło, coś zostało doprecyzowane.Rozważmy projekt budowy domu. Teoretycznie możemy z góry zaplanować kolejne kroki w projekcie, wiemy co po czym następuje, ile trwa i kto te kolejne kroki realizuje. Niestety, często zdarzają się sytuacje nieprzewidziane typu: niespodziewane zmiany pogody wpływające na szybkość schnięcia zapraw i ich finalną wytrzymałość, brak dostępności jakiegoś materiału i konieczność zastąpienia go innym, a nawet tąpnięcia gruntu lub zbyt wysoki poziom wód gruntowych. Każda z tych okoliczności powoduje konieczność zmiany sposobu postępowania, często dołożenie kolejnych zadań w projekcie, a w efekcie zmianę ostatecznego produktu. Można się pokusić o stwierdzenie, że w rzeczywistości nie istnieją dwa identyczne budynki, nawet jeśli zostały zaprojektowane identycznie i budowane są według tych samych założeń oraz technologii. Proces natomiast jest z góry ustalonym porządkiem kolejnych działań, dobrze określonych, prowadzących do wytworzenia powtarzalnego produktu lub usługi. Jedyne, co może wystąpić niespodziewanego w przypadku procesu, to nieobecność pracownika, który w tym procesie bierze udział. Oczywiście, stanowi to pewien problem dla organizacji, ale zastąpienie jednego pracownika innym nie wpływa na sposób realizacji procesu, ani nie zmienia produktu końcowego. To, że w projekcie droga dotarcia do założonego celu jest wyznaczona zgrubnie, jest znacznie bardziej widoczna w przypadku realizacji projektu korzystając z tzw. metodyk zwinnych (więcej o tym we wpisie Projekty – metodyki – waterfall, agile). W metodykach zwinnych zdefiniowane są zadania, jakie są do wykonania w najbliższych dniach, nawet przy projektach o wielomiesięcznej perspektywie. Każde następne zadania są definiowane po weryfikacji wyników prac nad zadaniami poprzednimi. W przypadku tzw. metodyk waterfall zadania są zdefiniowane niemal od początku i nawet bardzo odległe kroki są doskonale znane i zaplanowane. Oczywiście, dopiero w trakcie realizacji projektu okazuje się, które z zadań zostały zaplanowane błędnie, nie przewidziały pewnych okoliczności i wymagają przemodelowania. [...]
organizacja pracy / planowanie strategiczne / zarządzanie czasem i zasobami / zarządzanie projektamiSporo już o projektach wiemy. Powstaje jednak pytanie: w którym momencie zaczynamy projekt i co jest jego początkiem? Problem pojawia się bowiem w związku z tym, że w obu przytoczonych powyżej przypadkach o projekcie możemy mówić znacznie wcześniej. Żeby wybudować dom najpierw koniecznych jest wiele wcześniejszych kroków, tj. znalezienie właściwej działki i jej zakup, przygotowanie dokumentacji budowlanej (włącznie z projektem budowlanym), wybór wykonawców… a dopiero wtedy można rozpocząć samą budowę. Analogicznie z drugim przykładem – wykonaniem strony internetowej – najpierw należy podjąć decyzję dotyczącą funkcji budowanej strony, czego ma dotyczyć, jakie ma realizować funkcje (inaczej wygląda zwykła wizytówka, inaczej strona z blogiem firmowym, a inaczej sklep internetowy), rozważyć kwestie wizualne, technologię, aż wreszcie wybrać wykonawcę. Trochę też to, kiedy zaczyna się projekt i jaka jest jego konstrukcja, zależy od punktu widzenia. Jeśli w powyższym przykładzie patrzymy oczami wykonawcy – zakup działki nie jest dla niego istotny i jego projekt dotyczy wyłącznie tego wycinka prac, który on sam musi zrealizować. Dla inwestora natomiast (właściciela domu) projektem jest cała procedura: od pomysłu, aż do zamieszkania w nowym domu. Tak czy inaczej, podchodząc do realizacji projektu, konieczne jest wyznaczenie jego ram czasowych. Konieczne jest ustalenie daty początku i końca projektu. Nawet, jeśli te daty zostaną w trakcie realizacji projektu zmienione, to i tak ich istnienie jest kluczowe dla projektu.Na podstawie tych dat możemy wyznaczać różne wskaźniki projektu, definiować postęp i stopień realizacji, oraz alertować o niebezpieczeństwie przekroczenia terminu wykonania prac. Wyobraźmy sobie, że w naszym przykładzie dotyczącym budowy domu pomiędzy wykonawcą a właścicielem domu nie zostanie zdefiniowana data zakończenia prac (data końca projektu). Z punktu widzenia właściciela domu z jednej strony powodowałoby to frustrację, ponieważ nie będzie wiedział kiedy wreszcie będzie się mógł wprowadzić do “nowego gniazdka”. Z drugiej strony – nie będzie w stanie przygotować się finansowo do realizacji płatności związanych z odbiorem prac, bo nie będzie wiedział na kiedy. Z trzeciej strony – nie będzie w stanie we właściwym czasie podejmować decyzji dotyczących np. wyboru glazury, armatury, czy jakichkolwiek niezbędnych elementów budowy.Z punktu widzenia wykonawcy określenie ram czasowych projektu jest przynajmniej tak samo ważne. Z jednej strony ustalenie ich pozwala na zaplanowanie prac poszczególnym pracownikom i sukcesywne rozliczanie ich z realizacji zadań. Z drugiej strony umożliwia wyliczenie kosztów pracy i określenie rentowności realizacji projektu. Z trzeciej strony – pozwoli zaplanować kolejne projekty po zakończeniu obecnej realizacji. [...]
biznes i zarządzanie / oprogramowanie / organizacja pracy / planowanie strategiczne / zarządzanie projektamiZadania mogą być grupowane w pewne większe całości – tzw. kamienie milowe. Realizując projekt wyznaczamy kamienie milowe, czyli punkty w czasie, które są związane ze skutecznym zrealizowaniem wszystkich zadań, a które zostały opisane jako wymagane do osiągnięcia kamienia milowego. Osiągnięcie kamienia milowego jest więc zamknięciem pewnego etapu projektu i daje możliwość rozpoczęcia kolejnego etapu jego realizacji. Projekty mogą być realizowane w różnym celu i w różnych dziedzinach życia. Mówimy przykładowo o projektach budowlanych, projektach inżynieryjnych, projektach informatycznych, ale także o projektach edukacyjnych. Każdy z nich ma swoją specyfikę, a produkty, jakie powstają w wyniku ich realizacji, są inne dla każdego z tych typów. Rozpatrzmy taki przykład: projekt budowlany, a konkretnie budowa domu jednorodzinnego. Na taki projekt składa się kilka kamieni milowych, np. wykonanie fundamentów, wymurowanie ścian, wykonanie wieńców, wykonanie dachu, montaż okien i drzwi, wykonanie elewacji, wykonanie instalacji wewnętrznych, prace wykończeniowe. Natomiast na każdy z kamieni milowych składa się szereg pojedynczych zadań – przykładowo kamień milowy “wykonanie prac wykończeniowych” może składać z następujących zadań: tynkowanie ścian, układanie glazury i terakoty, fugowanie, obróbka ścian i sufitów gładzią, szlifowanie ścian i sufitów, malowanie ścian i sufitów, biały montaż. I oczywiście każde z tych zadań możemy przypisać innej osobie lub zespołowi do wykonania, możemy ustalić kolejność realizacji tych zadań, terminy ich wykonania, a także poprzedniki i następniki (o ile relacja ścisłych zależności występuje). Możemy także ustalić czas, jaki powinien wystarczyć na wykonanie każdego z tych zadań.   Innym przykładem może być projekt wykonania strony internetowej, na który składać się mogą następujące kamienie milowe: opracowanie treści, wykonanie projektu graficznego, wykonanie mechanizmów strony internetowej, wyposażenie mechanizmów strony internetowej w opracowaną wcześniej szatę graficzną i treści, uruchomienie gotowej strony internetowej w internecie. I przykładowo ostatni z etapów może zawierać następujące zadania: konfiguracja hostingu, konfiguracja domeny, podłączenie certyfikatu SSL, skopiowanie skryptów strony i bazy danych na serwer, testy i optymalizacja strony na docelowym serwerze. Podobnie, jak w przypadku poprzedniego przykładu, tu także możemy zadaniom przypisać osoby, priorytety, daty i czas, a także następniki i poprzedniki opisujące relacje ścisłej zależności zadań. [...]
biznes i zarządzanie / organizacja pracy / planowanie strategiczne / zarządzanie projektami / zarządzanie zespołemZacznijmy od krótkiej definicji, która przybliży nam nieco zagadnienie. Projekt to przedsięwzięcie, które charakteryzuje się określonym czasem trwania, posiada określony początek i koniec, a celem jego istnienia jest wytworzenie unikatowego produktu lub usługi. W projekcie charakterystyczne jest też to, że jego detale są doprecyzowywane w trakcie realizacji projektu. Projekty zwykle są podzielone na mniejsze części – zadania, które nie są, lub są ze sobą powiązane, następują jedno po drugim, lub zdefiniowane są jednocześnie. Należy mieć świadomość, że w zależności od projektu i zakresu prac, czasem zadania muszą następować jedno po drugim, a w innym przypadku nie ma znaczenia, które zadanie zostanie wykonane pierwsze. Wyobraźmy sobie projekt dotyczący budowy domu. Naturalnym jest, że najpierw trzeba wykonać fundamenty, następnie ściany, a potem dach. Nie da się tego zrobić w innej kolejności. W nomenklaturze zarządzania projektami wprowadzono pojęcia następnik i poprzednik, aby opisać takie zadania, których realizacja ściśle zależy od efektu realizacji innego zadania, lub wpływa na inne zadanie. W naszym przykładzie zadanie wykonania fundamentów będzie poprzednikiem dla murowania ścian, zadanie budowy dachu – następnikiem dla murowania ścian. Następnik może być zaplanowany niezwłocznie po zakończeniu swojego poprzednika, ale często występują sytuacje, gdy niezbędne jest odczekanie jakiegoś czasu, zanim zostanie podjęta realizacja zadania następnika. I znów, odnosząc się do naszego przykładu, murowanie ścian zaraz po zalaniu fundamentów będzie kiepskim pomysłem – konieczne jest zachowanie tzw. przerwy technologicznej na wyschnięcie zaprawy i nabranie przez fundament odpowiedniej wytrzymałości. Musimy więc założyć, że po zakończeniu zadania związanego z wykonaniem fundamentów, podjęcie prac nad murowaniem ścian jest możliwe po (przykładowo) 7 dniach od wykonywania fundamentów. Z drugiej strony w projektach istnieją zadania, które nie są ze sobą powiązane i ich realizacja jest konieczna, ale kolejność wykonania – bez znaczenia. W naszym przykładzie, związanym z budową domu, zadanie polegające na montażu gniazdek elektrycznych może być realizowane niezależnie od zadania dotyczącego tzw. białego montażu (umywalki, toalety, itp.). Oba te zadania są konieczne do wykonania, ale to czy najpierw swoją pracę wykona ekipa hydraulików czy elektryków – jest (poza sytuacjami wyjątkowymi, których nie chcę tu rozpatrywać) zupełnie obojętne. Oczywiście – do wykonania tych zadań konieczne jest uprzednie wykonanie ścian, instalacji i innych elementów, ale wzajemna zależność obu powyższych zadań – nie występuje. Istotą takich ściśle powiązanych zadań jest to, że zmiana terminu realizacji jednego z tych zadań implikuje konieczność zmiany terminu zadań pozostałych. Znane są powszechnie sytuacje, gdy np. brak dostępności jakiegoś materiału powoduje konieczność opóźnienia wykonania jakiegoś zadania (etapu prac), a w konsekwencji zatrzymanie całej serii zależnych od tego etapu zadań. Powodów takich zmian w harmonogramie projektu może być cała masa, ale należy mieć świadomość, że w przypadku zadań powiązanych nawet niewielka zmiana w terminie realizacji jednego zadania może powodować całą serię zmian terminów wykonania innych zadań, a w efekcie może zagrozić terminowej realizacji całego projektu. Należy też pamiętać, że planowanie wykonywania poszczególnych zadań przez organizację wiąże się często z koniecznością koordynacji zajętości zespołów wykonujących te zadania z innymi obowiązkami, które mają zaplanowane do wykonania w innych projektach. W efekcie zmiana terminu realizacji jednego zadania może spowodować konieczność wprowadzenia całej kaskady zmian w terminach zespołów w tym i innych projektach. Zwykle taka zmiana stanowi poważny problem dla organizacji, a czasem jest wręcz powodem sporego kryzysu. Zadania mogą być przypisane do konkretnych zespołów lub pojedynczych osób, mają ramy czasowe (początek i koniec), mogą mieć też przypisane priorytety. [...]